Zbrodnie Wehrmachtu w trakcie kampanii wrześniowej

17.11.09, 18:58
Na polskim rynku, dzięki wydawnictwu "Znak" ukazało sie tłumaczenie książki
niemieckiego historyka Jochena Bo"hlera pt. "Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce.
Autor to uznany już historyk młodego pokolenia (1969r.), absolwent
uniwersytetu w Kolonii, od dziewięciu lat pracownik naukowy Niemieckiego
Instytutu Historycznego w Warszawie.
Książka ta jako oryginalne dzieło pt. "Auftrakt zum Vernichtungskrieg. Die
Wehrmacht in Polen 1939" ukazała się po raz pierwszy w 2006 roku. Była, jak
gdyby odpowiedzią na wystawę objazdową jednego z instytutów historycznych o
rzekomej rycerskości Wehrmachtu w czasie 2.WS. i braku związku ze zbrodniami
na jeńcach i ludności cywilnej.Jej celem było "odbrązowienie" zbrodniczej roli
niemieckich SZ w ogromie zbrodni hitlerowskich.
Autor w sposób pedantyczny, posiłkując się niemieckimi i polskimi źródłami
przedstawia genezę i przebieg 55-dniowego Feldzugu w Polsce, koncentrując się
na zbrodniach, jakich na jeńcach, ludności cywilnej podbijanej Polski, a
szczególnie na jej żydowskich obywatelach dopuszczali się "rycerscy żołnierze"
Wehrmachtu.
Książka jest bardzo bogato udokumentowana. Każdy, podany w niej fakt ujęty
jest w przypisach, a źródła i literatura liczy kilkadziesiąt stron.
Kampania wrześniowa, widziana oczami zindoktrynowanych nazizmem żołnierzy
niemieckiej regularnej armii jawi się jako im jako spotkanie z godnymi pogardy
słowiańskimi polskimi podludźmi, oraz Żydami, wobec których każdy wrogi akt z
masowymi mordami włącznie ma ideologiczne uzasadnienie i akceptację wojskowych
przełożonych.
Z analizy dzienników wojennych jednostek atakujących Polskę wynika, że
żołnierze Wojska Polskiego, których jednostki znalazły się w okrążenie, lub w
wyniku walk uległy rozbiciu, lub rozproszeniu nie byli traktowani przez
niektórych dowódców niemieckich jak jeńcy, ale jako wyjęci spod konwencji
"partyzanci". Tym samym mogli być zamordowani mimo, że nosili oznaki
przynależności wojskowej, byli zaprzysiężeni i pozostawali w strukturach
rozbitej armii regularnej.
Książka opisuje współdziałanie Wehrmachtu z jednostkami SS i Policji w
procederze mordowania jeńców i ludności cywilnej.
Z obliczeń historyków polskich i niemieckich (Datner i inni), ponad 3.000
żołnierzy polskich zginęło we wrześniu 1939 z dala od toczących się działań
bojowych, ok. 10.000 cywilów zginęło w wyniku nalotów i ostrzału
artyleryjskiego. W trakcie kampanii okresie Niemcy dokonali 714 egzekucji w których
rozstrzelano ponad 16.000 cywilów, z czego 75% we wrześniu 1939r..


    • marcowsky Re: Zbrodnie Wehrmachtu w trakcie kampanii wrześn 17.11.09, 22:39
      Hitlerowcy zapracowali na odwet na całym narodzie niemieckim, szczególnie w 1945
      odczuły to kobiety i inni cywile niemieccy.
      Ciekawe czy tzw. wypędzeni czytaja takie opracowania?
      • odyn06 Re: Zbrodnie Wehrmachtu w trakcie kampanii wrześn 18.11.09, 07:30
        Z tego co wiem, to nie tylko nie czytają, ale uważają je za tendencyjne,
        nieobiektywne , a najczęściej - nieprawdziwe. Dla tzw. "wypędzonych" wojna
        zaczęła się w sierpniu 1944 roku, bo wtedy Himmler sformował pierwsze rozkazy o
        "czasowym przemieszczeniu ludności cywilnej ze strefy przyfrontowej".
        W swoim poście starałem się ująć wyjątkową staranność w opracowaniu książki. Nie
        ma w niej informacji nie potwierdzonych źródłowo. Zrobił to Niemiec, bo jego
        starsi koledzy - historycy nie wysilali się, aby skonfrontować źróła niemieckie
        z polskimi.

