troooo0
21.09.08, 21:10
Moja siostra wzięła w lipcu kota ze schroniska. Miała być spokojna, grzeczna i
nauczona dobrych manier - tak zapewniała pani opiekunka. Daliśmy na
schronisko 300 złotych i dodatkowo jedzenie dla innych zwierzaków, jakieś
zabawki - taka już siostra jest. Kot faktycznie jest wychowany: korzysta z
kuwety, nie niszczy mebli. Jednak od razu pojawił się problem: kotka zaczęła
warczeć gdy nakładaliśmy jej jedzenie. Postanowiliśmy, że będziemy wsypywać
karmę w łazience i podawać jej normalnie w kuchni. Okazało się jednak, że jak
już je to też warczy gdy ktoś jest w pobliżu? Nie je, tylko warczy i to
naprawdę strasznie. Kolejnym naszym krokiem było usuwanie sie kiedy ona je, no
ale jak sie powoli okazuje na dłuższą metę jest trudno tak wytrzymać, bo
czasem "wyrzuca" nas z kuchni gdy chce dojeść posiłek. Ostatnio warczy tez gdy
ktoś podchodzi do jej legowiska. Kotka nigdy nie była przez nas drażniona, tak
miała od początku. Teraz nawet nie mamy ochoty jej głaskać, choć to jej nie
przeszkadza. Ja namawiam siostrę, żeby oddać ją do schroniska, ale ona nie
chce bo już sporo na nią wydała. Kotka ma około 1,5 roku, mieszkała prawie od
zawsze w schronisku. Co można z takim kotem zrobić? Jak ją tego oduczyć? Czy z
kotami jest tak samo jak z nierasowymi psami - tzn. nie wiadomo co w nich
siedzi? Teraz żałuję, że nie namówiłem siostry na kota z hodowli. Weterynarz
zalecał nam to przeczekać, ale to już za długo trwa.