Dodaj do ulubionych

Jak prawidłowo zmniejszać prędkość - hamować?

18.04.09, 09:05
Nauczono mnie że przy hamowaniu należy wysprzęglać, robię to
przy każdym hamowaniu czy to prawidłowo? Zwrócono mi uwagę że przy
zmniejszaniu predkości mogę nie wysprzęglać. /czy to nie obciżża
silnika?/
Obserwuj wątek
        • crannmer Re: obciąża ale w dopuszczlnych granicach 19.04.09, 19:16
          rysiekk111 napisał:

          > obciąża ale w dopuszczlnych granicach
          > gdyż jak mniemam rozwazamy sytuacje niezbyt gwałtownego hamowania

          Raczysz fantazjowac. Zwykle hamowanie nie jest zadnym obciazeniem dla silnika.

          A co do ekstremalnego unikania hamowania, to nie widze sensu. Hamulce sa po to,
          zeby ich uzywac. Nadmierne nieuzywanie hamulcow moze byc przyczyna problemow z nimi.
          • rysiekk111 hamowanie silnikiem z definicji obciąża silnik 19.04.09, 20:05
            moment hamujący musi wszak skądś pochodzić.
            Chodzi o to, że można te obciążenia uznać za niepowodujące
            nadmiernego zużycia.
            Co do "nadmiernego unikania hamowania" to trzeba zdefiniować to
            pojęcie. Wystarczy raz 2-3 razy dziennie "depnąć" by hamulce nie
            straciły sprawności, ale podczas jazdy należy dbać przede wszystkim
            o płynność bo z marnotrawstwem energii trzeba walczyć.
            • crannmer Re: hamowanie silnikiem z definicji obciąża silni 20.04.09, 08:44
              rysiekk111 napisał:

              > moment hamujący musi wszak skądś pochodzić.

              Moment hamujacy czego? Obciazajacy co? I w jakis sposob oraz w jakim stopniu?
              Nie usiluj uprawiac ze mna sofistyki, bo Ci troszke podstaw teoretycznych brakuje.

              Zwykle Hamowanie bez wysprzeglenia nie obciaza silnika bardziej, niz lekkie (!)
              dodanie gazu podczas zwyklej jazdy. A o wiele mniej, niz ostre dodanie gazu, czy
              zimny rozruch. To jeden z zupelnie normalnych przypadkow stanow jazdy.

              Jak chcesz sofistyki, to zacznij tak: kazde uzycie lub nieuzycie samochodu
              obciaza go oraz prowadzi nieuchronie w koncu na zlom.

              > Chodzi o to, że można te obciążenia uznać za niepowodujące
              > nadmiernego zużycia.
              > Co do "nadmiernego unikania hamowania" to trzeba zdefiniować to
              > pojęcie. Wystarczy raz 2-3 razy dziennie "depnąć" by hamulce nie
              > straciły sprawności, ale podczas jazdy należy dbać przede wszystkim
              > o płynność bo z marnotrawstwem energii trzeba walczyć.

              Rysiu, ukoncz najpierw szkole, zrob prawo jazdy, pojezdzij kilkanascie lat
              roznymi samochodami, zajmij sie rowniez praktycznie ich naprawami, a wtedy
              jeszcze raz porozmawiamy.
              • rysiekk111 Używaj precyzyjnych określeń 20.04.09, 09:12

                > > moment hamujący musi wszak skądś pochodzić.
                >
                > Moment hamujacy czego?
                całego wału sprzęgłowego a w konsekwencji całego pojazdu
                (bezwładność z uwzględnieniem mas wirujących)

                Obciazajacy co?
                jak to k. co ? to co ten moment na ten wałek wywiera czyli silnik
                właśnie

                I w jakis sposob oraz w jakim stopniu?
                zależnym od włączonego biegu i aktualnej prędkości

                >
                > Zwykle Hamowanie bez wysprzeglenia nie obciaza silnika bardziej,
                niz lekkie (!) dodanie gazu podczas zwyklej jazdy.

                no i o to chodzi, tak trzeba było napisać napisać od razu i
                uniknęlibyśmy niepotrzebnej dyskusji

                >

                > > Co do "nadmiernego unikania hamowania" to trzeba zdefiniować to
                > > pojęcie. Wystarczy raz 2-3 razy dziennie "depnąć" by hamulce nie
                > > straciły sprawności, ale podczas jazdy należy dbać przede
                wszystkim
                > > o płynność bo z marnotrawstwem energii trzeba walczyć.
                >
                > Rysiu, ukoncz najpierw szkole, zrob prawo jazdy, pojezdzij
                kilkanascie lat
                > roznymi samochodami, zajmij sie rowniez praktycznie ich naprawami,
                a wtedy jeszcze raz porozmawiamy.

                O hamulcach napisałem na podstawie doświadczenia (moze pisałeś o
                przypadkach ludzi którzy odstawiają wóz na długi czas), konieczność
                niemarnowania energii to zas założenie niepodważalne.
        • rysiekk111 niska prędkość nie uniemożliwia płynności, trzeba 27.04.09, 10:15
          zakładać w większości wypadków, ze nie zdąży się na zielonym a
          dodawać gazu jedynie gdy jest się b.blisko i jest pewność że się
          przejedzie przez skrzyżowanie czy inne miejsce z sygnalizacją.
          i nie przejmować się trąbiącymi półgłówkami
          ..a możliwości oszczędzania to głównie przeróbka na elektryka lub
          używanie słabszej wersji silnikowej
      • staszek585 Re: Czasami. 21.04.09, 20:34
        Żeby pogodzić wcześniej piszących: wszystko co pracuje w jakiś sposób jest tą
        pracą obciążone. Podobnie wszystko co pracuje w pewnym stopniu się zużywa. Są to
        tzw. pewniki i nie ma co się nad tym rozwodzić. I silnik i hamulce są
        konstuowane tak, aby tym obciążeniom sprostać.
        Natomiast co do hamowania:
        Najczęściej hamujemy używając hamulców. Do tego są skonstruowane i przeznaczone.
        Sam sposób hamowania:
        1. zdjąć nogę z pedału gazu. Pedału sprzęgła nie wciskać, zaczyna się hamowanie
        silnikiem.
        2.Naciskamy pedał hamulca. Pedału sprzęgła nadal nie wciskamy - hamujemy i
        silnikiem i hamulcami.
        3.Pedał sprzęgła wciskamy dopiero w końcowej fazie hamowania, aby silnika "nie
        zdusić" czyli żeby nie zgasł.
        To jest schemat do stosowania ogólnie.
        Działa również w przypadku gwałtownego hamowania. Chociaż takiego hamowania
        należy unikać (niebezpieczeństwo poślizgu, zagrożenie najechaniem przez pojazd z
        tyłu, nadmierne zużycie elementów układu hamulcowego i opon, ekologia itd.)
        Przy bardzo wolnej jeździe hamujemy tak jak napisałaś, czyli najpierw wciskamy
        pedał sprzęgła potem dopiero pedał hamulca.
        Natomiast jeżeli chcemy nieznacznie zwolnić wystarczy wykorzystać hamowanie
        silnikiem czyli po prostu zdjąć nogę z gazu.
        Kolejna sytuacja: zjazd ze wzniesienia. Najsensowniej wykorzystywać hamowanie
        silnikiem, pomagając sobie okresowo pedałem hamulca. Jeżeli hamowanie silnikiem
        jest zbyt słabe to chwilę hamujemy hamulcem, a następnie redukujemy bieg. Niższy
        bieg powoduje, że silnik bardziej hamuje nasze auto, czyli nie rozpędza się ono
        nadmiernie.
        Oczywiście należy jeździć przewidując sytuacje na drodze, ale to rozważania
        na inny temat niż technika hamowania.
        Pozdrawiam
        • andrzejmat Re: Czasami. 24.04.09, 13:00
          staszek585 napisał:

          .
          > To jest schemat do stosowania ogólnie.
          > Działa również w przypadku gwałtownego hamowania.

          Jeżeli masz na myśli, że w czasie gwałtownego hamowania (a gwałtowne
          to pojęcie względne - gwałtowne hamowanie to w tym kontekscie
          hamowanie gdzieś w okolicach granicy przyczepności) NALEŻY
          wysprzeglać, aby nie zdusic silnika i nie zakłócić działania ABS'u -
          to oczywiscie zgoda.

          Natomiast opowiadanie o tym przez niektórych w tym watku, że
          hamowanie BEZ wysprzeglania obciąża silnik w liczącym się stopniu -
          to nieporozumienie, poziom tego obciązenie okreslił już tu
          Crannmer.

