Gość: antois
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.09.04, 12:13
Nowy etap w wojnie producentów samolotów pasażerskich. Boeing, który traci
rynek na rzecz Airbusa, może go zaatakować za pośrednictwem Światowej
Organizacji Handlu
To może być kolejny transatlantycki konflikt handlowy, tym razem w
lotnictwie. Boeing, największy amerykański producent samolotów pasażerskich,
przestrzega europejskie rządy, by nie dopłacały więcej nielegalnie do
produkcji airbusów.
Gra idzie o tysiące miejsc pracy, które zależą od rynkowych sukcesów
producentów samolotów. Nie tylko jednak o nie. Prace nad nowym samolotami czy
unowocześnieniem starych oznaczają rozwój nowych technologii, z których
później korzysta cała gospodarka. A Unia bardzo chciałaby być tak innowacyjna
jak Ameryka.
Kłótnia o niebo
Formalnie Europa i Stany spierają się o umowę z 1992 r. Na mocy jej
postanowień każda ze stron (USA i kraje EWG, a później UE) może pomagać swoim
producentom samolotów. Z zastrzeżeniem: dopłaty do produkcji i rządowe
preferencyjne kredyty na rozwój nowego modelu mogą sięgać maksimum 33 proc.
kosztów projektu, a rządowe zamówienia dla firmy (które są de facto dotacjami
i pomagają w stworzeniu nowej maszyny) nie mogą przekraczać 3 proc. rocznych
przychodów firmy.
Amerykanie są przekonani, że pomoc finansowa rządów europejskich dla Airbusa
(bo to poszczególne rządy udzielają pomocy, nie zaś Komisja Europejska)
przekroczyła dozwoloną wielkość. Pieniądze europejskich podatników wydatnie
przyczyniły się do stworzenia A380, największego na świecie samolotu
pasażerskiego (555 pasażerów), który wejdzie do eksploatacji w 2006 r. Airbus
twierdzi jednak, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Podaje, że cały
program A380 kosztował 10,7 mld dol., z czego dokładnie 33 proc. wzięto z
preferencyjnych pożyczek.
Boeing nie ujawnił jeszcze, ile jego zdaniem dopłacono. Grozi jednak, że może
skłonić administrację USA do złożenia w Światowej Organizacji Handlu (WTO)
pozwu przeciwko Unii. Prezydent Bush, który w kampanii wyborczej odwiedził
ostatnio zakłady Boeinga, podchwycił ten pomysł.
- Jeżeli to niezbędne, skierujemy sprawę do WTO. Nasze służby handlowe
poinformują Unię, że uważamy subsydia, jakie dostaje Airbus, za nielegalne -
oświadczył.
Dreamliner zagrożony
Boeing pracuje obecnie nad nową supernowoczesną konstrukcją - modelem 7E7
(Dreamliner). Według planu prototyp będzie gotowy w 2008 r. 7E7 ma być
stosunkowo nieduży (zabierze 200-300 pasażerów), ale za to oszczędny,
przyjazny dla środowiska i o dużym zasięgu. To kluczowe: dziś nie ma na rynku
średniej wielkości samolotu, który mógłby obsługiwać dystans 8,5 tys. mil.
Częste loty na dalekich dystansach z mniejszą liczbą pasażerów to byłoby
nowatorskie połączenie w branży lotniczej. Na razie jednak Amerykanom kiepsko
idzie zbieranie zamówień na nową maszynę - dziesięć sztuk 7E7 zamówiły dwie
małe europejskie linie (Blue Panorama i First Choice), 50 maszyn chce kupić
ANA, dwie - Air New Zealand.
Tymczasem, jak wynika z informacji Amerykanów, Airbus pracuje nad
udoskonaleniem swych modeli A330-200 tak, by mogły konkurować z 7E7, m.in.
właśnie zasięgiem. By to osiągnąć, trzeba zastosować do ich budowy
superlekkie tworzywa, opracować nowe oszczędne silniki i nowy profil
aerodynamiczny maszyn. Boeing obawia się, że kraje Unii sypną na ten cel
groszem. A wtedy europejski koncern zyska trwałą przewagę na rynku samolotów.
Tłem całego sporu jest zupełnie nowa sytuacja na rynku. W ubiegłym roku
Airbus po raz pierwszy dostarczył liniom lotniczym więcej maszyn niż Boeing
(305 wobec 281). Prognozy na nadchodzące lata również są dla niego
obiecujące. Airbus nie tylko udoskonala stare konstrukcje, ale ma też w
zanadrzu nową - wspomnianego A380 - na którą zebrał już ponad 120 zamówień.
Boeing może jej przeciwstawić tylko starzejący się powoli model 747, czyli
jumbo jeta.
Zginą od własnej broni?
USA nie chcą, by Airbus zwrócił dotychczasową pomoc, lecz żądają, by w
przyszłości nie dostawał już publicznych pieniędzy. - Chcemy tylko równych
warunków gry rynkowej - zaznacza w wywiadach Harry Stonecipher, szef Boeinga.
Jeżeli Amerykanie wygraliby spór w WTO, kraje Unii musiałyby wstrzymać pomoc
albo zaakceptować amerykańskie cła karne. Nie jest jednak powiedziane, że
wygrają. Mało tego, być może sami będą się musieli tłumaczyć z pomocy
udzielonej Boeingowi. Oto Komisja Europejska przypomina, że koncern dostał
ostatnio od stanu Waszyngton ulgi podatkowe i inwestycyjne w wysokości 3,2
mld dol. Poza tym kontrakty rządowe dla Boeinga są znacznie wyższe niż 3
proc. dozwolone umową z 1992 r.
Boeing zapewnia, że konflikt w WTO to ostateczność - najpierw firma będzie
naciskała na renegocjację układu z 1992 r. - Możemy ją renegocjować, ale tak,
by zachować równe szanse dla wszystkich producentów - oświadczył w ostatni
poniedziałek unijny komisarz ds. handlu Pascal Lamy. Czytaj: my obniżymy
pomoc dla naszej firmy, jeśli wy obniżycie dla swojej.
? Według prognoz Boeinga wartość rynku samolotów pasażerskich w ciągu
najbliższych 20 lat ma sięgnąć 5,2 bln dol., w roku 2022 liczba maszyn
pasażerskich ma osiągnąć 34 tys. sztuk (dziś lata ok. 16 tys.).
Gazeta Wyborcza, 08.IX.2004