gibor
13.09.10, 18:07
Zastanawia mnie jedna rzecz. Mianowicie, kiedy mówimy o konfliktach zbrojnych między poszczególnymi państwami i o szansach danych krajów, to porównujemy ich potencjał militarny, wyszkolenie wojska, morale, potencjał gospodarczy, sojusze itp. itd. Zazwyczaj, kiedy dochodzi do wojny między jakimiś krajami, to jest ona poprzedzona eskalacją napięcia tak, że dane kraje mogą się do tej wojny przygotować. Długo przed wybuchem wojny w Iraku wiadomo było, że Amerykanie zaatakują, podobnie przed wojną afgańską. Saddam i Talibowie mogli się w w miarę swoich możliwości przygotować. Również w przypadku ostatniej wojny Rosji z Gruzją napięcie eskalowało przez wiele miesięcy i obie strony były na swój sposób do wojny gotowe. Wiadomo, że w takich sytuacjach obstawia się państwo silniejsze i nowocześniejsze.
Co jednak w przypadku całkowitego zaskoczenia przeciwnika-sąsiada?
Przecież obecnie w ciągu kilku minut samoloty są w stanie dolecieć do swoich celów, czołgi i wozy bojowe rozwijają prędkości rzędu kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Czy można sobie wyobrazić - czysto teoretycznie oczywiście i tylko przykładowo - równie dobrze możemy dywagować np. o Hiszpanii i silniejszej od niej Francji - atak Polski na Niemcy, który zakończyłby się powodzeniem (czyli wyeliminowaniem zagrożenia ze strony niemieckich sił zbrojnych i zajęciem kraju)?
Gdyby tak znienacka napaść na Niemcy, dokonać ataku lotniczego - na ich główne bazy i lotniska - wydaje mi się, że nawet jakby naszych kilkadziesiąt samolotów wleciało na ich terytorium, to oni długo zastanawialiby się, co tak naprawdę się dzieje. Do Berlina mamy przecież godzinę drogi od naszej granicy, gdybyśmy tak równolegle uczynili rajdy na ich bazy wojskowe, a sam atak zacząłby się w weekend, kiedy większość ich żołnierzy śpi sobie w domach, z dala od baz, w których stacjonują. Niemiecki system mobilizacyjny nie jest przecież tak sprawny jak szwajcarski czy izraelski. Czy coś takiego miałoby szanse powodzenia? Oczywiście pomijamy kwestie pomocy sojuszników Niemcom i zakładamy kompletne zaskoczenie.
Do myślenia dała mi wojna Izraelsko-Arabska w 1975 roku. Izraelczycy byli ponoć kompletnie zaskoczeni podobnie jak i Egipcjanie, którzy dziwiąc się, że tak dobrze im idzie, sami wstrzymali swoją ofensywę. Z resztą - chociaż zostali ostatecznie pobici, to - biorąc pod uwagę fakt, że nie spodziewali się zwycięstwa - swoje cele osiągnęli.
Do tego chciałbym dodać, że morale Niemców oceniam dość nisko. Robię to na podstawie własnego doświadczenia - studiowałem w Niemczech, kocham ten kraj, ale kiedy mówiłem, że do Muzeów Wojska w Polsce zabiera się chętnie dzieci albo że różnego rodzaju imprezach państwowych reklamuje się wojsko i zabiera się tam dzieciaki, żeby mogły sobie pooglądać broń, to patrzono na mnie z bezbrzeżnym zdziwieniem w oczach, jak na wcielenie gestapowca.
Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź.
Pozdrawiam Szanownych Forumowiczów
Gibor