ewma
27.01.07, 17:51
Witam.Byłyśmy z przyjaciółką na spacerze z naszymi małymi dziećmi,które
siedziały na sankach.Nagle z podwórka wybiegły dwa olbrzymie wilczury które
podbiegły do naszych dzieci i zaczęły nas wąchać i warczeć.Zaczęłyśmy
krzyczeć aby ktoś z właścixieli wyszedł w tym czasie podbiegł do nas mój
mały,16 letni ,bezzębny pies i wilczury zaatakowały jego .Wyszła młoda
dziewczyna i powiedziała że ona nic nie może zrobić bo to psy jej męża i
stała i patrzyła jak te ich wilczury zagryzają mojego biednego psa.Pies jest
w ciężkim stanie ,szyty,itd.Przed chwilą rozmawiałam z ich właścicielem
(młodym chłopakiem)i jestem w szoku.Nie zapytał co z naszymi dziećmi,co z
psem nic tylko stwierdził że żona powiedziała że ich psy tylko nasze dzieci
chciały powąchać z bliska a to wina mojego starego psa bo szedł z nami i
wleciał na ich podwórko.
Pies mój nigdzie nie wchodził tylko przybiegł do nas gdy zaczęłyśmy krzyczeć
a te bykole złapały go za szyje i zaczęły wciągać do swojego podwórka i tylko
dlatego psy zostawiły nas bo zajęły się tym biedakiem
Jestem w szoku i tak sobie myśle czy ja jestem głupia czy oni?