W Wiśle boją się barszczu i oparzeń

IP: 193.179.215.* 03.07.12, 09:38
Jeszcze nie wiedziałem ani razu żeby ktokolwiek ze służb miejskich czy w Wiśle czy w Ustroniu coś z tym robił, a widzę rzekę z okien domu. I nawet mi nie chodzi mi o to aby widzieć te służby ale aby NIE widzieć barszczu. A on sobie spokojnie rośnie. Usuwanie go gdy już wysieje nasiona jest zbędne.
    • katiabb Re: W Wiśle boją się barszczu i oparzeń 03.07.12, 10:40
      W Brennej nad rzeką też rośnie kilka pięknych, ponad dwumetrowych okazów.
    • Gość: SteFun Re: W Wiśle boją się barszczu i oparzeń IP: *.unused.atman.pl 03.07.12, 11:57
      Tak w ogóle wycinanie nie rozwiąże problemu. Te rośliny trzeba wykopać głęboko wraz z korzeniami.
      • Gość: z_miasta Re: W Wiśle boją się barszczu i oparzeń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.12, 12:28
        Trzeba robić COKOLWIEK. Wycięcie roślin pozwala rozwiązać problem przynajmniej w bieżącym roku.

        Ale nie robi się nic. Nie tylko w Wiśle. Na Żywiecczyźnie barszcz też ma wiele stanowisk, które doskonale widać (nawet z szosy do Rajczy i z pociągu) i w których chwastowi jest bardzo dobrze.
    • Gość: antek W Wiśle boją się niemocy burmistrza IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.07.12, 07:53
      Komentarz burmistrza Wisły Poloczka przewrócił mnie na podłogę.
      Nie dość, że kłamie, bo kto widział jakieś służby miejskie walczące z barszczem,
      to sprytnie (jak tylko jemu się wydaje) opowiada o armii przebiegłego i rozłażącego
      się po Wiśle zielska. Panie Burmistrzu, nie wierzę panu w ani jedno słowo!
      Udowodnił pan już wiele razy, że ważny jest stołek a nie dobro Wiślan.
      Wszystko co Pan robi to pozory.
      Jest pan tak przebiegły czy głupi?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja