dirloff
17.09.09, 13:53
Przekleństwo geopolitycznego położenia Polki... Bo jak to inaczej nazwać?
Chyba naprawdę przyszedł czas na przeorientowanie polskiej polityki
zagranicznej, a zwłaszcza relacji polsko-amerykańskich. Nie ma co rozpaczać,
tylko trzeba podejść do tego rozsądnie, pragmatycznie. Dla jasności, piszę to
gorzko, bez żadnej antyamer. satysfakcji. W tym pomysłów, programów i
projektów na polską armię. Zwłaszcza przy rozwoju i przyszłych zakuów sprzętu
oraz uzbrojenia. Wyłącznie europejskie, najlepiej franc., niem. czy szwedzkiej
produkcji. Czas skończyć z mocarstwową mrzonką wysyłania kolejnych
kontyngentów na zagraniczne misje będące - gruncie rzeczy - realizacją amer.
interesów geopolitycznych, a nie interesów całego NATO, vide Irak oraz
Afganistan. Polska armia powinna wrócić do klasycznej wizji wojska, zatem
obrony terytorialnej i siłach pancernych i lotniczych/przeciwlotniczych. Do
tego 2 czy 3 silne, duże jednostki na Bałtyk dysponująca sporą siłą ognia plus
tożsamo z OP, żeby nas Rosja za szybko nie odcięła od świata. Reszta to
pierdoły na misję.
Doszedłem do pewnego sarkastycznego wniosku. Gdyby rzeczywiście do czegoś
doszło między Polską a Rosją bądż Białorusią(różne scenariusze), a Rosja chcąc
dać nam nauczkę zdecydowałaby się na jakąś ograniczoną, konwencjonalną
interwencję zbrojną(sama bądż wspierając Białoruś), to tak naprawdę jedyną
armią będącą w stanie szybko przyjść nam na pomoc i przynajmniej próbować
powstrzymać/zatrzymać obce wojska(choćby na linii Wisły)... byłyby Niemcy. To
prawdziwy chichot historii...
Administracja Obamy przypuszczalnie skupiłaby się na zabiegach
dyplomatycznych, bez ruszenia wojska znad Renu czy lotnictwa z Rammstein...
PS. Ponieważ sytuacja jest wyjątkowa, to pozwoliłem sobie założyć nowy wątek
tematyczny, zamiast dopisywać kolejny post pod "Mamy tarczę!" psychomaszyny.