Dziecko w czasach paranoi

26.08.08, 18:38
Skopiowane z innego forum:

w bieżącym Newsweeku
"Dziecko w czasach paranoi" str. 62

"Dziecko w czasach paranoi
Coraz więcej do powiedzenia w kwestii opieki nad dziećmi mają
wszelkiego rodzaju marketingowcy, coraz mniej liczy się zdrowy
rozsądek matek i ojców. Ale na szczęście na naszych oczach rodzi się
rodzicielski ruch oporu.
My, rodzice, wypowiadamy wojnę. Firmom farmaceutycznym, które
straszą nas śmiercią naszych dzieci, jeśli nie zaszczepimy ich
przeciw pneumokokom. Firmom elektronicznym, które straszą nas, że
jeśli nie kupimy monitorów oddechu, nasze dzieci uduszą się w czasie
snu. Firmom medycznym, które straszą nas, że jeśli nie pobierzemy
krwi pępowinowej naszego dziecka przy porodzie, nie przeżyje ono w
przyszłości ataku groźnej choroby. Mamy dość wmawiania nam, że
musimy skończyć odpowiednie kursy, aby stać się w miarę poprawnymi
rodzicami. Mamy dość wpędzania nas w nieustające poczucie winy. Dość
wmawiania nam, że należy nałożyć dziecku kask, kiedy stawia pierwsze
kroki, żeby nie nabiło sobie guza, oraz kupić dach nad wanienkę,
żeby nie płakało, gdy naleci mu trochę wody do oczu. Mamy dość
wpędzania nas w opętańczą presję bycia mamą idealną i idealnym tatą.
My, rodzice, wypowiadamy wojnę wszystkim złodziejom, którzy okradają
nas nie tylko z pieniędzy, lecz także z czegoś o wiele cenniejszego -
z poczucia bezpieczeństwa. Won od naszych rodzin!".

Nareszcie, jakiś głos rozsądku. To tak w nawiązaniu do wątku Ady sprzed
jakiegoś czasu i mojej wypowiedzi, że bycie matką to ciągłe wyrzuty sumienia
(albo jak skorygowała Ada, nie ciągłe, ale częste).
    • weteranka13 Hmmmmm 26.08.08, 23:28
      Zamyśliłam się nad cytowanym tekstem...

      W jakim sensie "zdrowy rozsądek matek i ojców liczy się coraz
      mniej"????
      Dlaczego?
      Co autor takich absurdalnych słów miał na myśli?
      Może wątpi w jego istnienie? Mam nadzieję, że o to chodzi.

      Na czym ma polegać rodzicielski ruch oporu?
      Ta wojna, którą chcą wypowiedzieć rodzice (którzy chyba ze swojego
      zdrowego rozsądku nie chcą po prostu korzystać)?

      Znów mam nadzieję, że na odmawianiu korzystania, z tego, co w ich
      mniemaniu jest niewłaściwe czy złe.

      Trochę sie nażyłam w czasie, gdy odgórnie pozbawiano ludzi
      możliwości wyboru, a pełna swoboda możliwa była tylko w sferze myśli
      i "ducha".

      Muszę przyznać, że mnie się żyje lepiej ze świadomością, że mam
      możliwość wyboru, że mogę powiedzieć „Nie” kursom „na dobrego
      rodzica”, ale mogę zastanawiać się nad zaszczepieniem dzieci
      prevenarem. Jeśli chcę! Lub nie chcę! A ktoś innym może
      powiedzieć "Tak", jeśli właśnie to mu jest potrzebne.

      Ktoś chce - może, ktoś nie chce - nie musi!

      Zwrot, że ktoś odbiera nam poczucie bezpieczeństwa kojarzy mi się ze
      słowami Wałęsy: „ Rozbij pan termometr, nie będziesz miał gorączki”.
      Zastanawiam się, czy rodzice wcześniaków woleliby nie wiedzieć o
      istnieniu monitorów oddechu. Po to, by innym rodzicom nie odbierać
      poczucia bezpieczeństwa.

      Mam nadzieję, że w wyniku tej wielkiej rodzicielskiej wojny nie
      zostaniemy pozbawieni możliwości wyboru.

      Wybór jest podstawą wolności.

      A dzięki wolności możemy swobodnie korzystać ze zdrowego rozsądku.

      Mam nadzieję, że ten artykuł to tylko patetyczne pustosłowie.

      Może jest histeryczną reakcją… Może trochę podobną do mojej…

      Ale w reakcji na taki tekst cofam się w myślach o 25 lat wstecz.

      A to, co sobie przypominam przeraża mnie bardziej od najbardziej
      natrętnego marketingu….

