trolley_dolly
03.06.04, 00:28
Poniedzialek. 31 maja. Lot do Wiednia. Krotki ale upierdliwy. Nawet nie tak
duzo paxow ale pojecia nie maja o niczym. Od kiedy to waliza taka, ze trupa
do niej moznaby zmiescic uchodzi za bagaz podreczny? I co to ja
Schwarzenegger jestem, zeby wciskac te ich bagaze przepelnione wolnoclowym
alkoholem na polki?
Facet w 12C podobal mi sie. Przystojny. Nie naplulam mu do wody mimo, ze
pogonil mnie po nia ze trzy razy.
Trzeslo troche ale kapitan mnie potrzymal.
Baba w 23F marudzila, ze jedzenie nie takie. Naplulam. I kropelek jej nalalam
do wody. Niech ma sraczke, zolza jedna.
Jakis bachor sie mnie pytal, czy ja wiem co to za miasto, nad ktorym
lecielismy. Powiedzialam, ze nie jestem zbyt pewna co do wymowy ale chyba
nazywa sie Haudefakajszudnou.
Kupilam sobie pare szminek w Wiedniu.
Lot do domu nudny. Pusto.
Purserka mi trula o swoim mezu. Boi sie, ze ja zdradza. Glupia bzdzwiaga sama
spi z kim popadnie.
Naplulam jej do kawy.