      • stefan.siudalski Re: Zbrodnie Wehrmachtu w trakcie kampanii wrześn 18.11.09, 09:28
        > Hitlerowcy zapracowali na odwet na całym narodzie niemieckim, szczególnie w 194
        > 5
        > odczuły to kobiety i inni cywile niemieccy

        łatwo się pewnie żyje z uproszczoną wizją świata
        to tak jak by za Katyń mścić się na wszystkich Rosjanach
        • odyn06 Re: Zbrodnie Wehrmachtu w trakcie kampanii wrześn 18.11.09, 09:42
          O czym dyskutujemy? O zbrodniach będących następstwem rozpętania wojny, czy o
          uproszczonej wizji świata?
          W części historiografii niemieckiej, a szczególnie w demagogii "wypędzonych" nie
          ma pojęcia winy. Jest pojęcie "cierpienia" wywołanego przez zwycięzców, a
          szczególnie Rosjan, Czechów i Polaków.
          parę lat temu napisałem wątek o gwałtach na Niemkach. Czy ktoś napisał wątek o
          gwałtach na Polkach, Żydówkach, czy Rosjankach?
          W takim przypadku pokutuje przekonanie, że "wicie rozumicie - wojna była i
          chłopaki z Wehrmachtu odreagowali stres z podludźmi".
          Uproszczona wizja świata bywa funkcją braku wiedzy, próby zafałszowania
          historii, próbą zmycia winy i próbą manipulacji.
          Pzdr
      • ignorant11 Odwet na całym narodzie 18.11.09, 14:25
        marcowsky napisał:

        > Hitlerowcy zapracowali na odwet na całym narodzie niemieckim,
        szczególnie w 194
        > 5
        > odczuły to kobiety i inni cywile niemieccy.
        > Ciekawe czy tzw. wypędzeni czytaja takie opracowania?


        Sława!

        Oczywiscie tego ani nie pochwalam ani nie usprawiedliwiam zbrodni
        rosyjskich na Niemcach.

        Bo to ZBRODNIA a jedna zbrodnia nie usprawiedliwia w zaden sposób
        innej ZBRODNI.

        Zreszta Rosjanie dokonywali nie tylko zbdorni ale i LUDOBÓJSTWA na
        wielu NARODACH np Plakach, Ukraińcach Białorusinach Litwinach
        ŁOtyszach Estończykach Wegrach...

        Odwet na całym narodzie jest równiez nonsensowny ,ze w takich razie
        dotykałby równiez przeciwników i ofiary NIEMIECKIE nazizmu.

        To mniej wiecej tak jakby z zbrodnie odyna zgwałcic siostre czy
        matke marcowskiego

        Forum Słowiańskie
        gg 1728585
    • wladca_pierscienii 13-IX-39 r. wsie Cecylówka, Helenówek 24.11.09, 11:11
      www.rp.pl/artykul/61991,358883_Sasiedzi_plona__w_stodole.html
      Trzynastego dnia wojny Niemcy weszli do Cecylówki. W stodole
      zamknęli mężczyzn. Wrzucili granaty, a potem spalili żywcem co
      najmniej 54 Polaków i Żydów. Do dziś nikt nie zna odpowiedzi na
      pytanie – dlaczego?

      Janina Patyrowska, lat 78, codziennie z okna swojego domu widzi ten
      pomnik i ten grób. (…). Miała osiem lat, gdy wybuchła wojna. 13
      września 1939 r. wkroczyli Niemcy i stodołę Gzowskich zamienili w
      miejsce kaźni. Zabili ojca, spalili brata. Po domu i gospodarstwie
      zostawili zgliszcza.


      Myśmy tu dobrze żyli

      Po tamtej stodole nie został nawet kamień. Po ludziach pozostał
      grób. Obmurowany: dwa na dwa metry. Nad nim drewniany krzyż
      pomalowany brązową farbą. W 1969 r. miejscowy społecznik wywalczył
      jeszcze pomnik w kształcie komina krematorium. Napisał na nim
      dyplomatycznie o 54 obywatelach polskich, ofiarach bestialskiego
      mordu. Tuż po wydarzeniach marcowych należało unikać słowa „Żyd”.

