Gość: Vijet
IP: *.ssp.dialog.net.pl
16.02.12, 22:40
Witam. W dniu dzisiejszym wsiadłem do jednego z autobusów MZK, zaopatrzony w sześćdziesięciominutowy bilet, skasowany już podczas innej jazdy, niemniej jednak w dalszym ciągu ważny, jako że pełna godzina jeszcze nie upłynęła. Przy pokazywaniu biletu kierowcy, zachował się on nadzwyczaj skrupulatnie, wziął go do ręki, zapalił światło w szoferce, nałożył nawet okulary, po czym w końcu, po upływie około 30 sekund, zwrócił go. Stojące za mną w kolejce dwie starsze osoby nawet nie okazały żadnych dokumentów uprawniających je do przejazdu, po prostu weszły, jakby nigdy nic. Na moje pytanie, dlaczego tylko mój bilet był tak dokładnie sprawdzany, usłyszałem "nie ma czasu". Gdy zasugerowałem, że kierowca dopuścił się dyskryminacji na podstawie wyglądu osobistego, słowa te zostały przez niego potwierdzone. Moja interwencja spotkała się z aprobatą jednej ze starszych osób, która wsiadała na tym samym przystanku, co ja. Przez resztę podróży, kierowca ani razu nie zwrócił większej uwagi na dokumenty uprawniające do przejazdu pozostałych osób wsiadających do autobusu, w zasadzie wystarczyło "machnąć mu biletem przed nosem".
Pytanie brzmi: czy zachowanie kierowcy było OK?