      W-13
      • akastel Re: Hmmmmm 27.08.08, 09:24
        Ja odebrałam ten tekst trochę inaczej. Ale z Twoimi słowami oczywiście się
        zgadzam. Wybór to podstawa.
        Moim zdaniem wszechobecna presja nakładana na rodziców jest faktem, jak również
        nachalne ataki, że jak dziecko nie będzie miało tego, czy tamtego, to nie będzie
        takie jak być powinno (coś złego mu się stanie lub z tych czy innych względów
        nie doskoczy do równieśników). Kwintesencją tego była pierwsza reklama
        szczepionki na pneumokoki, na szczęście wycofana.
        Nie chodzi o to, żeby nie było wyboru, ale o to, w jakich warunkach ten wybór ma
        być dokonywany. Wmawianie rodzicom, że jeśli nie zaszczepią dziecka na
        pneumokoki, to ono umrze, wybór ten istotnie ogranicza. Pediatra nie weźmie
        bowiem na siebie ryzyka powiedzenia, że nie ma się czym przejmować.
        Rozumiem, że są mamy, które zawsze same wiedzą najlepiej, co jest dla dziecka
        najlepsze i żadne zabiegi socjotechniczne ich nie ruszają. Myślę jednak, że
        należą do mniejszości, zwłaszcza, że rozsądek i uczucia nie zawsze mówią to samo.
        • weteranka13 Skrajne postawy 27.08.08, 13:57
          Wydaje, że problemem są skrajne postawy.
          Po jednej (marketingowej) i drugiej (rodzicielskiej) stronie.

          No niestety, łatwiej jest mi zrozumieć postawę firm producenckich
          (której, dla rozwiania wątpliwości, ani nie pochwalam, ani nie
          popieram) niż postawę przedstawioną w artykule - rodziców -
          bezwolnych ofiar wielkiej presji, której nie można się skutecznie
          oprzeć.

          Z doświadczenia wiem, że istnieją ludzie, którzy właśnie tak myślą.
          I dosyć ostentacyjnie boleją nad tym właśnie wymiarem otaczającej
          nas rzeczywistości.

          Przecież nachalne ataki można przerwać wyłączając telewizor czy
          radio, a w skrajnym przypadku wyjść z pomieszczenia (na przykład
          sali kinowej, gdy rodzic uzna, że reklamy są nieodpowiednie dla
          dzieci, chociaż to jest oczywiście inna bajka).
          Można zmienić lekarza, jeśli uznamy, że znajduje się pod zbyt dużym
          wpływem przedstawicieli firm farmaceutycznych.
          Mówić "Nie", gdy się tak rzeczywiście myśli.
          Poszukiwać odpowiedzi, gdy rodzą się pytania lub wątpliwości.


          Rodzice są raczej dojrzałymi ludźmi, którzy mają swój bagaż
          doświadczeń i "życiowej mądrości" oraz rozsądku, mniej lub bardziej
          zdrowego.
          To powinno im umożliwiać dokonywanie wyborów.
          Oraz w miarę skuteczne kierowanie się w życiu rozumem i sercem.

          Gdzieś tam między wierszami cytowanego artykułu dopatruję się
          postawy: "Wolę nie wiedzieć, bo jeśli nie wiem, to <<w razie czego>>
          moja odpowiedzialność będzie mniejsza".

          Ja wolę wiedzieć. Najwięcej jak się da. Ze wszystkimi tego
          konsekwencjami.

          Niestety, jak powiedział pewien filozof: "Drzewo wiedzy nie jest
          drzewem życia".







          • akastel Re: Skrajne postawy 27.08.08, 14:35
            Wydaje mi się, że to jednak bardziej złożona sprawa niż "nie chcesz - nie
            słuchaj" i każdy rozumny rodzic zawsze wie, co jest dla jego dziecka najlepsze
            (ja znam niewielu rodziców, którzy mogą tak o sobie powiedzieć). Każdy ma prawo
            poczuć się czasem po prostu zmęczony (co wcale nie oznacza, że uważa się za
            bezwolną ofiarę wielkiej presji). A wiedza to coś innego niż propaganda, choć
            nie zawsze łatwo jest to odróżnić, zwłaszcza gdy propaganda podawana jest pod
            przykrywką wiedzy.
            Ale Twoja wypowiedź to mimo wszystko ciekawy przykład, jak można zupełnie
            inaczej odczytać te same słowa. Pozdrawiam.
            • weteranka13 Różnorodność.. 27.08.08, 15:17
              Bez różnorodności wszelkiego typu pewnie nie pojawiłyby sie różne
              pozytywne zjawiska :)

              Wielokrotnie spotkałam się z tym, że ja widzę kolor morskoniebieski,
              a inni zdecydowanie zielony :)

              Zgadzam się, że propaganda nie jest wiedzą. Oczywiście, że nie.
              Nie chciałam powiedzieć, że rozumny rodzic zawsze wie, co dla
              dziecka jest najlepsze.

              Nie zgadzam się tylko z tym, że rozumny, dojrzały człowiek musi
              bronić się przed presją reklamy przy pomocy wojny i zorganizowanego
              ruchu oporu, a nie rozumu w dokonywaniu wyborów i wolnej woli,
              której może obecnie korzystać bez skrajnych ograniczeń!

              Pozdrawiam!



              • mpd3 Re: Różnorodność.. 28.08.08, 13:29
                Troszkę Twoją wypowiedź, Weteranko zrozumiałam tak, jakbyś mówiła,
                że reklama daje nam dostęp do wiedzy. Przypuszczam, że nie miałaś
                jednak tego na myśli. Reklama jest ze swej natury nachalna i daje
                nam owszem informację, że coś istnieje. I Ty, czy ja, czy inni mogą
                rzeczywiście wybrać: chcę/ nie chcę. Tyle, że producentom wcale nie
                zalezy na naszej wolności wyboru i żerują na prostocie, naiwności i
                nadziei, że z wolności wyboru nie skorzystamy. To ich prawo rzecz
                jasna. Gdybym sama była producentem czegoś, co w gruncie rzeczy nie
                może nikomu zaszkodzić (a często, jak słusznie zauważyłaś wręcz
                ratuje zdrowie i życie)- z pewnością również walczyłabym o wzrost
                sprzedaży. Niepokój mój budzą za to reklamy kłamliwe, które wcale
                nie informują, tylko wprowadzają w błąd; czasem wręcz groźne.

                Problem chyba w tym głownie, że nad stworzeniem reklamy pracują
                obecnie sztaby ludzi, również psychologów, dokałdnie wiedzących co
                zrobić by spore tłumy ludzi omamić i odebrać im choć na moment
                rozsądek. Wypowiadanie jednak wojny reklamie i producentom oraz
                sprzedawcom wydaje mi się bezcelowe. Jedyne czego może nam brakować
                to dostęp do PEŁNYCH informacji i uświadamianie ogółu o tym, że
                głośno reklamowany niekoniecznie znaczy doskonały i niezbędny. I
                przypominanie, że - tak jak pisałaś - telewizor i radio DA SIĘ
                wyłączyć, lekarza DA SIĘ zmienić, a czytane, słyszane i oglądane
                treści DA SIĘ przepuścić przez młynek zdrowego rozsądku.
                • weteranka13 Sprostowanie 28.08.08, 14:00
                  Ojej, oczywiście, pragnę sprostować.
                  Nie uważam reklam za źródło wiedzy.
                  Ani za źródło prawdy.

                  Wiem, czemu służą.
                  Mam nadzieję, że po części wiem, jak powstają.

                  Przyznam się Wam, że sama ulegam pewnej grupie reklam.

                  W artykule zirytowało mnie przedstawienie konsumentów jako grupy
                  bezradnych, skołowanych nieszczęśników, którzy muszą ulegać, bo nie
                  ma innego wyjścia.
                  Przyznaję oczywiście, że jest to moja, bardzo subiektywna
                  interpretacja treści Newsweek'a.

                  Sądzę, że reklama jest pewną ceną gospodarczej wolności.
                  Niestety, zgadzam się, że w jakimś stopniu musimy ją płacić.

                  No, ale dzięki reklamie nawiązała się dyskusja :))))

                  Pozdrawiam!


                  • mpd3 oj tak, 28.08.08, 19:03
                    mnie też uderzyło to zdanie na samym początku, sugerujące, że
                    jesteśmy jedną wielką bezmyślną masą. Jednak po zastanowieniu się
                    dochodzę do wniosku, ze może to i troszeczkę racja... Przynajmniej w
                    omawianej kwestii wielu rodziców nie potrafi zawierzyć własnemu
                    rozumowi i tak rozumiem intencje autora, czy też tych, którzy
                    ową "wojnę" wypowiadają.
    • ciri_77 Re: Dziecko w czasach paranoi 28.08.08, 22:30
      Znam wiele przypadków ludzi najzupełniej normalnych, ba nawet wykształconych i
      trzeźwo myślących, którzy w momencie gdy zostają Rodzicami - tracą grunt pod
      nogami. Bo zdrowy rozsądek to jedna strona medalu, a druga to nadmiar informacji
      - zarówno tych pełnych, prawdziwych, jak i tych opartych na przekazie
      reklamowym. Sama miewam masę watpliowści - bo co z tego ze intuicja podpowiada
      jak byc dobrym rodzicem, skoro tak bardzo czasem się boję że moja intuicja moze
      sie mylić...
      Dla przykładu - ta nieszczęsna szczepionka na pneumokoki. Nie szczepiłam, bo
      uważałam ze nie ma takiej potrzeby - ale ile sie nazastanwiałam - to moje. I
      każde pokazanie tego spotu reklamowego było dla mnie jak wyrzut - a moze jednak
      powinnam?, może zbyt sobie zaufałam? Na szczęście mam męza, który jest
      "prostszy" w konstrukcji myślowej i świetna pediatrę, która powtarza, ze warto
      ufać sobie samemu. Ja mam oparcie, ale wiele mam (często duzo bardziej
      wrażliwych i niepewnych) go nie znajdzie. I one wołałby chyba mieć ciut mniejszy
      wybór, ale i mniejszą presję na dążenie do czegoś co nieistnieje.
Pełna wersja