dirloff
20.02.10, 19:54
Odnoszę wrażenie, że przez ostatnią dekadę oba państwa nadrabiają
dziesięciolecia zaległości względem mocarstw świata euro-
atlantyckiego.
Nie wiem czy również to zauważyliście, lecz ostatnio lwia część
informacji i news'ów dotyczących zakupów nowego uzbrojenia (lub
prowadzenia własnych programów programów zbrojeniowych), dotyczy
dwóch azjatyckich mocarstw - Indii i Chin. Sporo się o tym pisze i
komentuje. Zarówno Chiny, jak i Indie, poza wdrażaniem nabytego za
granicą sprzętu, pracują także nad systemami własnej produkcji.
Pojazdy pancerne, lotnictwo, oplotka, systemy rakietowe,
balistyczne, a nawet antyrakietowe, antybalistyczne, okręty nawodne
oraz podwodne, w tym nosiciele pocisków nuklearnych, etc., etc. W
domyśle, oba państwa kierują własne zbrojenia ku basenom dwóch
oceanów, nad którymi się znajdują, czyli Pacyfiku i Indyjskiego,
oraz hipotetycznych oponentów, takich jak Pakistan dla Indii czy USA
dla Chin, jednak tak naprawdę prawdziwymi konkurentami Pekin i Delhi
są same dla siebie. Stąd moja myśl o azjatyckim wyścigu zbrojeń.
Oczywiscie, ciągle to wszystko bladnie przy prowadzonych z rozmachem
programach amerykańskich (np. BMD, JSF, LCS, Virginia, Zumwalt),
jednak USA to globalny gracz i jedyne obecnie supermocarstwo.
Natomiast Europa, czy to dawne mocarstwa kolonialne, czy np. kraje
dawnego bloku wschodniego, również ostatnio przechodziły czy teraz
przechodzą wdrażanie nowych systemów, są to jednak albo programy
rozpoczęte jeszcze w okrecie zimno-wojennego wyścigu zbrojeń (i z
trudnościami w nowej rzeczywistości kończone), albo wymuszona
generacyjna wymiana sprzętu. Dlatego, jak sądzę, nie można
porównywać wydarzeń europ. czy amer. z azjatyckimi.
Czy to, co opisałem, można nazwać azjatyckim wyścigiem zbrojeń?