Miłość Paryża do Moskwy

20.01.04, 23:13
Paryż do Moskwy:
- Moja dziewoja, moja stepowa kochanko, Moskwo moja! Kocham cie ponad
wszystko. Niech się pali Berlin, niech się pali Warszawa, niech gnije Londyn,
ja cię Moskwo kocham! Przyjdź moja dziewico do mnie! Ja dla ciebie sam już
płonę. Ja dla ciebie już całą swoja godność utraciłem!

Moskwa w pijackim majaku podnosi się zwolna z rynsztoka. Jej pozlepiane
wymiotami włosy opadają na jej umalowane na czerwono wydęte usta. Jej
szklane, nie widzące nic mętne zapite oczy starają się ujrzeć kto to mówi.
Podnosi do góry butelkę z samogonem, spogląda do środka, nic nie widząc
dopija ostatnie łyki.
Nagle rzuca ją gwałtownie torsja. Straszny skwaśniały wymiot z niedajadłymi
kiszonymi ogórkami cieknie z jej wydętych warg prosto do rynsztoka.
Wije się w konwulsjach przez parę chwil, po czym opada z powrotem na plecy.
Rozwiera nogi odziane w podarte pończochy, zadziera wymiętą spódnicę i
wyciągając palce pełne złotych pierścieni do Paryża, woła skrzekliwie:
- Bierz mnie!
    • durny1 Re: Miłość Paryża do Moskwy 21.01.04, 19:52
      swiatlo napisał:

      > Paryż do Moskwy:
      > - Moja dziewoja, moja stepowa kochanko, Moskwo moja! Kocham cie ponad
      > wszystko. Niech się pali Berlin, niech się pali Warszawa, niech gnije Londyn,
      > ja cię Moskwo kocham! Przyjdź moja dziewico do mnie! Ja dla ciebie sam już
      > płonę. Ja dla ciebie już całą swoja godność utraciłem!
      >
      > Moskwa w pijackim majaku podnosi się zwolna z rynsztoka. Jej pozlepiane
      > wymiotami włosy opadają na jej umalowane na czerwono wydęte usta. Jej
      > szklane, nie widzące nic mętne zapite oczy starają się ujrzeć kto to mówi.
      > Podnosi do góry butelkę z samogonem, spogląda do środka, nic nie widząc
      > dopija ostatnie łyki.
      > Nagle rzuca ją gwałtownie torsja. Straszny skwaśniały wymiot z niedajadłymi
      > kiszonymi ogórkami cieknie z jej wydętych warg prosto do rynsztoka.
      > Wije się w konwulsjach przez parę chwil, po czym opada z powrotem na plecy.
      > Rozwiera nogi odziane w podarte pończochy, zadziera wymiętą spódnicę i
      > wyciągając palce pełne złotych pierścieni do Paryża, woła skrzekliwie:
      > - Bierz mnie!
      >

      Dlaczego światło tak miłuje głupote?
Pełna wersja