Gość: Janek dawniej Rudy
IP: *.eranet.pl
15.03.06, 21:32
Charterowy operator Fischer Air Polska jest już u schyłku swojego istnienia.
Kłopoty finansowe firmy rozpoczęły się już w roku ubiegłym i spotęgowane
zostały zmianą właściciela. Uszkodzenia silników samolotów B757
wykorzystywanych przez FAP, dobiły go finansowo. Fischer wynajmując
podwykonawców obsługujących zakontraktowane połączenia ponosi duże straty
finansowe. Brak środków finansowych na koncie czy też gwarancji bankowych,
spowodował opóźnienia w płatnościach zobowiązań finansowych FAP. Spowodowało
to odmowę kredytowania obsługi samolotów wykonujących loty dla FAP w wielu
portach na świecie.
Mimo wielokrotnych obietnic zarządu FAP, do dnia dzisiejszego nie rozwiązano
problemu pozyskania silników do obu egzemplarzy samolotów B757, które są
użytkowane w FAP.
Występowanie trudności finansowych potwierdza też fakt niewypłacenia
należnych pensji personelowi lotniczemu Fischer Air Polska.
Zaistniała sytuacja bardzo przypomina sytuację, jaka miała miejsce na polskim
rynku lotniczym pod koniec roku 2004, tylko że w tedy główną rolę dramatu,
grała Air Polonia. Podobieństwo zaistniałej sytuacji jest tym większe, że
aktualni członkowie zarządu FAP oraz wielu jego pracowników mają za sobą
przygodę z AP.
Powagę sytuacji uwiarygodniają starania kilu firm lotniczych poszukujących
przeszkolonych załóg lotniczych, czynione wokół personelu zatrudnionego w
FAP. Personel pokładowy i piloci nie poczuwają się do obowiązku świadczenia
pracy wobec swojego dotychczasowego pracodawcy ze względu na ciężkie
naruszenie kodeksu pracy (brak terminowego wynagrodzenia za pracę). Nawiasem
mówiąc, nie mogą świadczyć pracy ponieważ Fischer Air Polska nie ma ani
jednego sprawnego egzemplarza samolotu.
Zastanawiającym jest fakt, że mimo sytuacji, w jakiej znalazł się ten
przewoźnik, Urząd lotnictwa Cywilnego nie podjął jakichkolwiek kroków
administracyjnych wobec Zarządu Fischer Air Polska. Czy jest to
spowodowane "niezatapialnością" osób piastujących stanowiska w Zarządzie FAP,
pokaże najbliższych kilka dni.
JdR