Dodaj do ulubionych

W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ...

15.09.12, 22:39
Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
Obserwuj wątek
    • Gość: remark W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: 79.139.65.* 15.09.12, 22:39
      No proszę, nie wiedziałem, że dojdzie do tego, że się z panią redaktor fe zgodzę.
      Niestety, taka jest prawda - czas spędzony w szkole jest czasem boleśnie zmarnotrawionym.
      Gdyby całą tę energię, jaką poświęca się etapom podziału komórki, omawianiem nie wiadomo skąd wyszukanych wierszy i rozkładaniu równań chemicznych na składniki pierwsze poświęcić zajęciom pożytecznym, efekt byłby naprawdę olbrzymi - całe społeczeństwo w ten sposób odniosło by korzyść.

      Nie mówię, że wszystko jest złe - program matematyki na pewno musi być realizowany, języki obce i obsługa komputera też są niezbędne w obecnych czasach, ale z 80% materiału z czystym sumieniem można wymieść miotłą i wprowadzić zajęcia, o których wspomina pani redaktor - czyli naukę życia we współczesnym społeczeństwie, warsztaty rozwojowe (np. nauka asertywności, inteligencji emocjonalnej itp)
        • polujacy_na_kaczki Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 11:00
          Gość portalu: wesoły napisał(a):

          > Proponujesz naukę życia nie wiedząc czym jest nawet z biologicznego punktu widz
          > enia? Ciekawa teoria. Po za tym zgodzę się z tym że niektóre zajęcia są bezwart
          > ościowe w tych czasach.
          A czy musisz wiedzieć jak działa kasownik, żeby skasować bilet? Czy żeby zarezerwować bilet na samolot musisz znać podstawy fizyki płynów? Człowieka, który nie odróżnia mitozy od mejozy, nie zna przemiany pokoleń u paprotników i nie potrafi policzyć przydawek w zdaniu wielokrotnie złożonym można, i to bez trudu, nauczyć, że w miejscu publicznym nie należy rozmawiać głośno przez telefon, albo jak kulturalnie wsiąść do autobusu miejskiego, zamiast wpychać się chamsko do środka. Wiedza "wyższa" jest ważna, ale wydaje się być niepotrzebna, jeśli brakuje wiedzy podstawowej. Ale tej powinni nauczyć przede wszystkim rodzice, a nie szkoła. Szkoła niech uczy tego, czego rodzice nie wiedzą. Nauczmy się wreszcie, że wiedzę trzeba zdobywać, że nie dostaje się jej na każdym kroku od każdego. Zwłaszcza, że często zdobywanie podstawowej wiedzy jest proste: wystarczy zapytać.
        • Gość: gość Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.12, 15:20
          Tak, wychowajmy ludzi, którzy potrafią kupić bilety (nauczeni przez instytucję, haha), ale nie wiedzą nic o życiu komórki, rozmnażaniu etc... ale zabrońmy im wypowiadać się na temat GMO, in vitro i innych, ściśle związanych z tą NIEPRZYDATNĄ wiedzą problemów.
          Tak, ograniczmy jeszcze program matematyki, po co komu logarytmy do płacenia za zakupy. I płaczmy, że nasze politechniki i uniwersytety nie kształcą naukowców na światowym poziomie.
          Ograniczmy program historii i dziwmy się zamieszkom na 11 listopada... wytnijmy literaturę, sztukę i filozofię z programu szkół i zastanówmy się nad żałosnym poziomem debaty publicznej... i pojedynczych jednostek.
          A może przestaniemy przerzucać odpowiedzialność za wychowanie na instytucje?
          • polujacy_na_kaczki Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 18:38
            Nie chodzi o to, żeby przestać uczyć tej wiedzy, której uczy się dziś. Ale o to, żeby poświęcić trochę czasu (może w pierwszych latach podstawówki) na naukę podstaw życia we współczesnym świecie i społeczeństwie. Jedno z drugim na prawdę łatwo pogodzić. Wystarczy "czytanka" o Jasiu, który jedzie autobusem w odwiedziny do chorej babci. Dzieci jednocześnie ucząc się czytać dowiedzą się jak kupić i skasować bilet, jak zachować się w autobusie i jak bezpiecznie podróżować. Tak, jak uczyły mnie czytanki w zdychającym PRL-u. Inna sprawa, że mnie tak na prawdę nikt nie uczył jak podróżować tramwajem (wychowałem się w małym miasteczku bez komunikacji miejskiej), ale kiedy pierwszy raz sam przyjechałem do Wrocławia nie miałem z tym problemu. Ale jeśli przez całe życie rodzice robią za dziecko wszystko, to nie ma wyjścia, dzieciak jako dorosły będzie niezdolny do samodzielnego istnienia.
            • blahblahblah1 Czego mi brakowało w szkole 16.09.12, 22:41
              Hej,

              Ja podstawówkę skończyłem kilkanaście lat temu, więc już trochę minęło, ale pamiętam dość dobrze czego nie wiedziałem. Jakoś specjalnie nie potrzebowałem tych informacji, ale czasem łapałem się na tym, że nie wiem:
              - system edukacji. Tak! Kompletnie nie wiedziałem co się dzieje "po"
              podstawówce. Wiedziałem, że można iść do liceum, technikum albo zawodówki (dopiero w 8 klasie), ale zakładałem, że to wygląda tak samo jak podstawówka, tylko, że bardziej zaawansowane są przedmioty. O studiach nie wiedziałem nic. Zresztą nie bardzo rozumiałem róźnicę między studentem i licealistą, oba typy były o wiele starsze i zawsze się dziwiłem, dlaczego ktoś mi zwraca uwagę jak się pomylę. O stypendiach naukowych i opcji wyjazdu na studia za granicę w sumie nawet w liceum nie wiedziałem. Nikt nam o tym nie opowiedział.

              - zarobki, podatki, kwoty netto i brutto, vat - w sklepach czasem podane były ceny netto i to były "ceny dla firm" - na tym moja wiedza się kończyła. Jakie podatki się płaci, ile się zarabia, z jakimi instytucjami się to wiąże, rodzaje umów - czarna magia (w liceum się pojawił przedmiot tego dotyczący, WOS chyba - wiedza o społeczeństwie - i jeszcze przedsiemborczość, ale uczyliśmy się tam pierwszej pomocy, czy o systemie prawnym, a najbardziej przydatne rzeczy były raczej przemilczane)

              - możliwości! - mało było informacji o tym, co można ROBIĆ teraz albo w przyszłości. Większość dzieciaków grała w piłkę po lekcjach, chodziła na jakieś zajęcia sportowe (w szkole często) - karate, koszykówkę, czy coś. Ale o tym, co można robić poza tym nie było informacji, a jak można się domyśleć - nie można dążyć do czegoś, o czym się nie wie. W zasadzie w podstawówce nie miałem pojęcia bladego jak wygląda mój aktualny zawód (+-programista), mimo, że w USA od lat 60 postawały już duże systemy informatyczne. Zresztą, całą wiedzę czerpałem z CHIP-a czy innych czasopism, które teraz traktuję jako treści popularno-naukowe dla ludzi spoza branży (i unikam).

