math04
16.07.04, 12:43
Interesuje mnie wasze zadnie na taki temat: czy Przedsiębiorstwo Państwowe
Polskie Porty Lotnicze powinno istnieć, czy też winno zostać podzielone na
kilka niezależnych firm.
Swego czasu istniał ZKRiL (?) który zarządzał (z Warszawy) Okęciem i
lokalnymi lotniskami. Lokalne lotniska były malutkie, ubożuchne i właściwie
praktycznie się nie liczyły, a Polski Rynek Lotniczy był scentralizowany (LOT
i Okęcie + jakaś nieistotna drobnica) i nie był rentowny. Aby urynkowić ten
nierynkowy sektor polskiej gospodarki między innymi zlikwidowano ZKRiL, a na
to miejsce stworzono PPL. Jednym z podstawowych celów działania tej
instytucji miało być "przyczynienie" się do aktywnego rozwoju regionalnych
lotnisk i w ten sposób doprowadzenia do sytuacji, by lotniska te były w
stanie same na siebie zarobić.
W tym też celu większość regionalnych lotnisk została zarejestrowana jako
spółki handlowe w których udziały miało przedsiębiorstwo PPL, a oprócz PPL
także wojewodowie, wojsko i samorządy lokalne, czasem też przedsiębiorcy
prywatni. Do dzisiaj udziały PPL w tych spółkach są bardzo duże. Dzieje się
tak z dwóch przyczyn. Po pierwsze stary majątek lotnisk był wniesiony do tych
spółek jako majątek państwowy, a więc wniesiony przez PPL. Po drugie, jeśli
Skarb Państwa dotuje działalność lotniska (a bez takich dotacji jak na razie
rozwój lotniska nie byłby możliwy) to za pośrednictwem PPL, a w ten sposób
zwiększa się procentowo udział PPL w spółce. Sytuacja taka ma miejsce na
przykład w Poznaniu (Ławica), gdzie dzięki państwowym dotacjom dzisiejszy
udział PPL sięga około 80%.
PPL ma też 100% udziałów w Wawie (Okęcie) i Rzeszowie (Jasionki) i Zielonej
Górze (Babimost). Taki stan rzeczy uzasadniany jest w ten sposób, że dzięki
dochodom z Okęcia rozija się niezbędną infrastrukturę Jasionek i Babimostu.
Pewnym światowym ewenementem jest też to, że Agencja Ruchu Lotniczego jest
właściwie wciąż częścią PPL, i dochody z zarządzania Polskim niebem trafiają
do kasy PPL.
To wszystko tłumaczone jest tym, że bez takiej instytucji jak PPL regionalne
lotniska nie miałyby odpowiednich środków zarówno na rozwój, jak i na
prowadzenie bieżącej działalności. Coś w tym jest, no bo przecież
infrastruktura portu jest cholernie droga!
Ale mnie takie argumenty przypominają argumenty Wiesława Gomółki, że
socjalizm kochać trzeba, bo przed wojną żyło się gorzej, a dzięki socjalizowi
Polska się gospodarczo rozwija!
Oczywiście argumenty Wiesława G. było łatwo zbić - wystarczało pojechać na
zachód i zobaczyć jak rozwija się sytuacja bez socjalistycznych regulacji!
A co by było, gdyby PPL nie było? Gdyby na ten przykład PPL rozpalcelować na
kilka mniejszych firm? Takie rozwiązanie postulował swego czasu A. Ruciński,
profesor Katedry Transportu na Uniwersytecie Gdańskim. Gdyby ARL (czy też
jakaś część EUROCONTROL) nie była zależna PPL i podlegała bezpośrednio
prezesowi ULC? Gdyby Okęcie było zarządzane nie przez takiego molocha jak PPL
tylko wyspecjalizowaną w tym celu firmę? Gdyby państwowe dotacje na rozwój
lotnisk nie szły za pośrednictwem PPL tylko na przykład za pośrednictwem
lokalnych Urzędów Marszałkowskich?
Co by to zmieniło? Zawsze można powiedzieć, że tych państwowych instytucji
jest tyle, że zlikwidowanie jednej i powstanie na jej majątku kilku
mniejszych nic nie zmieni poza nazwami. Ale myślę że jednak by to coś
zmieniło. Wystarczy wziąść za przykład taką znaną polską firmę (lubianą i
cenioną przez wszystkich którzy korzystają z telefonów i internetu...) jak TP
S.A. W USA swego czasu podzielono AT&T na kilka mniejszych firm, no i teraz
mają tam naprawdę tanie telefony.
No, niby jesteśmy teraz w UE, więc mamy konkurencję(?). Ale w temacie
ustalania opłat lotniskowych w Polsce, czy też politykę prowadzoną przez
poszczególne lotniska, to chyba niewiele się zmieniło przez te kilka
(kilkanaście) ostatnich lat?
Czy można mówić o konkurencji pomiędzy portami lotniczymi dopóki istnieje PPL?