Po świętach niechciane prezenty trafią do schro...

22.12.10, 09:31
Straszne i okrutne, ale prawdziwe-niestety. Ja natomiast dziwię się rodzicom, którzy takie właśnie zachcianki i fanaberie swoich dzieci spełniają. Cóż... Widać w d.. im się przerwaca od nadmiaru kasy. O wiele lepszy byłby zwierzak "elektroniczny" albo klocki Lego-jeśli się znudzą, można bez bólu i wyrzutów sumienia wywalić do śmieci.
    • Gość: froggy Po świętach niechciane prezenty trafią do schro... IP: 194.11.254.* 22.12.10, 13:03
      "Dla psa czy kota nie ma różnicy, czy zostanie zastrzelony, czy zakończy życie w schronisku." Jak to nie ma różnicy??? W schronisku ma szansę na znalezienie nowego domu lub adopcje do tzw. domu tymczasowego skąd zostanie wyadoptowany do domu stałego. Pani dziennikarka niezbyt orientuje się w tematyce, o której pisze.
    • nakaro25 Po świętach niechciane prezenty trafią do schro... 22.12.10, 21:37
      Brak słów.. To nie to że ludziom przewraca się w d... Po prostu dzisiaj dzieci są inaczej wychowywane, a też ich rodzice są inni niż dawniejsi rodzice. Dziś szacunkiem i opieką obdarza się tylko te zwierzęta, za które trzeba zapłacić. Te darmowe bowiem są niczym przedmiot, a nawet gorzej - bo są darmowym "przedmiotem", a więc mniej docenianym niż "płatny przedmiot". Druga sprawa - na biologii/przyrodzie dzieci uczą się o grzybach i paprotnikach, nie ma zaś wzmianki nawet o hodowaniu zwierząt domowych. Kolejny błąd ministrów czy rzeczywiście brak wyobraźni dorosłych rodziców sprawia więc że zwierzęta traktuje się tak, a nie inaczej. Powiem więcej, jeżeli ktoś nie odczuwa żalu że biedny karp dusi się w siatce, to tym bardziej nie będzie odczuwał żalu wobec jakiegokolwiek innego zwierzaka.
    • Gość: Joanna Po świętach niechciane prezenty trafią do schro... IP: *.c193.msk.pl 22.12.10, 22:41
      brak mi słów, zwłaszcza, że nasze społeczeństwo to podobno w większości katolicy....ale tak naprawdę to hipokryci, obłudnicy, barbarzyńcy. Kocham zwierzęta czego nie mogę powiedzieć o ludziach
    • Gość: Lambada Coraz więcej wsi w mieście IP: *.dynamic.chello.pl 30.12.10, 10:39
      Dawniej rzadziej się słyszało o przypadkach znęcania się lub porzucania zwierząt, bo nie było tyle hołoty napływowej w miastach, gdzie bardziej zwraca się uwagę na ten problem. Otóż, ludzie ze wsi mają taki stosunek do zwierząt, że są one potrzebne tylko wtedy, kiedy są użyteczne. Zatem krowa ma dawać mleko, kura znosić jajka, kot ma łapać myszy, a pies pilnować domu. Zwierzęta nieprzydatne, a więc stare, schorowane lub krnąbrne na wsiach kończą zawsze w podobny sposób - siekierka, dół. Jak kończą kocie lub psie mioty, chyba nie trzeba nikomu objaśniać. Dla ludzi z prowincji w 99% przypadków to normalna "procedura". Niestety, potem ich potomkowie przeprowadzają się do miast, kończą nawet studia i obejmują dobre posady, ale zwyczaje wyniesione z domu pozostają w ich mentalności. Mój były szef, wychowany na podolsztyńskiej wsi miał dwa rasowe psy, które z racji odmienności płci, co najmniej raz w roku miały miot szczeniąt, które ów pan zakopywał żywcem lub topił w worku. Na pytanie, dlaczego nie wysterylizował suki albo nie wykastrował psa, żeby nie mieć tego typu problemu odpowiedział, że pieski też muszą mieć seks i przyjemność, idiota. Pewna pani, którą także poznałam w pracy, również ze wsi, ale z wielkomiejskimi ambicjami, dowiedziawszy się, że mam w domu kota, zapytała zupełnie poważnie "a po co ci, przecież w bloku są trutki na szczury". Mieszkając od urodzenia w mieście przez dwadzieścia parę lat nie słyszałam, żeby ktoś nazwał gołębia "latającym szczurem", a stwierdzenie to usłyszałam dopiero od osoby, która z wiochy przeprowadziła się do Warszawy i twierdzi dobitnie, że wszystkie dzikie koty i ptaki powinny być wytrute, bo zanieczyszczają środowisko miejskie. Dziwne, że zwierzęta nie zawadzają tym, którzy od urodzenia duszą się w miejskim klimacie, lecz tym, którzy z racji pochodzenia do zwierząt powinni byli przywyknąć.
Pełna wersja