bszalacha
15.05.08, 01:26
Ja jeszcze rozpaczliwie o ratowaniu wyżła/16 lat,nie umiem go uśpić
i nie wytrzymuję teggo,co mi robi/.Poza starością wielorako
odczuwaną jest wyrażnie przestawiona kośc miednicy i biedak
przewraca się ponieważ chodzi bokiem od chwili wypadku/2 lata/.Robił
munweterynarz zdjęcia ale mówiło sie o słabych
kolanach,osteoporozie,na którą brał laser.Nie miałam odwagi wciąz
dopominac się o leczenie tej miednicy bo oni "wiedzieli swoje".Nie
chcę mówic,co się ze mna dzieje,gdy pod palcami czuję kilka kości w
różnych miejscach zamiast jednej a przy kazdej wizycie dostaję
kolejne tabletki przeciwbólowe i p-zapalne/saridol/.Skończę w
oddziale psychiatrycznym albo uspię przed psem weterynarza.Naprawde
takie emocje mną owładnęły,gdy patrzę,jak okaleczony jest mój pies.
Co mogę zaproponować temu gościowi,żeby nie wybuchnąć z całym tym
swoim żalem przeokropnym.O wszystkim się rozmawia ale nie o
problemie,który został zaniedbany.
I jeszcze jedno:teraz,gdy jestem u kresu wytrzymałości oni każą mi
podjąć "własną,niezawisłą decyzję,czy go pozbawić życia,czy
nie".Wtedy,gdy podejmowałam próbę decyzji i chciałam operować lub
leczyć złamaną/chyba/miednicę,nie liczono się ze mną,zdecydowali
sami,moim zdaniem fatalnie.
Czy jest coś do zrobienia-proszę mi pomóc.
Pozdrawiam i przepraszam za wylanie goryczy.Barbara