Kierowcy denerwują się na "elki"

    • Gość: xyz Co wkurza ludzi na osiedlach? Ćwiczące parkowan... IP: *.adsl.inetia.pl 28.10.09, 21:27
      Dajcie spokój uczącym się jeździć. Każdy z nas przez to kiedyś musiał przejść.
      Gdzieś ci ludzie muszą nauczyć się jeździć. Narzekacie na elki rysujące
      samochody i stwarzające zagrożenie na drogach. Mój mąż przez 10 lat był
      instruktorem. Nie zliczę ile w tym czasie miał z kursantem kolizji, ale
      uwaga.... ani jedna z nich nie była z winy uczącego się czy instruktora, a z
      winy tych super umiejących jeździć kierowców, którzy musieli koniecznie te
      umiejętności pokazać szkolącym się przyszłym kierowcom :)
      • Gość: gość Re: Co wkurza ludzi na osiedlach? Ćwiczące parkow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.09, 18:05
        Jeśli L-ka uszkodziła stojący na parkingu samochód, to przepraszam -
        z czyjej winy ???
        • Gość: ana221 Re: Co wkurza ludzi na osiedlach? Ćwiczące parkow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.09, 20:09
          Ja wyjeżdzilam 40 godzin,jestem przed egzaminem. Zawsze jeżdzę
          szybko szczególnie na Andersa nawet 54/h i powiem, że też mnie
          denerwują niektore elki szczególnie oświęcimskie jadące 30/h a z
          drugiej strony teraz dopiero widzę jak nieprzepisowo jezdżą
          doświadczeni kierowcym. m.in. przejeżdzają na czerwonym, nie włączją
          kierunkowskazów, trąbia na rowerzystów na przejazdach rowerowych,
          nie puszczają pieszych na pasach. To jest gorsze od
          niedoswiadczenia, bo wiedzą jak powinni jechać a tego nie robią.
          • Gość: gość Re: Co wkurza ludzi na osiedlach? Ćwiczące parkow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.09, 21:21
            Już cię denerwują L-ki jadące 30 na godzinę? Dość szybko.
            Ty zdasz egzamin i pożegnasz się z tą ulicą, mieszkańcy okolicy
            codziennie jadą 30 za L-kami z Oświęcimia, Wadowic, Cieszyna,
            Żywca. Postaw się w ich sytuacji. Jadą do pracy, na egzamin,
            rozmowę kwalifikacyjną, odwożą dzieci do szkoły. I Ich prawo do
            normalnego poruszania się po drodze nie jest ani trochę mniej
            ważne
            od prawa kursanta do nauki.
            Jadąc dzisiaj Armii Krajowej spotkałem 24 samochody – 11 z nich to L-
            ki, dodatkowe 3 L-ki czekały na skrzyżowaniach by wjechać z ulic
            podporządkowanych. Razem 14 – więcej niż 50%. W tej sytuacji pisanie
            „Przecież też się uczyliście, powinniście być wyrozumiali”
            jest niepoważne. Drodzy kursanci a przede wszystkim instruktorzy.
            Bądźcie w takim razie wyrozumiali dla innych kierowców, bo drogi w
            okolicy ZIADu to nie jest wydzielony tor do nauki jazdy. W Żywcu,
            Cieszynie, Wadowicach, Oświęcimiu, Kętach też można się uczyć
            ruszania z miejsca i parkowania. Ronda też nie są wyłącznie w
            Bielsku. A kupienie kilku starych samochodów i postawienie ich na
            placu do nauki parkowania to wydatek mniejszy niż opłata wniesiona
            przez jednego kursanta. I nie trzeba będzie parkować po osiedlach.
    • Gość: mała Re: Kierowcy denerwują się na "elki" IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.12.09, 13:41
      Dla mnie trąbienie na elki to, wybaczcie, ale jednak przejaw "buractwa". Każdy
      się kiedyś uczył jeździć i powinien wykazać się jakąś empatią w tym względzie.
      Owszem, Bielsko jest miastem szczególnie "narażonym" na występowanie pojazdów
      nauki jazdy, ale to dlatego że tu znajduje się WORD. I niech nikt nie mówi, że
      kursanci z Żywca mają się uczyć w Żywcu bo tak samo tam można się nauczyć
      jeździć. Otóż nie. Zresztą pytałam kiedyś kolegi z Żywca jak to wygląda i mówił,
      że pierwsze kilka godzin gdy uczą się opanować samochód to właśnie w Żywcu, a
      potem wyruszają do Bielska. Uwierzcie mi, że w Bielsku jest kilka takich miejsc,
      przez które gdyby się wcześniej kilka razy nie przejechało to ciężko byłoby zdać
      egzamin. I zaraz pewnie posypią się głosy, że dobry kierowca powinien sobie
      radzić w każdej sytuacji, ale nie oszukujmy się, że większość z was jeździ na
      pamięć (w Krakowie zdjęto znaki, a kierowcy dalej jeżdżą jakby te znaki
      stały...) a co dopiero ktoś po wyjeżdżonych 30 godzinach, i to jeszcze w
      stresie, na egzaminie.
      A jeśli chodzi o naukę ruszania i innych rzeczy na placu to jest to nonsens gdyż
      ruszać płynnie nie nauczysz się w godzinę. Jak taka nauka miałaby wyglądać?
      Takie umiejętności nabywa się stopniowo, a poza tym nie zawsze ma się jazdę w
      tym samym samochodzie i na nowo trzeba wyczuć sprzęgło. A co do poruszania się
      elek z prędkością 40 km/h to głupoty piszecie. Ja poruszałam się tak tylko na
      pierwszych godzinach i jeździłam wtedy ulicami, na których ruch jest niewielki.
