Pieskie życie piwnicznych kotów

IP: *.home.aster.pl 18.08.11, 10:12
Niestety ale takie koty są masowymi mordercami ptaków, zwłaszcza w sezonie lęgowym. Nie lubię ich!
    • Gość: lidi Re: Pieskie życie piwnicznych kotów IP: 80.54.33.* 18.08.11, 10:51
      taaaaaaaa najwięcej miejsc lęgowych jest w piwnicy........................
      Ludzie też są masowymi mordercami zwierząt i samych siebie. Nie lubię ich!
    • Gość: Czlowiek do muuuuu IP: *.adsl.inetia.pl 18.08.11, 10:54
      To też stworzenia boże... i muszą coś jeść aby żyć.
      Dokładnie tak samo jak Ty, drogi "muuuuu"
      Biedne koty wiele nie potrzebują. Wystarczy tylko aby odrobinę im pomoc - tak jak to robią w cywilizowanych społeczeństwach... nawet sobie nie zdajecie sprawy co by się dzialo w opisywanych sytuacjach np. w Angli.
      Wytłumaczeniem tego jak u nas traktuje się zwierzęta może być jedynie to że w stosunku do Zachodu jesteśmy mentalnie jeszcze w głębokim buszu i nauka cywilizacji długo u nas jeszcze potrwa - wielu wydaje się tylko że są cywilizowanymi "europejczykami"
      Ciekawe czy "muuuuu" nie jest masowym pożeraczem wieprzowiny i wołowiny, o drobiu już nawet nie wspomnę. Nie lubie takich...
    • Gość: maciek Re: Pieskie życie piwnicznych kotów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.11, 12:36
      niestety, ale ptaki sa masowymi mordercami żab, owadów i chrząszczy, zwłaszcza w sezonie lęgowym! nie lubię ich!
    • Gość: Heil UE Dokarmiajcie babcie koty. IP: *.home.aster.pl 18.08.11, 13:57

      Niech będą grube i tłuste. Kot nie świnia, ale zjeść się da. A już niedługo to i na szczura nie powybrzydzacie.
      • macarthur Re: Dokarmiajcie babcie koty. 18.08.11, 14:16
        Gość portalu: Heil UE napisał(a):
        > Niech będą grube i tłuste.

        Tak jak ty ?
    • rmiechowicz Pieskie życie piwnicznych kotów 18.08.11, 14:47
      Wyobraźcie sobie polankę w lesie. Załóżmy, że jest w stanie wyżywić 20 kotów.
      Połowa to samice. Niech rocznie samica ma 5 młodych. więc na polance będzie się rodziło 50 malutkich, puszystych, milutkich koteczków.
      Załóżmy, że kot żyje na tej polance 10 lat. To znaczy, że rocznie będzie ubywało dwa dorosłe koty. I ich miejsce będzie mogło zająć dwa małe kotki z bieżącego miotu.
      A co z pozostałymi 48-ma? muszą zginąć: zjedzone przez ptaki i inne drapieżniki, zabite przez mróz, choroby, głód. Przyroda jest nieubłagana.
      teraz zastąpmy polankę w lesie piwnicą w mieście. Prawa przyrody są nieubłagane i tak samo obowiązują wszędzie. Całego świata nie naprawimy. Widzimy biednego, chorego kotka - OK, bierzemy go, opiekujemy się nim. To jest w porządku. Ale opiekować się wszystkimi kotami w piwnicy? Robić z przestrzeni publicznej kociarnię? Wiecie, ile w takiej piwnicy jest pcheł? Jak śmierdzi?
      Nadmiar kotów szkodzi tak samo, jak nadmiar wszystkiego innego. Jest za dużo kotów - powinno się z nimi robić to samo, co ze szczurami. Bo tak naprawdę, czym szczur różni się od kota, że szczura można otruć, a kotka nie? Czy to nie jest podwójna moralność? Nie powinniśmy truć szczurów - wtedy kotki miałyby co jeść i nie trzeba by ich dokarmiać!
      • Gość: Empatyk masz racje, miechowicz IP: *.adsl.inetia.pl 18.08.11, 16:35
        Budujaca ta Twoja konkluzja. Nadmiar jest szkodliwy. Nadmiar jednostek ludzkich, również. Ochydne jest bezrobocie, głodne dzieci w Afryce, brak wody, szerzenie się chorób. Wszytko co napisałeś o kotkach, odnosi się też do ludzi. Co więc proponujesz w tej materii???

        Ps. Oczywiście istnieje pewna różnica w tym co dotyka kotów i innych chcacych żyć zwierzaków a losem człowieka.
        Człowiek ma jednak znacznie gorzej.
        Przez ludzkie rozumienie sensu życia, czlowiek może rozumnie wpłynąć i humanitarnie przeciwdziałać nadmiernemu rozmnażaniu się np. kotów, psów itd.
        Niestety jakakolwiek regulacja czy kontrola mnożenia się rodzaju ludzkiego jest bardzo nie mile widziana przez miłośników życia, chodzących w czarnych sukienkach, najpewniej lubiacych oglądać widoki afrykańskich dzieci z wzdętymi z głodu brzuszkami. W myśl zasady - wiecej misjonarzy i żadnej antykoncepcji.
        Ludzie mają gorzej niż koty...
    • rmiechowicz Pieskie życie piwnicznych kotów 18.08.11, 20:58
      Opisałem przykładową sytuację na polance. Tam tak samo kotki, czy inne zwierzątka umierają jak w piwnicach. Ale nikt nie krzyczy o regulacji urodzin, czy opiece nad dzikimi zwierzętami.
      Jestem za tym, aby te kotki po piwnicach i śmietnikach traktować tak jak te dzikie zwierzęta w lesie. Jeżeli nie będziemy ingerować, ich liczba nie będzie rosła. Jeżeli ktoś będzie je dokarmiać, to zrobi się ich dużo, i zacznie się problem. Zawsze ingerencja człowieka, każda, stwarza problemy.
      Inną sprawą jest sterylizacja bezpańskich zwierzaków. Moim zdaniem ma niewielki sens - wszystkich zwierzaków nie wysterelizujemy, więc problemu nie załatwimy. Ale jak ktoś chce i lubi, to niech zwierzątka wyłapywał i biegał z nimi, za swoje pieniądze, do weterynarza. Ale czy to jest moralne? A co z prawem zwierzątek do posiadania potomstwa!!
      • seidhee Re: Pieskie życie piwnicznych kotów 19.08.11, 11:45
        > Inną sprawą jest sterylizacja bezpańskich zwierzaków. Moim zdaniem ma niewielki
        > sens

        Sterylizacja zwierząt jest właśnie po to, żeby właśnie opisana przez ciebie sytuacja z polanką nie miała miejsca. Wiesz, potomstwo nie bierze się z dokarmiania, tylko z czegoś innego zgoła. A koty to nie są dzikie zwierzęta, tylko zdziczałe, i żyją, jakby nie było, w warunkach dalekich od naturalnych, więc zostawianie ich własnemu losowi jest okrucieństwem, a nie naturą.

        Ciekawe, ile z tych psioczących na koty w piwnicach osób ma na swoim koncie kocięta wystawione w kartonie pod śmietnik czy rozdane byle komu? Sterylizacja bezdomnych kotów nie rozwiąże do końca problemu, dopóki mądrale nie zaczną od sterylizacji swoich własnych kotów, które bezmyślnie mnożą.
    • ta_deo Kotki wcale nie mają źle..... 19.08.11, 00:46
      W ich obronie stają "z pazurami" ich karmicielki, które owszem potrafią karmić, lecz odpowiedzialności za stan sanitarny w piwnicach i wokół bloków nie chcą przyjąć....
      Kto jest winien poniższej sytuacji....

      www.youtube.com/watch?v=JDlT82p2y1U
      Na ubiegłorocznym spotkaniu z kierownikiem administracji i przedstawicielkami "kocia mama"zostało osiągnięte porozumienie, że osoby dokarmiające są odpowiedzialne za sterylizację, miejsce do karmienia i ogólną czystość. Administracja zbudowała specjalny domek dla kotów, który miał stanąć jesienią pod drzewami pomiędzy blokami. W domku tym koty miałyby karmę , schronienie i kuwety na załatwianie swych potrzeb / obsługiwane przez karmicielki/...niestety pan kierownik uległ presji mieszkańców sąsiedniego bloku i po prostu kogoś się przestraszył i domek jest ...ale w magazynie gospodarczym a my jak mieliśmy syf tak go mamy.
      Piaskownica na placu zabaw.... jak widać na filmie jest wielką kuwetą w której bawią się dzieci a mamusie później są zdziwione skąd dziecko ma sepsę lub inną chorobę.
      I niech nikt nie mówi że kotki są pokrzywdzone...to my jesteśmy winni całej sytuacji bo nie potrafimy w sposób cywilizowany rozstrzygnąć sporów .
      U nas udało się to połowicznie...była dobra wola, lecz "czynnik wyższy" przestraszył pana kierownika , który w ub roku startował do władz miasta a w tym do Senatu...dlatego woli nie narażać się komuś kto może mu zagrodzić drogę do kariery politycznej.....
      Dlatego mamy zas...ną piaskownicę i totalny syf w piwnicach.....a pan kierownik czeka na skok w wielka politykę aby uciec cichcem przed "kocim" problemem.
      Jeżeli ktoś jest zainteresowany tematem ....

      ta_deo@o2.pl
    • Gość: b Re: Pieskie życie piwnicznych kotów IP: *.bielbit.com.pl 19.08.11, 07:02
      ja nie lubie ptaków
    • Gość: n Pieskie życie piwnicznych kotów IP: *.ghnet.pl 19.08.11, 08:24
      Wyraznie widać, że człowiek to prymitywna istota, mało myśli, mało ma empatii.
      Przecież musi byc sosób, żeby te zwierzaki bytowały sobie w malej liczbie i nie stanowiły zagrożenia dla ludzi. Kiedyś opiekowałam się takim kotem, to niesamowite rozumne i sympatyczne zwierzatko. Przez dwa lata potrafił świetnie sobie radzić do momentu kiedy zaufał złym ludziom i został otruty. Weterynarka nie była lepsza, zrobiła z niego podroby bez mojej wiedzy, nawet nie dajac się pożegnać.
Pełna wersja