          Pzdr.
          A.
          • leszektechsam Re: Czasami. 26.04.09, 21:49
            Tak w kwestii formalnej: wsprzęglony silnik generuje większe
            podciśnienie, a dzięki temu lepsze wspomaganie(ZI). Oczywiście do
            granicy mniej więcej wolnych obrotów, kiedy znowu zaczyna podawać
            paliwo.
        • mariner4 Kiedyś instuktorzy uczyli, 30.04.09, 20:57
          że wciśnięcie sprzęgła zmniejsza skuteczność hamowania.
          To stary przesąd pochodzący z czasów, kiedy wiele aut miało hamulec na wale
          napędowym. Wtedy lepiej było hamować mając koła napedzane - mechanizm różnicowy.
          Generalnie zgadzam się z Tobą. Sam tak jeżdżę. Mieszkam w górach i czasem
          zjeżdżając z domu do miasta (ok 400 m dh) udaje mi się nawet nie dotknąć hamulca.
          M.
    • jakkalina Re: Jak prawidłowo zmniejszać prędkość - hamować? 30.04.09, 08:38
      Dziękuję za wyjaśnienia są jasne i zrozumiałe, ale zastosować to
      wszystko w praktyce !? zmienić przyzwyczajenie.... olaboga ! Myślę
      że w mieście - gdzie prędkość nie jest duża, będę prowadziła po
      staremu aby przypadkiem nie zgasić silnika, natomiast poza miastem
      będę starała się zmniejszać prędkość bez wysprzęglania. Pozdrawiam
      Jakkalina
      • jakkalina Ale jeszcze jedno.... 01.05.09, 07:46
        Mieszkam w górach i przy zjeżdzie z góry, jadę przy wyciśniętym
        sprzęgle na "luzie" /oszczędność paliwa/ z tego co wiem to wielu
        kierowców tak robi... Czy to nie jest oszczędność pozorna? kosztem
        sprzęgła? - pomijając bezpieczeństwo.
          • leszektechsam Re: Ale jeszcze jedno.... 01.05.09, 22:05
            Faktycznie wszystko akurat na odwrót! Stara szkoła mówi
            wyraźnie: "zjeżdżaj na takim samym biegu na jakim podjeżdżasz".
            Rozumie się samo przez sie, że bez wysprzęglania!!!
            P.S. o sile wspomagania: silnik hamujący (benzyna) nie pobiera
            paliwa, a przy zamkniętej przepustnicy wytwarza większe podciśnienie
            dając lepsze wspomaganie. Diesel jak ma pompę podciśnieniową
            napędzaną od silnika to podobnie.
            • crannmer Koronny przypadek bezkrytycznego podejscia 01.05.09, 22:38
              leszektechsam napisał:

              > Stara szkoła mówi
              > wyraźnie: "zjeżdżaj na takim samym biegu na jakim podjeżdżasz".

              I tu mamy przyklad bezkrytycznego podejscia do zasad, bo sa stare.
              A gdy zastanowimy sie nad sensem owej zasady, to zaraz wyjdzie jej bezsens.

              1. skad mam zjezdzajac ze spadku wiedziec, na jakim biegu bym ten spadek
              podjezdzal? Mam moze da pewnosci zawrocic? A jak w przebiegu gorki spadek
              wzrosnie, albo zmaleje?

              2. przy wspolczesnej mnogosci kombinacji rozmiarow i rozwiazan technicznych
              silnikow z rozmiarami i masami pojazdow zalecenie zjezdzania na biegu mogacym
              byc uzytym do podjazdu nie ma uzasadnienia. Przebieg momentu hamujacego nie
              koreluje z dostepnym momentem obrotowym tak, jak pol wieku temu. Jest duzo
              malych, wysilonych lub/i doladowanych silnikow z nieproporcjonalnie malym
              momentem hamujacym . Jest tez duzo silnikow ze sterowaniem fazami rozrzadu,
              ktore czesto maja niewspolmiernie maly moment hamujacy.

              Przyklad z praktyki: jezdzac po Alpach pewnym (wcale nie egzotycznym) samochodem
              pod pewne gorki wjezdzalem pustym samochodem na biegu czwartym. Zjezdzajac
              musialem uzywac biegu _drugiego_.

              Jak widac, stara zasada poszla sie zajaczkowac.

              A na jej miejsce prosze nauczyc sie nowej:
              Zjezdzajac z dluzszej pochylosci uzywamy do hamowania takiego biegu, na ktorym
              nasz samochod w danych warunkach utrzymuje sam zalozona przez nas predkosc.

              Niezaleznie od biegu, na ktorym na ta sama gorke wjechalismy.

              > P.S. o sile wspomagania: silnik hamujący (benzyna) nie pobiera
              > paliwa, a przy zamkniętej przepustnicy wytwarza większe podciśnienie
              > dając lepsze wspomaganie. Diesel jak ma pompę podciśnieniową
              > napędzaną od silnika to podobnie.

              W przypadku wspolczesnych samochodow sila wspomagania jest w kazdych warunkach
              wystarczajaca i umozliwia hamowanie az do zablokowania kol/akcji ABS. Miedzy
              urzadzeniem wytwarzajacym podcisnienie, a silownikiem wspomagania jest zawor
              zwrotny. Najwyzsza wartosc podcisnienia osiagnieta po ostatnim hamowaniu stoi do
              dyspozycji przy nastepnym hamowaniu. Niezaleznie od obrotow silnika.

              Zalecanie wniewysprzeglania to wspomaganiowy overkill, a w przypadku hamowania
              powyzej granicy przyczepnosci przeszkadzanie ukladowi ABS w spelnianiu obowiazkow.
              • jakkalina Re:czyli.... 02.05.09, 09:29
                Reasumując supertechniczne rozważania wnioskuję że nie oszczędzam na
                paliwie jadąc z górki a tylko narażam się na niebezpieczeństwo ?
                • crannmer Re:czyli.... 02.05.09, 10:24
                  jakkalina napisała:

                  > Reasumując supertechniczne rozważania wnioskuję że nie oszczędzam na
                  > paliwie jadąc z górki a tylko narażam się na niebezpieczeństwo ?