      (…)

      We wrześniu 1939 r. wsie między Tomaszowem Mazowieckim a Kozienicami
      stały się miejscem polsko-niemieckich walk. Mieszkańcy położonych
      wśród lasów Cecylówki i Helenówka szukali schronienia u krewnych w
      innych, bardziej oddalonych od frontu miejscowościach.


      Najpierw był Helenówek

      Helenówka, położonej tuż przy Cecylówce malutkiej wioski, nie ma
      dziś na mapie. Po zabudowaniach sprzed wojny nie został ślad. Tu
      dzień wcześniej, 12 września 1939 r., gdy polskie wojsko po walce z
      Niemcami wycofało się do pobliskiego lasu, rozegrało się preludium
      do cecylowskiego mordu.

      Większość chłopów z Helenówka, widząc walki, opuściła swoje domy.
      Ci, co zostali, schronili się w ziemiance na podwórku młynarza. –
      Myśleli, że jak nawet zabudowania się popalą, to w tym schronie
      znajdą utrzymanie do życia – opowiada Tadeusz Czachor, urodzony w
      Helenówku. Gdy Niemcy weszli na teren zabudowań, odkryli ziemiankę.
      Wyprowadzali z niej ludzi po kolei. Mężczyzn zabijali. Wśród nich
      ojca Tadeusza Czachora, Piotra. Na liście zabitych znajduje się
      kobieta, Helena C. Jednak świadkowie tamtych zdarzeń, którzy
      oglądali ciała zabitych bezpośrednio po egzekucji, twierdzili, że
      nie zginęła od kuli. Tadeusz Czachor opowiada: – Niewiasta nie miała
      śladów od broni. Bez niczego usnęła. Ze strachu.

      (…)


      Kiedy doszło do zbrodni w Helenówku, 12 września 1939 r., Cecylówkę –
      w obawie przed przechodzącym frontem – opuszczały już całe rodziny.
      Ale mężczyźni zostawali doglądać inwentarza.

      (…)

      Wiek mężczyzn nie stanowił dla Niemców okoliczności łagodzącej. –
      Zabrali mojego dziadka Jakuba Liszewskiego, który miał 94 lata. To
      był staruszek pochylony, w serdaczku sobie chodził – opowiada Adela
      Czachor, mieszkanka Cecylówki.

      Wacław Sz., zeznając przed Komisją do Badania Zbrodni Hitlerowskich,
      opowiadał, że mężczyzn rewidowano. Każdy, u którego znaleziono
      scyzoryk lub nawet brzytwę, był zabijany natychmiast. „Na moich
      oczach zastrzelono Adama R. i Jana C.” – mówił. Dopiero w kontekście
      kolejnych zdarzeń ludzie zrozumieli, że był to akt miłosierdzia.


      Najwyraźniej Niemcy, wyciągając mężczyzn z domów, mieli wobec nich
      jasne plany. Mieli zabić, rozbieżności pojawiły się jednak co do
      sposobu. Świadkowie zeznawali, że na początku naprzeciw stojących w
      szpalerze mężczyzn ustawiono karabin maszynowy. „W momencie, gdy
      żołnierz z karabinem zamierzał do nas strzelać, podjechał do niego
      oficer na koniu i coś mu powiedział” – opowiadał Wacław Sz. Na
      skutek tej rozmowy wyjęto załadowaną już taśmę nabojów. Do mężczyzn
      podszedł Niemiec z tłumaczem. Polecono im oddać dowody osobiste,
      które natychmiast spalono. Potem zaprowadzono ich czwórkami do
      stodoły u Gzowskich. Tam na kilka godzin zamknięto. – Wtedy różnie
      opowiadali: że potrzymają i nas rozpuszczą. Kto tam liczył na to, że
      tak zrobią? – opowiada Jan Glegoła. Dziś ma 91 lat, jest jedynym
      żyjącym świadkiem zbrodni.

      Około południa Niemcy otworzyli wierzeje. Naoczny świadek zdarzenia
      zeznawał: „Przed stodołą ustawili się żołnierze niemieccy i wyjąwszy
      granaty zaczęli nam pokazywać na migi, że będą w nas rzucać. Na
      widok tego chrześcijanie poczęli się żegnać i ułożyli się na kupę
      jedne na drugim. Wkrótce potem żołnierze niemieccy zaczęli rzucać
      granaty”.

      Jan Glegoła zapamiętał tylko jednego Niemca, który ciskał granatami
      w otwarte drzwi. – Ci, co przeżyli poprzednią wojnę, zaczęli się
      żegnać. I my za nimi – opowiada. Cofnął się do tyłu stodoły, poczuł
      iskrę z granatu, która dostała mu się do buta. Potem usłyszał
      szelest palącej się słomy. – Pomyślałem: chyba lepsza kulka, niż się
      spalić, więc zacząłem uciekać za stodołę. Tych, którzy próbowali
      ucieczki, dobijali Niemcy. – Miałem szkaplerz, i czułem się tak,
      jakbym się nie bał. Za stodołą zobaczył umierającego stryjecznego
      brata, z którym szedł po rower. Bronisław Glegoła konał, wijąc się z
      bólu, granat urwał mu nogę.

      Z płonącej stodoły ocalało czterech. Żyd, którego nazwiska nie
      znali, i trzech Polaków, wśród nich Glegoła. Schowali się w domu
      Gzowskich, a gdy i ten budynek zaczął płonąć – w piwnicy. W końcu
      udało im się przebiec na sąsiednie podwórko i skryć w szopie.
      Wciągnęli za sobą drabinę. Tak przesiedzieli cały dzień.

      (…)
      W 2007 r. IPN umorzył śledztwo w sprawie tej zbrodni. „Świadkowie w
      większości posiadali informacje na temat przedmiotowej zbrodni
      uzyskane na podstawie nieżyjących już osób trzecich i byli w stanie
      jedynie potwierdzić fakt zabójstwa ich krewnych, nie podając
      bliższych okoliczności zdarzenia” – napisała prokurator w
      uzasadnieniu.

      Ale już w roku 1949 świadkowie, których przesłuchiwała Okręgowa
      Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Kielcach, nie byli w stanie
      określić, jaki rodzaj niemieckich wojsk dokonał zbrodni w Cecylówce.
      W ich zeznaniach Niemcy pacyfikujący wieś mieli mundury raz szare,
      raz zielone, innym razem czarne z trupimi czaszkami.

      Z ustaleń historyków wynika, że we wrześniu 1939 r. na tych terenach
      przebywały oddziały wchodzące w skład 10. Armii, którą dowodził gen.
      płk Walter von Reichenau. Armia ta wchodziła zaś w skład grupy
      armii „Południe” gen. płk. Gerda von Rundstedta. (…)

      W Archiwum Federalnym we Freiburgu odnalazła się jedynie adnotacja,
      że 12 września 1939 r. 3. Batalion 72. Regimentu piechoty „spotkał
      wroga” w Helenówku koło miejscowości Cecylówka. Odnotowano tam
      informację o stratach tego batalionu. Natomiast 13 września w
      okolicach Cecylówki lub na jej obszarze stacjonował 65. Oddział
      Pancerny Dywizji Lekkiej.


      Dlaczego?

      Który z nich przeprowadził pacyfikację? Z jakich powodów? Sami
      mieszkańcy, zastanawiając się nad tym, przypuszczali, że był to akt
      zemsty. Niemcy mogli wziąć mieszkańców za przebranych żołnierzy
      Wojska Polskiego. Poprzedniego dnia, podczas walk, żołnierze przed
      wycofaniem w las ostrzeliwali się bowiem także z terenu opuszczonej
      przez ludność cywilną wsi. Pojawiały się także pogłoski, że zbrodnie
      w Helenówku i Cecylówce były akcją odwetową za zabójstwo na tym
      terenie wysokiego rangą niemieckiego oficera. Tego jednak nie
      odnotowano w niemieckich archiwach. We wsi opowiadano też, że
      masakry na mieszkańcach dokonał Wehrmacht w ramach odwetu za wybicie
      przez Polaków w lesie zabłąkanego niemieckiego oddziału. Jedno jest
      pewne – we wsi nikt nie znał niemieckiego, co uniemożliwiało
      komunikację z oprawcami. I czyniło ofiary jeszcze bardziej
      bezbronne. Nadludzie z większym spokojem mogli ich traktować jak
      zwierzęta.
      • odyn06 Re: 13-IX-39 r. wsie Cecylówka, Helenówek 24.11.09, 12:34
        Dzięki za wpis, bo w książce jest w formie okrojonej.
        Ciekawe może być to, że zbrodni na Polakach w mundurach i bez dokonywali
        żołnierze Wehrmachtu jednostek drugorzutowych - najczęściej saperzy.
        • browiec1 Re: 13-IX-39 r. wsie Cecylówka, Helenówek 25.11.09, 20:49
          Moze im sie miny Polakow nie podobaly? A powaznie,to ci z pierwszej
          linii pewnie nie mieli na to czasu.
          • obcy29 Re: 13-IX-39 r. wsie Cecylówka, Helenówek 26.11.09, 18:08
            Robiła to też pierwsza linia,wspominał o fakcie spalenia żołnierzy
            płk Czyżewski dca obrony odcinka Zakroczym.Po kapitulacji Modlina
            zaatakowali miotaczem ognia.
            • azyata Twierdze 26.11.09, 18:20
              Zdobywali (szturmowali) w dużej mierze saperzy - czyli zbrodnia w
              Modlinie także może ich obciążać. Ciekawe, kto obsługiwał miotacze
              ognia?

              pzdr
              • odyn06 Re: Twierdze 26.11.09, 19:41
                Miotacze ognia w Wehrmachcie były w 1939 roku na wyposażeniu dywizyjnych
                batalionów saperów i plutonami były przydzielane do batalionów na głównym
                kierunku. Ta specjalność nazywała się Sturmpioniere tzn. saperzy szturmowi.
                Pzdr.
                • browiec1 Re: Twierdze 27.11.09, 02:12
                  Do tych miotaczy ognia to chyba zbyt duzo ochotnikow nie bylo.A o co
                  chodzi dokladnie z tym modlinem?
        • wladca_pierscienii frontowa "homo-sprawiedliwość" lub Einsatzgruppen 27.11.09, 08:21
          odyn06 napisał:

          > Dzięki za wpis, bo w książce jest w formie okrojonej.
          > Ciekawe może być to, że zbrodni na Polakach w mundurach i bez
          dokonywali
          > żołnierze Wehrmachtu jednostek drugorzutowych - najczęściej
          saperzy.

          jak na mój gust
          to ogólnie mordy zdarzają się u żołnierzy z pierwszej linii frontu
          jako zemsta za śmierć kolegi/przyjaciela/.....

          nie bacząc na to (brak "profesjonalizmu"),
          że za tydzień czy za rok sami mogą dostać się do nie woli
          i stanąć oko w oko z kimś, kto jest wściekły za śmierć przyjaciela


          druga możliwość
          to że zrobili to żołnierze z Einsatzgruppen
          pl.wikipedia.org/wiki/Einsatzgruppen
          światową sławę uzyskali w 1941 roku (900 tys. zamordowanych)
          ale działali już w 1939 roku w Polsce
          • odyn06 Re: frontowa "homo-sprawiedliwość" lub Einsatzgru 28.11.09, 21:52
            Sprawa współdziałania Wehrmachtu z SS i Selbschutzem została oparta na
            porozumieniu o którym wspomina Jorlowy ulubieniec - Halder w swoich dziennikach.
            Na mocy porozumienia, każdej armii nacierającej na Polskę tyowarzyszyło jedno
            Einzatzkommando. Składało się z SS-manów, ale formalnie podlegało dowódcy armii.
            To Einsatzkommando 2 rozstrzeliwała Polaków w Bydgoszczy, Eisatrzgruppe 2
            rozstrzeliwała zakładników w Końskich.
            Oprócz tego, SS na własną rękę organizowała tzw. "grupy operacyjne", które
            mordowały głównie Żydów. Np. grupa operacyjna von Woyrscha mordowała Żydów na
            krwawym szlaku od Wieliczki po Przemyśl.
            • browiec1 Re: frontowa "homo-sprawiedliwość" lub Einsatzgru 28.11.09, 22:49
              A chlopcy byli dumni ze swej dobrze wykonywanej roboty
              wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7305923,Boere__dumny_ze_swej_sluzby_w_SS_.html
              • odyn06 Re: frontowa "homo-sprawiedliwość" lub Einsatzgru 29.11.09, 17:04
                Pan Bóg znowu się pomylił i sprawił, że taka gnida ciągle żyje...
    • odyn06 Re: Zbrodnie Wehrmachtu w trakcie kampanii wrześn 07.12.09, 15:01
      www.youtube.com/user/bagnowka7#p/u/15/JIYn1g26bRU
Pełna wersja