              Nie będę rozwlekał tego posta, bo pewnie nie będzie nikogo, kto by tyle czytał, ale - tego mi najbardziej brakowało - informacji o możliwościach, które będą dostępne kiedy skończę szkołe.
              Szczerze, to dalej mi ich brakuje. Już nie tych, które wypisałem, ale innych, bardziej "dorosłych".
          • violka-pl Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 20:17
            Jak ty chcesz dopiero studentów uczyć jak się kasuje bilet w autobusie, to podpowiadam ci, że są jeszcze uniwersytety trzeciego wieku i możesz uczyć tam emerytów.:)
            Ale poważnie, to w moim przedszkolu chodzimy z dziećmi do kina, jeździmy do teatru, do muzeów, do mini zoo, na pikniki do lasu, jeździmy pociągami, autobusami, trolejbusami, uczymy zachowawywać się, w każdym z tych miejsc. Dlatego nie widzę problemu aby w szkole gdzie też są "wyjścia" uczyć dzieci kupowania biletów i ich kasowania, szczególnie, że w wielu miastach można to robić przez komórkę, a tą małolaty posługują się perfekt.
            • mikrobyznesmen Kasowanie biletów to poważne zagadnienie! 17.09.12, 09:23
              violka-pl napisała:

              > Jak ty chcesz dopiero studentów uczyć jak się kasuje bilet w autobusie, to
              > podpowiadam ci, że są jeszcze uniwersytety trzeciego wieku i możesz uczyć tam
              > emerytów.:)

              Wy się nie śmiejcie, kasowanie biletów to poważne zagadnienie!
              W którejś mojej pracy szefa dotknęła katastrofa: i jego i żony samochód się zepsuły. A on koniecznie musiał jechać na drugi koniec Warszawy na jakies spotkanie. Na szczęście miał poczucie humoru i przyszedł do pracowników z prośbą o korepetycje z jeżdżenia autobusami i cen biletów bo "on od młodości tylko samochodem".

              Korepetycje upłynęły w miłej atmosferze. A co potem było chwalenia, jak to on się przesiadał i bilety kasował... :)
      • Gość: radca To winna kobiet, a nie szkoły !!! IP: *.icpnet.pl 16.09.12, 09:45
        Takie postawy życiowe jak ten młodzieniec z mamusią, to winna kobiet.
        To efekt życia KWOKI Matki Polski. To wpier..lanie się w życie dzieciaków, od rana do wieczora, by się samemu dowartościować, żeby nie żyć własnym życiem, bo to za trudne.
        To brak zrozumienia i poszanowania odrębności, specyfiki czynnika męskiego.
        To chyba efekt jakiejś psychozy emocjonalno-seksualnej, braku poczucia bezpieczeństwa?
        I tak niespełnione, niedojrzałe emocjonalnie kobiety niszczą życie swoim dzieciokom.
        Czy tylko dzieciakom, czy wszystkim wokół ?
        "Dulska" przy nich to pikuś.
        Dotyczy to szczególnie chłopców, bo z nich Kwoki MP są dumne. Uważają że Nobel im się należy. Po ich urodzeniu już się nic nie liczy oprócz "ego" Kwoki MP.
        I tak z roku na rok wychowują sobie niepełnosprawnego całkowicie od siebie uzależnionego malucha, młodzieńca, niedojdę życiową , maskotkę emocjonalną, sens swego życia.
        Tak po 40 latach jest mały kryzys, ale zostaje to do zejścia Kwoki MP.
        Oczywiście w tej hodowli zboczeń otoczenie jest przyjazne, pomocne, bo wokół same baby też Kwoki MP (może i wózkowe) od teściowej, matki, babki w żłobku, przedszkolanki, nauczycielki, nawet pani od w-f, poprzez pielęgniarki, lekarki, katechetki, dentystki, ekspedientki, kasjerki.
        A jaki prawdziwy, normalny facet jest w otoczeniu tego dzieciaka?
        Ksiądz ? Spitek uliczny ? I to wszystko, ale czy to rzecziwiście męskie wzorce ?
        Skąd ma wziąć wzorce?
        Jak ma nauczyć się samodzielności jak Kwoka MP robi wszystko za niego. Pyta się czy głodny,? Czy zimno mu nie jest? Zaczyna myśleć za niego, a kończy na odprowadzaniu go na spotkanie z kolegą (też synem Kwoki MP) czy umawianiu na randke z córką (też córką Kwoki MP, też kandydatką na Kwokę MP). HORRRRROR !!!
        To są skutki braku równowagi w przyrodzie, w życiu społecznym.
        By je niwelować, dla dobra naszych dzieci, trzeba wprowadzić parytety w zawodach z ich otoczenia. Trzeba powstrzymać Kwoki MP, a ich zabużenia emocjonalne skierować z dziecka na inne obiekty, by doprowadzić do równowagi hormonalno-emocjonalnej.
        Inaczej grozi nam zagłada.
        Może to wszystko przez te atomy, a na pewno przez stosunki społeczne.
        • Gość: titta Re: To winna kobiet, a nie szkoły !!! IP: *.bredband.comhem.se 16.09.12, 10:35