                  Jazda na dlugim spadku na luzie albo wcisnietym sprzegle nie oszczedza paliwa w
                  stosunku do jazdy z hamowaniem silnikiem. A moze byc przyczyna niebezpieczenstwa.
                • crannmer Re: Koronny przypadek bezkrytycznego podejscia 14.05.09, 10:19
                  leszektechsam napisał:

                  > Szczegolarz! A po drugim hamowaniu i w nieco starszych samochodach
                  > (ciagle wiekszosc)to co?!!!!

                  Primo nie wrzeszcz.

                  Secundo sprawdz sobie we wlasnym samochodzie, ile razy musisz depnac na pedal,
                  zeby zuzyc podcisnienie.

                  Tertio podcisnienie produkowane na obrotach biegu jalowego jest zupelnie
                  wystarczajace do skutecznego hamowania i nie ma potrzeby jego podwyzszania.

                  Jesli nie jest, nalezy naprawic samochod.
                    • crannmer Re: Koronny przypadek bezkrytycznego podejscia 15.05.09, 23:50
                      leszektechsam napisał:

                      > są one wyższe około
                      > 50% dla hamowania silnikiem

                      Przeczytaj sobie jeszcze raz to, co napisalem powyzej:
                      "podcisnienie produkowane na obrotach biegu jalowego jest zupelnie
                      wystarczajace do skutecznego hamowania i nie ma potrzeby jego podwyzszania"

                      Informacja, ze w pewnych stanach pracy podcisnienie jest wieksze, jest
                      nieistotna, skoro na biegu jalowym podcisnienie jest wystarczajace.
                        • crannmer Demagog, czy ignorant? 18.05.09, 08:03
                          leszektechsam napisał:

                          > No szkoda,że producenci samochodów kolegi nie przeczytali
                          > dokładnie...Może wtedy nie powstały by systemy wspomagania
                          > awaryjnego hamowania?!

                          Sa dwie mozliwosci.
                          Albo nie masz pojecia o temacie. Albo jakies tam pojecie masz, ale spekulujesz,
                          ze czytelnicy nie maja. I dlatego w przedziwynie habudzikowy sposob mieszasz ze
                          soba pojecia i tematy, ktore tylko z nazwy sa ze soba zwiazane.

                          Asystent hamowania awaryjnego ma przyspieszyc zadzialanie hamulcow i ominac
                          problemy niektorych kierowcow obawiajacych sie nacisnac mocno na pedal. I zwykle
                          korzysta

                          A nie ma za zadanie zwiekszyc rzekomo zbyt mala sile ukladu wspomagania.

                          Zeby bylo smieszniej, w wielu przypadkach asystent hamowania korzysta z sily i
                          energii posiadanego podcisnieniowego ukladu wspomagania, modyfikujac tylko jego
                          sterowanie.

                          Tak wiec zwiazek argumentu o ukladach BAS z tematem dyskisji czyli rzekomym zbyt
                          slabym wspomaganiu na obrotach biegu jalowego nie ma miejsca.
                          • leszektechsam Re: Demagog, czy ignorant? 19.05.09, 22:44
                            Spokojnie...Kolega stosuje bardzo mocne epitety i bardzo słabą
                            argumentację. Skoro BAS korzysta z podciśnieniowego układu
                            wspomagania to znaczy, że jest z nim powiązany tylko z nazwy? Kolega
                            tym razem mocno poplątał się w zeznaniach.
                            • crannmer Re: Demagog, czy ignorant? 19.05.09, 22:53
                              leszektechsam napisał:

                              > Spokojnie...Kolega stosuje bardzo mocne epitety i bardzo słabą
                              > argumentację.

                              Moje epitety sa dekwatne do stylu (braku) argumentacji rozmowcy. Ktory raz ze
                              maksymalnie stara sie nie powiedziec nic konkretnego i przecieka miedzy palcami,
                              a dwa miesza ze soba rzeczy nie majace zwiazku (tu: BAS jako argument na rzekome
                              potwierdzenie rzekomego zbyt slabego wspomagania przy obrotach biegu jalowego).

                              > Skoro BAS korzysta z podciśnieniowego układu
                              > wspomagania to znaczy, że jest z nim powiązany tylko z nazwy?

                              Gdzie jest zwiazek BAS z twierdzeniem o rzekomym zbyt slabym wspomaganiu?
                              • leszektechsam Re: Demagog, czy ignorant? 20.05.09, 22:51
                                OK. Powtórzę więc, że widziałem odczyty wartości podciśnienia dla
                                różnych stanów pracy silnika i jako pratykujący jeszcze ciągle
                                mechanik wiem jak to wpływa na efektywność wspomagania. A niech
                                kolega (ostatni już na tym wątku) łaskawie sprawdzi, kto napisał z
                                czego korzystają układy BAS.
                                • crannmer A jednak demagogna bakier z logika 20.05.09, 23:03
                                  leszektechsam napisał:

                                  > OK. Powtórzę więc, że widziałem odczyty wartości podciśnienia dla
                                  > różnych stanów pracy silnika i jako pratykujący jeszcze ciągle
                                  > mechanik wiem jak to wpływa na efektywność wspomagania.

                                  Zanim nie zrozumiesz znaczenia mojej wczesniejszej wypowiedzi cytuje (po raz
                                  drugi zreszta, bo widac nie dociera)

                                  "podcisnienie produkowane na obrotach biegu jalowego jest zupelnie
                                  __wystarczajace__ do skutecznego hamowania i nie ma potrzeby jego podwyzszania.
                                  Informacja, ze w pewnych stanach pracy podcisnienie jest wieksze, jest
                                  nieistotna, skoro na biegu jalowym podcisnienie jest __wystarczajace__. "

                                  nie ma co dyskutowac. Obracasz sie w miejscu, uzywajac argumentow niezwiaznych z
                                  tematem.

                                  > A niech
                                  > kolega (ostatni już na tym wątku) łaskawie sprawdzi, kto napisał z
                                  > czego korzystają układy BAS.

                                  Zapetliles sie i sam nie wiesz, co wczesniej napisales.
                                  Z BASem sam wyskoczyles pierwszy jak Filip z konopi, sugerujac, ze rzekomo
                                  zwieksza rzekomo zbyt male wspomaganie. Choc ani wspomaganie nie jest zbyt male,
                                  ani najczesciej BAS nie zwieksza go ponad sile podcisnienia zawartego w silowniku.

                                  Asystent hamowania jest dla dyskusji o rzekomym zbyt malym wspomaganiu przy
                                  obrotach biegu jalowego nieistotny i nie na temat.
                                    • crannmer Robaczku, nie bierz do ust slow... 22.05.09, 08:29
                                      ...ktorych znaczenia nie znasz.

                                      I sprobuj zrozumiec slowo pisane (kluczowe zdania podale trzy razy w tym watku).

                                      Pomocna w tym przedsiewzieciu bedzie wstepna medytacja nad roznica miedzy
                                      wyrazeniem "wystarczajaca sila wspomagania", a "wieksza sila wspomagania". Oraz
                                      sens zwiekszania tejze sily ponad wartosc wystarczajaca.

                                      leszektechsam napisał:

                                      > Całkiem nerwy puściły. Grafomania, epitety i niczym nie podparte
                                      > opinie własne.
                                        • crannmer Re: Robaczku, nie bierz do ust slow... 25.05.09, 13:24
                                          W obliczu osobnika, co zasadniczo zadnych argumentow, lecz jedynie hasla rzuca,
                                          moja argumentacja byla az nadzbyt wystarczajaca. Kto ma oczy i umie czytac, ten
                                          czyta. I rozumie, ze zalecanie zwiekszania podcisnienia w przypadku obecnej juz
                                          wystarczajacej sily wspomagania mija sie z celem.

                                          Teraz za czekam na argumentacje. Na argumentacje w postaci tez, a nie w postaci
                                          hasel i sloganow. Oraz zupelnie zdyskredytowanych tzw. "starych prawd".
                                        • andrzejmat Re: Robaczku, nie bierz do ust slow... 28.05.09, 12:43
                                          Wprawdzie tak jak zauważa kol.C. to nie ma nic wspólnego z
                                          przedmiotem TEJ dyskusji - to praktykujący mechaniku przyjmij jednak
                                          do wiadomości, że typowy BAS nie zmienia (nie zwiększa)
                                          dysponowanego podcisnienie bo zwyczajnie korzysta z jedynego 'tego
                                          samego' serwa wspomagania, tylko w wykrytym przypadku gwałtownego
                                          nacisnięcia pedału hamulca i przy ewentualnym spełnieniu jeszcze
                                          innych warunków otwiera elektrozawór i wykorzystuje całe dysponowane
                                          podcisnienie, nawet gdy kierowca jest strachliwy czy niezdecydowany
                                          i naciska pedał za słabo,aby to istniejące podcisnienie wykorzystać
                                          i aby dojśc do zadziałania ABS czyli maksimum osiągalnego efektu.
                                          Jasne? Argument wystarczający? czy chcesz jeszcze trollować?
                                          Pzdr.
                                          A.
              • dewulot1 Re: Koronny przypadek bezkrytycznego podejscia 10.06.09, 20:27
                No nie, zagladam tu raz na rok i co widze? Dyskusja o hamowaniu
                silnikiem be-ze-mnie.

                > Miedzy urzadzeniem wytwarzajacym podcisnienie, a silownikiem
                wspomagania jest zawor zwrotny. Najwyzsza wartosc podcisnienia
                osiagnieta po ostatnim hamowaniu stoi d
                > o
                > dyspozycji przy nastepnym hamowaniu. Niezaleznie od obrotow
                silnika.

                To jest zapewne prawda w przypadku samochodow ciezarowych z
                powietrznym ukladem hamulcowym. W typowym samochodzie osobowym do
                wspomagania uzyta moze byc tylko chwilowa aktualna wartosc
                podcisnienia w rurze ssacej. Przy zatrzymanym silniku- zero.

                Poza tym pelna zgoda z tym co pisze Crannmer, przynajmniej co do
                tresci.
                • crannmer Re: Koronny przypadek bezkrytycznego podejscia 10.06.09, 20:49
                  dewulot1 napisał:

                  > W typowym samochodzie osobowym do
                  > wspomagania uzyta moze byc tylko chwilowa aktualna wartosc
                  > podcisnienia w rurze ssacej. Przy zatrzymanym silniku- zero.

                  Fascynujace. A przez ostatnie dwadziescia lat we wszystkich samochodach
                  osobowych, w jakich siedzialem, przy zatrzymanym silniku hamulec przez pierwsze
                  nacisniecia pedalu wspomagal duch Hopkirka?

                  W typowym samochodzie osobowym w przewodzie miedzy zasobnikiem wspomagania, a
                  rura ssaca (albo pompa prozniowa w dieslach) jest umieszczony zawor zwrotny.
                  Utrzymujacy osiagniete podcisnienie tygodniami, jesli nie miesiacami od
                  ostatniego uruchomienia silnika.

                  > Poza tym pelna zgoda z tym co pisze Crannmer, przynajmniej co do
                  > tresci.

                  Mam nadzieje, ze to sie wiecej nie powtorzy.
                  • dewulot1 Re: Koronny przypadek bezkrytycznego podejscia 10.06.09, 21:04
                    Crannmer, masz maniacka wiare w podcisnienia albo nadcisnienia
                    utrzymujace sie miesiacami.

                    > Fascynujace. A przez ostatnie dwadziescia lat we wszystkich
                    samochodach
                    > osobowych, w jakich siedzialem, przy zatrzymanym silniku hamulec
                    przez pierwsze
                    > nacisniecia pedalu wspomagal duch Hopkirka?

                    Wierze ze siedziales w samochodach przez ostatnie dwadziescia lat.
                    Wierze tez ze silnik byl wtedy zgaszony (Tato przezorny!), i wierze
                    ze naciskales na pedal hamulca. A po czym poznawales ze nastepowalo
                    wspomaganie? Bo moze to byl pedal sprzegla.

                    > Mam nadzieje, ze to sie wiecej nie powtorzy.

                    Ja tez, bo forum staloby sie (dla mnie) nieciekawe.


                    • crannmer Re: Koronny przypadek bezkrytycznego podejscia 10.06.09, 21:18
                      dewulot1 napisał:

                      > Crannmer, masz maniacka wiare w podcisnienia albo nadcisnienia
                      > utrzymujace sie miesiacami.

                      To nie jest wiara, to jest wiedza.

                      > A po czym poznawales ze nastepowalo
                      > wspomaganie?

                      To elementarne.
                      Bo po kilku nacisnieciach pedalu hamulca (zachowujacego sie najpierw jak
                      normalnie mimo zatrzymanego silnika) pedal stawal sie nagle twardy, a sila
                      hamowania gwaltownie mniejsza.

                      A gdy po takim oproznieniu wspomagania zapali sie silnik, wszystko powraca do
                      stanu jak ze zgaszonym silnikiem przed rozpoczeciem proby.

                      Warning: gadke, ze napompowalem zapowietrzone hamulce, mozesz sobie od razu
                      wiesz gdzie...

                      A najllepiej przestan trolowac w tym temacie dla samego trolowania, bo sam
                      dobrze wiesz, jak dziala zawor zwrotny w wspomaganiu.
                      • dewulot1 Re: Koronny przypadek bezkrytycznego podejscia 10.06.09, 21:49

                        Aaaa, siedziales w samochodach ktore jechaly ze zgaszonym silnikiem
                        i sobie kilka razy naciskales na pedal hamulca a sila hamowania za
                        kazdym razem malala. Niezle, dziwne ze to robiles przez dwadziescia
                        lat a nie tylko jeden raz pierwszy i ostatni.

                        > A najllepiej przestan trolowac w tym temacie dla samego
                        trolowania, bo sam
                        > dobrze wiesz, jak dziala zawor zwrotny w wspomaganiu.

                        Ha ha! No i znow musze sie z Crannmerem zgodzic.

                        Dodam do tej dyskusji tylko tyle ze gosciu z ktorym sie tak klociles
                        mial troche racji bo w czasie hamowania masz do dyspozycji
                        wspomaganie z podcisnienia po ostatnim hamowaniu, jezeli to bylo
                        hamowanie silnikiem to moze to byc dodatkowe 50% wspomagania.
                        Nie jestem taki pewien czy do "skutecznego" cokolwiek to oznacza
                        zahamowania wystarcza wspomaganie z podcisnienia na biegu jalowym.
                        Hamuje sie sila nogi, plus wspomaganie ktorego wartosc osiagnie w
                        koncu maksimum i potem juz jest tylko noga, wiec drobne 50% wiecej
                        wspomagania nie jest bez znaczenia.
        • crannmer Re: Ale jeszcze jedno.... 01.05.09, 22:42
          jakkalina napisała:

          > Mieszkam w górach i przy zjeżdzie z góry, jadę przy wyciśniętym
          > sprzęgle na "luzie" /oszczędność paliwa/ z tego co wiem to wielu
          > kierowców tak robi... Czy to nie jest oszczędność pozorna? kosztem
          > sprzęgła? - pomijając bezpieczeństwo.

          Podczas zjazdu z gory nalezy wybrac taki bieg, na ktorym samochod nie rozpedza
          sie powyzej wybranej predkosci. Ew. dohamowywac tylko przed zakretami, a
          zjezdzac ze stopami zdjetymi z pedalow.

          Podczas takiej jazdy z hamowaniem silnikiem nie zuzywasz wogole paliwa. Oraz
          oszczedzasz hamulce.

          Zjazd z dlugiego i stromego spadku na wcisniezym sprzegle to powazny blad w
          sztuce. Coby nie powiedziec glupota.
            • staruch5 Re: Ale jeszcze jedno.... 06.05.09, 14:30
              troszke a propos tematu:
              dzis w moim aucie po 293 Mm zmienilem klocki z przodu. Zalozylem mu
              czwarte klocki w jego zyciu. Ostatnio sporo pojezdzilem po gorach i
              bardzo sobie klocki zuzylem.
              Ale "z reka na sercu" jedne klocki na 100 Mm. To sa wlasnie efekty
              hamowania slinikiem (ale nie tylko).
                • staruch5 Re: Ale jeszcze jedno.... 11.05.09, 13:20
                  jak najbardzie poprawna i nalezy ja powszechnie stososwac.
                  jakos o pamieci (1 TB) dysku twardego nie powiesz, ze ma on bilion
                  kilobajtow...
                  Albo nie powiesz, ze masz milion kilobajtow RAMu...(1 GB)
                  • butcher.vita Re: Ale jeszcze jedno.... 11.05.09, 23:34
                    Raczysz Waść żartować i chyba jesteś jedyny, który (z przekory?)
                    próbuje ten numer wylansować. Są dwie jednostki, kilometry i mile,
                    używane powszechnie w tej branży i nic, ani nikt tego nie zmieni!
                    Mile nawet miały już zniknąć, bo nie są zgodnie z SI, który to system
                    nawet konserwatywni Anglicy zostali zmuszeni przyjąć, ale jakoś się
                    nie zanosi -Rozmawiając z nimi na ten temat, żartują, że prędzej
                    zaczną jeździć on the wrong side of the road, aniżeli mierzyć
                    przejechany dystans w kilometrach

                    -A Ty promujesz megametry? Życzę powodzenia...
              • crannmer Re: Ale jeszcze jedno.... 14.05.09, 10:24
                staruch5 napisał:

                > Ale "z reka na sercu" jedne klocki na 100 Mm. To sa wlasnie efekty
                > hamowania slinikiem (ale nie tylko).

                A moze to jest efekt dlugich przebiegow autostradowych, podczas ktorych
                spokojnie mozna naciskac hamulec tylko raz albo dwa na godzine?

                BTW 1: ja w moim aktualnym samochodzie klocki z przodu zmienialem po raz
                pierwszy po 90 tysiacach. Mimo nieceo bardziej zdroworozsadkowego podejscia do
                hamowania silnikiem (vide wyklad Dewulota, z ktorym w tym aspekcie w pelni sie
                zgadzam).

                BTW 2: samochod jest do jezdzenia, a nie do oszczedzania klockow hamulcowych.
                • staruch5 Re: Ale jeszcze jedno.... 18.05.09, 10:49
                  w nawiasie napisalem ("nie tylko"). Tak, wlasnie chodzilo o nocne
                  przebiegi autostradowe.
                  1. dlaczego twierdzisz, ze mam mniej zdroworozsadkowe podejscie do
                  hamownia silnikem?
                  2.moim celem nie jest oszczedzanie klockow. tak po prostu wyszlo.
                • staszek585 Re: Ale jeszcze jedno.... 14.06.09, 12:11
                  O czym tu dyskutować?
                  Że zawór zwrotny utrzymuje podciśnienie miesiącami? Zawór zwrotny, jak sama
                  nazwa wskazuje przeciwdziała ruchowi medium w drugą stronę.
                  W układzie wspomagania zawór ten jest tak umieszczony, że silnik może wyssać
                  powietrze z serwomechanizmu wspomagania. I to podciśnienie jakiś czas się
                  utrzymuje. Ile ? Zależy to od szczelności. I tyle.
                  Do wspomagania hamowania wystarczy na jeden raz. O ile silnik nie wyssie
                  powietrza znowu. Dlatego w każdej instrukcji ostrzega się, że przy wyłączonym
                  silniku wspomaganie hamulców nie działa.
                  Jest to jeden z powodów dla których wyłączenie silnika w czasie jazdy może
                  być niebezpieczne.
                  • dewulot1 Re: Ale jeszcze jedno.... 14.06.09, 16:43
                    Widze ze jest nas tu wiecej niz dwoch ktorzy wiedza jak _naprawde_
                    dziala wspomaganie.

                    > Jest to jeden z powodów dla których wyłączenie silnika w czasie
                    jazdy może
                    > być niebezpieczne.

                    Wylaczenie silnika czyli jak mniemam wylaczenie zaplonu przez
                    kierowce w czasie jazdy, sie nie zdarza, no moze na tym forum...
                    Ale zgasniecie silnika z obojetnie jakiego powodu, sie zdarza. To
                    nie jest jeszcze koniec swiata, jezeli zostawimy samochod na biegu
                    to dalej mamy wspomaganie hamowania na nieskonczona ilosc razy, i
                    mamy tez wspomaganie kierownicy. Najgorsza rzecz jaka mozna przy
                    zgasnietym silniku zrobic, to wcisnac sprzeglo / dac na luz.

                    • dewulot1 Drobna refleksja 14.06.09, 17:10
                      Najgorsza rzecz jaka mozna przy
                      > zgasnietym silniku zrobic, to wcisnac sprzeglo / dac na luz.

                      Od razu daje ciag dalszy. Dobrym cwiczeniem dla kazdego kierowcy
                      powinno byc poznanie sytuacji awaryjnych, jak na przyklad zgasl mi
                      silnik. Poczuja wtedy ze warto sie gimnastykowac bo czasem trzeba
                      bedzie poruszyc kierownica albo i hamulcem bez wspomagania a to
                      wymaga troche pary. Jak juz sie zorientuja ze sa w stanie panowac
                      nad zgasnietym samochodem sila miesni, to moze byc tak ze wlasnie
                      wrzucenie na luz albo N w automacie, nie jest najgorszym wyjsciem
                      tylko najlepszym. Ja kiedys doswiadczylem zgasniecia silnika kiedy
                      od prawego pobocza dzielilo mnie chyba 6 pasow i wtedy po prostu
                      dalem prawy kierunkowskaz, N, i sobie zmienialem pasy majac rozbieg
                      a nie hamowanie silnikiem jak gdybym zostal na biegu albo "D".
                      • staszek585 Re: Drobna refleksja 21.06.09, 19:47
                        Z Twoją autopoprawką się zgadzam.
                        Natomiast kierowcy potrafią bardzo dziwne rzeczy robić, w tym nawet wyłączyć
                        silnik w czasie jazdy. Miałem kiedyś takiego, nie tylko silnik wyłączył, wyjął
                        też kluczyk ze stacyjki. Myślał, że pojedzie za darmo. I pojechał. W drzewo na
                        łagodnym zakręcie.
                        Samoczynne, niezamierzone zgaśniecie silnika w czasie jazdy zdarza się
                        bardzo rzadko. Ale masz rację, jak się już zdarzy to łatwo wpaść w panikę.
                        • dewulot1 Re: Drobna refleksja 22.06.09, 03:18
                          Wtedy padla mi pompa paliwa. Zreszta w ciagu minuty potwierdzilem
                          moje podejrzenie bo po zdjeciu wezyka z filtra paliwa i zakreceniu
                          silnikiem koniec wezyka byl dalej suchy. Nigdy tak nie rob, bo jak
                          sie okaze ze jednak pompa dziala, to mozesz zakonczyc ogladajac
                          niezly pozar. Paliwo strzyka wtedy jak mleko z cycka krowy, na
                          rozgrzany wydech i iskry na rozruszniku i starych kablach WN jezeli
                          sa stare, a u mnie wtedy byly.
        • anezob3 Re: Ale jeszcze jedno.... 07.06.09, 11:23
          Przenigdy! Nie wolno tak hamowac.Spalisz okładziny "zagotujesz hydrol" i
          "rozwalisz" siebie, pasażerów i auto.Przy zjeżdie z góry hamujemy silnikiem,
          tylko od czsu do czasu(gdy wzrasta szybkosc) używamy hamulca
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka