C.D. wypadku lotniczego w Góraszce

28.05.04, 12:53
Dwóch doświadczonych pilotów zginęło wczoraj w wypadku lotniczym w Góraszce.
Ponad 50-letni, odrestaurowany TS-8 "Bies" zawadził skrzydłem o dach budynku
i uderzył w ziemię. O 15.30 pilot Zbigniew Korneluk podchodził do lądowania
na lotnisku w Góraszce. Wszystko szło gładko, jak przy każdym z tysiąca
wcześniejszych lotów treningowych. Za Kornelukiem siedział Bartosz Cynke,
równie doświadczony pilot z Lublina. Wieża w Góraszce nie odebrała sygnału o
nieprawidłowościach. Kilka metrów nad ziemią skrzydło samolotu zawadziło o
dach stodoły na posesji Góraszka 40. Samolot spadł dokładnie między stodołę a
dom jednorodzinny, miażdżąc dziób samolotu. Pilot i pasażer zginęli na
miejscu. Po zderzeniu z ziemią nastąpił wyciek paliwa, ale samolot nie
zapalił się. Nikt w środowisku lotniczym nie wierzy też w błąd Zbigniewa
Korneluka. - To był wysokiej klasy fachowiec, jeden z najlepszych. Pracował
jako instruktor i mechanik - zapewnia Andrzej Osowski, trener kadry narodowej
w lataniu precyzyjnym. Przyczyny wypadku zbada Komisja Badań Wypadków
Lotniczych. - Za wcześnie na orzekanie przyczyny. Zahaczenie podczas
lądowania może być spowodowane kilkoma czynnikami, między innymi przerwą w
pracy silnika czy źle obliczonym, zbyt niskim podejściem do lotu. Ale tym
zajmie się komisja - mówi Andrzej Osowski. Źródło: Gazeta Wyborcza
Pełna wersja