          Kobiet? A przepraszam dziecko nie ma tatusia? No wlasnie zazwyczaj w takich sytuacjach tatusia nie ma. To znaczy jest ale tak gleboko nie zainteresowany zyciem czy potomkiem. Alkoholik, zapracowany biznesmen z ambicjami, nezaradny zyciowo filozof-pantoflarz, dziwkarz czy pan milczacy-wygodnicki. Nie wazne - dumne miano mezczyzny mu sie nie nalezy. A... jego matka go pewnie wykastrowala. A gdzie byl wtedy jego ojciec?
            • Gość: podatnik Re: To winna kobiet, a nie szkoły !!! IP: *.uznam.net.pl 16.09.12, 12:54
              Dziękuję za taki "autorytet" i "wzór męskości" jak w katolickiej, tradycyjnej rodzinie. Ojciec, Pan i Władca, z Mamusią gotową na usługi, cichą, posłuszną robotnicą. Niezły ten model. I jak tylko taki model ma zrobić zakupy, to od razu czuje się zahukany, boć przecie on jest przenaczony do wyższych celów - ma ginąć na wojnie za Ojczyznę. Mycie garów i siaty do tego nie pasują, dlatego też są sprawą kobiet. Może wyprowadź się do kraju islamskiego, tambędziesz mógł realizować swój ideał ze wsparciem państwa...
              • Gość: Leschek Re: To winna kobiet, a nie szkoły !!! IP: *.twarda.pan.pl 16.09.12, 13:18
                Tradycyjny model rodziny (ojciec zdobywający środki utrzymania i broniący rodziny, matka wychowująca dzieci i zajmująca się sprawami domowymi) funkcjonował i doskonale sprawdzał się od początków ludzkości, czyli około 200 tysięcy lat. Majstrowanie przy nim tylko zaszkodzi. W przypadku wojny czy rewolucji, metroseksualny mięczak w kapciach nie da rady obronić swojej rodziny ani zapewnić jej bytu. To właśnie zadanie dla silnego OJCA.
                • Gość: EWA Re: To winna kobiet, a nie szkoły !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.12, 19:36
                  A kto ci broni być silnym facetem? Kobiety uwielbiają silnych, naprawdę silnych mężczyzn, którzy umieją dać im poczucie bezpieczeństwa. Nienawidzą natomiast żałosnych dupków, którzy swoją pozycję budują na wydumanym autorytecie, przemocy, przemocowym prawie (twoja wypowiedź jest typowa dla mizoginistów i fundamentalistów religijnych). Ty zapewne należysz do tej drugiej kategorii niemęskich mięczaków, którzy ubolewają..., nie mając siły na nic innego. Przez lata było niewolnictwo na świecie i segregacja rasowa ...
                • ciotka_ltd Bredzisz, koles... I to glupio... 25.09.12, 20:36
                  Moj maz jest bardzo meski i juz za swa ojczyzne w praktyce karku nadstawial, o czym zreszta nie lubi mowic (woli o dbalosci o swoich 'men'): b. oficer elitarnej jednostki UK, dyplomata, aktualnie w biznesie i polityce. Prywatne hobby - podroze do dziwnych czesci swiata i kierowca rajdowy. Jednakze ten sam maz z jednej strony od malenkosci dokladal sie do wychowywania dzieci (chocby do tego, bym nie panikowala i nie dala sie manipulowac malym terrorystom), i bardzo pilnowal, bym nie osiadla na laurach i niezlych mezowych pieniadzach i nie zmarnowala swego wyksztalcenia i mozliwosci zyciowych. Dla dobrego meza - jak dla mojego - zona musi byc niezalezna, bo "A co, jesli mi sie cos stanie? Za co bedziecie zyc?"
                  A wiec rozumialo sie samo przez sie, ze w wielu pracach domowych (nie lubimy pan na stale, bo za duzo po domu wesza - najmuje sie firmy do wiekszych porzadkow, ogrodu etc lub, gdy jakis kataklizm w dom trafi) mnie wyreczal, bo ja mialam cos zawodowego na glowie; to samo jesli chodzi o czas z dzieciakami Jego codzienna praca jest wstawianie naczyn do zmywarki, ma tez swoje potrawy, ktore kocha gotowac (troche mnie wowczas wkurza, bo i po 20 latach ciagle mnie uczy jak je zrobic), a od wynoszenia smieci to juz od ladnych paru lat - dzieki ojcu - jest aktualnie 17-letni synalek.
                  Na zakupy starego nie zabieram, bo albo mi nie daje kupic dosc zarla i pogania, bo jego miecho juz zostalo wybrane, a warzywa czy przyprawy to nie food, albo ginie mi w dziale motoryzacyjnym na amen. Zreszta od paru lat daje sie to robic przez internet, i to nie z marketu, ale od farmera, co zawsze robimy razem. Przy sobotniej dostawie: ja sprawdzam, a maz we wlasciwych miejscach od razu ustawia (szafki, lodowka, zamrazarka etc).
                  Poza tym ma czas, by mnie i psy wyciagac na codzienne bieganie.
                  I wszystko to do kupy jakos mu meskosci i autorytetu nie odbiera, choc juz dzis umawia sie z synem na meski wyjazd na przyszloroczny Oktoberfest - mam cicha nadzieje, ze razem na dziwki nie pojda.;)
                • calkiemserio Re: To winna kobiet, a nie szkoły !!! 16.09.12, 15:06
                  100% racji często rodzice są tragiczni
                  - szkoła- samochód -zajęcia- samochód- garaz w domu
                  i masz się dziecko tylko uczyć i niczego w domu nie dotykać, mama zrobi

                  obecnie mam takiego znajomego co jak mu zona (mama V2) nie przygotuje rano ubrania
                  to będzie chodził w starym i śmierdzącym do bólu, talerze wstawia do wanny jak w zlewie się nie mieszczą itp
          • Gość: radca Re: To winna kobiet, a nie szkoły !!! IP: *.icpnet.pl 16.09.12, 23:57
            A nie wiedziała z kim do łożka poszła?
            A nie wiedziały gały co brały?
            A nie wiedziała kogo wybiera na tatusia?
            A jak alkoholik to czemu o alimenty nie wystąpiła, o przymusowe leczenie, tylko do innych po wsparcie biega, innych terroryzuje?
            A która to z pantoflem po chacie lata i męża dręczy?
            A która to narzeka, że sąsiadka ma to i tamto, a ona nie, a Ty taki niezaradny życiowo?
            A która to obiadek pod nos podstawi, gazetkę i tvsport włączy?
            A która to po porodzie ma wieczne bóle głowy?
            A jak się zachowywała Kwoka MP jak interweniował tatuś?
            Do tego tańca przez życie, trzeba dwojga parnerów, moje Panie.
            A związek z partnerką, wychowanie dzieci to sztuka kompromisu, tolerancji, wybaczania, zachowania i poszanowania wartości i godności własnych, partnerki i potomków.
            A tego w szkole nie da się nauczyć, to trzeba wynieś z domu rodzinnego.
        • Gość: haha Re: To winna kobiet, a nie szkoły !!! IP: *.warszawa.vectranet.pl 16.09.12, 11:20
          Ciekawe. Zgadzam się, że nadopiekuńczość jest zła, ale czy można mieć pretensje do matki, że chce pomóc dziecku, gdy stary ma wyjebane?
          Jestem płci żeńskiej i zauważam w rodzinie pewien wzorzec - to kobiety się zadłużają, żeby związać koniec z końcem, odejmują sobie od ust, żeby syn/córka mieli na kasę na studiowanie, nierzadko próbują wyrwać dzieci z marazmu spowodowanego ślęczeniem przed kompem - choćby pytając o staże (jak tu się dziwić, że ,,drab" ma smutną minę? on nie jest nieśmiałym gnojkiem, któremu matka przeszkadza w rozwinięciu skrzydeł - do tego dochodzi wprawdzie trudność w znalezieniu roboty przy przenoszeniu cegieł bez koneksji w wielu miejscach - on jest smutny, że nie będzie mógł przesiedzieć reszty wakacji przy LoL-u). Dlatego też w rodzinie było wiele rozwodów - która przedsiębiorcza kobieta chciałaby siedzieć do końca życia przy nieudaczniku albo utracjuszu (a to na nich wzorują się takie bachory)? Zgadzam się, że rzucanie na głęboką wodę wygodnickiego gó...arza przyniosłoby lepszy efekt, ale też nie przesadzajmy ze skalą zjawiska.
          Kolejna kwestia - faceci w tym kraju często mają zawyżone mniemanie o sobie. Pierdolą, jak to oni nie utrzymują rodzin i nie trzymają wszystkiego na swoich barkach, nie wspominając o wychowaniu. Mój ojciec powtarzał to samo, odkąd pamiętam. Najśmieszniejsze było to, że siedział na rencie spowodowanej poważnym uszczerbkiem na zdrowiu z powodu alkoholizmu (operacyjne usunięcie ważnych organów), zatruwał atmosferę w domu chlaniem i bijatykami ze wszystkimi dookoła, a moja matka w międzyczasie zapie...ła na to, żebym miała w miarę normalne życie. Może niekoniecznie psychikę, bo tego już nie naprawię. Nie rozmawiałam z nim od dawna, ale on ponoć do dzisiaj pie..., że wszystkie sukcesy życiowe zawdzięczam jego wychowaniu, nie wspominając o tym, że to on podobno utrzymywał rodzinę (choć w zasadzie okradał). Spójrzcie czasami w lustro, polscy ,,mężczyźni".
          • Gość: radca Re: To winna kobiet, a nie szkoły !!! IP: *.icpnet.pl 17.09.12, 00:13
            Niestety dziewczynki też tak mają, szczególnie jak ojciec furiat terrorysta, a matka z burzą hormonów, stosują szantaż emocjonalny wobec dzieciaka. Można się pochlastać.
            Dzieci należy tak wychowywać by wyfrunęły z gniazda, należy z daleka je chronić, ale pozwolić im życ po swojemu, pozwolić im na popełnienie błedów.
            Niestety Kwoki MP tego nie rozumieją, a jak już, choć wyjątkowo rzadko któraś zrozumie, to z reguły ma załamanie, pustkę życiową i faktycznie potrzebuje wsparcia dzieciaka, bo męża (tatusia) nie ma w pobliżu, albo też jest już emocjonalnym wrakiem, (wypalony).
            To niestety też tragedie, choć na własne życzenie.
      • majo_rmajor Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 09:54
        Czytałeś, to co napisałeś? Właśnie to podejście "szkoła nie uczy realnego życia" doprowadza, że dzieciaki nie mogą się odnaleźć w tymże życiu. Ciągłe powtarzanie, iż nie jest potrzebne nauczanie innych przedmiotów prowadzi do upadku życia umysłowego (poczytaj "Nowe Ateny..."). Idąc tropem Twojego rozumowania, wprowadźmy naukę: spuszczania wody w wychodku, obsług bankomatu, korzystania z ruchomych schodów.
        Oczywiście zostawmy komputery - dzieciaki będą myślały, że siedzą tam dobre duszki, które obsługują te maszynę.
        Nie mam siły już czytać tych dziennikarskich bzdur i "mądrali"Twojego pokroju, dlatego też zakończę Tuwimem (mam nadzieję, że kojarzysz kim był: "Całujcie wy mnie wszyscy w dupę!"
      • ericforester Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 12:11
        a od czego jest dom? od czego sa rodzice? szkola ma uczyc wszystkiego? szkola jest od tego aby uczen posiadl wiedze, a umiejetnosci i zycia maja uczyc rodzice moj drogi. zgodze sie ze programy zawieraja mnostwo niepotrzebnej wiedzy, bledem jest tez ze uczen np. walkuje historie do wspolczesnosci w podstawowce a potem to samo jeszcze raz w gimnazjum tylko poszerzone, apotem jeszcze raz w liceum jeszcze bardziej poszerzone. chcialem tez powiedziec ze nie wszystko co bylo za komuny bylo zle, a jedna z rzeczy ktore pamietam bylo ze np juz przedszkolaki zabieralo sie w rozne miejsca. pamietam bylismy na dworcu kolejowym, nawet wtedy wpuszczono nas do nastawni, chodzilo sie do biblioteki, muzeum nie po to zeby tam nam cos pokazac ale zeby pokazac ze sa takie miejsca jak sie tam nalezy zachowac i kto tam pracuje bylismy w przychodni lekarskiej, szpitalu, na kopalni w fabryce poza tym kazde dziecko musialo na przyklad opowiedziec czym sie zajmuje jego rodzic mowilo sie o zawodach tylko ze wtedy nauczyciele to byli ci ktorym sie chcialo ci starej daty teraz jest inaczej ucza sie w szkole bog wie czego pomijam ze np w gimnazjum corka ma 1 godzine chemi tygodniowo i 2 godziny religii. ale mimo wszystko najwiecej zycia ucza rodzice zabierajac dziecko w rozne miejsca zabierz dziecko chocby na krotka przejazdzke pociagiem, tramwajem, autobusem wtedy na pewno nie bedzie mialo problemu jak z tego korzystac jedziesz samochodem pokaz mu jak wyglada mapa jak ja czytac, jak ustawic nawigacje, jak znalezc trase na google maps dojezdza autobusem do szkoly niech samo sprawdzi sobie rozklad jazdy. idziesz cos robic w ogrodku niech idzie z toba niech sie uczy jak sie kosi trawe, jak plewi chwasty, pozwol mu umyc samochod wtedy na pewno nie bedzie w przyszlosci mialo problemow. po prostu daj dziecku wiecej samodzielnosci! reasumujac uwazam ze wine za taki stan rzeczy glownie ponosi nie szkola a rodzice
        • Gość: podatnik Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg IP: *.uznam.net.pl 16.09.12, 12:58
          ericforester napisał(a):

          > a od czego jest dom? od czego sa rodzice? szkola ma uczyc wszystkiego? (...)

          Tak, ponieważ rodzice sami tych umiejętności nie posiadają. Period.

          Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić nawet, jak bardzo prymitywni są tzw. "przeciętni Polacy". Dodatkowo zastój w edukacji społecznej spowodowany "odzyskaniem wolności" i zajęciem się religią, pogłębił ten stan - pokolenie ofiar Solidarności jest sporo gorzej wyedukowane i przystosowane do życia, niż pokolenie ich rodziców.
    • Gość: Kuba W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.12, 23:08
      Ja natomiast uważam, że to totalna bzdura. Sam nie jestem geniuszem, ale to, gdzie kupować bilet od autobusu wiem od 6 r. życia, gdy mi to pokazała mama. Po co angażować w tego rodzaju sprawy jakieś instytucje - to w rodzinie uczy się funkcjonowania w społeczeństwie. Jasne, że nie zawsze jest to możliwe - są przecież lepsze i gorsze rodziny, ale pochodząc z rodziny bardzo przeciętnej mogę chyba stwierdzić, że takich najprostszych rzeczy nie potrzeba uczyć dodatkowo. Poza tym wszystkim jeszcze jedno - akurat takie rzeczy jak zachowanie na koncertach (to tylko przykład) to dzieci akurat uczą się w szkole.
    • Gość: Agnieszka W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: *.adsl.inetia.pl 16.09.12, 08:54
      To jest wina rodziców, a nie szkoły. Za dużo zrzucamy na szkołę, a za mało wymagamy od rodziny. To nadopiekuńczy rodzice wychowują "kaleki życiowe". To dom, a nie szkoła, powinien uczyć samodzielności, poruszania się komunikacją publiczną, zachowania przy stole lub w teatrze. Zastanawiające jest to, że nawet dziennikarze w artykułach atakują szkołę za braki takich umiejętności, a nie rodziców. Proponuję więcej pozytywistycznej edukacji dla rodziców i nieustanne przypominanie im o ich obowiązkach innych, niż tylko finansowe zabezpieczenie bytu rodziny.
      • skarolina Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 09:04
        Gość portalu: Agnieszka napisał(a):

        > To jest wina rodziców, a nie szkoły. Za dużo zrzucamy na szkołę, a za mało wym
        > agamy od rodziny. To nadopiekuńczy rodzice wychowują "kaleki życiowe". To dom,
        > a nie szkoła, powinien uczyć samodzielności, poruszania się komunikacją publicz
        > ną, zachowania przy stole lub w teatrze.

        Nic dodać nic ująć.
        Moje dzieci też są wożone samochodem, bo to dla mnie wygodniejsze i bezpieczniejsze, niemniej jednak, kiedy w ubiegłym roku (6 kl.) córce zależało, żeby jeździć na zajęcia do centrum miasta, to wsiadłam z nią w tramwaj na odpowiednim przystanku, przejechałam całą trasę, wysiadłyśmy na właściwym przystanku, pokazałam, jak dojść i jak kupić sobie bilet powrotny. Nie przyszłoby mi do głowy, żeby oczekiwać takiego "szkolenia" od szkoły.
        • Gość: a.k.traper Tak robią normalni ludzie IP: 62.244.157.* 16.09.12, 09:09
          Uczą podstawowych zasad obowiązujących w otoczeniu a także ze względu na bezpieczeństwo swoich dzieci a nawet młodzieży już "dorosłej", w szkole mają się nauczyć myslenia, kojarzenia faktów, wrażliwości na pewne tematy i podstawowej wiedzy, także wzajemnej akceptacji i współżycia co bywa dużym problemem jak można wyczytać.
          • calli Re: Tak robią normalni ludzie 16.09.12, 09:23
            I właśnie o to 'współżycie' chodzi autorce, bo jak pokazuje na przykładach jest z tym problem. Szkoła jest nie tylko od wykuwania formułek i zaliczania testów dla półgłówków, ale właśnie od wyrównywania szans, nadrabiania niedociągnięć wychowawczych mających miejsce w niektórych rodzinach i nauki podstawowych zasad funkcjonowania w społeczeństwie.
            • Gość: a.k.traper Re: Tak robią normalni ludzie IP: 62.244.157.* 16.09.12, 09:42
              Z tym współżyciem jest prawdziwy problem, zaczyna się w gimnazjum, nie wiem dlaczego ale młodzi ludzie zaczynają tam zwyczajnie głupieć a część rodziców im w tym pmaga, wiem jak z synem było i jego koleżkami a szczególnie koleżankami i ich mamuśkami.
              Z moich czasów szkolnych pamiętam, że gdy nauczyciel wpisał uwagę do dzienniczka a nawet linią przyłożył to ojciec poprawił a dopiero potem słuchał co zaszło wg mnie, nie odczuwam żalu, raczej zawdzięczam im, że uchronili nas przed głupotami tego wieku.
              • maaac Re: Tak robią normalni ludzie 16.09.12, 09:57
                Niestety to efekt upadku autorytetu nauczycieli. Podkopywanego z dwóch stron - przez rodziców i wszelkiej rasy "troskliwców" zabraniających "stresowego" wychowania dzieci oraz co tu kryć wyraźnego spadku jakości nauczycieli "za komuny" (z pośród grona pedagogicznego - koleżanek mojej mamy za PRLu tylko może 2-3 czytywały jakąś prasę, o książkach już nie mówiąc). Po części wynikało to wtedy z faktu, że zawód nauczyciele był jednym z najgorzej opłacanych i szły do niego prócz fanatyków osoby "które nic innego już nie potrafiły robić". Jak dziś jest nie wiem :), ale złudzeń po efektach pracy szkół nie mam, że nastąpił jakiś znaczący postęp. Nawet jeżeli ci nauczyciele mają już wyższe studia i przygotowanie pedagogiczne plus liczne kursy (za PRLu nie było to wcale oczywiste) to jakość kształcenia szkół wyższych (następny dramat) tak nam spadła na pysk, że suma wiedzy ich nie jest wcale lepsza niż tych co za PRLu kończyli tylko ogólniaki plus jakąś szkołę policealna.
          • black_halo Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 10:06
            Ze swojej podstawowki pamietam zajecia praktyczno-techniczne: od robienia salatek i kanapek po biszkopt, a takze szycie, robienie na drutach, szydelko, cerowanie, podstawy pierwszej pomocy, drobne naprawy, jak zrobic cos z niczego, lutowanie, spawanie, rysunek techniczny, podstawy budowy urzadzen domowych jak lodowka, pralka, kuchenka, zasady BHP, co zrobic jak ulatnia sie gaz albo peknie rura itd.
      • calli Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 10:18
        Bredzisz od rzeczy, powiedz nam tu teraz wszystkim w jaki sposób chcesz 'wymagać od rodziny' nauczenia dzieciaka podstawowych rzeczy związanych z funkcjonowaniem w społeczeństwie, skoro, jak widać, niektóre rodziny sobie z tym nie radzą - nie powtarzaj komunałów tylko teraz radź.
    • Gość: Marek W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.12, 09:00
      A przypadkiem szkoła nie powinna uczyć używania deski klozetowej? Zajęcia praktyczne i tłumaczenie czemu używamy muszli i spłuczki? A jeśli jednak nie to gdzie jest ta granica międzi deską klozetową a autobusem? Jeśli dla rodzica jest wielką nobilitacją jazda samochodem, i nie jeździ transportem publicznym to niech korepetycje zafunduje dzieciakowi właśnie z jazdy autobusem, wciskania przycisków w windzie, czy kupna bułek w małym sklepie. To nie szkoła nie uczy... to rodzice robią krzywdę dzieciom hodując je jak szklarniowe rośliny.
    • Gość: andrzej W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: *.dynamic.chello.pl 16.09.12, 09:06
      Również uważam, że takich banałów jak umiejętność znalezienia nr telefonu czy zachowania się w autobusie powinno się uczyć w domu a nie w szkole. Niestety jak dziecko jest wyręczane przez rodziców w każdej czynności (może poza podcieraniem czterech liter aczkolwiek w niektórych przypadkach to i tego nie jestem pewny) to później dochodzi do takich żenujących sytuacji, że młody 20letni człowiek musi z mamusią szukać pracy. Ale niestety tak to jest jak niedojrzali ludzie, którzy potrafią istnieć tylko podwieszając się pod innych, sami mają dzieci... Dziecko to nie jest zabawka do zabicia własnej nudy i nieumiejętności zorganizowania sobie własnego życia. Kończy się to tak jak w artykule. I żadna szkoła w tym nie pomoże!
    • macwies W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... 16.09.12, 09:10
      w Technikum Elektrycznym w 2 klasie są 2 lekcje religii i 2 lekcje matematyki tygodniowo. Na Politechnice wymagane są podstawy rachunku różniczkowego i całkowego, którego w technikach nie uczą. Nie interesuje nikogo, że w szkole średniej student tego się nie nauczył.
      SZKOŁY MAJĄ KSZTAŁCIĆ PRZYSZŁYCH INŻYNIERÓW A NIE KATECHETÓW.
      (religia/etyka została wprowadzona do szkół ZARZĄDZENIEM, więc nic nie stoi na przeszkodzie aby zarządzeniem przynajmniej zmniejszyć ilość godzin do 1 tygodniowo)

    • Gość: Tatar W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.12, 09:12
      Ten artykuł z lekka tchnie paranoją. Szkoła nigdy nie uczyła i nie może uczyć wszystkiego. Nawet idąc do przedszkola dziecko musi umieć siadać na nocniczek. Jesli zaczniemy jeszcze uczyć w szkole spuszczania wody w toalecie czy odróżniania kawałka mydła od czegoś do jedzenia to proponuję odbierać dzieci rodzicom zaraz po urodzeniu. Rolę rodzicow ostatecznie można przecież w końcu ograniczyć jedynie do reprodukcji. Wyżywienie i nauczenia dziecka wszystkich rzeczy niezbędnych do życia może wziąć na siebie państwo. Bogatsi rodzice będą mogli oddawać dzieci do placówek niepublicznych. GW dba o dobry humor swoich czytelników - wczoraj cała rzekomo Warszawa jadała śniadania w modnych restauracjach śniadaniowych. Dziś szkoła ma uczyć jak kasować bilet w kasowniku. Kolejny dzień miło się zaczyna. :)
      • penible4 Bywa, ze całe klasy jadą aoutobusem 16.09.12, 09:20
        np. do muzeum. I wtedy okazuje sie, że dzieci i młodzież nie wiedzą, że nie należy głosno rozmawiać, że trzeba trzymac sie poręczy, że trzeba usunąc się , zby ktos mógl wsiąść/wysiąść/. I co powinien zrobic nauczyciel? Czekac, az rodzice wychowają?Nie. Można zoastosować metode opisanę tu przez internautę, którego uczono zachowania w komunikacji/ miejscu publicznym w wojsku :-)
        • Gość: a.k.traper To było w końcu lat 70-ych:) IP: 62.244.157.* 16.09.12, 10:06
          Dzisiaj wydawałoby się, że ludzie więcej widzą, podróżują ale nie potrafią się zachować w miejscach publicznych, ci co korzystają z nich na codzień potrafią, młodzież która rodzice wożą samochodami to zwyczajna, sorry "trzoda".
          Najciekawszą wykładnię demokracji słyszałem w tramwaju, otóż panienka siedząca na kolanach chłopaka zaczęła mu robić kosmetykę twarzy, na uwagę, że to nie gabinet odpowiedziała że teraz jest demokracja i młodzież umie z niej korzystać, była chwila ciszy a potem taka nawałnica śmiechu że az motorniczy przyhamował, chłopak sczerwieniał, złąpał ja za rękę i wyrwał z tramwaju na przystanku:)))
          Mieliśmy szczęście, że nie rzuciła popularnych wśród nich wyrafinowanych słów typu k...a czy pie...l się albo nie pokazała palca czyli po angielsku (załozę się, że większość nie wie skąd ten gest się wział?)
      • Gość: radca Re: Tylko tyle i aż tyle ! IP: *.icpnet.pl 17.09.12, 01:13
        Szkoła powinna uczyć myśleć, wskazać gdzie szukać wiedzy, czyli jak się uczyć, wpoić parę nawyków, procedur postępowania dla zachowania toku postępowania dla racjonalnego rozwiązania problemu (każdego problemu), nauczyć umiejętności stosowania wiedzy dla ułatwienia sobie życia (podniesienia bezpieczeństwa, podniesienia warunków życia), uczyć pracy i współpracy w zespole w grupie, uczyć tolerancji i poszanowania drugiej osoby, uczyć rozwiązywania konfliktów, pomóc posiąść podstawy wiedzy niezbędnej dla podstawowej komunikacji z otoczeniem.
      • calli Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 09:33
        Wina na pewno nie, ale skoro już ustaliliśmy, że część rodziców jest kretynami i wychowuje kolejne pokolenie kretynów, to może lepiej niech szkoła zajmie się przystosowaniem takich nieogarniętych gimbusów do życia, niż mają wyrosnąć na pokolenie nadające się jedynie do trolowania i narzekania w necie, hę?
        • Gość: sapiens_h Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg IP: *.mmj.pl 16.09.12, 09:50
          Wiele szkół udostępnia statuty na swoich stronach. Przejrzyj choć jeden. Każda placówka ma za cel wychować obywatela potrafiącego zająć swoje miejsce w społeczeństwie. Ministerstwo i tacy jak Ty zapominają jednak, że to jednak środowisko w jakim obraca się dzieciak ma dominujący wpływ na jego postawy życiowe. Żadna szkoła nie ma przedmiotu typu bójki, chamskie odzywki, kradzież. A jednak takie problemy istnieją. Dlaczego? Gdyż są normalną częścią życia sporej części dzieciaków. Za to jednak odpowiadają dorośli. Poza tym, to rodzice z reguły jęczą jak to im się szkoła w metody wychowawcze i zasady życiowe wtrąca. Dopóki za placówką nie stoi "zbrojne ramię prawa", które będzie wymagać od rodziców respektowania podstawowych zasad współżycia społecznego, dopóty w części wypadków starania szkoły nie będą skuteczne. Po prostu rzeczywistość jest banalnie wytłumaczalna: dla części reprezentantów tego społeczeństwa wiele reguł przestrzega się tylko i wyłącznie pod wpływem strachu. Spójrz na część wpisów- uważasz, że byłoby w nich tyle wulgaryzmów, gdyby każdy miał obowiązek w polu "autor" wpisać numer pesel? Taaak, zapewne to wina placówek, które zapewne uczyły swoich wychowanków, że takie zachowania są właściwe.
          • calli Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg 16.09.12, 10:03
            Bełkoczesz i w dodatku popisujesz się głupotą - w jaki sposób chcesz zmusić rodziców do wypełniania swoich rodzicielskich obowiązków, jak nauka poruszania się środkami komunikacji publicznej, zachowanie przy stole, zachowanie wobec starszych, umiejętność odnalezienia się w miejscu publicznym (kino, teatr, opera), skoro oni sami z siebie tych obowiązków jak widać nie spełniają? Policją na nich naślesz? Odbierzesz im dzieci sądownie? Zamkniesz do więzienia?

            Zastanówcie się ludzie czasem zanim zaczniecie wylewać brednie na forum, bo samym chciejstwem i dobrymi radami jeszcze nikt zdrowego społeczeństwa nie zbudował.
    • Gość: mariuss111 beznadziejny tekst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.12, 09:29
      użalanie się nad ci...mi i ciotami, takie przypadki zawsze były, są i będą, zawsze trafi się rozpieszczony chłopaczek, który nie wie do czego służy odkurzacz, albo autobus miejski. Takie coś też nauczy się życia jak już kiedyś pójdzie między ludzi, zglanują przygłupa na dzień dobry, to coś mu zacznie świtać pod kopułą. Nic nowego, zdarza się.
    • Gość: sapiens_h Pani autorka kpić raczy. IP: *.mmj.pl 16.09.12, 09:35
      Udowadnia dodatkowo, że nie potrafi wysnuć wniosków z oczywistych faktów (nic tylko pogratulować GW doboru pracowników). Tłumaczę tak prosto, jak to tylko możliwe: skoro czterdziestoletnia mamusia załatwia synusiowi praktykę, to kto w tym wypadku wyręcza dzieciaka i uczy go niesamodzielności? a) mamusia, b) nauczycielka techniki, c) Leon Zawodowiec. Pomóc w dokonaniu wyboru? Wiem, wiem, wymaga to zastanowienia. Być może nawet skorzystania z Wikipedii. A tak przy okazji, skoro nawet czwarta władza stwierdza, że wyuczenie najbardziej podstawowych czynności życiowych powinno być obowiązkiem szkoły, to może wzorem przedszkoli z Korei Północnej oddamy do placówek dzieci na 5 dni w tygodniu? Rodzice od zarabiania, prawa rodzicielskie scedowane na szkołę. A tak swoją... jeszcze z 10 lat temu słyszało się głosy, jak to nie powinno się pozwalać szkole przejmować obowiązki rodziców, doprowadzać do tego, aby dziecko głównie przebywało w placówce. I jak to się ma do obecnych czasów? Nawet czwarta władza nawołuje "Placówko! Odciąż biednych rodziców od tych wymagających dzieci!" Ludzie, otwórzcie oczy! Toż to początek jakiegoś orwellowskiego koszmaru!
        • Gość: titta Re: Pani autorka kpić raczy. IP: *.bredband.comhem.se 16.09.12, 10:52
          A co ma zrobic? Beda na garnuszku rodzicow do ich smierci, chyba ze znajda w sobie wystarczajaco duzo sily zeby zerwac pempowine (albo sie wczesniej zapija - zacpaja). Pewnie ze otoczenie powinno wesprzec. Ale nauka skasowania biletu bez mozliwosci przecwiczenia w praktyce samodzielnosci jest taka sama teorja jak calki dla humanisty. Tu psyhoterapia rodzinna potrzebna.
    • alienka_x W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... 16.09.12, 09:36
      Ok, co do filharmonii się zgodzę, ale jeżdżenie autobusem czy pociągiem?? To jakaś kpina autora artykułu? Takich rzeczy powinni uczyć rodzice i aż strach, że dzieją się takie rzeczy :/ I że dziennikarze uważają, że to szkoła odpowiada za nieporadność młodzieży. Bez przesady, uczyłam się tego co wszyscy, a jakoś nie jestem bezradna.
    • Gość: ble Tego nie uczymy się na lekcjach... IP: *.globalconnect.pl 16.09.12, 09:48
      Moje dzieciństwo wyglądało mniej więcej tak demotywatory.pl/2551909/Dziecinstwo
      Tego nie uczymy się na lekcjach. Dzisiejsi rodzice niemal całkowicie odebrali młodym możliwość podejmowania codziennych, nawet najprościejszych decyzji, a młodzi chętnie na to przystali. Nie wiedzą, że mózg uczy się przez doświadczenie i utrwala tylko te połączenia, które uzna za przydatne. W ten sposób większość rodziców ma w domu kalekie dziecko, które żyje tylko dlatego, że świat nas otaczający wygląda jak wygląda. Gorzej, jeśli nastąpi jakaś poważna długotrwała katastrofa np naturalna, która w znaczący sposób zmieni nasze życie. Wtedy teoria Darwina przypomni o sobie.
      • maaac Re: Tego nie uczymy się na lekcjach... 16.09.12, 10:14
        Wybacz ale ten tekst był aktualny jeszcze dla dzieci wychowywanych w latach 80-tych XX w. Lata 90-te to już był początek tej szajby, którą mamy dzisiaj. Część osobników mających 20-kilka lat to już inwalidzi społeczni.
        • calkiemserio Re: Tego nie uczymy się na lekcjach... 16.09.12, 14:50
          wiesz jak dziś wygląda wyjście na dwór dzieci lemingów ?
          rodzice się zdzwaniają 2 dni wcześniej i ustalają że 10 letniego Czesia przywiozą na 16.00
          o 15 już jadą przez zakorkowane miasto

          o 16.00 okazuje się że leje, wiec chłopcy bawią się na kompie
          o 20.00 rodzinki się żegnają i do domu - 30 minut bo miasto mniej zapchane

          za moich czasów to stukało się w kaloryfer określony kod i kupel mieszkający 2 pietra niżej
          dawał odpowiedz i 5 minut i na rower .....

          ale wtedy była rejonizacja szkół wszyscy w szkole mieszkali obok

          i osiedla nie były zamkniętymi apartamentowcami zalanymi betonem + 2 drzewka i fontanna na śrddku


          • maaac Re: Tego nie uczymy się na lekcjach... 16.09.12, 16:49
            calkiemserio napisał:

            > wiesz jak dziś wygląda wyjście na dwór dzieci lemingów ?
            Lemingów? Dzieci lemingów nie wychodzą na dwór bo tam się czają źli komuniści. Lemingi muszą izolować swoje dzieci od brzydkiego proletariatu. Lemingi dzieciom puszczają Pospieszalskiego i chodzą z nimi na msze za ojczyznę i spotkania młodych kadr Gazety Polskiej.

            Obawiam się, że chodziło ci o zupełnie co innego. O dzieci "białych kołnierzyków" tudzież niejakich "yuppie". Niestety małolaty lemingowate nie wiedzą co to słowo oznacza. One jak lemingi na ślepo bez zastanowienia muszą powtarzać to co jakiś rzekomo "prawicowy" kretyn wymyślił, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że ta klasa społeczna dawno została opisana i zdiagnozowana.

            Rejonizacja? Nigdy mi nie przeszkadzało, że chodziłem do innej szkoły niż sąsiedzi - przeprowadziłem się w trakcie nauki w szkole podstawowej. Stukanie w kaloryfer było raczej kiepskim pomysłem - wkurzało by tylko rodzinę i sąsiadów - w kaloryfery walili jak ktoś gdzieś się za głośno zachowywał.
    • Gość: m32b W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: *.146.249.151.ip.abpl.pl 16.09.12, 09:52
      Popieram ten tekst pracuje w dużej firmie i takich nieudaczników życiowych z fakultetami dostaje często do szkolenia. Osoba ma miedzy 25-30 lat i nie wie jak wygląda praca i podstawowe narzędzia. Ja mam wykształcenie zawodowe, a niejednego po tych psełdo szkołach mogę wysmiac. SZKOŁY PRODUKUJĄ ARMIE WYKSZTAŁCONYCH NIEUDACZNIKÓW KTÓRYM JAK MAMUSIA TYŁECZKA NIE PODETRZE I JEŚĆ NIE DA TO UMRĄ.
    • Gość: darek W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: *.ip.netia.com.pl 16.09.12, 09:55
      Odtróżnijcie wiedzę od mądrości życiowej. Szkoła podaje wiedzę, dzięki której mądry uczeń jeszcze lepiej ćwiczy swoją zdolność myślenia. Aby w pierwszej klasie był mądry życiowo potrzebuje zaangażowanych rodziców, kochających dziadków, wskazane rodzeństwo. Moja babcia, pomimo niewielu klas podstawówki wojennej, miała niesamowitą mądrość życiową. Jak mogła przekazywała ją całej rodzinie. W ostatnim dwudziestoleciu nie byłaby autorytetem dla większości rodziców przywożących dzieci do szkoły. Byłem kilka lat w radzie rodziców i zwątpiłem.
    • black_halo 22 lat temu jak poszlam do szkoly .... 16.09.12, 09:59
      ... to bylo tak: juz od pierwszej klasy byla lekcja zwana srodowisko i pierwszakom w wieku 7 lat tlumaczylo sie dlaczego nie mozna wyrzucac smieci w lesie, dlaczego nalezy ustepowac starszym miejsca w autobusie, jak sie przechodzi przez jezdnie. Do tego program nauczania byl przeladowany znacznie bardziej niz dzisiaj, nikt nie dawal do przeczytania fragmentow lektur a cale ksiazki, jedna na dwa tygodnie, polonistka wymagala dwoch wypracowan w tygodniu i nie ma ze boli. Moje pokolenie radzi sobie w zyciu bez problemu, nie musielismy brac lekcji intelygencji emocjonalnej, ani zasad zachowania sie przy stole ani tez nikt nie musial nas uczyc jak kupic bilet na autobus, wiele dzieci w wieku 8-10 lat jezdzilo autobusem do szkoly, jak poszlam do liceum to kolejne cale mnostwo dojezdzalo do wiekszego miasta pociagiem lub PKSem. Mama i tata nie byli szoferami !
    • jorn W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... 16.09.12, 09:59
      W to, że tak jest w Szwecji, jestem skłonny uwierzyć. Tam generalnie państwo myśli za obywateli, a już w szczególności w kwestii wychowania dzieci.

      Natomiast w normalnym kraju takich rzeczy dzieciaki powinny uczyć się w domu. Nawet jeśli rodzice czegoś nie nauczą, to są tak banalne sprawy, że normalny człowiek sam się powinien zorientować, jak się w takich sytuacjach zachować. Jeśli nie jest na to dość inteligentny, może czas pomyśleć o skierowaniu do szkoły dla opóźnionych umysłowo i tam go uczyć używania papieru toaletowego?
      • Gość: podatnik Re: W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziweg IP: *.uznam.net.pl 16.09.12, 13:10
        jorn napisał:

        > W to, że tak jest w Szwecji, jestem skłonny uwierzyć. Tam generalnie państwo my
        > śli za obywateli, a już w szczególności w kwestii wychowania dzieci.

        Nie, nieprawda. A raczej "prawda" dla ludzi nie potrafiących pojąć mądrości Szwedów.

        > Natomiast w normalnym kraju takich rzeczy dzieciaki powinny uczyć się w domu.

        Powinny ale się nie uczą. I o tym ten artykulik.

        Nawet jeśli rodzice czegoś nie nauczą, to są tak banalne sprawy, że normalny czł
        > owiek sam się powinien zorientować, jak się w takich sytuacjach zachować. Jeśli
        > nie jest na to dość inteligentny, może czas pomyśleć o skierowaniu do szkoły d
        > la opóźnionych umysłowo i tam go uczyć używania papieru toaletowego?

        No właśnie mowa o tym, że społeczeństwo mamy tak bardzo zapóźnione, że tych rzeczy ludzie nie są w stanie opanować i dlatego potrzebna jest pomoc z zewnątrz (szkoły). To wynik dwudziestu lat katechizacji i zaniechania edukacji społecznej, wywalenia misji z mediów i skupienia się na tryumfalnym żarciu do rozpęku przez "elity". Zwykli Polacy mają być tylko niewykształconymi wołami roboczymi, tak jak to zawsze w Polsce było - stąd naciski kościoła na zaniżanie poziomu edukacji, eliminację treści rozwijających intelekt i zastąpnienie ich otępiającą pamięciówką. Celem - posłuszny, bezmyślny chłop pańszczyźniany, otępiały, pozbawiony ochoty do buntu, pozbawiony wiedzy o swojej sytuacji, prawach... idealny wierny XXI wieku.
    • Gość: Luiza W szkołach uczą wszystkiego oprócz prawdziwego ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.12, 10:02
      Kiedyś zatelefonował mój 17-letni wówczas syn, który musiał wysłać gdzieś swój pierwszy w życiu list i pytał, jak się wpisuje adres na kopercie i z której strony przykleja się znaczek...
      Uświadomiłam sobie wtedy, jak zmienia się świat, ale nie śmiałam się z syna, bo to on wcześniej nauczył mnie posługiwania się komórką, a do dziś pomaga mi w problemach z komputerem.
      Bardziej się zdumiałam, gdy mój prawie 60-letni mąż, który z z powodu awarii samochodu chciał pojechać do pracy komunikacją miejską, zapytał, gdzie się kupuje bilet tramwajowy i ile to teraz kosztuje. W google'u szukał trasy tramwaju i rozkładu jazdy, ale ostatecznie, do czasu odebrania samochodu zastępczego, jeździł wszędzie taksówką.
      Posłać go do wieczorówki z programem podróżowania po mieście?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka