ernaa
14.06.04, 14:20
www.businessweek.pl/?show=detail&art=105
Megawywiad: Wylądujemy na giełdzie
Prezes LOT-u Marek Grabarek o strategii, obniżaniu kosztów, tanich
przewoźnikach i debiucie na parkiecie.
MEGAWYWIAD: MAREK GRABAREK, PREZES PLL LOT
WYLĄDUJEMY NA GIEŁDZIE
W hallu ultranowoczesnej wieży ze szkła i metalu, która mieści siedzibę
firmy, ustawiono artystyczną wizję żurawia szykującego się do lotu. Widać, że
ptak próbuje, bardzo się stara, ale jakoś mu ciężko oderwać się od ziemi. W
podobnym położeniu są Polskie Linie Lotnicze LOT - przewoźnik, który nie
zarabia na podstawowej działalności, nie został prawdziwie sprywatyzowany, a
w dodatku musi stawić czoła rosnącej z dnia na dzień konkurencji tanich
linii. Szef LOT-u, który niezwykle rzadko udziela wywiadów, przekonuje nas,
że firma sobie poradzi. Unikając krytyki swojego poprzednika Marek Grabarek
przyznaje jednak, że LOT musi wreszcie zacząć oszczędzać.
BusinessWeek: Czy LOT ma jasną strategię działania? Jakim chce być graczem na
coraz bardziej konkurencyjnym rynku lotniczym?
Marek Grabarek: Potencjalnie tak duży rynek jak polski, zasługuje na to, by
mieć swojego przewoźnika flagowego. I oczywiście LOT powinien nim pozostać.
Chcemy być przewoźnikiem sieciowym, który wraz z partnerami ze Star Alliance
ma globalną ofertę przewozową, skierowaną do pasażerów, dla których
podróżowanie jest niezbędne w ich pracy. Sądzę, że na rosnącym rynku LOT taką
właśnie pozycję zdobędzie i utrzyma.
Obawiacie się nowych konkurentów?
Uważam, że takiemu przewoźnikowi jak LOT, który jest głęboko osadzony w
świadomości Polaków, znacznie łatwiej jest konkurować z realnie istniejącymi
tanimi przewoźnikami, niż z istniejącym mitem o doskonałych, nieistniejących
tanich przewoźnikach. Stąd bardzo nas cieszy pojawienie się AirPolonii i
innych linii.
Jednak według analizy PPL nowi przewoźnicy zaoferują w tym roku dodatkowych
1,6 mln biletów. Pan się z tego cieszy?
Nie, ale uważam, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Konkurencja nie jest
dla LOT nowym zjawiskiem, bo LOT od dawna walczy o pasażerów z markowymi
liniami. Poza tym, z badań wynika, że pasażerowie biznesowi najbardziej cenią
sobie siatkę połączeń, częstotliwość dzienną lotów do danego miasta i
wreszcie godziny, w których linia oferuje połączenia. I biorąc pod uwagę te
parametry, jesteśmy absolutnie konkurencyjni. Dlatego właśnie zwracamy się w
stronę takich pasażerów, jednocześnie bacznie przyglądając się temu, co robią
nowi nisko budżetowi konkurenci. Nie wykluczam, że i w segmencie tanich
usług, jeśli będzie to uzasadnione biznesowo, LOT będzie chciał operować.
Czy to prawda, że już jesienią uruchomicie własną tanią linię lotniczą?
Prawdopodobnie od sezonu zimowego. Jej uruchomienie to niewątpliwie szansa
dla LOT. Tania linia LOT zajmie się również czarterami, ponieważ w ramach
tradycyjnej linii lotniczej niemożliwe jest prowadzenie rentownej
działalności czarterowej. Chcemy przywozić pasażerów do Polski, a nie tylko
ich wywozić, jak w większości robią to dziś tanie linie, które działają w
Polsce. Jeżeli otwiera się nowa możliwość biznesowa, byłoby błędem z niej nie
skorzystać.
A jak Pan ocenia dotychczasową reakcję rynku na ofertę tanich linii?
To zbyt krótki okres, by móc wyciągać jednoznaczne wnioski. Ale już widać, że
np. połączenia krajowe - co było do przewidzenia - okazały się niewypałem. Na
tym polu nasza pozycja będzie bardzo trudna do pobicia, ponieważ 60 proc.
pasażerów na połączeniach krajowych to pasażerowie tranzytowi, przesiadający
się na nasze samoloty. Pozostałym jesteśmy w stanie oferować bilety po cenie
niewiele wyższej od ponoszonych kosztów.
Jeśli chodzi o połączenia międzynarodowe, to obserwujmy, co robią liderzy,
czyli Ryanair i EasyJet. Jak widać, na razie ci przewoźnicy nie mają oferty
dla polskiego rynku. Co do innych graczy - pojawili się, ale na razie hałas
związany z ich debiutem jest większy, niż sukcesy na rynku. Uważam, że LOT
jest pośrednio beneficjentem tego zainteresowania mediów lotnictwem, ponieważ
wiele osób, które do tej pory nawet nie rozważały latania samolotem, zaczyna
brać taką opcję pod uwagę.
Czy podtrzymuje Pan opinię, że LOT nie będzie konkurować cenowo z tanimi
liniami?
Ja nigdy czegoś takiego nie powiedziałem! Ale skoro się Pan upiera, powiem
tak: LOT oferuje pasażerom zupełnie inny produkt niż tani przewoźnicy. I my
się nie będziemy ścigać ceną. Nie da się bowiem porównywać jabłek i gruszek.
Poza tym, nie jest tak, że my nie zwracamy uwagi na koszty. Przeciwnie,
strona nakładów jest obecnie dla nas najważniejsza. Stąd przyjęliśmy i
wdrażamy ambitny plan redukcji kosztów operacyjnych. Chcemy do 2006 zdjąć 20
proc. naszych kosztów, czyli 500 mln zł. To jest odpowiedź na to co się
dzieje na rynku, na to co robią przewoźnicy nisko kosztowi i markowi, jak.
np. BritishAirways, które obniżyło swoje taryfy odpierając atak Ryanaira.
O ile obniżył Pan koszty w ubiegłym roku i jaki jest plan na ten rok?
Nasz nowy program oszczędnościowy ruszył wiosną tego roku. Planujemy redukcje
kosztów o 120 mln zł w tym roku, o 300 mln zł w 2005 i o 500 mln zł w 2006
roku. Jeśli nam się to uda, LOT będzie całkowicie bezpieczny.
W jaki sposób można tak schodzić z kosztów, skoro paliwo drożeje? Ten plan
jest chyba zbyt ambitny?
... nie wiem czy jest zbyt ambitny, wiem natomiast, że jest realny. Podobni
do nas przewoźnicy mają koszty niższe o 20-30 proc. Okazuje się więc, że
można.
Czy to oznacza, że LOT płaci teraz za błędy poprzedniego zarządu?
Ja bym nie powiedział "błędy". Flagowe linie lotnicze, jak LOT, w przeszłości
nie działały tak by było najtaniej, lecz głównie myślały o tym, jak strumień
wpływów podzielić między różne służby i funkcje. Bo ten strumień dany był
niejako z zewnątrz na mocy umów międzynarodowych.
LOT później niż inni przewoźnicy został zmuszony do redukowania kosztów, więc
nie chciałbym mówić o błędach. Cała mądrość firmy będzie polegała na tym,
żeby się dostosować do nowych warunków. Jest takie powiedzenie Darwina, że
dla przetrwania gatunku nie to jest najważniejsze, żeby był najsilniejszy czy
najinteligentniejszy. Najważniejsze jest, by umiał się dostosować do zmiany.
Czujemy się na siłach, aby podjąć takie wyzwanie.
Rozmawiali: Piotr Aleksandrowicz, Michał Kobosko i Dariusz Styczek