Dodaj do ulubionych

Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ;(

05.01.07, 23:03
Mijea trzeci dzień bez mojej suni. Miała 15 lat i była wyjątkowa, każdy pies
jest inny, jedyny w swoim rodziaju. Jak była malutka chorowała na zapalenie
ucha, lekarz mówił, że pies pewnie nie przeżyje, ale opiekowaliśmy się nią,
robiliśmy zastrzyki i wyszła z tego- była a nami 15 lat, aż do następnej
choroby- bezlitosnej, przy której wszystkie wysiłki i starania przegrywają-
raka. Ostatnia noc była straszna, już wiedziałam, że uśpie ją, ale wierzyłam
cały czas, bo niestety nadzieja umiera ostatnia, że jej sie poprawi. Nie
spałam tylko chodziłam za nią i ją głaskałam i masowałam. Zdechła nad ranem,
na rękach mojej babci. Uścisk w żołądku który czułam cały czas kiedy chorowała
puścił, i dotąd nie mogę przestać płakać. Wszędzie ją widze, słysze stukanie
pazurków, drapanie w łóżko, żeby powiedzieć "hop" bo tylko wtedy wskoczyła,
albo żeby ją smyrać za uszkiem. Nie zdążyliśmy jej uśpić... uprzedziła nas.
Nie chcialiśmy dopuścić żeby cierpiała, ale i tak się umęczyła. Przez naszą
nadzieje zwierzęta często niepotrzebnie ciepią. Wiedziała, że z tego nie
wyjdzie, ale miałam ciągle nadzieje na poprawe.

A teraz jest tak strasznie pusto i nie wiem czy mi minie ten żal, poczucie
winy i straty. To okropne, ale po żadnym człowieku aż tak nie płakałam- a
straciłam ojca i pradziadka. Ale z nimi nie byłam tak związana. Dziadka znałma
słabo a ojca rzadko widziałam. A moja sunie była zawsze. Jak płakałam
przychodziła i patrzyła na mnie i przekrzywiała łepek, myśląc o co mi chodzi.
Jak się usmiechnęłam zaczynała dopiero merdać ogonkiem. Wczoraj byli sąsiedzi
od razu zauważyli, że jakoś cicho się zrobiło- mój pies słynął z tego, że
ujadał ilekroć domofon zadzwonił. A teraz przychodze do domu, a tu cisza-
brakuje mi nawet tego co było kiedyś uciażliwe, nie przybiega już do mnie.
Brakuje mi jej nawet jak otwieram coś słodkiego, bo od razu była przy mnie i
sie dopominała ilekroś usłyszała szeleszczenie. Brakuje mi tego, że wszędzie
znajdowałam jej pokarm zakopany.
Do końca szczekała jak ktoś przyszedł. Przychodziła żeby ją głaskać, czekała
na mnie jak zwykle gdy szłam do łazienki, nawet w noc śmierci.

A teraz leży zakopana z lasku, owinięta w moje dziecięce kocyki, ze swoim
zimowym wdziankiem uszytym przez mame, a ja nie mogę sie pogodzić, że jej
więcej nie pogłaszcze nie zobacze, nie ucałuje pyszczka. Serce mi się kroi.
W życiu bym nie przypuszczała że to aż tak będzie bolało.Niby wiadomo, że psy
nie żyją tyle co my, ale to nie zmniejsza potem bólu.
Wmawiam sobie, że już przynajmniej nie cierpi, ale i tak bym wolała, żeby była
jeszcze z nami. Na szczotce znalazłam jej kłaczki, schowałam je do koperty
wraz ze zdjęciem. Może to głupie, ale chce jakoś uczcić pamięć
najcudowniejszego mojego psiulka.
Teraz mam wrażenie, że to nigdy nie minie- jej smycz jeszcze wisi...

Przepraszam, ale musiałam się wyżalić, ale już nie mogę znieść tej pustki...
Obserwuj wątek
      • misscraft Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 05.01.07, 23:27
        Też ją tuliłam, kiedyś wtedy na mnie warczała, a teraz pozwalał mi na to, może z
        braku siły, a może potrzebowała tego. Przez ten rok była z niej straszna
        pieszczocha większa niż zwykle, może czuła, że nadchodzi powoli to co nieuchronne...
        Ja się dowiedziałam miesiąc temu o raku, a teraz jużnie ma mojego Czarnego
        Słoneczka:(
        Najgorsze jest jak się zwierzak męczy, nie wiadomo czy coś go boli, czy mu
        niedobrze, jak mu ulżyć, bezradność mnie dobijała. Próbowałam wszytskiego. Nie
        podtrzymywała jej zycia tylko chciałam zmniejszyc ewentualny ból.Masowałam,
        smyrałam głaskałam, całowałam nawet.
        Nie czekaj aż nastąpi najgorsze, kiedy pies się już naprawdę będzie męczył, choć
        wiem, że niestety nadzieje umiera ostatnia:(
        Moja ciocia pół roku zajmowała się chorym spem, który nie chodził prawie na
        tylne łapy, nosiła go i podtrzymywała kiedy sie załatwiał, nie spał i inym nie
        dawał spać. Kiedy zaczął skamleć i wyć po nocach zdecydowała sie na uśpienie,
        ale nie była w stanie sama go zawieźć wysłała syna, który i tak zemdlał w
        gabinecie. To musi być straszne przeżycie... Moja ciocia schudła 10 kilo
        opiekując się tym psem, ale kiedy zdecydowała o uśpieniu wyrzucała sobie, że
        "zabiła swojego psa"! Żadne wyjście nie jest bezbolesne kiedy zwierze choruje.
        • iwa_ja Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 05.01.07, 23:40
          misscraft napisała:

          > Nie czekaj aż nastąpi najgorsze, kiedy pies się już naprawdę będzie męczył,
          choć wiem, że niestety nadzieje umiera ostatnia:(
          Ale ja nie wiem, czy on się męczy! Jednego dnia jest w porządku, drugiego dnia
          gorzej, trzeciego dnia do dupy i kiedy juz jestem w dole, Rudi nagle staje się
          pełnosprawnym piesem!

          > Moja ciocia pół roku zajmowała się chorym spem, który nie chodził prawie na
          > tylne łapy, nosiła go i podtrzymywała kiedy sie załatwiał, nie spał i inym nie
          > dawał spać. Kiedy zaczął skamleć i wyć po nocach zdecydowała sie na uśpienie,
          > ale nie była w stanie sama go zawieźć wysłała syna, który i tak zemdlał w
          > gabinecie. To musi być straszne przeżycie... Moja ciocia schudła 10 kilo
          > opiekując się tym psem, ale kiedy zdecydowała o uśpieniu wyrzucała sobie, że
          > "zabiła swojego psa"! Żadne wyjście nie jest bezbolesne kiedy zwierze choruje.

          Nie chcę tego czytać! Schudłam w trzy miesiące 12 kg... Ale Rudi pięknie je,
          stracił anemię, warczy na sasiadow, sam chodzi po schodach (chociaż jest slepy).
          Czy zabilibyście członka rodziny dlatego, że jest ślepy?!!!!!
          • misscraft Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 05.01.07, 23:58
            Pewnie, że nie. No to w takim razie to jeszcze nie dramat- poza ślepotą nic mu
            nie jest? Więc ciesz się z tego. Mnie chodziło o sytuacje jeśli by już bardzo
            cierpiał, nie jadł. Moja sunia przdostaniego dnia nie chciała nawet pić, a nie
            chciała jeć od kilku dni, nawet mięska na które normalnie się rzucała:( to jest
            dopiero ból. Dajesz co możesz, a tu nic z tego. W końcu zmieliłam jej mięcą z
            marchewką i zmieszałam z rosołem i wlewałam po trochu do pyszczka, żeby coś
            miała w tym brzuszku.
            A Twój piesek jest już stary?
            Widzisz pies cioci dożył 19 lat, przeżył przejechanie samochodem(oboma kołami go
            przejechał) i potem jeszcze żył długie lata.
            • pchliczek Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 08.01.07, 17:34
              Wiesz troszkę mi się dziwnie czyta to, co napisałaś. Z jednej strony piszesz o
              śmierci ukochanego psa a z drugiem mówisz, że wasz kot zdechł. Z jednej strony
              uczucie z drugiej jakieś takie totalnie beznamiejętne stwierdzenie "zdechł kot"
              Bardzo mnie to razi. Jakby kot nie zasługiwał na to by powiedzieć o nim, że
              odszedł czy umarł.
              p.
              • misscraft Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 08.01.07, 22:01
                ja nie przywiązuje do tego takiej wagi, to tylko słowo, może dziwnie to brzmi,
                ale kot Wampirek odszedł prawie 10 lat temu, dlatego może już się znieczuliłam i
                nie razi mnie tak słowo, że zdechł, to znaczy to samo, ten sam ból, ale wtedy
                też bardzo to przeżywałam, wcale nie traktuje kotów niesprawiedliwie, oba
                kochałam tak samo. Razem sie fajnie bawiły. Ale czy raziło by Cie jakbym
                napisała, że mi sunia zdechła? Wiem, że to członek rodziny, ale ja pisze co mi
                ślina na język przyniesie i słowa: umarł, zdechł, odszedł to dla mnie synonimy w
                danym momencie.
                Teraz jestem przewrażliwiona na punkcie mojego psa, była z nami 15 lat, a teraz
                już jej nie ma.
              • misscraft Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 08.01.07, 22:18
                Poza tym skąd wiesz, że beznamietne, przecież to napisałam, a gdybym mówiła
                zabrzmaiłoby bynajmniej nie beznamiętnie. Szczególnie, że mieliśmy już wcześniej
                dwa inne koty, oba uciekły, jeden był pupilkiem babci, a drugi mamy, a
                Wampirek(od wystająych kiełków) był tylko mój. Za mną chodził, mnie usypiał do
                snu mruczeniem, leżąc mi na klatce piersiowej, i odchodził kiedy zasnęłam.
                Chorowałam tydzień po jego śmierci, więc jak nie wiesz to nie zarzucaj nieczułości.
                Jasna dla mnie jest, że oba zasługują na pamięć i szacunek. Ale rana po suni
                jest poprostu świeższa.
              • bellyda Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 03.10.08, 15:47
                Przepraszam, wiem, że się to wielu osobom nie spodoba, ale muszę to
                powiedzie. Naprawdę mi jest wszystko jedno czy o kimś napiszemy , że
                umarł odszed czy zdechł, tak samo umierają- zdychają ludzie i
                zwierzęta. Wg mnie nie ważne jak odejście okreslimy, ważne co
                czujemy. Jak umrę możecie powiedziec, że zdechłam, mnie już będzie
                wszystko jedno.
                Przeżywałam wiele odejś zwierząt, ludzi, wiem jak strasznie boli
                brak kogoś.
      • po.prostu.ona Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 05.01.07, 23:28
        Wiem jak to jest, ja straciłam w październiku kocurka ukochanego, krótko był z
        nami, ale pokochaliśmy go całym sercem. Był wspaniałym, wyjątkowym,
        prześlicznym stworzeniem i jego nagła śmierć (zawał serca) poraziła nas. Nie
        będę pisała o dniach smutku i rozpaczy - mojej i mojego synka. Napiszę co nam
        pomogło - drugi kot. A właściwie koteczka, która trafiła do nas we wręcz
        magiczny sposób.
        Jest z nami już od z górą miesiąca. I choć tamtego przyjaciela, którego
        utraciliśmy w tak bolesny sposób, nigdy nie zapomnimy (ja wciąż mam wrażenie,
        że mam DWA koty) - to koteczka daje nam tyle radości i szczęścia, że tamto
        tragiczne rozstanie łatwiej znieść.
        Mocno ściskam i z całego serca życzę aby twoje cierpienie zostało ukojone!
        • misscraft Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 05.01.07, 23:37
          Teraz chyba nie potrafiłabym pokochać innego zwierzaka.
          Na kolejne zwierze może bym się kiedyś zdecydowała gdyby nie babcia, ona za
          bardzo to przeżywa i mówi, że nie chce więcej. Nie chce jej zmuszać. Kota odkąd
          nasz dechła dawn temu też nie mamy, bo babcia tydzień chorowała jak zdechł. Może
          jak będę mieszkać sama, ale takiego jak moje Czarnulki już nie będzie...
            • magosa55 Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 31.07.14, 03:55
              isabelchen napisał:

              > strasznie współczuję, kocham zwierzaczki i sama mam jeszcze przed oczami
              > cierpienie mojego kotka....weź nowego pieska albo kotka, life go's on

              Właśnie pożegnałam swojego ukochanego spanielka Fredzia, który był ze mną 13 lat ( o wiele za krótko). Męczył się ostaniej nocy bardzo. Nie spałam, tylko głaskałam go, a on chciał być blisko, jakby przeczuwał, że odchodzi. Nie wezmę nowego pieska, przynajmniej nie teraz. Może to dziwne, ale czułabym, że zdradzam moją niunię, która zawsze wiernie na mnie czekała, zabawnie kopała doły na polu i którą kochali wszyscy sąsiedzi. Jak nie kochać kochanej istotki, która od każdego upominała się czułości i serdeczności. Żegnaj Freniu najdroższy i do zobaczenia.
          • sonia765 Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 06.01.07, 00:10
            Po raz nie wiadomo który cieszę się, że jest takie forum.. Można się wypłakać i
            nikt się z człowieka nie nabija, a wszyscy rozumieją i współczują. Wielu ma za
            sobą śmierć zwierzaka, inni dopiero ją przeżyją.

            Z całego serca współczuję i jestem z Tobą. 15 lat to kawał życia, miałyście tyle
            czasu dla siebie, tego Ci nikt nie odbierze. To dopiero trzeci dzień jak jej
            nie ma, za wcześnie by obeschły łzy, to musi potrwać. Ale kiedyś będzie lżej..
            Banał, że czas leczy rany, jest prawdziwy. I za jakiś czas, jak już będziesz
            gotowa i warunki będą na to pozwalały, spraw sobie nowego pieska. Zobaczysz,
            jego też pokochasz i też będzie dla Ciebie wyjątkowy. A teraz mam dla Ciebie
            radę: zajmuj bez przerwy czymś myśli i ręce, wychodź dużo, spotykaj się z
            ludźmi, może przemebluj coś w domu, żeby było inaczej niz gdy ona była, poza tym
            schowaj gdzieś na razie pamiatki po niej, bo ich widok teraz będzie Cię bolał.
            I nie wyrzucaj sobie, że nie uśpiłaś. Pies nie powie co woli, a może ona była
            szczęśliwa, że odchodzi na rękach babci a nie w zimnej lecznicy? Może chciała
            właśnie byc z Tobą do końca?
            Trzymaj się, będzie dobrze, musisz tylko przeczekać ten najgorszy czas. Jestem Z
            Tobą tak jak i inni.
          • po.prostu.ona Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 06.01.07, 00:13
            Na pewno nie będzie taki sam. Będzie zupełnie inny i będziesz kochać go z
            innych powodów. A tego utraconego będziesz pamiętać i zawsze wspominać z
            czułością. Tak jak w mojej rodzinie wspominany jest nasz pies, który odszedł
            przed prawie 30 laty. Ostatnio rozmawialiśmy o nim przy wigilijnym stole i
            opowiadałam o nim mojemu synkowi.
            Synek mówi, że będzie opowiadał swoim dzieciom o naszym zmarłym kociaku.
            Istoty, które kochamy są z nami tak długo, jak długo w naszych sercach żyje
            czuła pamięć o nich.
    • misscraft Re:Dziękuje Wam 06.01.07, 10:54
      NAprawdę dziękuje, za te wszystkie słowa, troche mi lepiej kiedy czytam co piszecie.
      Dzięki za rady Soniu, ale akurat niestety nie moge wychodzic za często z domu,
      bo musze napisać dwie prace, odwlekałam zabranie sie za to bo się zajmowałam
      psem, a eraz nawet nie mam siły sie za to zabrać, ale muszę. Po za tym, babcia,
      która to bardzo przeżywa by z koleji została sama, a wole najpierw żeby się
      przyzwyczaiła, że Bezy nie ma. Jak sunia żyła, babcia często powtarzała, że
      jakby mieszkała zupełnie sama, bez psa to by zgłupiała i dziwiła sie niektórym
      sąsiadką, którym mężowie poumierali, że nie wzięły żadnego zwierzaka. Ale z
      drugiej strony ona teraz też już żadnego nie chce.
      Pochowałam leki, które wykupiłam, przed tą nocą kiedy odeszła a nadzei, że
      jeszcze jej posłużą. Naprawdę dużo wydaliśmy na weterynarza i leki, ale to
      najdroższy pies na świecie i bank bym obrabowała jakby było trzeba, jeśli bym
      wiedziała, że jakoś jej pomogę. Same pieniądze nie mają żadnej wartości w
      obliczu choroby. Niczego nie żałuje i staram sie już nie obwiniać.
      Smyczke z łańcuszka, komuś może oddam, a narazie schowam.
      Dzięki Wam jeszcze raz.
      • skalia2 Re:Dziękuje Wam 08.01.07, 02:23
        Dokładnie wiem co czujesz. Mój 16-letni piesek Bambo miał raka. Wszystko stało
        się nagle, ostatniej nocy bardzo cierpiał, i rano został uspiony. Ja jestem na
        skraju załamania nerwowego. Nie jestem w stanie nigdzie wyjść, cały czas
        płaczę, jutro nie idę do pracy i nie wiem kiedy pójdę. Czy zacznę normalnie
        żyć? Ja nigdy o nim nie zapomnę.
        • misscraft Re:Dziękuje Wam 08.01.07, 12:51
          Wiem jak jest ciężko. Rozumiem Cię doskonale, ale własnie siedzenie w domu jest
          najgorsze. Wszystko, każda głupota mi przypomina o mojej Niuńce. Nie zostało nic
          więcej niż pamięć, zwierzak napewno by nie chciał żebyśmy były smutne, moje by
          mnie napewno przyszła pocieszyć, zamerdałaby ogonem dopiero jakby wymusiła na
          mnie uśmiech.
          Wychodze bo musze, chłopak mnie wyciągnął ostanio, to już wracając się
          rozkeiłam, bo przypomniałam sobie, że mnie już nigdy moje psisko nie przywita.
          Napisałam nawet coś jakby list pożegnalny- tren. To mi troche pomogło.

          Najbardziej mnie własnie boli kiedy przypomniam sobie ostanią noc, serce mi się
          ściska. Chodziła, szukała pomocy, nie spałam całą noc, wiedziałam że chce żeby
          jej jakoś ulzyć, ale wymiotowała leki które jej podawałam, zresztą wszystko
          wymiotowała. Miesiąc wcześniej dowiedziałam się o raku. Obojętnie jakbyśmy się
          nie starali co nie robili choróbsko wyrywa i już- koniec.
          Z czasem ból napewno minie, może psychika wyprze to co złe a będzie przywoływać
          to co dobre, jak nasze psiaki były zdrowe i szczęśliwe. Trzeba swoje odchorować.
          Ja w dzień po śmierci poszłam normalnie na zajęcia, momentami zapominałam o tym
          co się stało, ale przypomniało mi sie falami i wtedy nie mogłam wytrzymać.
          Wierze że damy sobie z tym radę, nie mamy innego wyjścia za bardzo.
      • szarotka11 Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 09.01.07, 09:10
        Witaj w bólu. Tez 2 stycznia straciłam 16 letniego Psa.Pisałam o nim w innym
        wątku, więc nie będę się powtarzać. Mnie pomogło napisanie o moim Piesku na
        forum Dogomanii. Jest tam takie ciepłe i pełne miłości miejsce dla piesków,
        które juz odeszły za Tęczowy Most. W takich chwilach dobrze jest tam pobyć. Jak
        miałam Psa zdrowego,to nie mogłam czytać Tęczowego Mostu, ale teraz trochę
        pomaga przetrwać. Trzymaj się. Wiem,że to trudne.
    • sabriel Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 10.01.07, 22:48
      Często po śmierci bliskich tak sie nie rozpacza jak po utracie psa.
      Wiem,bo to przeżywałam jakiś czas temu.
      Było ciężko podjąć dezycje o eutanazji(moja sunia była w wieku twojej),a co
      dopiero przejść przez to.Niestety nasze zwierzaki żyja krócej od nas.
      Jak zwierzak cierpi,męczy się to nie ma sensu przedłużać mu tego cierpienia,ale
      do takich wniosków dochodzi sie wtedy jak jest po wszystkim.
      Pierwszego dnia jeszcze nie odczuwałam braku,ale w kolejnych dniach poczułam
      pustkę.Czegoś było mi brak.A to miejsce gdzie było posłanie było puste,a to
      misek już nie było,itd.
      Czas leczy rany,stopniowo przyzwyczajamy sie do nowej sytuacji.Naturalna kolej
      rzeczy.
      • misscraft Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 11.01.07, 21:59
        Ja mam teraz wrażenie, że nigdy się nie przyzwyczaje. Mam wyrzuty sumienia w
        momencie kiedy zapominam o niej i zaczynam się oswajać z brakiem misek, posłanka
        i smyczy.Codzień oglądam jej zdjęcie na tapecie w komputerze kiedy była zdrowa.
        JEszcze miesiąc temu żyła i czuła sie dobrze, a teraz jej nie ma. Najgorsze jest
        wspomninie tej ostatniej nocy. Sama sę tym katuje. Kiedy zapominam to mam
        poczucie winy jakbym zdradziła jej pamięć. Minął tydzień ponad, a mnie sie
        jeszcze nie zdarzył dzień bezpłaczu, tak mocno nasz piesek jest zakorzeniony w
        naszej śwadomości i ... sercu oczywiście.
        • moniica19 wiem co czujesz 03.10.08, 11:58
          Ja też gdy wydaje mi sie ze jakoś to bez niej bedzie,mam wyrzuty
          sumienia,zaraz mysle ze nie,wcale nie bedzie tak jak kiedys,juz jej
          nigdy nie zobacze,nie przytule,nie pogłaskam po brzuszku.Miala dwa
          imiona Sara i Brzuszek,bo gdy wyciagales do niej reke kladla sie i
          wyciagala brzuszek zeby ją głaskac;( to tyle nie moge wiecej pisac
          bo lzy mi zaslaniaja ekran:((((((((
    • diament1 Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 20.01.07, 19:49
      Nigdy nie zapomnimy zapachu, spojrzeń, powrotów do domu....i tych szalonych
      radości naszego psa.

      Małym lekarstwem jest przygarniecie nowego pieska - najlepiej takiego który
      potrzebuje pomocy.
      Na poczatku nikt nie chce słyszeć o nowym piesku - troszkę też się boimy, ale
      to naprawdę pomaga i uczy, pozatym ratujemy też stworzenie, które się błąka.
      Przekazujemy mu naszą miłość.Pies jest najlepszym przyjacielem. Zawsze będzie
      na Ciebie czekał i Zawsze będzie przy Tobie bezinteresownie.
      Jeśli macie możliwość to przygarnijcie psa.Polecam.

      Trzymaj się !!!
      • misscraft Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 21.01.07, 16:38
        Ja bym może chciała, ale nie chce stawiać babci przed fakte dokonanym, wiem, że
        jakbym znalazła psa i go wzięła do domu babcia by napewno go nie wyrzuciła, ma
        miękkie serce. Wszyscy zawsze to wykorzystują stawiając przed faktem dokonanym.
        Tak było właśnie z naszą sunią, mój ojczym przyniósł ją i naściemniał że znalazł
        ją na ulicy, a tak naprawdę ją kupił. Nie żałujemy tego broń Boże, ale babcia za
        bardzo przeżywa choroby i śmierć zwierzaków i dlatego nie chce ich więcej. Nie
        chce jej niczego narzucać tak jak robi to często reszta rodziny. Boję się, że
        rodzice przyprowadzą jakiegoś zwierzaka, ale by było nie fair, bo oni podjęliby
        za nas decyzje, ale to nas spadłyy wszystkie obowiązki. Też nie lubie czegoś
        takiego i nie będę starszej kobiety, z cukrzycą i wysokim ciśnieniem narażała na
        stres i przymus zajmowania się zwierzęciem, którego nie chciała.
        • misscraft Re: dwa miesiące później 03.03.07, 00:01
          chciałam napisać, jak wygląda sytuacja po dłużyszm czasie od straty. Zpomina
          się- to prawda, ale odruchy pozostają, czy pamiętki, których wcześniej się nie
          widziało. Gdzieś znajdzie się kartka zostawiona babcię, że jestem u chłopaka, a
          pies był o 17 na dworzu, czy jakiś jej chrupek podczas odkurzania się znajdzie.
          Cały czas mam zdjęcie psiaka na pulpicie, lubie na nią patrzeć, tylko znowu mi
          babcia ostatnio wypomniała, że mogłam iść do innego weterynarza, że ją tylko tym
          leczeniem szybciej wykończyłam, jakbym nie miała dość tego, że sama rozgrzabuje
          te rany jakbym sama się nie obwiniała. Teraz jestem zła, że decyzje za sunie,
          która należała do całej rodziny podejmowałam głównie ja sama, czując się
          bezradna, nadal czując się dzieckiem w tej sytuacji. A teraz mam wrażenie, że to
          ja najbardziej po tym wszystkim cierpie. Chciałabym coś zmienić cofnąć niektóre
          decyzje, wystarczy jedna myśl, a już z oczu płyną łzy. Ilekroż mam bliższy
          kontakt z jakimś psem mam ochote go wytulić i wygłsakać tak mi brakuje mojego.
          Ale nadal nie tylko ode mnie zależy decyzja o wzięciu pieska, który i tak nie
          będzie taki jak mój, a jednak będzie mój. Nie mogę się doczekać aż zamieszkam z
          chłopakiem i weźmiemy wspólnego psa (jego zdechł rok temu). Jest normalnie niby,
          a jednak zawsze czegos brakuje...
          • impag Re: dwa miesiące później 21.03.07, 16:28
            13 lutego odszedł mój najukochańszy pies. Nie dożył swoich 16 lat. Nie ma dnia
            bez łez... 5 stycznia dowiedziałam się o jego chorobie, od tej pory każdy dzień
            z nim był największym szczęściem. Niestety jak to w życiu bywa, szczęście trwa
            krótko... A myślałam, że właśnie on będzie najdłużej żyjącym psem na świecie...
            Dziś mija równo 5 tygodni, ból nie mija.....
              • misscraft Re: dwa miesiące później 22.03.07, 22:12
                Bardzo mi brakuje mojej suni, ale najabrdziej mnie boli wspomnienie jej
                ostatnich dni... a raczej nocy, bo one był najgorsze. Z jednej strony chciałabym
                psa, ale z drugiej jakby go pokochała to czułabym sie jak zdrajca.
    • kinguch Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 23.05.07, 21:56
      No i ja się dopiszę do Twojego wątku. Bo jest mi naprawdę bardzo ciężko i mam
      straszne wyrzuty sumienia.
      21.05 o 4 rano dostało moje maleństwo ataku potwornej duszności po 5minutach
      przeszło, o 13.30 byliśmy u weterynarza, zemdlał, z pyszczka zaczęła sączyć się
      piana, potem z noska, nie potrafił złapać oddechu. Nasza weterynarz jeszcze
      próbowała Go ratować dostał leki, masaż serca, po kilku minutach takiej
      męczarni, zadecydowaliśmy ze już czas na niego. Pożegnałam się z moim kochanym
      maluszkiem. Weterynarz podała mu środek usypiający.
      Niby można go było próbować dalej reanimować, ale gdyby nawet to się udało,
      maleństwo w jego stanie powolną śmiercią umierałoby około miesiąca. Do
      ostatnich dni był ruchliwy, wesoły, mimo ciężkiego stanu, ogromnej ilości
      wody w płuckach, chciał żyć.
      Strasznie ciężko bez niego w domu, pusto i smutno, a koty nadzwyczaj
      spokojne. Mniejszy kot Zyzik, wciąż chodzi po mieszkaniu i miauczy. Smutno
      nam wszystkim bardzo…
      Nie myślałam, że takie to będzie dla mnie trudne liczyłam się z tym, że z
      Mariankiem jest coraz gorzej, nawet starałam się na to przygotować, ale tak się
      nie da.
      Marianio był ze mną 11lat, moi rodzice, mąż, wszystkim jest bardzo ciężko, bo
      piesio był wyjątkowo kochany i podbijał serce każdego nawet nieznajomych na ulicy.
      Strasznie mi żal, że go już nie ma, ale z drugiej strony naprawdę się cieszę, że
      malucha już nic nie boli.
      Ale ja wciąż strasznie cierpię, widziałam jak umierał, żałuję że nie byłam przy
      nim do końca(wyszłam z gabinetu).
      Jeszcze w domu Maniek bardzo nie chciał iść nigdzie, opierał się mocno. Jednak
      go zabrałam do weterynarza licząc że to tylko rutynowe badanie, dostanie coś na
      wzmocnienie i już będzie dobrze, wróci i będzie jeszcze troszkę ze mną. Tak się
      nie stało przyjechałam sama i dziś wciąż myślę o tym czy gdybym go nie zabrała
      wtedy do weterynarza to może jeszcze by żył, jeszcze byłby ze mną... Wciąż nie
      umiem się z tym pogodzić, tęsknię potwornie!


      • groen Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 27.05.07, 20:58
        mysle ze takze moge sie dopisac do tego watka.....Moj piesek.....kochalam go
        bardzo......i niestety to ja zawiozlam Go do weterynarza zeby Go
        uspic....(gdzies w archiwun forum powinien byc watek <<<<<<<iron miniaturowy
        owczarek)bylo ciezko....powiedzielismy >>nigdy wiecej zwierzat w domu!!!>>>i
        co???? Wystarczyl 1 miesiac od smierci Irona i zabralam do domu 3 kotki
        sierotki:)Jesli istnieje mozliwosc ratowania zycia to dlaczego tego nie
        robic:)Iron odszedl....ale w naszej pamieci zostanie na zawsze.....Marduk to
        kotek-sierotek zostanie z nami...Smierc nie zabiera na zawsze naszych bliskich,
        nie wymazuje ich z naszej pamieci.....kochjmy ich takimi jakimi byli.....
        • rezurekcja Groen, Iron tez na Teczowym Moscie? 08.06.07, 00:19
          groen napisała:

          > Moj piesek.....kochalam go
          > bardzo......i niestety to ja zawiozlam Go do weterynarza zeby Go
          > uspic....

          ja wozilam swoje szczury. Czasem nie ma innego wyjscia...(((


          > (gdzies w archiwun forum powinien byc watek <<<<<&
          > #60;<iron miniaturowy owczarek)

          a lekarze doszli, czemu on nie urosl?

          Wyrazy wpsolczuica.
          I wiele radosci z nowymi domownikami zycze.
    • funiamaj Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 07.06.07, 13:16
      Nikt nie może sobie poradzić z utratą człona rodzin.
      Jestem na pewno starsza od wszystkich tu piszących.
      Moja suczka była u mnie 13 lat. Jak ją przywiozłam miała 4 tygodnie.
      Przeżyłyśmy razem, wyrywanie kłów bo nie chciały wypaść.
      Zerwane 2 ścięgna krzyżowe dwie operacje.
      I wiele drobnych przypadków. Ale zawsze kończyło się to dobrze.
      Jeździła zemną wszędzie nawet za granicę.
      Była wesoła i straszny pieszczoch lubiła jeździć samochodem.
      Niestety zachorowała i przez weterynarza który nie przyłożył się do swojej
      pracy straciłam ją.
      Mino zmiany weterynarza i fachowej już opieki nie udało się jej uratować.
      Przez półtorej tygodnia jeździłam z nią do weterynarza na kroplówki i zastrzyki.
      Weterynarz kazał sie przygotować na najgorsze. Ale ja wierzyłam, że będzie
      dobrze.
      Niestety z niedzieli na poniedziałek moja sunia odeszła.
      Serce mało mi nie pękło a może pękło. Było to 12 lutego tego roku.
      A ja nadal przychodząc z pracy mam nadzieję, że jak otworzę drzwi to ona będzie
      za nimi.
      Moja sunia jest zakopana w sadzie razem z urobionymi zabawkami. Bardzo lubiła
      biegać w sadzie.
      Była mała i wyglądała jak kicający zajączek. Myślę, że ani ja a ni Ty nigdy nie
      zapomnimy o swoich ulubieńcach. W końcu dały nam tyle radość, miłości i
      wierności.
      Trzymaj się pozdrawiam Funia
      • martyn-ka Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 16.02.08, 16:57
        Mój piesek nie żyje odszedł o demnie wczoraj. Nie moge się z tym
        pogodzic niedawno skonczył roczek miałam go jakies 9 miesiecy. Nie
        było mnie przy nim jak umierał byłam w pracy. Był chory miał arytmie
        serca i padaczke, ale nigdy nie myslałam ze odejdzie. Tak mi go
        brakuje za 5 miesiecy miał sie przeprowadzic ze mna do nowego domu.
        Zbirałam na nigo pieniadze chyba z piec lat zawsze chciałam miec
        yorka teraz mi zostały tylko ubranka. Mieszkał z moimi rodzicami bo
        ja długo pracowałam i nie chciałam zeby był sam w pustym domu mało
        go widywałam ale po slubie miał zamieszkac ze mna. Teaz płacze 2
        dzien i mam wyrzuty sumienia ze mnie nie było.
        • tenshii Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 16.02.08, 17:13
          Wiem co czujesz bo też mam wyrzuty sumienia.
          3 sierpnia zeszłęgo roku odszedł mój Napi.
          W lutym zeszłęgo roku miał operację - guz odbytu. Potem wszystko było ok, aż do 2 sierpnia. 2 sierpnia rano Napi zaczął wymiotować, nie jadł, tylko pił, ale jak tylko wziął do pyska łyk od razu wymiotował. Myśleliśmy, że się zatruł. Kiedy poszedł na siku, a wychodził sam, nie wrócił, więc go szukaliśmy. Znaleźliśmy go w pobliskim rowie, co było dziwne bo nigdy tam nie wskakiwał.
          3 sierpnia rano jechałam na wakacje bo miałam to zaplanowane od dawna. Przed wyjściem popatrzyłam głęboko w oczy swojego psa i zauważyłam w nich, że jego iskierka gaśnie. Ale jak powiedziała autorka wątku - nadzieja umiera ostatnia.
          Pojechałam na wakacje, a mój brat zadzwonił po weterynarza, który przyjechał dopiero wieczorem. Lekarz orzekł, że Napiemu pękła wątroba i to już dosyć dawno temu a w tej chwili znajduje się juz w stanie agonalnym. Powiedział również, że był dzielnym psem i widocznie nie chciał nam robić przykrości i chciał sam odejść bez narzekań. Dlatego tez zapewne nie wracał do domu. W rowie siedział bo się tam chłodził. Napi został uśpiony. Odszedł na rękach mojego brata - swojego wybawyciela, który uratował go od utopienia - w jego urodziny.
          Do tej pory mam wyrzuty sumienia, że nie pożegnałam się z Napim, że nie pogłaskałam go, nie przytuliłam. Ale bałam się, widziałam, że cierpiał. Próbowałam zachowac zdrowy rozsądek i nie drażnić chorego psa. Dziś się trochę tego wstydzę i bardzo żałuję.
          :(
          • iwa_ja Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 16.02.08, 20:48
            Rudolf odszedł prawie 8 miesięcy temu. Od pół roku mam Funię, której nie
            chciałam, w ogóle nie chciałam żadnego psa po Rudim... Ale zycie wali do przodu.
            Ostatnio gryzę paznokcie, bo czeka mnie sterylka Fuńki. Ale to nie znaczy, że o
            Rudim zapomniałam. Mam go na pulpicie komputera, tu (w Warszawie) i w Krakowie,
            mam na padzie od myszki. Rudi lezy w Lasku Wolskim w Krakowie, dokąd ciągle, jak
            jestem w Krakowie, łażę z Fuńką.
            I teraz chyba będzie pointa.
            Otóż moja czteroletnia wnusia, dla której Rudi był psem, który był od zawsze,
            strasznie rozpaczała po jego odejściu.
            Kiedy pojawiła się Fuńka, wnusia robiła wrażenie rozanielonej, jak gdyby
            zapomniała o Rudim.
            Wczoraj Funia była u wnuków, bawiły się jak wariatki. Nagle, bez sensu,
            powiedzialam, że Rudi tak nie gryzł zabawek jak Fuńka. Tak mi się wypsnęło.
            I oto moja wnusia w taki ryk, ze nie dawało się jej uspokoić. - Bo Rudolf to był
            taki przyjemny piesek... - Bo strasznie smutno, ze go tu nie ma.



            Zawsze będę pamiętać o Rudim, mimo tego, ze zycie biegnie i że jest Funia.
    • tymulek ------ 17.02.08, 19:27
      ehhh
      trzymaj sie, jeszcze dlugo nie bedzie Ci dobrze, czas goi rany ale
      trzeba go... duzo...
      wiem co czujesz, mija 3-ci miesiac
      bardzo Ci wspolczuje
    • tenshii wiersz... 20.02.08, 18:13
      Znalazłam dziś przez przypadek coś takigo:

      "Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
      No, bo jeśli nie idą do nieba
      To przepraszam Cię, Panie Boże
      Mnie tam także iść nie potrzeba

      Ja poproszę na inny przystanek
      Tam gdzie merda stado ogonów
      Zrezygnuję z anielskich chórów
      Tudzież innych nagród nieboskłonu

      W moim niebie będą miękkie sierści
      Nosy, łapy, ogony i kły
      W moim niebie będę znowu głaskać
      Moje wszystkie pożegnane psy"
      B. Borzymowska
      • wioletta123 Re: wiersz... 22.02.08, 09:44
        Doskonale Cię rozumiem, wiem jaki to jest ból bo sama miałam kiedyś
        suczkę przez 18 lat.Niestety też już przez ostatnie 2 lata strasznie
        się męczyła, ratowaliśmy ją u weterynarza lekami, zastrzykami, bo
        miała problemy z żołądkiem. Trzeba było ją uśpić z racji tego, że
        bardzo się męczyła, już nawet nikogo nie poznawała, załatwiała się w
        domu , męczyła się strasznie. Była już stara, ale kochana. Niestety
        znam ten ból, śmierć ukochanego zwierzaka to jest naprawdę wielkie
        cierpienie, człowiek nie może sobie miejsca znależć po starcie
        takiego przyjaciela. Pozdrawiam.
    • urania77 Re: Śmierć pieska-nie moge sobie z tym poradzić ; 01.03.08, 09:06
      ja tez tak zrobilam jak odeszla moja Nora, trzeba sie wyzalic,
      wyrzucic to z siebie, doskonale cie rozumiem, wiem co czujesz

      czas zaleczy powoli rane, twoja zyla 15 lat wiec dwa razy wiecej niz
      moja, moja miala 7,5 roku jak dopadl ja rak watroby :(

      nigdy sie nie pogodze z tym ze odchodza tak szybko, ale zawsze w
      chwilach smutku probuj sobie przypominac wszystkie smieszne i dobre
      chwile zwiazane z twoja sunia

      zawsze jak tesknie za nia i chce mi sie plakac wtedy probuje
      przypominac sobie wszystkie smieszne historie zwiazane z moja suka i
      zamiast plakac smieje sie
      niech pozostanie w twoim sercu ale z radoscia,

      trzymaj sie cieplo,
      pozdrawiam cie serdecznie
    • makbyt NIE WOLNO zakopywać w lasie i na działkach 02.03.08, 09:43
      OBOWIĄZKI GMINY I ZARZĄDCÓW
      Gminy mają zapewniać usuwanie, transport i utylizację zwłok
      bezdomnych zwierząt. Brak jest wyraźnych przepisów określających
      zasady postępowania oraz podmioty odpowiedzialne za usuwanie dzikich
      zwierząt z dróg publicznych. W konsekwencji to gminy są obciążane
      tym obowiązkiem i realizują go z własnych środków, często bez
      możliwości wyegzekwowania poniesionych nakładów.

      Wypadki drogowe z udziałem zwierząt, zarówno domowych
      (gospodarskich), jak i dzikich nie należą do rzadkości, zwłaszcza w
      okresie wakacyjnym. Pojawia się wówczas problem, co należy zrobić z
      pozostałym na miejscu kolizji padłym zwierzęciem. Zgodnie z art. 45
      ust. 1 pkt prawa o ruchu drogowym, zabraniającym pozostawiania na
      drodze przedmiotów, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu ruchu,
      zabite w wypadku zwierzę należy usunąć z drogi. Na przykład kierowca
      może to zrobić samodzielnie, a jeżeli nie będzie to możliwe,
      powinien powiadomić o tym fakcie odpowiednie służby podlegające pod
      zarządcę danej drogi (Główną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad,
      zarządcę województwa, powiatu lub wójta, burmistrza, prezydenta
      miasta). Obowiązek utrzymania porządku i czystości na drodze należy
      do jej zarządcy. Podmiotem uprawnionym do wydania poleceń
      uprzątnięcia przeszkody utrudniającej ruch jest Policja.

      Zwierzę ranne
      Często zdarza się również, że potrącone w wypadku zwierzę nie
      zostaje zabite na miejscu, ale stan, w którym się znajduje, powoduje
      konieczność jego uśmiercenia. Sposób dokonywania tych czynności
      określają przepisy ustawy o ochronie zwierząt. W takiej sytuacji
      dopuszczalne jest użycie przez osobę uprawnioną broni palnej.
      Przepisy te dotyczą zarówno zwierząt domowych, gospodarskich
      (również bezdomnych), jak i zwierząt dzikich. W przypadku zwierząt
      domowych i gospodarskich śmiertelnie ranne zwierzę może być
      uśmiercone również za zgodą jego właściciela.

      Zwierzęta domowe
      Sytuacja nie sprawia problemów, jeżeli doszło do kolizji ze
      zwierzętami bezdomnymi. Taką sytuację regulują bowiem przepisy
      ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w
      gminach, z której wynika, że do podstawowych zadań gminy w zakresie
      zapewnienia porządku i czystości na jej terenie należy zapewnienie
      zbierania, transportu i unieszkodliwiania zwłok bezdomnych zwierząt
      lub ich części. Jak wynika z art. 4 pkt 16 ustawy o ochronie
      zwierząt, chodzi tu o zwierzęta utrzymywane przez człowieka w
      charakterze jego towarzysza (domowe) lub gospodarskie, o których
      mowa w przepisach o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt
      gospodarskich, które uciekły, zabłąkały się lub zostały porzucone, a
      ustalenie ich właściciela nie jest możliwe.

      Organizacji zbierania, transportu i utylizacji zwłok zwierząt
      bezdomnych nie musi realizować sama gmina. Czynności te może
      wykonywać również przedsiębiorca, posiadający wydane przez wójta
      (burmistrza, prezydenta miasta) zezwolenie. Większość gmin posiada
      podpisane umowy z zakładami prowadzącymi odbiór i utylizację padłych
      zwierząt gospodarskich czy domowych, a koszty związane z tymi
      działaniami obciążają ich właścicieli.

      Zwierzęta dzikie
      Omawiane przepisy nie mają jednak bezpośredniego zastosowania do
      sytuacji, w której uczestnikiem kolizji drogowej jest zwierzę wolno
      żyjące (dzikie). Rozwiązaniem może być jedynie analogiczne
      stosowanie przepisów z ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w
      gminach, rozciągając obowiązek zapewnienia zbierania (transportu i
      utylizacji) padłych zwierząt bezdomnych na padłe zwierzęta dzikie.
      Za takim rozwiązaniem opowiada się przynajmniej Ministerstwo Ochrony
      Środowiska. Obciążenie gmin dodatkowym, niewynikającym wprost z
      ustawy obowiązkiem wymaga jednak odpowiedzi na pytanie, kto powinien
      pokryć koszty tej działalności. Możliwości jest tutaj co najmniej
      kilka. Pierwsze rozwiązanie to obciążenie kosztami utylizacji zwłok
      dzikich zwierząt Skarb Państwa. To on bowiem w myśl przepisów prawa
      łowieckiego, jest właścicielem dziko żyjącej zwierzyny łownej.
      Ewentualne roszczenia gminy powinny kierować do ministra właściwego
      do spraw środowiska, jako naczelnego organu administracji rządowej w
      zakresie łowiectwa, albo do właściwego samorządu województwa,
      sprawującego administrację w zakresie łowiectwa, jako zadanie
      zlecone z zakresu administracji rządowej (art. 6 i 7 prawa
      łowieckiego). Istnieje również możliwość wystąpienia o zwrot
      poniesionych nakładów od sprawcy wypadku.


      Zarządca drogi
      Ustawa o odpadach nakłada pewne obowiązki na posiadacza odpadów,
      którym jest zgodnie z jej art. 3 ust. 3 pkt 13 każdy, kto faktycznie
      nimi włada, wprowadzając w tym przepisie domniemanie, że posiadaczem
      odpadów jest podmiot władający nieruchomością, na której odpady się
      znajdują. W konsekwencji odpowiedzialność za usunięcie zwłok padłych
      zwierząt z terenu nieruchomości obciąża jej posiadacza. Nie oznacza
      to konieczności osobistego usuwania zwłok zwierzęcych, ale
      przynajmniej pokrycie kosztów tych czynności. Obowiązek ten dotyczy
      również zarządców dróg publicznych, co zostało zapisane w art. 5
      ust. 4 ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. Za taką
      wykładnią przemawiają również przepisy rozporządzenia ministra
      środowiska z 27 września 2001 r. w sprawie katalogu odpadów (Dz.U.
      nr 112, poz. 1206 ze zm.), które do kategorii odpadów pochodzących z
      rolnictwa, sadownictwa, upraw hydroponicznych, rybołówstwa,
      leśnictwa, łowiectwa oraz przetwórstwa żywności, zalicza również
      zwierzęta padłe.

      JAKUB ALEKSANDROWICZ

      PODSTAWA PRAWNA
      • Ustawa z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i
      porządku w gminach (Dz.U. z 2005 r. nr 236, poz. 2008 ze zm.).
      • Ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. - Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z
      2005 r. nr 108, poz. 908 ze zm.).
      • Ustawa z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji (Dz.U. z 2007 r. nr 43,
      poz. 277 ze zm.).
      • Ustawa z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz.U. z 2003 r.
      nr 106, poz. 1002 ze zm.).
      • Ustawa z 13 października 1995 r. Prawo łowieckie (Dz.U. z 2005 r.
      nr 127, poz. 1066 ze zm.).
      • Ustawa z 27 kwietnia 2001 r. o odpadach (Dz.U. z 2007 r. nr 39,
      poz. 251 ze zm.).

      GMINY I ZARZĄD DRÓG
      Gminy zapewniają czystość i porządek na swoim terenie i tworzą
      warunki niezbędne m.in. do zbierania, transportu i unieszkodliwiania
      zwłok bezdomnych zwierząt lub ich części oraz współdziałają z
      przedsiębiorcami podejmującymi działalność w tym zakresie. Obowiązki
      utrzymania czystości i porządku na drogach publicznych należą do
      zarządu drogi. Do obowiązków zarządu drogi należy także zbieranie i
      pozbywanie się odpadów zgromadzonych w urządzeniach do tego
      przeznaczonych i utrzymanie tych urządzeń w odpowiednim stanie
      sanitarnym, porządkowym i technicznym.
    • moniica19 :( 03.10.08, 11:42
      niestety doskonale Cie rozumiem:( Mój pies odszedł w nocy z
      01/02.10.2008 miała zepsutą wątrobe,co zjadła to wymiotowała,nie
      zawsze ale często Miała 12 lat,była zemną od zawsze! Wzielismy ją od
      wójka gdy miałam 6lat. Niestety nie mogłam być przy niej,bo w lipcu
      wyjechałam do Irlandii! W noc kiedy zmarła sniły mi się wypadające
      zęby,co oznacza "smierc bliskiej osoby"
      przestraszyłam się bo gdy mojej siostrze sniło sie to samo,zmarła
      nasza babcia.Odrazu zadzwoniłam do domu gdy sie obudziłam,niestety
      miałam złe przeczucia ktore sie sprawdziły,jednak na mysl mi nie
      przyszło ze to mój najukochanszy psiak odszedł Naszczescie mimo
      choroby,nigdy sie nie męczyła,do konca była szczesliwa,i pełna życia.
      Przez to wszystko wziełam sobie dwa dni urlopu w pracy i nic nie
      robie tylko leze i płacze;(nie moge sobie z tym poradzic Najgorsze
      jest to ze nie moglam sie nawet z nią pozegnac,spieszylam sie z
      powrotem do Polski by ją zobaczyc,jednak nie zdazylam Chcialam tu w
      Irlandii kupic sobie psa,jednak zaden mi nie zastapi mojej Saruni
      juz nie chce,przynajmniej nie tutaj,moze jak wroce do Polski,to
      wtedy przygarne bidulke ze schroniska.
      Gdy patrze na jej zdjecia,serce mi sie kraja i wyje jak oszalała.
      Nie wiem czy kiedys sie z tym pogodze,ciagle mam ją przed oczyma,jak
      stoi nademna i prosi o cos slodkiego ,tak samo jak Twoj psiak,zawsze
      przybiegała gdy cos usłyszała szeleszczącego.Widze jak wybiega na
      podwórko i budzi szczekaniem wszystkich sąsiadów o 7 rano,jak sie
      grzeje na balkonie,zawsze lubila siedziec na sloncu:( A teraz jak
      wroce do Polski,nie przybiegnie do mnie sie przywitac:( Juz nawet mi
      sie nie chce wracac,jak sobie pomysle ze jej tam nie zobacze:(((((

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka