Dodaj do ulubionych

jak przekonać męża do drugiego kota...poradźcie!

23.01.07, 17:40
Mam kłopot z mężem - za nic się nie chce zgodzić na dokocenie. Argumentuje,
że mamy za małe mieszkanie na 2 koty (ok.30 m kw.) i że na takim małym
metrażu "będzie czuć". Drugim argumentem jest to, że życzyłby sobie innych
priorytetów w naszym życiu ... i że ma dość moich zachwytó nad futrzakami.
Czy ktoś ma podobne doświadczenia z partnerem, ale zakończone pomyślnie? Będę
wdzięczna za wszelkie sugestie ...

Czekam na poważne rady. Osoby pragnące dać upust swojej złośliwości proszę o
nie wtrącanie się.
Obserwuj wątek
        • dorothy_mock Re: masz kota... 23.01.07, 18:34
          Wiu,dobrze Cię rozumiem-miałam już jednego kota i psa.Marzyłam o małym
          kociaczku,który jak podejrzewałam wniósłby powiew świeżości w nasze życie.Mąż
          się nie zgadzał ,twierdził ,że się wyprowadzi ,jak przyniosę do domu nowego
          kota.Załatwiłam więc sprawę "sposobem".Obok mojej pracy urodziły się bezpańskie
          dachowce.Jednego wsadziłam do kartonu i jak mąż odbierał mnie z pracy
          wymyśliłam naprędce zmyśloną historię.W niej wyrwałam tego kotka z rąk
          pracowników Sanepidu ,którzy już właśnie mieli usypiać te koty.Mąż zadowolony
          łyknął tę bajeczkę ,nawet od razu zawiózł kotka na odrobaczenie.Sama pani
          weterynarz dziwiła się:jak to chcieli uśpić ,zdrowe koty?Prawdę wyznałam mu po
          2 m-cach,jak zauważyłam ,że więzi między nim a Wiesią(tak się nazywa nowa
          kotka )nic nie jest w stanie przerwać.Stary pies ją polubił(choć brykając daje
          mu się we znaki) a starsza i chimeryczna kotka też się przyzwyczaiła.
          Tak więc do dzieła ,przynieś maleństwo wmawiając mężowi ,że uratowałaś je z rąk
          oprawców.
    • jan_szarwark Jak męża to nie wiem ale żone 23.01.07, 18:38

      zona przeciwniczka zwierząt w domu. pierwszy pies znajda ulubieniec żony. po
      latach pierwszy pies przyniesiony przezemnie też został ulubieńcem żony potem
      po kryjomu przyniosłem kota zostawiłem nastrychu i cztery dni dokarmiałem
      wpadłem w dniu piatym bo kot wyszedł ze strychu zanim wróciłem do domu.
      podpadłemna całego gdy żona odkryła kuwetę i miski na strychu zapomniałem
      sprzątnąć. Ale fajny kotek taki pieszczoch jaki gładki też ulubiony latem w
      okresie wakacji porzucono młodego kota zadomowił sięteż. obecnie w domu sa dwa
      psy i dwa koty. ale warunki trochę inne bo domek. Przekonaj że kuweta w
      łazience załatwi sprawę i trzeba zostawiać drzwi do toalety uchylone. jest
      jeszcze specjalny piasek nic nie czuć.
      Janek
    • inezka Może... 23.01.07, 18:42
      Tak jak ja. Zaraz po ślubie, oznajmiłam, że chcę coś "do dbania o" np. kotka,
      bo kwiatki w doniczkach mi nie wystarczają. Mąż na to, że nie ma mowy o
      zwierzętach, bo pracujemy do późna, itp. No to zaproponowałam, że w takim razie
      może dzidziuś? :)
      Kota wzięliśmy tego samego dnia ze specjalnej rubryki w "Wyborczej". :P


        • inezka Re: Może... 24.01.07, 11:31
          Nie sądzę. Mój mąż i ja jesteśmy osobami wystarczająco inteligentnymi, by
          wykazywać przyzwoity poziom poczucia humoru, ale nie będę Ci tego tłumaczyć, bo
          zwykle nie wymagam zbyt wiele od osób wypowiadających się w tak kategoryczny
          sposób o innych na forum.
              • camel_3d hmmm 24.01.07, 13:15
                przykro mi ale nie masz racji. Koty sa glupie, wredne i zlosliwe.
                Same moze rzeczywiscie nie smierdza, ale dla kogos kto nie ma kota w domu, a
                wejdzei do mieszkania z kotem od razu jest wyczuwalny koci zapach, tak samo
                kiedy sie wchodzi do mieszkania nalogowego palacza.
                koty maja b. male mozgi. Ucza sie wyjatkow ciezko..pownieza nie potrafia
                zapamietywac. zyja glowieni instynktem. Dlatego wiedza gdzei jest jedzenie,
                picie idt.
                • romek.gie Re: hmmm 24.01.07, 14:09
                  camel_3d napisał:

                  > przykro mi ale nie masz racji. Koty sa glupie, wredne i zlosliwe.
                  > Same moze rzeczywiscie nie smierdza, ale dla kogos kto nie ma kota w domu, a
                  > wejdzei do mieszkania z kotem od razu jest wyczuwalny koci zapach, tak samo
                  > kiedy sie wchodzi do mieszkania nalogowego palacza.
                  > koty maja b. male mozgi. Ucza sie wyjatkow ciezko..pownieza nie potrafia
                  > zapamietywac. zyja glowieni instynktem. Dlatego wiedza gdzei jest jedzenie,
                  > picie idt.
                  >
                  Bredzisz. Koty nie są złośliwe. Miałem ich w życiu kilkanaście i wszystkie to
                  kochane przylepy-futrzaki. Jeszcze większą brednią jest gadanie o kocim zapachu.
                  Bredzą o nim ci, którzy nigdy nie mieli kota, ani nie byli u kogoś kto ma kota.
                  Dobry żwirek typu polski Benek załatwia temat. No chyba, że sprzątasz w kuwecie
                  raz na rok.
                  To tyle :P
                  • camel_3d Re: hmmm 24.01.07, 14:25
                    musze cie zawiesc. mialem 3-4 koty, ale nie spedzaly 24 godzin w domu. Mialy
                    mozliwosc wyjscia do ogrodu. Masz racje, o kocim zapachu mowia ci, ktorzy nie
                    maja kotow. Tak samo jak o zapachu z papierosow mowia coi, ktorzy nie pala.

                    Moze i zwirek zabija zapach odchodow..ale zapachu "znaczenia terenu" nie.. a to
                    wlasnie to czuc.
                    • romek.gie Re: hmmm 24.01.07, 14:28
                      camel_3d napisał:

                      > musze cie zawiesc. mialem 3-4 koty, ale nie spedzaly 24 godzin w domu. Mialy
                      > mozliwosc wyjscia do ogrodu. Masz racje, o kocim zapachu mowia ci, ktorzy nie
                      > maja kotow. Tak samo jak o zapachu z papierosow mowia coi, ktorzy nie pala.
                      >
                      > Moze i zwirek zabija zapach odchodow..ale zapachu "znaczenia terenu" nie.. a to
                      >
                      > wlasnie to czuc.
                      >
                      >
                      >
                      A słyszałeś, że kota trzymanego w domu można wykastrować? Wtedy nie ma
                      znaczenia terenu...
                      • kalendar Re: hmmm 24.01.07, 16:42
                        romku.gie forumowicze wytrącają ci argumenty raz za razem, twoja obrona jest
                        żenująca: teza "kot jest głupi" dowód - kot faktycznie uczy się wolniej od psa,
                        i polega na instynktach wyłącznie, teza "kot smierdzi" + teza "kot jest
                        złośliwy" dowód - no cóż sam w sobie nie smierdzi, bywa bardzo miły, ładny i
                        powiedziałbym bezwonny, ... ale jak narobi to nie masz bata, smierdzi
                        chociazbyś prał do usr...j śmierci, i nie chodzi o kuwetę, kot nawet
                        najbardziej rozpiesczony bywa złosliwy i narobi w miejscu, w które będziesz
                        lokalizował z oburzeniem po węchu. Podsumowanie - koty to piekne, ale i dziwne
                        i nieprzewidywalne stworzenia, dlatego lekkoduchy chętnie je akcptują, a ludzie
                        uporządkowani rozsądnie z nich rezygnują.
              • panjahwe Re: dzidzius bylby lepszy... 24.01.07, 13:18
                koty mądrzejsze niż psy?? A słyszałaś kiedyś o kocie który spłoszył włamywacza,
                wyciągnął z wody topiące się dziecko, wyczół i ostrzegł o pożarze, znalazł
                narciarza pod metrem śniegu, przeprowadził niewidomego przez dwupasmową ulicę?
                Obiektywnie koty to niestety pasożyty, które istnieją chyba tylko po to by
                zaspokajać potrzebę "przytulanej miłości" ludzi którzy mają tej miłości w
                nadmiarze, może dla tego bardziej lubią je kobiety:)
                • kalendar Re: dzidzius bylby lepszy... 24.01.07, 16:46
                  BINGO ! nie słyszałem, aby kot zrobił cos dla człowieka tak jak pies, koty sa
                  piękne, ale samolubne jak nie wiem co ! jesli się łasi to napewno czegoś chce,
                  to troche jak z niektórymi ludźmi, którzy kleja się do Ciebie albo przypominają
                  sobie, że Ciebie znają wtedy gdy maja interes ...
                  • mist3 Re: dzidzius bylby lepszy... 24.01.07, 18:42
                    Ja słyszałam - a raczej czytałam (zresztą całkiem niedawno) o kotach, które
                    obudziły swoich właścicieli by ich ostrzec przed pożarem i włamywaczami. Kot
                    mojej znajomej uratował jej dziecko, które zachłystneło sięw czasie snu swoimi
                    wymiotami - tak długo miauczał aż koleżanka wstała, podeszła do łóżeczka i
                    uratowała dziecko.
                    Koty nie śmierdzą, koty które znaczą teren trzeba wykastrować i o tym wie każdy
                    właściciel, poza tym odpowiedzialny właściciel sprząta po swoich pupilach. Znam
                    ludzi, którzy mają koty w mieszkaniu i kiedy ich odwiedzam nie czuję smrodu. W
                    moim mieszkaniu też nie śmierdzi.
                    Moja kotka przychodzi do mnie bo mnie na swój sposób kocha. Ja np. nie lubię
                    psów, które łaszą się do każdego, ale nie uważam że wszystkie psy są beznadziejne.
                    Wydaje mi się kalednar, że nigdy nie miałeś kota a swoją wiedzę czerpiesz z
                    'jedna pani drugiej pani'. Gdybyś miał koty i zadał sobie trud, żeby je
                    poobserwować nigdy byś tak o kotach nie napisał.
                    • camel_3d sama sie wykastruj.... 24.01.07, 20:12
                      >Ja słyszałam - a raczej czytałam (zresztą całkiem niedawno) o kotach, które
                      > obudziły swoich właścicieli by ich ostrzec przed pożarem i włamywaczami.

                      i pewnei to bylo w USA:))))

                      > Koty nie śmierdzą, koty które znaczą teren trzeba wykastrować i o tym wie każdy
                      > właściciel,

                      moza sama sie wysterelizuj, lub wykastruj dziecko. Okaleczanie zwierzat i
                      mowienie, ze sie je kocha, to kretynizm..

                      > Moja kotka przychodzi do mnie bo mnie na swój sposób kocha.

                      ona cie nie kocha. ona sie do ciebie przyzwyczaila.
                      psy sie lasza bo to zwierzeta stadne i nie potrafia dobrze znosic samotnosci.

                      > Wydaje mi się kalednar, że nigdy nie miałeś kota a swoją wiedzę czerpiesz z
                      > 'jedna pani drugiej pani'.

                      ja mialem koty i:
                      a. nigdy bym ich nie okaleczyl (wykastrowal) bo tak jest fajnie.
                      b. mialy dostep do ogrodu i mogly sobie biegac.
                      c. nie zywily sie zarciem z puszki, ktore tuczy i uzaleznia.
                      d. mieszkam teraz na 7 pietrze i uwazam, ze bylbym kretynem gdybym mial kota
                      siedzacego 24 godziny w domu.

                      >
                      Gdybyś miał koty i zadał sobie trud, żeby je
                      > poobserwować nigdy byś tak o kotach nie napisał.


                      koty sa fajne, ale za dlugo sie gotuja:)))
                      • mist3 Re: sama sie wykastruj.... 25.01.07, 15:21
                        1. Nie, to nie było w USA, ale nie chce mi się szukać i linkować tych artykułów.
                        2. Kastrowanie i sterylizowanie zwierząt to nie jest ich okaleczanie. Wiedzą to
                        w wielu bardziej rozwiniętych cywilizacyjnie krajach, choćby w Holandii (znam
                        ten kraj bardzo dobrze, więc ten przykład przytaczam). Tylko w nielicznych
                        krajach, choćby w Polsce, wielu ludzi uważa, że lepiej bezmyślnie pozwalać
                        rozmnażać się zwierzętom, a potem narażać ich potomstwo na cierpienia i śmierć
                        po krótkim pełnym bólu i strachu życiu. Człowiek to nie kot/pies i ma rozwinięte
                        uczucia wyższe - takie jak chęć posiadania potomstwa. U zwierząt to tak nie
                        działa - u nich jest to instynktowna chęć przekazania swoich genów.
                        Poza tym, niestety w Polsce sterylizacja i kastracja ludzi jest nielegalna, choć
                        czasem wydawałaby się jak najbardziej pożądana.
                        3. Co moja kotka do mnie czuje, to ja i ona najlepiej wiemy. Chyba, że oprócz
                        innych mądrości przekazywanych przez Ciebie, dodasz jeszcze że jesteś duchem
                        świętym i wiesz wszystko.
                        4. Kotka mojej cioci zmarła kilka dni po jej śmierci z tęsknoty, jej pies
                        szybko przyzwyczaił się do nowego właściciela.
                        5. Znam koty wiejskie i miejskie, które są szczęśliwe hasając na polach i
                        biegając po domu. Moja kotka boi się wszystkiego, nie wykazuje żadnych chęci do
                        wychodzenia na zewnątrz. Gdybym kiedykolwiek zauważyła, że się męczy w bloku,
                        natychmiast starałabym się jej znaleźć nowy dom. Bo kocham swoje zwierzę mądrze
                        i wiem, że moje szczęście jest mniej ważne od jej szczęścia.

                        To tyle odnośnie polemiki z tobą, szkoda mojego i twojego czasu. Radziłabym
                        tylko (choć wiem, że to rzucanie grochem o ścianę) zejście ze swojego piedestału
                        od czasu do czasu i spojrzenie na pewne sprawy cudzym okiem.
                        • camel_3d Re: sama sie wykastruj.... 28.01.07, 15:45
                          > .
                          > 2. Kastrowanie i sterylizowanie zwierząt to nie jest ich okaleczanie. Wiedzą to
                          > w wielu bardziej rozwiniętych cywilizacyjnie krajach,


                          kastrowanie BEDZIE ZAWSZE okaleczeniem. Oczywiscie roowneiz meczeniem jest
                          zmuszanie kotow zeby zyly w bokach i mieszkaniach przez cale zycie..i wmawianei
                          soebie, ze tak im dobrze i sa kochane i takei tam dyrdymaly. Skoro kastrowanie i
                          sterelizacja nie jest okaleczaniem i skoro to takie fajne..moze powinnismy
                          kastrowac ludzi, zeby sie tak nie rozmnazali. Skoro to nie jest meczenie...
                          zsatanow sie co ty pleciesz.


                          >Tylko w nielicznych
                          > krajach, choćby w Polsce, wielu ludzi uważa, że lepiej bezmyślnie pozwalać
                          > rozmnażać się zwierzętom, a potem narażać ich potomstwo na cierpienia i śmierć
                          > po krótkim pełnym bólu i strachu życiu.

                          Serio? Pewnei okropne tez jest zycie wszystkich dzikich zwierzat..Najlepiej by
                          bylo je wykastrowac i pozamyykac do zoo, wtedy ich potomstwo nie musialby zyc w
                          strachu przed innymi zwierzetami, miylo by jedzenia na maka i mase glupich ludzi
                          biegajacych wokol klatek i wrzeszczacych jakie to cudowne zwierzatka. Koty
                          potrafia sie lepiej wyzywic i zadbyc osiebie niz ci sie wydaje.


                          Człowiek to nie kot/pies i ma rozwinięt
                          > e
                          > uczucia wyższe - takie jak chęć posiadania potomstwa.

                          albo chec posiadania zwierzatka, ktore mozna tulic i przytulac, ale ktore nie
                          bedzie smierdzialao..wiec najlepiej je okaleczyc, bo taka zywa zabaweczka jest
                          lepsza od matwej. najlepiej zeby jeszcze nie musialy robic kupki..


                          >U zwierząt to tak nie
                          > działa - u nich jest to instynktowna chęć przekazania swoich genów.


                          Taka jest natura. Zwierzeta sie rozmnazaja, jak jest za malo pozywienia to czesc
                          zdycha i koniec.

                          > Poza tym, niestety w Polsce sterylizacja i kastracja ludzi jest nielegalna, cho
                          > ć
                          > czasem wydawałaby się jak najbardziej pożądana.

                          Tak, szczegolnie powinno sie to praktywoac na tych, ktorzy sa za sterelizacja
                          zwierzat.

                          > 3. Co moja kotka do mnie czuje, to ja i ona najlepiej wiemy.

                          Ona wie co czuje a ty wiesz co do nie czujesz, ale ty nie bedziesz nigdy
                          wiedziala co ona do ciebie czuje. Nie wmawiaj sobei glupot.

                          > 4. Kotka mojej cioci zmarła kilka dni po jej śmierci z tęsknoty, jej pies
                          > szybko przyzwyczaił się do nowego właściciela.

                          Kotka nie zmarla tylko zdechla.

                          > 5. Znam koty wiejskie i miejskie, które są szczęśliwe hasając na polach i
                          > biegając po domu. Moja kotka boi się wszystkiego, nie wykazuje żadnych chęci do
                          > wychodzenia na zewnątrz.

                          Bo z niej kota domowego zrobilas..i to w dodatku durnego.

                          >Gdybym kiedykolwiek zauważyła, że się męczy w bloku,
                          > natychmiast starałabym się jej znaleźć nowy dom.

                          I zdechla by z tesknoty??? :)))))


                          >Bo kocham swoje zwierzę mądrze

                          Gdyby tak bylo to bys jej wogole w bloku nie miala.

                          > i wiem, że moje szczęście jest mniej ważne od jej szczęścia.

                          O tak na pewno juz to widze...

                          > od czasu do czasu i spojrzenie na pewne sprawy cudzym okiem.

                          Jasne, szczegolnie okiem szczesliwego wykastrowanego kota, ktoy musi znosic
                          towarzy<stwo osoby, ktora uwaza, ze mam ja kochac bo mi ja..ja obciela..super.
                  • the_dzidka Ha! 24.01.07, 20:55
                    Kotka mojej sąsiadki uratowała jej - może zycie, a na pewno skórę. Kiedy do
                    mieszkania wdarł się na siłę pijany bandzior, rzuciła się na niego i tak mu
                    poharatała gębę, że... uciekł.
    • mlody-inwestor Kot w domu ? jestes ze wsi ? 23.01.07, 18:48
      ale na powaznie. Poczytaj troszke o toksoplazmozie... Kazda kobieta ktora nie chce urodzic dziecka z np. zespolem Downa nie powinna trzymac kotow w domu... Co innego gdy ma sie ogrod i koty przychodza do domu tylko jesc... :)
      • inezka Re: Buahahaha!!! :) 23.01.07, 18:53
        Toksoplazmoza u dorosłego domowego (czyli nie wychodzącego z domu) kota?!
        Poczytaj trochę o toksie, zamiast pisać takie pierdoły...
        Mam kota, dziecko i jestem w ciąży!

        Pozdrawiam!
          • rudakazimiera Re: I jeszcze. 24.01.07, 11:25
            NO nie do koća. Każdy kot możemieć i w większości nosi toksoplazmozę. Tyle
            tylko, że kobieta, jesli chce urodzić zdrowe dziecko powinna wręcz na jakiś
            czas przed zajściem w ciąże, a najlepiej od zawsze i często mieć kontakt z
            kotem i zarazić się toksoplazmozą (która u dorosłego człowieka właściwie nie
            jest chorobą- człowiek jest tylko nosicielem) aby wytworzyć przeciwciała. Mając
            przeciwciała może sobie zachodzić w ciążę dowoli. A mając wcześniej kjontkaty z
            kotami unika ryzyka zarażenia się toksoplazmozą w czasie ciąży, co faktycznie
            jest groźne. A na kontakt z kotem zawsze jest szansa, więc lepiej mieć ten
            problem z bańki. Tak więc, podsumowując, toksoplazmoza jest groźna wtedy,gy
            kobieta nigdy nie miała kontaktu z kotem (nie ma przeciwciał) a będzie go miała
            w czasie ciąży. Morał z tego taki, że kobiety powinny mieć koty. Zawczasu! :]
            • pantarejka To prawda 24.01.07, 17:38
              Zgadzam się z przedmówczynią.
              Od dzieciństwa w moim otoczeniu były koty. Teraz staramy się z mężem o dziecko.
              Zrobiłam sobie specjalnie badania na toksoplazmozę i okazało się, że jestem w
              komfortowej sytuacji, ponieważ przechodziłam już tę chorobę w młodości i w moim
              organizmie są obecne przeciwciała. Nie muszę się więc obawiać, że zjem jakąś
              niedomytą marchewkę i złapię coś,co mogłoby być szkodliwe dla ewentualnego
              dziecka. Aha - w 90% człowiek zaraża się tokso w INNY sposób niż przez
              bezpośredni kontakt z kotem.
      • hella_79 Re: Kot w domu ? jestes ze wsi ? 23.01.07, 18:56
        przesadzasz i to zdecydowanie. toksoplazmoza MOŻE byc groźna dla KOBIET W CIĄŻY, ale tylko wtedy,kiedy nie miały z nią wcześniej styczności - to jedno. drugie to, ze toksoplazmoza moze czaić sie zarówno w ziemi (np. prace w ogródku), jak i w surowym mięsie. a trzecie, ze jak sie dba o higienę, to nawet jak kot jest nosicielem to właściciel sie od niego nie zarazi. no i najważniejsze - nie każdy kot jest nosicielem toksoplazmozy!
        więc nie pisz bzdur!
        • muszka5 Re: Kot w domu!!!!!! Jak najbardziej 24.01.07, 09:12
          Moja koleżanka choruje od lat na toksoplazmozę - nigdy nie miała kota. Ja
          miałam psy, teraz mam dwa koty, mam również zdrowe dzieci, które nie są na nic
          uczulone, a chyba pierwszą rzeczą, którą poczuły po przyniesieniu ze szpitala
          było lizanie psa. Mój syn raczkował razem ze szczeniakiem ( oj, fuj, było
          czasem nasikane !!) i jest zdrowym, dorosłym facetem. A życie bez kota? No cóż,
          był taki wiersz - , że bez kota można żyć, ale nie można owocować ;-)))))
      • pania Re: Kot w domu ? jestes ze wsi ? 23.01.07, 22:22
        Co za brednie !!!!. Kobiety , które mają koty zazwyczaj bezobjawowo przechodzą
        toksoplazmozę, i która nie jest groźna dla organizmu. Decydując się na ciążę
        należy się przebadać w tym kierunku. Jeśli się już ją przeszło to dziecku nic
        nie grozi. Natomiast jeśli się okaże, że choroby nie było trzeba zachować
        odpowiednią higienę. A od kota zarazić się można od kocich odchodów a mam
        nadzieję, że rozsądny człowiek nie bawi się nimi.
      • aasb Re: Kot w domu ? jestes ze wsi ? 23.01.07, 22:22
        Ze wsi, nie ze wsi, ale Ty to z wiedzą chyba daleko za "murzynami" jesteś.
        W tej chwili są już takie możliwości że można i kota w domu mieć i zdrowe
        dziecko urodzić. Wystarczy zrobić badania przed przyjęciem kiciaka pod dach
        sobie i kotkowi i po sprawie...
      • ms1313 Re: Kot w domu ? jestes ze wsi ? 24.01.07, 09:42
        Ale bzdury.
        Jak sie pisze o toksoplazmozie to trzeba cos na ten temat wiedziec. Około 60%
        społeczeństwa miała bliski kontakt z toksoplazmozą i jest nosiecielem
        przeciwciał i nawet nic na ten temat nie wiedzą.
        Wiekszosc zarażeń odbywa sie w wyniku spożycia brudnych warzyw lub np. nie myjąc
        rąk po pracy w ogrodzie. A koty, jesli są nosicielami toksoplazmozy, to dlatego,
        ze zarazają spozywajac zakazone myszy. Wiec to glownie koty na wsi sa
        nosicielami tokspoplazmozy a nie te, ktore od malego mamy w domu i nie wychodzą.
        Najłatwiej jest straszyć i to jeszcze w miejscu, gdzie ktoś prosi o radę.
      • lubelski39 Toksoplazmoza 24.01.07, 10:53
        Wiesz, że dzwonią, ale nie wiesz w którym kościele. Toksoplazmowa jest
        niebezpieczna dla kobiety w ciąży tylko wtedy gdy kobieta zetknie się z nią
        dopiero podczas ciąży. Jeżeli "przejdzie" toksoplazmozę wcześniej to będzie
        uodporniona i płodowi nic nie zagraża. Możesz zrobić sobie testy czy już
        toksoplazmozę się przechodziło czy nie.
        Większe zagrożenie zarażeniem toksoplazmozą jest od prac w ogródku (przy ziemi)
        niż od kota, nawet wychodzącego według weterynarzy. Przy zachowaniu minimum
        higieny nie ma się czego obawiać.
      • arel Re:dotyczy wypowiedzi"mlodego -inwestora" 24.01.07, 17:11
        Szanowny Panie
        Po przeczytaniu tego co Pan napisal ..jestem w szoku...jak mozna w tym wieku
        miec poglady tak ....sredniowieczne!!!Prosze sie zastanowic !!!Jakby bylo tak
        jak pan pisze nikt nie miałby kota rasowego np. Jestesmy mlodym malzenstwem
        mamy cudownego kota syberyjskiego...jest on jak czlonek rodziny...jesli dba sie
        o zwierze to nic zlego nie ma prawa sie wydarzyc...
    • gemini18 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 19:37
      doskonale cie rozumiem. uwielbiam zwierzeta ale moj mąż tez nie chce sie zgodzic. przeczytalam inne posty ktorych przekazem jest to, ze jak juz przyniesiesz kota do domu to mąż go polubi. Ale niekoniecznie musi tak byc - co pokazuje mój przypadek. Rodzice nam przywieźli psa znajdę (ok. 2 letni skundlały leciutko labrador). Pies cudo - sliczny, czysty, nauczony toalety i posłuszny. Mąz nawet go lubil ale.... nie tolerowal go w domu (mieszkamy w domu z ogródkiem) i staczałam isne boje zeby pies mógł byc w domu. Dla mnie natomiast nie ma zadnej przyjemnosci z posiadania psa -straznika ogródkowego bo o ile jeszcze latem mozna z nim spedzac duzo czasu o tyle jesienią czy wiosną w deszczowe dni to tylko szybko uciekac do domu zeby pies nie ubrudzil nas jak wracamy z pracy do domu.W kazdym razie jak juz wywalczylam zeby pies bywal w domu to męzowi przeszkadzalo ze jest w salonie. powiedzial ze pies moze bywac ale na przedpokoju i zamykal drzw do salonu. A to biednie psie -towarzyskie z natury- piszczalo na tym przedpokoju gdy slyszalo nasze glosy w pokoju obok. Postawilam sprawe na ostzu noza - albo on zaakceptuje psa w domu (przynajmniej na parterze bez wchodzenia na pietro) albo rozwód. Niestety nie udalo sie. To pewnie dziwnie zabrzmi ale mąż go lubiał, bawil sie z nim na podworku, chodzil z nim na spacery, glaskal go ale jak pies byl w domu i sobie grzecznie lezał to jednak mu to przeszkadzalo - ze rysuje podłoge (mamy deski sosnowe i do dzis są slady pazurów), ze zostawia siersc, ze probuje wskoczyc na fotel a gdy podczas naszej nieobecnosci piesek poszedl sobie na góre i polozyl sie w naszym lozku co odkryl mąż na podstawie czarnej siersci na przescieradle kazal natyczmiast zmienic posciel, niestety drugiego dnia pies zrobil to samo :-( . Ja pracuje dosc duzo i nie mam czasu zmieniac co dzien poscieli i sprzatac siersci z calego domu 2 razy dziennie i jednak musialam sie poddac bo skoczyloby sie tak ze albo mąż albo pies zostalby w domu. Kłocilismy sie par razy w ciągu wieczora po kazdym ruchu naszego pieska. W kazdym razie poszukalismy naszemu Nerusiowi bardziej przyjaznego domku. Mezowi tez bylo sie zal rozstawac z pieskiem ale jak mówi: na podworku pies to Ok w domu NIE. Mysle ze to wynika z wychowania - w jego domu rodzinnym mieli psy ale NIGDY nie mialy prawa wejsc do srodka. Byc moze mam nawet gorszą sytuacje od tych co są przeciwni zwierzetom w domu ale nigdy ich nie mieli, mysle ze takiego kogos latwiej przekonac do zwierzecia i po pewnym czasie staje sie taki futrzak ich ulubiencem a w moim przypadku???? Mąz mowi zwierze tak ale podwórkowe. Ja takiego nie chce bo to sprowadza sie do dania jedzienia i picia do miski a pies dziczeje.Myslalam juz o kocie (przynajmniej nie rysuje podlogi i siersci mniej zostawia) ale za to kot wskakuje wszedzie. Nie musze sobie wyobrazac miny mojego meza - juz widzialam u mojej mamy która ma 3 koty - jak kot wskoczy na stół to mezowi przestaje smakowac jedzenie> A jak nam mama poda jakies jedzenie to przegląda moj mąz go dokladnie pod kątem siersci. Juz nie wspomne o tym ze jak glaskam koty u rodziców i za chwile przytulam sie do meza to mnie odsuwa mówiąc " idź najpierw umyc rece" !!!!!! Czy ktos ma podobną sytuację????? Czy mamy szanse na jakies zwierze w domu????????????????? Dodam ze rybki mnie nie kręcą (męza natomiat tak :-) Ja chce futrzaka przytulanke, kotka-mruczka lub pieska wiernego kompana lezącego u mych stóp i wpatrującego sie we mnie wiernymi oczkami i niesamowicie zapawnie reagującego na smycz w celu wyjscia ma spacer. Uwielbialam patrzec na taką radosc naszego Nerusia.
      • diya3 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 20:20
        gemini,współczuję, trudno się z takim dogadać/nawet jak jest mężem/ bo już ma
        poszufladkowane miejsca na wszystko/sorki za dygresję/ pewno nie jest złym
        człowiekiem tak w ogóle..ale może go zostaw na jedną noc na podwórku,
        oczywiście humanitarnie zostaw mu kanapkę i butelkę z wodą, no, i żeby
        następnego dnia nie zucił się prosto na łóżko, bo zabrudzi. a pościel niech
        sobie zmieni sam, przecież to jemu coś przeszkadzało, a nie tobie...wiesz, jak
        ci nasi faceci wyczują , że tak mogą człowiekiem manipulować, to koniec.. a
        więc naucz sie spokojnie i rzeczowo argumentować swoje racje/ bez kłótni
        oczywiście/i bądź konsekwentna , nie daj się zapędzac do łazienki,zeby móc się
        do niego przytulić! po prostu nie przytulaj go jeśli nie chce w tej
        sytuacji.
        • kgsz Nie zgadzam się z Tobą, diya 24.01.07, 16:06
          Erm.... chciałbym zauważyć, że to MAŁŻEŃSTWO.
          Jeśli udałoby się wypracować kompromis to super, ale jeśli się nie dało, jak w tym przypadku (sam kocham koty, na przykład), jeśli obecność psa była _nie do przyjęcia_ to przykro mi, ale wydaje mi się, że małżeństwo ta pani wzięła z MĘŻEM, a nie Nerusiem.

          Przykro mi było trochę ze wzgl. na sytuację psa i Twojej przedmówczyni, ale doskonale rozumiem sytuację (i punkt widzenia) jej męża - sprawa była absolutnie nie do negocjacji - jemu przeszkadzał pies w domu (na przestrzeni przez niego zajmowanej), a on [pies] ciągle MIMO jasnego i zdecydowanego sprzeciwu, w tym domu jakoś się "znajdował". Przykro mi, ale wygląda mi to na próbę "zignoruj, wcześniej czy później się przyzwyczai" albo "co? ja nie wygram?!" albo "phi. powinieneś mi ustąpić jeśli mnie kochasz".

          Bardzo się cieszę, że sprawa znalazła taki finał, bo na miejscu męża eskalowałbym sprawę aż do rozwodu - jeśli zwierzę jest _nie do przyjęcia_, a żona mimo to forsuje swoje zdanie - koniec, bo to znaczy, że jego dziwactwa czy tam fobie ma za nic (na jakiej, przepraszam, podstawie to mężczyzna ma ustępować? Bo jesteś kobietą? No, skoro domagasz się traktowania jak tradycyjna kobieta to won do kuchni, a nie podskakuj Panu Mężowi (bardzo przepraszam, że tak napisałem (nie było to kierowane personalnie do Ciebie pomimo tego, że takiej formy użyłem), ale albo równouprawnienie (we wszystkich aspektach życia) i partnerstwo, albo "model tradycyjny" ale ze WSZYSTKIMI tego wadami i zaletami.)).

          Pozdrowienia.

          kgsz
      • hella_79 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 20:40
        ojej, podziwiam Cię kobieto. jakbym mi mój facet po tym, jak głaskałam kota czy psa kazał iśc umyć ręce a dopiero potem myśleć o przytulaniu - nie byłby już moim facetem. ja jestem zwierzolub, zawsze w domu był pies czy kot (domowy a nie podwórkowy) i nie wyobrażam sobie, zebym miała sie związac z kimś, kto ma inne zdanie.
        co do Twojego zdania nt. psów popieram Cię w pełni - pies to stworzenie towarzyskie, potrzebuje człowieka a człowiek jego (o ile lubi zwierzęta) - nei wyobrażam sobie posiadania psa i trzymania go przy budzie.
      • mallina2000 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 21:16
        a ja sie wcale nie dziwie,ze maz szukal w jedzeniu siersci kota.Miałam kiedys
        kota i wiem jak to fruwa po calym mieszkaniu.Nie kazdy lubi taka wkladke w
        posilku.A po glaskani faktycznie nalezaloby umyc rece.I wedlug mnie nie ma to
        nic wspolnego lubieniem czy nie tylko ze zwykla higiena.to zawsze jest
        zwierze,nawet jak siedzi tylko w domu.osobiscie nie chcialabym,aby maz glaskal
        najpierw zwierze,a potem mnie.Swojego kota uwielbialam i ZAWSZE mylam
        rece,chocbym dotknela go tylko jednym palcem.
      • wojtowiczmarcin Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 22:17
        gemini18!
        jestem facetem i doskonale rozumiem zachowanie Twojego lubego. nazywam
        to "wiejskim wychowaniem w stosunku do zwierzat" (nie obrazajac nikogo).
        rowniez lubie wszelkie zwierzeta ale w zyciu niedalbym sie dotknac mojej
        Kobiecie gdyby wczesniej poglaskala kota lub psa - dla mnie to jest po prostu
        niehigieniczne i tyle. nic na to nie poradze. poza tym rozumiem poglad "jesli
        zwierze to tylko na zewnatrz domu". mam rodzine na wsi i tam tez sa psy i koty
        ale NIGDY nie wpuszcza sie ich do domu. jak sama napisalas - Twoj facet mial
        zwierzeta ale nie wpuszczalo sie ich do domu. i to jest pewne przyzwyczajenie,
        nawyk czy jakkolwiek to nazwac, ktorego nie da sie zmienic - ja mam tak samo.
        za kazdym razem kiedy jestem na wsi bawie sie z psem czy kotem ale zaraz potem
        ide do domu, zamykam drzwi przed zwierzakiem i myje rece. i nie mam absolutnie
        zadnych wyrzutow sumienia ze futrzak zostaje na dworze. moge pobawic sie z psem
        i isc z nim na spacer wle w zyciu nie wpuszcze siersciucha do lozka a po
        kazdziutkim kontakcie z nim (ktory autentycznie lubie) pojde umyc rece i tego
        samego bede wymagal od domownikow.
        mysle ze to jest kwestia odmiennego podejscia do tematu zwierzat i nalezy
        uszanowac czyjes nawyki.
        pozdrawiam i przepraszam za ewentualne literowki


        najpierw byly kaczki - dopiero teraz sa jaja...
        • gemini18 Trafiles w sedno!!! 23.01.07, 23:02
          Trafiles w sedno - mąż wychowywal sie na wsi. No cóz, staram się go zrozumiec ale czy to oznacza ze nie bedziemy miec żadnych zwierząt w domu, nigdy? Jak jest w twoim przypadku bo widze ze jestes do niego podobny w kwestii zwierząt w domu. Czy masz/miałes jakies zwierze? Czy miałes podobne przejscia z żoną?
          • rockawy Re: Trafiles w sedno!!! 23.01.07, 23:30
            Sa ludzie i ludziska .Mialem okazje slyszec taka rozmowe,a chodzilo o przyszla
            synowa:"oni maja w domu psa i mkota!!!!!!!!!" Myslalem,ze wybuchne smiechem,no
            ale nie moglem bo to moja chlebodawczyni.Sadze,ze widziala bo moje oczy pekaly
            ze smiechu,ale synowa do dnia dzisiejszego ma przechlapane/za caloksztalt/Na
            moj powrod z prcy nikt absolutnie nikt tak sie nie cieszyl jak moj pies.
          • tylkozloty Re: Trafiles w sedno!!! 24.01.07, 11:15
            Taka sprawa to jakby dodatkowy sprawdzian dla zwiazku .Dawne nawyki
            ,przyzwyczajenia ,uprzedzenia w połaczeniu z nowymi spojrzeniami na świat.To
            tak samo jak z wychowaniem dzieci : On chce tak ,bo tak u niego było a ty
            chcesz tak bo tak było u ciebie.Trzeba wypracować kompromis!
            I TU WIDAĆ jaki jest twój maż : skłonny do kompromisu, otwarty na argumenty ,
            z chęcia zaspokajajacy potrzeby emocjonalne ( twoje i jego ) itp... to jak
            walczy o NIEMANIE kota świadczy o tym jak walczy (lub walczyłby) w innej
            sprawie o swoje! Zobacz jak potrafi ! Ucz sie od niego ! Dbaj o swoje! Też
            znajdź argumenty ,bądź stanowcza, też możesz chcieć zaspokoić swe potrzeby.
            Bądź skłonna do kompromisu ,nie przesadzaj z kotem- to jednak tylko
            zwierżę ,nie może zastapić ci męża! Powiedz to męzowi .Tak samo powiedz mu że
            potrzeba ci do szczęścia tych zmrużonych oczu kocich!Wyraź swe życzenia
            .Poproś o radę jak to zrobić żebyś była szczęśliwa! Nie wierzę żeby nie
            chciał twego szczęścia !

            Nie wierze jednak że zwierzę n a wsi jest ZAWSZE traktowane źle ,
            bezdusznie.To zawsze zależy od człowieka. W moim domu wpojono mi rozsądną
            miłośc do zwierząt . No i mam swego kota. Kot w domu (ale nie wszędzie )plus w
            ogrodzie.Pies był tylko w ogrodzie(duży wilczur). Taki układ im bardzo
            pasował, .Nam też . Obecnie jest tylko kot. Zna reguły życia w domu,wie koto
            jest szefem w domu . My czerpiemy z jego obecności wiele radości . Nie
            dajemy się nawzajem uwikłać w kłótnie na temat zachowania kociego
            ...jeśli są jakieś sprawy które irytują mego męża (a mnie nie) to staram
            sie to wyjasnić i unikac ale zwariować się nie daję !! Zwłaszcza że z
            zawodu mój mąż jest weterynarzem i nie takie choróbska u zwierząt widział
            on ( i ja z nim!) . Troche rozsądku i .....trzeba sie cieszyć z
            obecnosci zwierzaka ! To duży przywilej być lubianym przez KOTA!
          • inesse Re: Trafiles w sedno!!! 24.01.07, 12:57
            Gemini18, nie trać nadziei ! Ja miałam podobny problem z ...ojcem. Jako
            nastolatka - jedynaczka walczyłam o psa ....wywalczyłam kota. Ojciec też
            wychowywał się na wsi i owszem lubił wszelkie zwierzątka, ba nawet je na naszym
            blokowisku dokarmiał ale w mieszkaniu raczej nie chciał. Do czasu właśnie kiedy
            wywalczyłam kota a ściślej kotkę. W domu zjawiła się już podrośnięta 5
            miesięczna kociczka z charakterkiem. I zawojowała serce wszystkich a przede
            wszystkim ojca.To on jej schodził z fotela jak nabrała nagle ochoty na drzemkę
            akurat tam i to on jej biegał do sklepu po kotleta jak miała kocie fochy i nie
            chciała nic jeść.Patrzyliśmy na to ze szczerym zdumieniem. Po 9 latach kiedy z
            powodu choroby musieliśmy ją uśpić ten twardy góral płakał jak dziecko. Co
            najbardziej interesujące teraz nadal twierdzi , że miejsce zwierzątka jest poza
            domem - gdy pytam "a nasza kicia ?" odpowiada "to był zwierzak wyjątkowy" ;)
            Niestety wydaje mi się że poglądy męża można zmienić tylko poprzez
            doświadczenie. Może warto teraz powalczyć o kota - kot jest mniej narzucający
            się niż pies , nie potrzebuje stale przebywać z człowiekiem , często śpi i jest
            taki bardziej "uwodzicielski" ma bardziej "ludzki" charakter. Nie radzę
            przynosić na siłę , że może się mąż przyzwyczai bo szkoda zwierzaka jeśli plan
            się nie powiedzie. Jeśli mąż okaże chwilę słabości i się zgodzi NATYCHMIAST leć
            po kota/psa żeby się nie rozmyślił. Problem może być tylko wtedy jak Twój
            wywalczony zwierzak będzie wolał Twojego męża a nie Ciebie ;) Ale to już chyba
            przeżyjesz....:)
          • kgsz Re: Trafiles w sedno!!! 24.01.07, 16:22
            Pudło.

            Sam w dzieciństwie chowałem się na wsi gdzie pies był przy budzie, a koty hasały po okolicy, ale koty mogły wchodzić do domu, a psy w domach bardziej niż toleruję.

            Kot ma zupełnie inną "charakterystykę" niż pies - nie szczeka, nie - jak u Ciebie pies - rysuje podłogi, nie otrząsa się obok Twojej biblioteczki ze śniegu i błota, nie żąda żeby go wypuścić tylko skorzysta z kuwety (np.) - _WSZYSTKIE_ psy, które poznałem [u znajomych, przyjaciół] były hałaśliwe (niektóre aż poza granicę irytacji, g*ane małe, uciążliwe szczekaczki) i przeszkadzały.

            Podkreślam, psy lubię i gdybym miał duży dom (na wsi, bo jakżesz można męczyć psa każąc mu przez 22 godziny na dobę siedzieć w mieszkaniu?!) może i mieszkałby też w nim, ale szczerze w to wątpię; miałby raczej przytulną, suchą i solidnie ocieploną budę w zacisznym miejscu.

            ...a to, że prawdopodobnie nigdy nie będziecie mnieć w domku zwierząt najwidoczniej wynika z tego, że pojęcia "higiena", "porządek", "spokój" i "zabawa" pojmuje zupełnie inaczej niż Ty.
            ...i skoro nawet po swoich przejściach z psem musisz o to pytać to chyba powinnaś się z nim rozwieść, a nie unieszczęśliwiać/irytować człowieka swoimi kolejnymi pomysłami.

            Spróbuj się dowiedzieć co _WAM_ obojgu będzie pasowało, bo jeśli tym razem będziesz forsować swoje lepsiejsze widzimisię to możesz wymienić męża na zwierzaka.

            Może norka? Szczur? Fretka? allegro.pl/1530_zywe_zwierzeta.html
            • gemini18 Teraz zrozumialam dlaczego zwirzetom mąz mówi "ni 24.01.07, 19:48
              kgsz!

              przeczytalam twoje posty z wielka uwagą. czasem byles wrecz brutalny ale dalo mi to duzo do myslenia - mysle ze wyartykuowales co co de facto przeszkadza mojemu mezowi w zwierzetach w domu.
              > ...a to, że prawdopodobnie nigdy nie będziecie mnieć w domku zwierząt najwidocz
              > niej wynika z tego, że pojęcia "higiena", "porządek", "spokój" i "zabawa" pojmu
              > je zupełnie inaczej niż Ty.

              Niestety on tylko mówił "nie zgadzam się" a jak pytalam czemu? to bylo "nie, bo nie". Teraz dopiero dokladnie zrozumialam jego powody i sama widze ze nie ma sensu ciągnąc dalej tematu zwierzaka w domu . Gwoli jasnosci: o do kota to juz go tak mocno nie forsowalam, po prostu spytalam ze 2 razy co sądzi o mniejszym zwierzaczku takim jak kotek. Pies to historia sprzed roku i , szczerze mówiąc, przez ostatni rok pogodzilam sie z nie posiadaniem zwierza choc, musze przyznac, mialam zal do meza i gdzies tam na dnie serca tliła mi sie nadzieja ze moze kiedys..... moze za pare lat..... moze kiedys dziecko go przekona jesli dzieciak bedzie bardzo chcial (na razie no kids). .... Ale teraz widze ze minimalne szanse. Dzieki za bezposrednosc bo to mi wszystko tlumaczy, juz nie mam zalu do meza - po prostu tak musi byc.Kompromis : zwierze tak ale na polu a nie w domu nie wchodzi w gre. Fretki, szczurki i inne jaszczurki :-) nie dla mnie.
      • megaego Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 09:59
        przykro mi! masz cholernie trudnego męża!! w dodatku jest despotą wielce
        upierdliwym. nie zazdroszczę życia z kimś takim. i nie bardzo widzę szanse na
        to, żeby się zmienił.
        u nas problem psa jest rozwiązany następująco - pies jest podwórkowy przez
        cały dzień, a wieczorem wycieramy łapki i piesek idzie na kocyk w przedpokoju.
        drzwi nie ma, więc ma cały czas z nami kontakt wzrokowy i nas słyszy. jest
        nauczony tego, żeby nie łazić po domu i nie ma z nim problemów. oczywiście
        przez przedpokój się często przechodzi, więc się go głasknie, zagada...

        co do kota! mam jedną dziewczynkę (niewychodzącą) i też marzę o przynajmniej
        jeszcze jednej! mój mąż również nie chciał nawet słyszeć o "kociarni" w domu.
        ale cały czas mu powtarzam, że nasza kotka jest strasznie samotna, że ciągle
        siedzi sama (no bo pracujemy przecież), w końcu nabawi się choroby sierocej.
        wykazuję mu każdy objaw radości na nasz widok. podkreślam, że jak jestem
        wreszcie w weekend w domu, to ona nie odstępuje mnie na krok, żeby nic z tego
        dnia nie stracić i że nieomal płacze jak rano wychodzimy...
        dodatkowo ciągle faszeruję go zdjęciami z ogłoszeń zachwycając się różnymi
        cuuuuudownymi kociakami! ostatnio przywlokłam zdjęcie kici w której
        autentycznie się zakochałam!! pokazałam mu wyraziłam milion zachwytów i wiecie
        co??....
        usłyszałam: no dobra, jak chcesz, to jedź po nią!! ale SAMA!! bo ja do tego
        ręki nie przyłożę!"

        i co Wy na to??

        dodam tylko, że dobrze wychowany kot nie musi wcale łazić po stole! mój tego
        nie robi! nigdy nawet nie wsadzi mi nosa do talerza, bo wie, że jej miska jest
        gdzie indziej!
        • hanna50 megaego ... 26.01.07, 22:51
          jakiego masz kociaka - dachowca czy rasowego?
          Właśnie zastanawiam się nad Mein Coonem i szukam ludzi, któży znają tą rasę kotów z własnego doświadczenia.
          • megaego Re: megaego ... do hanna50 29.01.07, 12:06
            cześć!! ja mam ocicat-kę! jest to kwintesencja kociej miłości i żywioł w jednym
            kocie! z charakteru ocicaty są podobne go syjamów, ale nie są tak gadatliwe!
            ocifutro oczywiście opowie z grubsza, co mu się w ciągu dnia przytrafiło, ale
            nie powtarza każdego słowa po trzy razy jak syjam. wita przy drzwiach, kiedy
            wracasz do domu, śpi z nami w łóżku - po środeczku, żeby każdy miał
            sprawiedliwą ilość kota między żebrami. bardzo polecam tą rasę, jak chcesz kota
            do wieeelkiej miłości!
            na maine coonach nie znam się za zbytnio z racji zamiłowania do kotów
            orientalnych. ale moje ocifutro pochodzi z hodowli w której na stałe mieszka 9
            maine coonów. jak tam byłam w czasie "rozmnożeniowym" to oblazło nas około 17
            kotów w różnych kolorach, za skarby nie chciałam stamtąd wyjść, a państwo
            Gomulakowie są szalenie sympatyczni i chętnie nie tylko goszczą takich jak ja,
            ale też udzielają odpowiedzi na milion pytań. to hodowla z Krakowa - Afek.
            jeśli chcesz więcej informacji, zawsze mozesz napisać na megaego@gazeta.pl

            POZDRAWIAM wszystkich kotolubnych
            zapraszam "do siebie"
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=48926922&a=48926922
      • gabula777 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 10:55
        Mój mąż nie chce ani psa ani kota,a jeżeli już to na zewnątrz domu.Tak było w
        jego rodzinnym domu.Mieliśmy już dwa razy kota,bo się przybłąkały i dzieci
        chciały,ale ileż musiałam się nasłuchać,że drapie meble (a on nie będzie nowych
        kupował),że pchły(jego gryzą)i trzeba kupić środek na zwalczenie ich i,że ten
        kot po wszystkim skacze.Ja zaś jestem "kocią mamą"i lubię kotu dogadzać,więc jak
        nie widział to kupowałam mu dobre jedzenie i pozwalałam leżeć na kanapie.Kiedyś
        zagroził,że albo on albo kot.Pod innymi względami mąż jest bardzo dobrym
        człowiekiem ,niczego mnie,ani dzieciom nie żałuje(wbrew opini,że jak nie lubi
        zwierząt to jest zły)Obecnie też mamy czarnego,pięknego kocura,którego
        przywiozłam od koleżanki,bo młodsza córka chciała,a mąż dla niej zrobiłby
        wszystko.Jadąc po kota powiedziałam mu,że będzie tylko w ogrodzie,ale to było
        lato a teraz zimno,ciemno...Kot jest więc w domu,nauczył sie wychodzić za
        "potrzebą"nie drapie zbyt mebli,choć trochę boję się jak zacznie "znaczyć swój
        teren"zapachem.O sterylizacji nie ma mowy,bo mąż uważa,że to okaleczenie
        zwierzęcia,a pozatym jest ładny to niech przekazuje geny dalej...:DMam
        nadzieję,że na wiosnę sam będzie chciał więcej być na dworze.Cóż...kot wyczuwa
        lekką niechęć męża(dostał kapciem kiedy chciał wskoczyc na szafkę kuchenną)i się
        go boi,ale nieśmiało nieraz podchodzi i obwąchuje...Myślę,że kot jest,ze wzgledu
        na córkę,a wydaje mi się że może go polubił,bo ten kot ma taki a nie inny
        charakter:D
      • sol-talullah Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 15:07
        Zal mi Cie gemini18, zastanawiam sie po co Ci ten maz, dla ktorego wszystko
        musi byc tak, jak jemu wygodnie? A co z Toba i Twoimi potrzebami, he? Sprawiasz
        wrazenie udreczonej. Malzenstwo to KOMPROMISY, a nie ciagle uleganie jednej ze
        stron. Jesli Twoj maz Cie kocha, pozwoli Ci byc szczesliwa, nawet za cene
        nieporzadku w domu. Wiem cos o tym, bo sama zgodzilam sie na psa /wewnatrz domu
        jednorodzinnego/ bedac alergiczka. Chciec to moc, jak mowia.
        Gdyby moj maz kazal mi umyc rece przed przytuleniem sie, chyba zabilabym go
        smiechem, Tobie chyba przydalaby sie powazna rozmowa z Twoim mezem.
        • olaaloo Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 20:39
          A ja trochę rozumiem męża gemini. Obecnie mam kota, całuję, przytulam itd. Ale
          np. z nim nie śpię. Byłam jednak jakiś czas temu z facetem, który miał dwa
          rosyjskie teriery. Gdzieś czytałam, że to rasa niegubiąca sierści, ale to
          nieprawda. I też prosiłam, by mył ręce, zanim mnie dotknie. Prawda jest taka,
          że sierść psów była wszędzie. Jak wychodziłam spod prysznica niekompletnie
          ubrana i przechodziłam przez korytarz, to psy się oczywiście łasiły i cała
          byłam w sierści. Do sypialni niby nie wchodziły, ale i tak sierść była w łóżku,
          w szafie itd. W końcu naprawdę szlag mnie trafił. Kiedy podczas intymnej
          sytuacji znalazłam sierść w... zgadnijcie gdzie. Odechciało mi się seksu w jego
          mieszkaniu:).
    • diya3 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 19:51
      cieżka sprawa, sama mam rudego kota i drugiego rudego sasiadow, tudzież szarego
      tych samych sąsiadów wpuszczałam czasem do mieszkania, bo szkoda mi ich było-
      rezultat...mój kot zaczął znaczyć teren w domu, koty sąsiadow drapią do drzwi w
      różnych dziwnych porach dnia i nocy i sikają na półpiętrze , bo ich ,,państwo''
      wypuszczają je na połpiętro kamienicy, ale drzwi wejściowych na podwórko już
      nie otworzą straaaszne. no ale to do twojej tylko wiadomości, a rada... ze jemu
      też by było źle w życiu gdyby go jakaś para kotów przetrzymywała samiutkiego,
      no i pozwól mu wybrać tego drugiego kotka z miotu, okolicznych podwórek,
      hodowli/nie wiem jaki ma być kot i skąd/
      no i daj do zrozumienia ,że tak naprawdę to tylko twoj mąż jest dla ciebie
      ważny i liczysz na jego pomoc , a potem pomyślisz o tych innych priorytetach,
      bo przecież rozumiesz ze jego marzenia też są ważne- jednym słowem jakiś mały
      kompromis. ufff ale sie rozpisałam
      powodzenia !
    • grejdi Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 20:36
      Argument nt. "czucia" - mam 30 metrowe mieszkanie, niemęża jeszcze ;-) i 2
      koty. No i ich nie czuć ;-) Jest kuweta a kocur jest odjajczony.
      Pomysły:
      a) prezent dla niego na urodziny, imieniny, rocznicę czegoś tam od Ciebie
      b) postawienie przed faktem dokonanym - jak spojrzy w te oczęta, to jego serce
      będzie kupione w momencie
      c) wyszukanie artykułu o depresji kociej powodowanej samotnością ;-) choc ten
      punkt wydaje mi sie najabrdziej wyssany z palca
      Proponuję efekt zaskoczenia - skoro negacjacje nie pomagają. Mój przyszły mąż
      też coś majaczył o małym lokum... A teraz? Ja mam Mariana, on ma Gertrudę...
      Każdy ma jakiegoś bzika ;-)
      • megaego Re: do meza 24.01.07, 10:12
        nie rozumiem zasadności załączenia tego linku!! ktoś, kto to napisał jest
        wybaczcie, ale idiotą!! w dodatku stronniczym i niedouczonym!

        kooooocham koty!! zawsze będą moimi domownikami!!
      • parwardigar no takich bzdur to ja jeszcze nie czytałem... 24.01.07, 11:05
        > nie dac sie kociemu terrorowi!
        > wiadomosci.o2.pl/?s=513&t=8124

        pani która napisała ten artykuł na o2 nie ma zielonego pojęcia o kotach więc
        nie powinna zabierać na ten temat głosu.

        a jeśli ktoś nie potrafił swoich kotów wychować, to będą się zachowywać mniej
        więcej tak jak ta dziennikarka-dyletantka opisała, tyle że nie dlatego że koty
        takie są, a dlatego, że mają idiotów właścicieli, którzy nie potrafili swoich
        kotów ułożyć...
    • ivkan Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 21:05
      witam,
      chyba nie będę w stanie Pani doradzić.Mogę jedynie wyrazić zrozumienie dla Pani
      potrzeb.Osobiście mam w domu kotkę; nie wyobrażam sobie aby mogło być inaczej!
      Pokochałam ją prawdziwie.....Wcześniej nauczylam sie obserwować te
      zwierzęta,ich zachowanie,reakcje,kontakt z otoczeniem.Kiedyś mieszkałam w domku
      i miałam 5 kotów.Nie wiem czy ktoś to zrozumie,ale to był piękny okres w moim
      życiu...........To wtedy wiele sie nauczyłam przez obserwację,stałam sie
      jeszcze bardziej wrażliwa na to co dzieje sie obok.Koty doskonale
      rozumieją,doskonale czują,są niezwykle mądrymi towarzyszami.Potrafią doskonale
      odstresować człowieka...wystarczy troche czułości i otwarcia się a dostaniemy
      więcej niż oczekujemy :-).I co ważne -to niezwykle czyste zwierzęta,wystarczy
      zachować podstawowe zasady higieny-czyścić kuwetę na bieżąco!A sam kot zadba o
      swoją czystość-potrafi myć sie kilka razy dziennie i robi to z niezwykłym
      namaszczeniem.Potrafi okazać radośc,kiedy po nieobecności domownicy wracają do
      domu!Nauczyliśmy się z nim rozmawiać!Zyczę Pani powodzenia i prosze nie tracić
      nadziei!*iva*
      • brrr10 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 22:08
        ...ja mam kota, ktory zachowuje czystosc nawet jak kuweta nie jest czyszczona na
        bieząco. Ostatnio często nie jest, bo ja jestem w ciąży i całe cetremonie
        zwiazane z czystoscia kota spadly na męża. ...a mąż często ogranicza się do
        wymiany żwirku raz na tydzień i nie chce mu się w międzyczasie czyścic (wiem
        straszne...). Kotek jeszcze ani razu nie zemścil sie zalatwieniem potrzeby poza
        kuweta. Taki zuch! A wiem, ze niektore koty tak by zrobily (w koncu nie bez
        racji, bo kuweta powinna byc czysta).
    • k_r_m Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 21:27
      mam podobny problem z żoną, nie zgadza się na kota, wolała by psa. Jednak gdy
      przyniosłem do domu małego kotka z piwnicy bloku i siedział skulony na parapecie
      wyraźnie zmiękła i już była gotowa go zostawić, ale niepotrzebnie sprawdziłem
      płeć i okazało się, że to kotka, postanowiłem więc go "wymienić" na jej brata,
      też czarnego, niestety z tym były problemy bo nie dał się złapać, o ile to był
      brat. Po tym wszystkim jej sprzeciw się wzmógł, a ja mogę tylko żałować
      odniesienia tej kotki, chociaż obserwując ją z okna wydaje mi się, że tam jest
      jej lepiej :)

      warto zobaczyć: www.youtube.com/watch?v=kZJ4aikiogo
      • brrr10 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 25.01.07, 11:17
        niespecjalnie rozumiem zastrzeżenia żony do płci... Koty domowe i tak sie
        sterylizuje/kastruje, wiec co za roznica?
        A koteczki ponoc bywaja spokojniejsze, chociaz to tylko obiegowa opinia, z ktora
        sie spotkalam, nie prowadzilam jakis szczegolnych obserwacji w tym zakresie ;-)
        Zreszta kazdy kot jest inny!
    • hastourek Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 21:32
      Czytam, co tutaj w poradach wypisujecie i włos mi się jeży na karku: przekonać,
      oszukać, zmanipulować, postawić przed faktem dokonanym... czy naprawdę zdanie
      tego biednego męża macie gdzieś? Zwłaszcza, że chodzi o drugiego już zwierzaka,
      do tego z poważnym argumentem przeciw - małym mieszkaniem.

      Nie mam nic przeciw kotom, i jeśli mąż da się uczciwie przekonać, to gratulacje
      i wszystkiego dobrego. Ale wszystkim radzącym podstępy i inne świństwa
      serdecznie życzę, aby ich partner pewnego dnia wprowadził im do mieszkania psa,
      terrarium z pająkami albo stół bilardowy.
        • z_wyspy Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 09:57
          nie zgadzam sie, niestety. rozumiem potrzebe ale trzeba tez pomyslec o kocich
          potrzebach. ja mialam kotke, mieszkalysmy sobie razem i bylo nam bardzo bobrze,
          w ktoryms momencie u dziecka kolegi wykryto alergie na kocia sersc a jako ze
          mial kota wiec musial sie go pozbyc. postanowilam, ze ja przygarne, bo kotkom
          bedzie weselej, jak beda dwie. niestety, one mialy inne zdanie na ten temat.
          moja, mimo ze mniejsza i mlodsza czula sie u siebie i pogonila nowa. Gosc przez
          tydzien nie wyszedl spod zlewu, mimo moich usilnych prosb. wygladalo na to, ze
          po prostu nie byly w stanie podzielic mieszkana na swoje terytoria. wiec
          zakladam, ze te Twoje 30 metrow moze byc dla nich po prostu za male.
        • jachu54 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 16:27
          moi kochani, ja prosilam o kota wiele lat!no i postawilam przed faktem
          przywiozlam kotke do domu. bylo to 4 lata temu. no i co,teraz moj maz ktory tak
          sie sprzeciwal niewyobraza sobie teraz zycia bez naszej kotki.spi z nim,
          wychodza nawet razem na spacery a ona chodzi mu przy nodze jak piesek. a jego
          duma rozpiera ze ma taka kotke.tez bysmy chcieli jeszcze jednego kotka alenasza
          Maja nieakceptuje.juz mielismy mala Pusie ale musielismy oddac
          znajomym.niestety!
    • magdaksp Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 21:44
      nasze mieszkanie ma 56 metrow i moj narzeczony tez nie chciał sie na kota
      zgodzic(teraz mamy 3 niewychodzące)a namowilam go w ten sposób ze opowiedziałam
      ze bede ja tylko dbała o kota,karmiła,sprzatala,kupie żwirek niesmierdzacy czyli
      silikonowy i w koncu po wielu prośbach sie zgodził.teraz nasza pierwsza kocinka
      jest jego ukochanym kotem a po kilku miesiacach doszła następna i pozniej
      jeszcze jedna ktorą znalazłam jak szlam do pracy:)ogólnie nie wyobrażam sobie
      naszego domu bez kotów.i mysle ze mój narzeczony również.a w bajki o
      toksoplazmozie nie wierz!!
    • kpt_kloss Mam pare dobrych rad ... 23.01.07, 23:09
      Powiedz mezowi ze jesli sie nie zgodzi na kota, kupisz wtedy nosorozca. Dobre,
      nie ? Albo ...

      Powiedz mezowi, ze widzialas pare myszy w domu. Tez dobre, prawda? Albo ...

      Powiedz ze obecnosc kotow dobrze wplywa na potencje, przeciwdziala lysieniu,
      itp. Sam wtedy poleci do sklepu zeby kupic kota, albo nawet caly peczek.

      Sama wiec widzisz ze to zaden problem przekonac meza. Trzeba tylko troche
      inwencji ...
    • heart_of_ice Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 23.01.07, 23:36
      a popatrz na sprawe z punktu widzenia meza... moim zdaniem ma racje....
      po co ci drugi kociak? do glaskania, mruczenia wystaczy jeden przeciez:) ja
      wiem, ze kociarze lubia miec kilka kotow i to rozumiem... ale skoro macie male
      mieszkanie, maz najwyrazniej kotow nie kocha, ale juz raz poszedl na kompromis i
      sie zgodzil, to teraz chyba twoja kolej na ustepstwo?
      bo potem bedziesz chciala trzeciego i czwartego kota:)

      Pauli
      --
      Mężczyźni są z Marsa, a kobiety ze...Snickersa;)
    • nasza_maggie nikogo nie przekonuj 23.01.07, 23:41
      kot sam się znajdzie.

      Był jeden, chciałam drugiego i co?
      Nie
      Nie
      Nie

      I któregoś dnia, kotka sama się do niego przykleiła i jak tu jej nie zabrać do
      domu?

      No i są dwie kotki:)
    • dwukot Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 00:15
      było sobie 30 mkw i jeden kot, kotka dokładnie rzecz ujmując, odratowana,
      wyleczona, ukochana i kochająca, czysta, mądra i piekna - jak każdy kot! i było
      dwoje zapracowanych i zabieganych ludzi, kobieta mówiła: potrzebujemy siostry
      dla naszej koteczki - ona tęskni i płacze gdy nas nie ma /krzyk z balkonu niósł
      się dłuuugo za wychodzącymi.../, mężczyzna powtarzał: to za dużo, jedna
      wystarczy; mijał czas, i przyszedł pewien zimny poranek i kobieta obudziła sie
      rano, a na poduszce obok niej leżało maleństwo - przyniósł je mężczyzna; i
      teraz jest dwoje ludzi i dwie kotki i mały metraż;
      droga wiu1! jeśli jest prawdziwe uczucie, to wystarczy go na wiele
      sierściuchów! pomijam względy higieniczne - to nie zależy od kotów, tylko od
      nas!!! a tyle radości, miłosci i śmiechu, ile doświadczamy my - mieszkający z
      kotami - życzę wszystkim Forumowiczom! więc rozmawiaj dużo ze swoim mężem,
      przecież sie kochacie?
      ps: serdeczne współczucie dla 'właścicieli zwierząt nadwornych' - brak mi słów
      po prostu... nie wiecie, co tracicie, ale każdy ma ine priorytety - rozumiem
      to, choć meble rzecz nabyta /a folie z nich zdejmujecie? goście tez czasem
      brudzą... :)))/
      • sherman-doberman Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 01:19
        Tak mi się widzi, że ci ludzie, co mie uznają zwierząt w domu, to wcale nie wiejskie wychowanie, tylko
        chłopskie. To chłopi maja taki stosunek do zwierząt, że muszą mieć z nich korzyść, ale nie daj boże
        przejmować się zwierzakiem, nakarmić. napoić. wydać kasę na weterynarza, i jeszcze pogłaskać?
        Przez 30 lat obserwowałam takie traktowanie zwierząt na polskiej wsi - u chłopów ,dziś widzę to samo
        we Francji. Musi być chłopska mentalność - chłop żywemu nie przepuści...
        Z fizycznym mieszkaniem na wsi jako takiej nie ma to nic wspólnego.Mój mąż też pochodzi ze wsi i
        spokojnie sypia z kotem - ale nie pochodzi z polskiej wsi.Nawet nie protestuje, kiedy pies się ładuje na
        łóżko- to ja wielkopsa wyrzucam z wyra, bo za wielki. Tutaj też, z wyjątkem dwóch rodzin chłopskich
        - bo tylko tyle mieszka w tej wsi na 400 mieszkańców - których koty szwędają się wszędzie i są przez
        wszystkich dokarmane, pozostali mieszkańcy trzymają swoje psy i koty w domu, mimo że mają domy i
        ogrody. I z kim by nie pogadać - każdy sypia z kotem.
          • wardog1 Re: jak przekonać męża do drugiego kota...poradźc 24.01.07, 15:40
            gabula777 napisała:

            Kobiety więcej
            > miewają serca,ale mężczyzni tacy właśnie są(szczególnie starszego pokolenia)

            Nieprawda jestem ur. w lat.50-tych, a zatem (starszego pokolenia).Zawsze miałem
            koty(sam jestem kotem:))
            uwielbiam te sierściuchy.jak tak pomyśle to najwyższy czas jakiegoś ze
            schroniska...:)
            Zobacz co napisałem powyżej.
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=128&w=56028819&a=56035995

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka