Gość: Kangur
IP: 61.68.38.*
23.04.05, 05:07
Jeżeli ma Pani dobre słowo dla bezrobotnego z Sydney, to proszę do mnie
napisać lech@dodo.com.au po prostu potrzebuję dobrego słowa...
W lipcu zeszłego roku straciłem pracę po 20 latach pracy dla South Eastern
Sydney Area Health Service jako wynik "of set-up politics".
Pracowałem na stanowisku Systems Integration and Development Manager
(computing). Teraz jestem bezrobotny z małymi szansami na zatrudnienie - mam
53 lata. W dodatku moja była żona wniosła sprawę do sądu rodzinego w tym
tygodniu, żeby uniemożliwić mi kontakt z moim dwunastoletnim synkiem
Pawełkiem. Pawełek (Paul) nie mówi ani jednego słowa po polsku mimo, że jego
matka jest Polką i ojciec (ja) Polakiem - matka uznała, że nie trzeba mówić
do dziecka po polsku mimo, że sama mówi po angielsku na zasadzie "Kali
chcieć, Kali mieć". Pawełek urodził się w Sydney, więc jemu nie zależy w
jakim języku mówi (z wyjątkiem, że jest to język angielski - tak jak Ford
produkował auta we wszystkich kolorach, z wyjątkiem, że jest to kolor czarny).
Adwokat prowadzi już tą sprawę. Drugi adwokat prowadzi dwie sprawy: Workers
Compensation i Unfair Dismissal. Department of Immigration prowadzi kolejną
sprawę mojej synowej, żeby mogła pozostać w Sydney (Polka) ze swoim ukochanym
mężem, a moim synem. Department of Social Security prowadzi inną sprawę
dotyczącą mojej "pension".
Ja mam tego wszystkiego dość!
Piszę do Pani (księża, pedały i pedofile wykluczeni), że jeżeli chciałaby
Pani przesłać mi dobre słowo - to proszę.
Pozdrowienia z jesiennej Australii,
Kangur - Leszek