      Potem instruktor kazał mi jeździć najczęściej z prędkością 50-55 km/h
      (oczywiście gdy warunki na to pozwalały) no ale jak widać niektórym się spieszy
      i nawet to jest za wolno;/
      Ostatnio miałam egzamin i nawet na egzaminie zostałam strąbiona. Ludzie nie mają
      kompletnie wyobraźni. Na egzaminie trzeba szczególnie uważać na wymuszenie
      pierwszeństwa, bo to co normalnemu kierowcy nie wydaje się takim wymuszeniem dla
      egzaminatora jest często powodem do zakończenia egzaminu. Więc na skrzyżowaniu
      czekałam aż będę miała "czystą sytuację" ale najwyraźniej komuś za mną bardzo
      się spieszyło bo zaczął trąbić, mimo że na samochodzie pisało jak byk "jazda
      egzaminacyjna". Potem ta sama osoba wyprzedzała mnie na podwójnej ciągłej, a pan
      egzaminator tylko pokręcił głową i powiedział że dobrze, że nie dałam mu się
      sprowokować na tym skrzyżowaniu. Ludzie chcecie trąbić na elki to trąbcie,
      wprawdzie to brak kultury no ale trudno, ale odpuśćcie sobie chociaż jazdy
      egzaminacyjne bo stres na takim egzaminie i tak jest ogromny a jak ktoś zaczyna
      trąbić to już w ogóle...
      I nie spotkałam się z sytuacją żeby "elka" porysowała komuś samochód.
      Instruktorzy też mają hamulec i jak coś idzie nie tak to hamują! Mieszkam na os.
      karpackim i tutaj naprawdę dużo "elek" ćwiczy parkowanie (widzę to z okna) i
      jeszcze nie spotkałam się z taką sytuacją.
      Pozdrawiam:)
    • Gość: HH całkowita racja! IP: *.comarch.com 22.07.10, 09:28
      Ja również uczyłem się manewrowania na placach manewrowych zamkniętych,
      należących jeszcze swego czasu do LOK'u. I nie mam najmniejszych problemów z
      idealnym zaparkowaniem pojazdu bez kolizji za to widząc jak parkują świeżo
      upieczeni obecni kierowcy to aż niewiarygodnym jest jakim cudem zdobyli prawo jazdy.
    • arch82 Co wkurza ludzi na osiedlach? Ćwiczące parkowan... 24.07.10, 23:18
      Po pierwsze to tych szkół nauki jazdy jest za dużo i nikt ich nie weryfikuje -
      dwa lata temu robiłem prawo jazdy i miałem niestety nikłą przyjemność
      spotykania instruktorów którzy zamiast czegoś mnie nauczyć brali kasę i
      "odbębniali swoje" - np. gość zamiast pozwolić mi "odkryć" o co chodzi ze
      sprzęgłem i hamulcem tzn kiedy i w jakich proporcjach wciskać to przy
      dojeżdżaniu do skrzyżowania w znacznej odległości sam mi naciskał na pedały i
      pouczał że źle hamuję, przypuszczam że dlatego że to było jego prywatne auto.A
      parkowanie równoległe to pojechaliśmy na plac, postawił tyczki , wysiadł i
      powiedział no to próbuj wjechać (1 raz !!!)i gadał przez telefon, a po moich
      nie udanych próbach stwierdził że to nie ma sensu bo nie patrze w lusterka i
      kiedyś to jeszcze poćwiczymy. Natomiast po za którymś razem gdy zrezygnowany
      ponownie zmieniłem instruktora okazało się to strzałem w 10. Auto na firmę nie
      prywatne więc mniej nerwowy instruktor a co za tym idzie rozsądnie więcej
      miałem luzu - bez stresu że źle wrzucony bieg i "zęby pójdą" czy tym podobne.
      A dodatkowo parkowania gość uczy na PLACU !!!!!!!!! nie parkingach. Ma
      zrobione i ustawione dwie realnych kształtów makiety samochodów
      pomiędzy którymi uczy równoległego parkowania i umie je dobrze
      wytłumaczyć.Pokazał mi dwa, trzy razy spróbowałem przy nim apotem wysiadł
      sobie zapalić PO ZA AUTEM (bo też już widziałem że palili przy uczniach) i
      powiedział że nawet jak zahaczę to nic się nie dzieje bo po to auto jest tzn
      do nauki. Dzisiaj widziałem młodego kolesia co to ja jestem instruktor pan i
      władca który wystraszoną dziewczynę która chyba jeszcze za dobrze nie
      opanowała samochodu w normalnej jeździe próbował podniesionym głosem uczyć
      parkowania między innymi samochodami !!! DRAMAT Oczywiście po tym ostatnim
      instruktorze zdałem egzamin bez problemów. Jeszcze jedno, jak z nim jeździłem
      to wziął mnie gdzieś na bok na górkę przy jakiś magazynach gdzie nikt nie
      jeździł i powiedział że jego uczniowie nie muszą używać ręcznego przy ruszaniu
      i tak długo ćwiczyliśmy że do dziś nie mam problemów z ruszaniem pod górę czy
      to z ręcznym czy bez - a spotkałem się już w bielsku że gość na środku ulicy,
      bo elka puszczała pieszych, uczył jak ma ruszać kursant pod górę - korek za
      nimi był że ho ho ....... już nie mówiąc o notorycznie jeżdżących elkach bez
      świateł...... Gdyby ktoś regularnie weryfikował szkoły nauki jazdy to
      przypuszczalnie sytuacja na drogach byłaby lepsza, może i mniej elek ale za to
      "wartościowych" a zdawalność też mogła by być lepsza bo kursant miałby lepsze
      umiejętności.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja