Dodaj do ulubionych

Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;)

08.04.04, 21:39
armor.kiev.ua/humor/?img=txt/fanta.jpg
Ktoś to potrafi przetłumaczyć? Ogólnie cała strona jest kozacka. Szkoda tylko, że nic nie rozumiem :(
Obserwuj wątek
    • Gość: Misza Niezly zart ;)))) IP: *.ats51.donpac.ru 09.04.04, 09:33
      wielki_czarownik napisał:

      > armor.kiev.ua/humor/?img=txt/fanta.jpg
      > Ktoś to potrafi przetłumaczyć? Ogólnie cała strona jest kozacka. Szkoda tylko,
      > że nic nie rozumiem :(


      Chcesz zebym przetlumaczyl karykature czy cala strone ? :))

      Jesli chodzi o karykature to na niej zolnierz mowi do oficera "Za chwile Maks wypije "Fante" i zatrzyma go [czolg]. Kapisz".
      Zrozumiec zart mozna jesli znasz nasza reklame "Fanry" - tam dwa chlopaka ida po drodze i jeden [Maks] wypija "Fante" i zatrzymuje autobus pelny dziewczyn ;)))

      • Gość: Misza Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) IP: *.dialup.aksay.ru 11.04.04, 10:13
        Gość portalu: axx napisał(a):

        > Czy kozacy byli kiedykolwiek narodowoscia ? Nie.

        Mylisz sie. W Rosijskoj Imperii istnialo Wolnyj Donskoj Kraj, gdzie mieszkali 4
        miliony Kozakow. Komunisci tak mocno nienawidzieli Kozakow ze wybili 90% z nich
        i zabronili pisac w paszportach nardowoosc "Kozak" (nakazano pisac "Russkij").
        Dzis po rozwale ZSRR znow mozna pisac "Kozak". W zeszlodorcznym
        spisie ;ludnosci okolo 100 tys. Rosjan nazwali sie "Kozaki"...
        • karrhe Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) 11.04.04, 15:18
          Gość portalu: Misza napisał(a):

          > Gość portalu: axx napisał(a):
          >
          > > Czy kozacy byli kiedykolwiek narodowoscia ? Nie.
          >
          > Mylisz sie. W Rosijskoj Imperii istnialo Wolnyj Donskoj Kraj, gdzie mieszkali
          4
          >
          > miliony Kozakow. Komunisci tak mocno nienawidzieli Kozakow ze wybili 90% z
          nich
          >
          > i zabronili pisac w paszportach nardowoosc "Kozak" (nakazano
          pisac "Russkij").
          > Dzis po rozwale ZSRR znow mozna pisac "Kozak". W zeszlodorcznym
          > spisie ;ludnosci okolo 100 tys. Rosjan nazwali sie "Kozaki"...



          Kozacy to była dzicz która tylko mordować potrafiła
          na polu bitwy zawsze pierwsi uciekali, gdyż nigdy nie chcieli walczyc na
          równych warunkach
              • Gość: Misza CD IP: 195.208.237.* 17.04.04, 23:48
                karrhe napisał:

                > w końcu kozacy były to formacje nieregularne charekteryzujące sie wyjątkowym
                > okrócieństwem

                Kozaki byli formacjami regularnymi. Mieli swoje wojsko i strukture.
                POczytaj historie chocby wojny 1812 roku.

                Co do okrucenstwa to lepiej nie mow. Przypomnij jak postepowala polska _regularna_ armia na teranach Rosji i Ukrainy.. W 1607 roku w Moskwie zamordowano ponad 30 tys. kobiet i starcow. Kozacy byli ani lepsi ani gorsi od innych formacji wojennych. W POlsce demonizowano Kozakow bo oni pelnili funkcje wojsk wewnetrzych i uczestniczyli w pacyfikacjach powstan.
                Na ich miejscu mogl byc kazdy. Narodowosc nie ma znaczenia.
                Co ciekawie slyszales czegos o powstaniach kozackich ?
                Kozacy sa bitnym i smialym narodem, a twoje slwoa sa zwykla bzdura albo proba mnie obrazic.
                • karrhe Re: CD 18.04.04, 13:01
                  Misza wcale cię nie miałem zamiaru obrażać
                  co do tych okrócieństw to zgoda nasze wojska też miały wiele na sumieniu
                  ale co do kozaków to wszystkie armie jakie sie z nimi zetkneli mieli o nich
                  bardzo podobna opinie
                  A kozacy to formacje niergularne ponieważ w zamian za służbę carowi byli
                  zwolnieni z podatków a jednocześnie nieotrzymywali żołdu
                  • Gość: Misza Re: CD IP: 195.208.237.* 18.04.04, 15:40
                    karrhe napisał:
                    > Misza wcale cię nie miałem zamiaru obrażać

                    Ciekawie - najpierw obrzucasz blotem Kozakow a potem mowisz ze nie miales zamiaru obrazic... Jak to?

                    > co do tych okrócieństw to zgoda nasze wojska też miały wiele na sumieniu
                    > ale co do kozaków to wszystkie armie jakie sie z nimi zetkneli mieli o nich
                    > bardzo podobna opinie

                    To niby jakie armie z nami stykali sie? Co ty za przeproszeniem pieprzysz?
                    Nie ma dobrych armii czy zlych armii. Wszystkie sa jednakowe. POlskie, Niemeckie, Angielskie, Tureckie, Francuskie itd.
                    Jesli uwazasz ze jakas z tch armii jest "humanitarna" czy "nieoktrutna" to radze zaglebic sie w historie...

                    > A kozacy to formacje niergularne ponieważ w zamian za służbę carowi byli
                    > zwolnieni z podatków a jednocześnie nieotrzymywali żołdu

                    Chyba nie wiesz co to jest formacja regularna.
                    Kozacy mieli i nadal maja (ale znacznie mniej) swoje jednostki, swoich podoficerow, oficerow, generalow. Mieli zawsze swoj Ustaw i swoje regulaminy.
                    TO ze najmowali sie w armie Cara nie znaczy ze nie byli regularnymi formacjami.

                    Dzis u nas w Rostowskiej Oblasti znajduja sie 2 brygady kozackie i chca sworzyc nowa dywizje kozacka. Obie brygady walcza w Czecznie. I to sa wzorowe brygady...

                    • karrhe Re: CD 18.04.04, 17:32
                      Gość portalu: Misza napisał(a):


                      > Ciekawie - najpierw obrzucasz blotem Kozakow a potem mowisz ze nie miales
                      zamia
                      > ru obrazic... Jak to?

                      Człowieku czy ty rozumieasz że tam gdzie pojawiali sie kozacy to prawie zawsze
                      pozostawiali po sobie jak najgorsze wspomnienia
                      w przeciwieństwie do regularnych formacji rosyjskich


                      > To niby jakie armie z nami stykali sie? Co ty za przeproszeniem pieprzysz?
                      > Nie ma dobrych armii czy zlych armii. Wszystkie sa jednakowe. POlskie,
                      Niemecki
                      > e, Angielskie, Tureckie, Francuskie itd.
                      > Jesli uwazasz ze jakas z tch armii jest "humanitarna" czy "nieoktrutna" to
                      radz
                      > e zaglebic sie w historie...

                      są armie bardziej lub mniej karne
                      kozacy z karnością mieli kłopoty przecież oni głównie mieli za zadanie nękać
                      przeciwnika niebyli przystosowani do walki w regularnych bitwach
                      co do humanitaryzmu nie mów mi że wermaht to to samo co armia UK lub USA



                      > Chyba nie wiesz co to jest formacja regularna.
                      > Kozacy mieli i nadal maja (ale znacznie mniej) swoje jednostki, swoich
                      podofice
                      > row, oficerow, generalow. Mieli zawsze swoj Ustaw i swoje regulaminy.
                      > TO ze najmowali sie w armie Cara nie znaczy ze nie byli regularnymi
                      formacjami.
                      >
                      > Dzis u nas w Rostowskiej Oblasti znajduja sie 2 brygady kozackie i chca
                      sworzyc
                      > nowa dywizje kozacka. Obie brygady walcza w Czecznie. I to sa wzorowe
                      brygady
                      > ...
                      >

                      formacją regularnym przedewszystkim płaci sie żołd
                      kozacy takiego żołdu nie otrzymywali więc nie muszę chyba dodawać
                      co wyprawiali na wojnach aby zdobyć kasę
                      a co do tej wojny 1607 roku o której ty mówiłeś
                      to nie były to wojska polskie
                      tylko najemnicy i to zwerbowani w wschodnich kresach Rzeczpospolitej
                      głownie wśród kozaków siczowych
                      Polaków tam było bardzo niewielu
                      co więcej nie była to wojna polsko moskiewska tylko dymitriada i to powinieneś
                      znać
                      wojna polsko moskiewska zaczeła sie dopiero w 1609 roku
                      • Gość: Misza Re: CD IP: *.ats51.donpac.ru 19.04.04, 08:02
                        > > Ciekawie - najpierw obrzucasz blotem Kozakow a potem mowisz ze nie miales
                        > zamia
                        > > ru obrazic... Jak to?
                        >
                        > Człowieku czy ty rozumieasz że tam gdzie pojawiali sie kozacy to prawie zawsze
                        > pozostawiali po sobie jak najgorsze wspomnienia
                        > w przeciwieństwie do regularnych formacji rosyjskich

                        Czlowieku czy ty rozumiesz ze powiedziales zupelna bzdure ?!? Chodzi mnie o walecznosc kozakow. Co do okrucienstw to czy ty wiesz jak wspominali regularne formacje Polskie, Niemeckie, Angielskei, Tureckie czy Francuskie w Rosji czy w innych narodach ktorzy mieli watpliwa przyjemnosc byc pod okupacja tych panstw?
                        Jestes zwyklym nacjonalista, a ja takich nie lubie - szczegolnie ze mam czesc krwi kozacka.

                        > > Jesli uwazasz ze jakas z tch armii jest "humanitarna" czy "nieoktrutna" to
                        > radz
                        > > e zaglebic sie w historie...
                        >
                        > są armie bardziej lub mniej karne

                        Przyklady?

                        > kozacy z karnością mieli kłopoty przecież oni głównie mieli za zadanie nękać
                        > przeciwnika niebyli przystosowani do walki w regularnych bitwach

                        Co ty gadasz?! Poczytaj historie chocby wojny 1812 roku. Poczytaj kto to byl ataman Platow i czy przypadkiem nie jego pulki kozackie zadecydowali o losie bitwy i calej wojny ?

                        > co do humanitaryzmu nie mów mi że wermaht to to samo co armia UK lub USA

                        Znacznie lepiej.
                        Pidnosi zabili ponad milion jencow nemeckich w obozach juz po wojnie...
                        Bombardowali ludnosc cywilna (celowa polityka "jumanitarnych" pindosow! )w miastach Niemec i Japonii. Zrzucili 2 bomby tomowe na miasta w Japonii.
                        Zabili w Korei, Wietnamie, Laosie i inhych panstwach lacznie ponad 5 milionow ludzi.
                        W Jugoslawii bez zadnego prawa ani politycznego ani moralnego bombardowali objekty cywilne mordujac ponad 3000 cywili.
                        W Iraku i Aganie pod pindosowskimi bombami juz zginelo ponad 5000 ludzi.

                        Rzeczywiscie, drogi karhhe, wermacht nie mozna porownac z pindosami - Niemcy byli lagodnejsi...

                        I nie myl wermacht z SS.

                        > > nowa dywizje kozacka. Obie brygady walcza w Czecznie. I to sa wzorowe
                        > brygady
                        > > ...

                        > formacją regularnym przedewszystkim płaci sie żołd

                        Od jakiego to czasu to jest glowny parametr okrslajacy przynaleznosc do regularnych ormacji. W takim razie najemnicy i AlKajeda tez sa regularna formacja ?!? :))))))))

                        > kozacy takiego żołdu nie otrzymywali więc nie muszę chyba dodawać
                        > co wyprawiali na wojnach aby zdobyć kasę

                        Ok. POzostawaj przy swoim zdaniu. Nie mam ochoty leczyc twe kompleksy :))


                        > a co do tej wojny 1607 roku o której ty mówiłeś
                        > to nie były to wojska polskie
                        > tylko najemnicy i to zwerbowani w wschodnich kresach Rzeczpospolitej
                        > głownie wśród kozaków siczowych

                        CZyli POlacy znow sa niewiniatkami ? ;))) Hehe. Jak u ciebie wszystko ladnie wyglada. A w 1610 w Moskwi POlakow nie bylo ? ;))
                        I zadaj sobie pytanie ekspercie, dlaczego wlasnie po napadzie "prawdziwych" [czyli nie Kozakow siczowych, a regularnych wojennych oddzialow] POlakow w ROsji caly narod podjal walke narodowa-wyzwolencza z najedzca ? A? A o Iwanie Susaninie (Zycie za Cara) nic nie slyszales ? ;))
                        Okazuje sie wiec, ze "regularne" (do tego katolickie) wojska polskie byli bardziej okrutne niz "nieregularne" wojska najemnikow...

                        > wojna polsko moskiewska zaczeła sie dopiero w 1609 roku

                        No wlasnie.

                        • karrhe Re: CD 20.04.04, 22:13

                          1) Misza co do kozaków zdania nie zmienię czytałem dość dużo o nich i wiem co
                          to za ptaszki. I co więcej żaden poważny historyk nie uznaje ich za osobną
                          narodowość, ja przynajmniej takiego nie znam.
                          Nacjonalistą nie jestem nigdy nie byłem i nie będę.
                          Co do wojny 1812 roku to podaj mi tę bitwę w której niby o zwycięstwie
                          zdecydowali kozacy bo ja takiej bitwy nie zam. Chyba nie mówisz o bitwie pod
                          borodino?
                          Kozacy wprawdzie mieli duży wpływ na wynik tej wojny ale ich rola polegała na
                          ciągłym nękaniu przeciwnika nagłymi niespodziewanymi atakami. Kiedy kozacy
                          stawali do bitwy radę z nimi dawały sobie znacznie mniejsze siły francuskie lub
                          polskie lub jeszcze inne.
                          Zresztą poczytaj sobie co o kozakach pisał Clausteviz który miał bardzo
                          delikatnie mówiąc bardzo krytyczny stosunek do nich a przecież walczył w tej
                          wojnie po stronie wojsk rosyjskich. Dla jasności o regularnych formacjach
                          rosyjskich wypowiadał się bardzo pozytywnie.

                          2) Co do wojsk USA to nie przesadzaj. W końcu tam gdzie wkraczali wojska USA
                          (po za nielicznymi wyjątkami) zawsze ludność tych terenów korzystała łącznie z
                          Japonią i Niemcami. A, że giną ludzie wyniku bombardowań no cóż niestety nie da
                          się wygrać wojny bez strat wśród ludności cywilnej. Ale jednocześnie mogę cię
                          zapewnić że wkraczające wojska USA nie mordowały na skalę masową nie gwałciły i
                          nie rabowały czego nie można powiedzieć o Wermahcie i innych armiach państw
                          totalitarnych
                          co do jeńców wojennych których podobno amerykanie mordowali setkami tysięcy, to
                          gdzie są rodziny tych pomordowanych. Misza czy ty naprawdę uważasz że taką
                          zbrodnię w europie zachodniej można było by ukryć?
                          Zresztą jak możesz mówić że Wermaht był łagodniejszy czy ty czasem nie wiesz co
                          ten wermacht wyprawiał na terenie Polski i ZSRR. Chyba nie wiesz.
                          A poza ty masz jakieś kompleksy na punkcie USA? skoro mówisz że, a zresztą
                          nieważne

                          3) kompleksów żadnych nie mam tylko stwierdzam fakty a fakty są jednoznaczne.
                          Żołd to jedno z kryteriów określających formacje regularne, najemnicy alkaidy
                          niby spełniają ten warunek, ale alkaida to nie państwo tylko organizacja
                          terrorystyczna rozumiesz.
                          A kozacy to formacje nieregularne takie pospolite ruszenie wszyscy Polscy
                          historycy tak piszą i wiesz ja im w to wierzę.

                          3) Co do tych dymitriad i całej polskiej interwencji nie przekręcaj moich słów
                          Napisałem jasno, że regularnych wojsk polskich w roku 1607 w Rosji było bardzo
                          mało, drogi Miszo w ogóle Rzeczpospolita wojsk regularnych prawie nie miała.
                          A teraz mi udowodnij że gdzieś napisał że Polaków w 1610 w Moskwie nie było.

                          4) z czego wiem w tej wojnie kozacy siczowi po stronie polskiej stanowili
                          bardzo dużą część wojsk polskich, ba Rzeczpospolita nie była by w stanie tak
                          długo bez nich prowadzić wojny z Moskwą .
                          co do twojego powstania to ekspercie powiedz mi kto wpuścił wojska
                          Żółkiewskiego do Moskwy? przecież Żółkiewski nie miał szans na zdobycie tego
                          miasta.
                          Drogi Miszo cała ta polska interwencja w ówczesnym państwie Moskiewskim to
                          została uwikłana w wojną domową jaką się wtedy toczyła w tym państwie nasze
                          wojska były tylko jedną ze stron i to wcale nie najsilniejszą.
                          A co do tego czy nasze wojska były okrutne, niestety tak ale wtedy była taka
                          epoka i każda armia była okrutna..
                          Mi natomiast chodziło o wiek XIX a w tym wieku kozacy w służbie cara byli
                          najbardziej okrutną formacją zbrojną w Europie.
                          Drogi Miszo kozaków obce wojska się nie bały, ale ludność cywilna owszem i to
                          nie tylko państw okupowanych przez carat ale i ludność rosyjska niejednokrotnie
                          przekonała się co potrafią kozacy
                          Wiesz co Misza polecam ci książki Władysława Serczyka on pisał bardzo dużo o
                          kozakach wiem, że w Rosji jego książki są dostępne i nawet przetłumaczone na
                          język rosyjski.
                          I a radzą ci na przyszłość abyś czytał historie a nie legędy gdyż czytając
                          twoje posty czasami odnoszę takie wrażenie jakbyś nie odróżniał legęd od
                          historii.
                          • Gość: Misza Re: CD IP: *.ats51.donpac.ru 21.04.04, 07:38
                            karrhe napisał:

                            > 1) Misza co do kozaków zdania nie zmienię czytałem dość dużo o nich i wiem co
                            > to za ptaszki.

                            Nie mialem nawet zamiaru zmieniac czyjes zdanie. Oczywisice rozumiem ze znasz o Kozakach wszystko, znasz ich na wylot nie to co ja, wiec glupio by bylo miec zdanie przeciwne od twego ;)))


                            > I co więcej żaden poważny historyk nie uznaje ich za osobną
                            > narodowość, ja przynajmniej takiego nie znam.

                            A no oczywiscie! Przeciez jesli taki ekspert ds. kozackich nie slyszel o narodowosci kozackiej to takiej narodowosci byc po prostu nie moze ;)))

                            Wiesz co? PO takich tekstach nawet nie wiem po co w ogole z toba dyskutuje - przeciez znasz wszystko najlepiej :)))

                            Zycze powodzenia

    • Gość: axx Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) IP: 207.191.236.* 11.04.04, 20:33
      Niestety historia mowi zupelnie co innego. Nigdy nie byli narodem. Byli chlopami ktorzy uciekli z roznych stron i osiedlili sie na dalekich stepach.
      To Polska wyniosla ich na wyzyny jako ze obficie placila im za obrone wschodnich rubiezy. Niestety zbuntowali sie przeciwko Polsce i zapragneli
      czegos innego. Poddali sie Moskwie ale ta dlugo nie tolerowala ich swobod. Piotr Wielki spacyfikowal ich Sicz Zaporowska na rzece Dniepr.
      Zrobiono z nich zolnierzy najemnych do obrony rowniez wschodnich rubiezy tym razem Rosji. Uzywano ich w charakterze polskiego czy
      rosyjskiego ZOMO do tlumienia wlasnie wolnosci. Tlumienie Rewolucji 1905 r. Pogromy zydowskie(bardzo lubili bic i prawdopodobnie grabic) wiec
      nic dziwnego ze wladza radziecka
      ich nie lubila. W 1917 nie wystapili jednak przeciwko bolszewikom.(pomni doswiadczen z carem)
      W czasie Drugiej Wojny wspolpracowali czynnie z hitlerowcami. XV Kozacki Korpus Kawalerii SS okolo 50 tys. ludzi uzywany byl do walk z
      partyzantami w Jugoslawii. Cale szczescie ze anglicy wylapali tych ptaszkow po wojnie i .....odeslali Wisarionowiczowi a ten wiedzial
      co z nimi zrobic. Nie byli nigdy narodem. Reprezentowali jedynie folklor i jako taka grupa etniczna moze sobie w paszportach pisac co chce
      ale znaczenia nie ma to zadnego.

      Na marginesie uwaga. Szolochow nie napisal "Cichego Donu" Powiesc ktora napisalo NKWD /KGB. Powiesc ma kilku autorow.
      Najwieksze oszustwo stulecia. W Rosji ukazalo sie juz kilka ksiazek na ten temat. Mam dostep do prasy sovieckiej i ogladam TV "Novij Mir"
      (w jezyku rosyjskim) . Bardzo interesujaca historia.
      Cale szczescie ze jestes tylko .25 kozakiem bo chwalic sie nie ma czym.
      • Gość: Misza Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) IP: *.ats51.donpac.ru 12.04.04, 10:49
        Gość portalu: axx napisał(a):

        > Niestety historia mowi zupelnie co innego. Nigdy nie byli narodem. Byli chlopam
        > i ktorzy uciekli z roznych stron i osiedlili sie na dalekich stepach.

        Absolutna bzdura. Do ziem kozackich uciekali chlopy, ale kozaki to byla osobna narodowosc ze swoja ziemia, tradycja, wojskiem itd. Czy powaznie sadzisz ze Car pozwolil by miec u siebie na terytirum ogromny kraj w ktorym by mieszkali biegle chlopy, nie rzadal od nich podatkow (fakt!) a potem przy kazej wojnie operal by sie na nich ?! na "bieglych chlopow" ?!? ;)))

        Czytaj tutaj:

        udonet.donpac.ru/bibl/NEWPROZA/SIDOROV_A/kazaki.html
        Cytat w moim tlumaczeniu:

        Kozacy - jest to narodowosc ktora powstala na poczatku nowej ery jako resultat genetycznego polaczenia mie3dzy turanskimi plemionami skifskiego naroda cos-saka (lub ca-saca) i nadazowskich Slowian meteo-kajsarow, z niektora domieszka Alanow.

        Wiecej o kozakach dowiesz sie tutaj:

        www.infokniga.ru/MUSEUM/int-kazak.html
        fstanitsa.ru/history.shtml
        www.cossackdom.com/indexr.html
        • Gość: Pzl Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) IP: 213.77.80.* 12.04.04, 11:08
          Misza ale to raczej odnosi sie do kozkow w Rosji, a my mowiac Kozak mamy na
          mysli Polską Ukraine i Kozakow Siczowych.
          Reszta jest tylko popłuczynami historii i wymysłem carskiej Rosji.
          Zreszta Kozacy strasznie załowali ze oderwali sie od Rzeczypospolitej i chcieli
          sie od Carów oderwac (Mazepa)wtedy to zniszczona została Sicz i skonczyli sie
          prawdziwi Kozacy.
          Ci znad Donu to juz inna historia i z prawdziwymi Kozakami maja bardzo mało
          wspólnego.
          • Gość: Misza Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) IP: *.ats51.donpac.ru 13.04.04, 12:04
            Gość portalu: Pzl napisał(a):

            > Misza ale to raczej odnosi sie do kozkow w Rosji, a my mowiac Kozak mamy na
            > mysli Polską Ukraine i Kozakow Siczowych.

            :)) Kozaki mieszkali na tych ziemiach kiedy nie bylo jeszcze ani Kijowskie
            Rusi, ani ksiestwa Moskiewskigo, a juz tym bardziej Rosji ;)))

            Pozniej po powstaniu Rusi, a poznej ROsji (Wielkiej Rusi) i Ukrainy (Malej
            RUsi) Kozacy podzielili sie na Donskich i Zaporoskich (za porogiem Dnepra).
            Potem powstali Kubanskie (kolo rzeki Kuban (tez terrytorium obecnej Rosji))
            Terskie (rzeka Terek - Czecznia) i Orenburskie (sybir).

            > Reszta jest tylko popłuczynami historii i wymysłem carskiej Rosji.

            Bzdury gadasz. Poczytaj historii... Kazaki mieszkaja na terenach poludniowej
            Rosji i Ukrainy juz od ponad 15 wiekow.

            > Zreszta Kozacy strasznie załowali ze oderwali sie od Rzeczypospolitej i
            chcieli
            > sie od Carów oderwac (Mazepa)wtedy to zniszczona została Sicz i skonczyli sie
            > prawdziwi Kozacy.

            Tak sie "zalowali" ze az lezka kreci :)) Co ty za bzdury gadasz ?
            Kozacy ukrainskie zawsze w wojnach stawali sie po stronie Rosji w walce z
            dowodlnym przeciwnikiem - szczegolnie przeciwko POlakom ;))

            > Ci znad Donu to juz inna historia i z prawdziwymi Kozakami maja bardzo mało
            > wspólnego.

            Kto by mowil :)))))))))))
            "Prawdziwe" Kozaki mowisz ? Czyli ci co pochodza od plemion skifskich (ca-
            sacki) i alanskich (kaukaskich)? Dowodze do ciebie nowine ze skify mieszkali
            caly czas nad Donem, a Alani na Kaukazie (gdzie w Ukraine Kaukaz ;)))) ? )

            Ukrainskie Kozaki to tylko czesc Kozakow, ktora k slowu prawie zniknela juz
            ponad 150 lat temu..


              • Gość: Misza Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) IP: *.ats51.donpac.ru 14.04.04, 14:42
                Gość portalu: Pzl napisał(a):

                > Podaj moze jakis link od stronki o historii Kozaków, tylko jesli mozna po
                > polsku, to chetnie sie zapoznam z tym.

                POdalem wyzej kilka linkow do stron o historii Kozakow, w tym kilka z nich sa po angielsku. Po polsku nie znam

                > To potem moze dalej podyskutujemy o wyzszosci kozakow zaporoskich nad
                > donskimi ;>

                Nie jestem nacjonalista co do wyzszosci jednych Kozakow nad innymi ;))
                PO prostu korzenie Kozakow znajduja sie nad Donem. Tak smao jak korzenie ROsjan znajduja sie pod Kijowem. Ale to nie znaczy ze Kijowcy sa wyzszy od Moskwinow :))

                Kozacy Dosnkie, Zaporoskie, Terskie, Kuansie i Orenburskie sa jednym narodem, ktory porozjechal sie po calej polnocnej Eurazji. Glupio mowic kto jest wyzszy. To Ty nazywasz jednych Kozakow "prawdziwymi" a drugich "wymysleniem ROsji"... Nieladzie... :))
                Tak samo ja moge powiedziec ze POlacy nie sa (tam samo jak ROsjanie) "prawdziwymi" Slowianami ;))

                • Gość: Pzl Chyle czapke przed Miszą IP: 213.77.80.* 16.04.04, 10:59
                  Poszperałem i znalazłem troszke o kozakach w polskim interku. Niestety musiałem
                  przyznac racje Miszy co do histori Kozaków :(
                  mały cytat

                  Nazwa "kozaków" pochodzi z języka tatarskiego, i najstarsi kozacy byli już u
                  tych Mongołów, którzy w w. XIII zniszczyli Ruś, Węgry i Polskę swymi najazdami.
                  Kiedy Dżyngis-chanowie zakładali olbrzymie państwo uniwersalne od Chin aż po
                  Moskwę, musieli trzymać w ostrym rygorze plemiona, z których składały się ich
                  wojska. Kto nie chciał się tym porządkom poddać, kto wolał koczować sobie
                  swobodnie po staremu, taki zbiegał na daleki (dla Mongołów) zachód, na stepy
                  pomiędzy dwiema wielkimi rzekami, od dolnej Wołgi po Don. Później część tej
                  kozackiej ludności najmowała się wielkim książętom moskiewskim, jako ich wojsko
                  stałe. Z czasem rozległe krainy nadawano kozakom z warunkiem ciągłego pogotowia
                  wojennego. Najstarsi byli kozacy riazańscy bo już w w. XIV; sławni dońscy
                  (kozacy dońscy znad Donu) są znacznie młodsi. Służąc z ojca na syna, przyjęli
                  prawosławie, a po dłuższym czasie także język moskiewski (rosyjski), a bardzo
                  rozmnożeni, stali się jakby osobną warstwą społeczną w Moskwie i na Rusi.
                  Wytworzyła się z nich doskonała jazda lekkozbrojna.

                  Mijały pokolenia, kozacy zruszczyli się całkowicie i zaginęła też tradycja ich
                  pochodzenia. Powodziło im się dobrze; wielcy książęta moskiewscy, a potem
                  carowie, opiekowali się bardzo warstwą dostarczającą im najlepszego żołnierza.
                  Toteż przechodziło do kozaków niemało mieszkańców rodowitej Rusi, a tamtejsi
                  panujący zaludniali chętnie puste ziemie nowymi kozakami. Oni sami
                  rozprzestrzeniali się coraz dalej na zachód, ze stepów nad Donem na stepy nad
                  Dnieprem. W ten sposób weszli na południową część Rusi Litewskiej. Nad Dnieprem
                  przyciągała do nich rozmaita mieszanina z Węgier i Wołoszy, z Litwy, a nawet z
                  Polski. Niejeden szlachcic, przeskrobawszy coś w Polsce i mając nieporozumienia
                  z sądami, uciekał do kozaków i tam przechodził na prawosławnego. Nie brak było
                  przybyszów, wcale nie zbiegów, ludzi najporządniejszych, ale nie lubiących
                  skrępowanego życia wśród współobywateli, nie chcących się poddawać ustalonemu
                  porządkowi życia. Takich prawdziwych "kozaków" nie braknie nigdy i nigdzie.
                  Nęciła ich do kozaczyzny zupełna swoboda, nie krępowana niczym, bo tam na
                  dalekich a rozległych stepach właściwie nikt nie panował.

                  Utrzymywali się głównie z wypraw na mniejsze oddziały tatarskie, biorące udział
                  w najeździe na Ruś i Polskę, gdy wracały z łupem. Kozacy napadali na nich, łupy
                  odbierali i niejeden zbierał z tego znaczne dostatki. Te stepowe utarczki
                  nabrały rozgłosu i ściągały coraz więcej ochotników do kozaczyzny.
                  Zorganizowali się zupełnie po wojskowemu i z czasem wytworzyła się nad
                  południowym Dnieprem cała armia, zupełnie niepodległa. Uznawali wprawdzie
                  zwierzchnictwo Polski, bo to było w granicach polskiego państwa, ale z tego
                  niby zwierzchnictwa powstawały tylko kłopoty. Ilekroć ta zbrojna, samowolna
                  społeczność naruszyła granice tureckie, zawsze sułtan miał pretensje, że Polska
                  zrywa rozejm, skoro nie trzyma kozaków na wodzy. A kozactwo rosło coraz
                  bardziej w siłę i liczebność.

                  www.nonpossumus.pl/biblioteka/feliks_koneczny/ swieci/166.php

                  Nie wiem czy ten link zadziała :(


                • rzewuski1 Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) 19.04.04, 23:12

                  >
                  > Kozacy Dosnkie, Zaporoskie, Terskie, Kuansie i Orenburskie sa jednym narodem,
                  k
                  >:))
                  > Tak samo ja moge powiedziec ze POlacy nie sa (tam samo jak
                  ROsjanie) "prawdziwy
                  > mi" Slowianami ;))

                  Dawne przekazy mówia o słowianach ze sa ludem nad którymi panów nie ma ,sami
                  sie rzadza,wybieraja przywódów tylko na czas wojny ,gdy wojna sie skonczy
                  przywódcych tych nie słuchaja
                  są bardzo miedzy soba skłoceni,bo gdyby byli jedno nikt nie oparł by im sie
                  tak wiec Misza ta charakterystyka bardziej pasuje do Polaków niz do Rosjan
                  fakt jest niezbity,w Polsce ludzie kazdą władza nawet swoja niszczą i znieważaja
                  (co wybory to inna władza),natomiast w Rosji jest przywiazanie do silnej władzy
                  tylko ze silna władza nie pochodzi od słowian -pochodzi tak jak kozacy od
                  tatarów
                  Był kiedys w ruskiej ziemi Pan Nowogród Wielki-to byli prawdziwi Słowianie
                  >
                  • Gość: Misza Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) IP: 195.208.237.* 20.04.04, 00:02
                    rzewuski1 napisał:

                    > Dawne przekazy mówia o słowianach ze sa ludem nad którymi panów nie ma ,sami
                    > sie rzadza,wybieraja przywódów tylko na czas wojny ,gdy wojna sie skonczy
                    > przywódcych tych nie słuchaja
                    > są bardzo miedzy soba skłoceni,bo gdyby byli jedno nikt nie oparł by im sie
                    > tak wiec Misza ta charakterystyka bardziej pasuje do Polaków niz do Rosjan
                    > fakt jest niezbity,

                    Mysle ze taka charakterystyka pasuje do Russkich tak samo jak do POlakow.

                    > w Polsce ludzie kazdą władza nawet swoja niszczą i znieważaj
                    > (co wybory to inna władza),natomiast w Rosji jest przywiazanie do silnej władzy

                    Mamy to po Tataro-Mongolach.

                    > tylko ze silna władza nie pochodzi od słowian -pochodzi tak jak kozacy od
                    > tatarów

                    Kozacy pochodza od Skifow.

                    > Był kiedys w ruskiej ziemi Pan Nowogród Wielki-to byli prawdziwi Słowianie

                    Nowgorod dalej jest, co posrednio dowodzi ze ROsjanie sa Slowianami.
                    K slowu na miejscu Nowgoroda jeszcze ponad 4 tysiaca lat temu istniala stolica slowianskogo panstwa - co jest opisane w letopisu "Skazanie o SLowienie i Rusie i gorodie Slowienskie". Wlasnie dlatego miasto otrzymalo nazwe Nowgorod - Nowy gorod (NOwe miastyo) na mijescu starego - Slowienska...
                    Miasteczko Rusa stoi nadal na swoim starym miejscu.

                    Link

                    www.shaping.ru/mku/deminart11.asp
                    • rzewuski1 Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) 22.04.04, 20:41
                      >
                      >
                      >
                      > Nowgorod dalej jest, co posrednio dowodzi ze ROsjanie sa Slowianami.
                      > K slowu na miejscu Nowgoroda jeszcze ponad 4 tysiaca lat temu istniala
                      stolica
                      > slowianskogo panstwa - co jest opisane w letopisu "Skazanie o SLowienie i
                      Rusie
                      > i gorodie Slowienskie". Wlasnie dlatego miasto otrzymalo nazwe Nowgorod -
                      Nowy
                      > gorod (NOwe miastyo) na mijescu starego - Slowienska...
                      > Miasteczko Rusa stoi nadal na swoim starym miejscu.
                      >

                      misza tak piszą w Polsce o Biskupinie i kaliszu jako o słowiankich grodach
                      a tak naprawde nie wiadomo kto własciwie w tycg grodach mieszkał(obecnie juz
                      prawie pewne ze słowianie w tych grodach nie mieszkali ze przybyli na tereny
                      polski około 5-6 wiek naszej ery ale to nie jest pewne a ty piszesz ze jakies 4
                      tysiace lat temu istniało panstwo słowiankie w nowogodzie wielkim
                      jest to nie do pomyslenia poniewaz nikt nie wie gdzie w tym czasie byli
                      słowianie co wiecej sa problemy z tym gdzie oni byli w momencie narodzenia
                      chrystusa a co dopiero 2 tys lat wczesniej

                      www.slavinja.prv.pl/
            • anlukas Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) 15.04.04, 23:18
              Problem jest taki że ty Misza znasz histerię sowiecka i rosyjską a jest też
              historia polska i nazwijmy ja uniwersalna.O ile mi wiadomo to słowienie w tym
              Rosjanie Ukraińcy i Polacy czy jak się tam wtedy nazywali pojawili się w Europie
              właśnie ok 15 wieków temu.Stepy czarnomorskie zamieszkiwały od tysiącleci
              plemiona koczownicze,scytowie plemiona irańskie i tureckie(alanowie plemie
              irańskie przodkowie czeczenów)Kozacy pojawili się ok XVIw ze zbiegłych chłopów
              pańszczyźnianych(kriepastnych kriestian) z Polski i Rosji(Moskwy)na terenach
              gdzie nie było żadnej władzy Sicz,Dzikie Pola.Narazie tyle.
              • Gość: Misza Re: Zna ktoś rosyjski? Może Misza? ;) IP: 195.208.237.* 17.04.04, 23:16
                anlukas napisał:
                > Problem jest taki że ty Misza znasz histerię sowiecka i rosyjską a jest też
                > historia polska i nazwijmy ja uniwersalna.O ile mi wiadomo to słowienie w tym
                > Rosjanie Ukraińcy i Polacy czy jak się tam wtedy nazywali pojawili się w Europi
                > e
                > właśnie ok 15 wieków temu.Stepy czarnomorskie zamieszkiwały od tysiącleci
                > plemiona koczownicze,scytowie plemiona irańskie i tureckie(alanowie plemie
                > irańskie przodkowie czeczenów)Kozacy pojawili się ok XVIw ze zbiegłych chłopów
                > pańszczyźnianych(kriepastnych kriestian) z Polski i Rosji(Moskwy)na terenach
                > gdzie nie było żadnej władzy Sicz,Dzikie Pola.Narazie tyle.

                CZytaj histOrie a nie histErie. Tyle moge poradzic...
                No i troche logiki...
                Czy w otwartym terenie stepow dosnkich mozna by bylo ukryc sie od carskiej armii bieglym chlopom, kiedy za uciekanie od pana ghrozila smierc?.. CZy Car tolerowal by uciekanie swych chlopow?


              • rzewuski1 Cos o dymitriadach 19.04.04, 22:48

                Dymitr Samozwaniec
                15 maja 1591 roku w Ugliczu pod Moskwą rozeszła się wieść, że bawiący w tym
                mieście ośmioletni carewicz Dymitr, najmłodszy syn Iwana Groźnego, brat
                panującego Fiodora, został zamordowany. W ruchawce wszczętej przez krewnych
                jego matki, Marii z Nagojów, zginęło sporo podejrzanych, lecz śledztwo podjęte
                przez przysłaną z Moskwy komisję wersji zabójstwa nie potwierdziło. Rzekomo
                Dymitr, bawiąc się z innymi dziećmi, dostał ataku padaczki, upadł i zranił się
                śmiertelnie trzymanym w ręku nożykiem. Wersja brzmiała prawdopodobnie - nie
                możemy wykluczyć, że starannie ją przygotowano - i została na pozór powszechnie
                przyjęta. Wydarzenie zaś było-na rękę sprawującemu istotną władzę w państwie
                moskiewskim szwagrowi Fiodora, Borysowi Godunowowi. I gdy siedem lat póź
                niej Fiodor zmarł, Godunow bez większych przeszkód przywdział czapkę Monomacha.
                Lecz wkrótce w jego państwach zaczęła się szerzyć wieść, że Dymitr nie zginął,
                że matka, obawiając się zamordowania carewicza, podstawiła na jego miejsce inne
                dziecko, a syna ukryła. Widziano w tym intrygę starych, wywodzących się od
                Ruryka rodów bojarskich, zwłaszcza Romanowów i Szujskich.
                Wzmogło to podejrzliwość Borysa, pchnęlo go na drogę prześladowania domniemanej
                opozycji poszukiwania rzekomego Dymitra, powiększając jeszcze napięcie w kraju
                spowodowane straszliwą klęską głodu w latach 1601-1603. Lecz owego Dymitra
                nie było już w państwie moskiewskim. Objawił się natomiast w połowie 1603 roku
                w Koronie w dobrach ukraińskich, ruskich z pochodzenia prawosławnych jeszcze z
                wyznania magnatów, kniaziów Adama i Konstantego Wiśniowieckich.
                Kim był naprawdę - nie wiadomo. Jeden z wiarygodnych niemieckich świadków
                wydarzeń utrzymywał, iż był to nieślubny syn Stefana Batorego. Cudzoziemski dla
                Moskali akcent Dymitra, jego obecność w orszaku Lwa Sapiehy w Moskwie w 1600
                roku - wersję tę by potwierdzały. Natomiast śledztwo zarządzone w Moskwie przez
                Godunowa dziwnie szybko wykazało, że byI to niejaki Griszka Otriepiew, zbiegły
                do Polski czerniec, czyli mnich. Znaleźli się nawet świadkowie, którzy go
                przeprowadzili przez granicę. Nam, którzy wiemy, co były warte wszelkiego
                rodzaju procesy moskiewskie, zwłaszcza jeśli podejrzani zbyt łatwo i gładko
                przyznawali się do winy, pozostaje wzruszyć ramionami. Zamoyski z miejsca
                cudowne ocalenie Dymitra uznał za komedię jak z Plauta czy Terenejusza, ale
                Zamoyski, jak zwykle, nie chciał żadnego mieszania się w sprawy moskiewskie (na
                granicy z Moskwą, mówili , złośliwi, nie dzierżył żadnego starostwa tak ważnego
                jak Dorpat zagrożony przez Szwedów czy Szarogród najeżdżany przez Tata
                rów). To prawda, że ostatnie stulecia widziały zbyt wielu rzekomych królów czy
                królewiczów cudownie ocalonych: w Anglii dzieci Edwarda IV, w Portugalii króla
                Sebastiana, który poległ w 1578 roku w walce z Marokańczykami, w Polsce też
                krążyły niegdyś wieści o ocaleniu Warneńczyka. Ale cudowne ocalenie i
                odnalezienie Gustawa Eriksona było przecież faktem, sam Borys Godunow hołubił
                go czas jakiś na swoim dworze i chciał mu dać za żonę córkę swoją Ksenię,
                swataną przedtem Zygmuntowi III. A ów samozwaniec, "impostor", jak w Polsce
                mówiono, miał pewne cechy Dymitra prawdziwego: znamię na twarzy, jedno ramię
                niższe. Miał również w sobie wyniosłą, prawdziwie królewską dumę, jednającą mu
                zaufanie nawet takich ludzi, którzy niejednego prawdziwego króla znali. I miał
                bezsprzecznie nieprzeciętną wiedzę i zdolności. A legitymował się również
                prawdziwym złotym krzyżem, ofiarowanym niegdyś Dymitrowi przez jego ojca
                chrzestnego, kniazia Iwana mścisławskiego, z wyrytymi ich imionami. Czy był
                prawdziwym Dymitrem. czy też tylko wspaniałym aktorem, wiedzieć nigdy na pewno
                nie będziemy. Wiemy tylko na pewno, że wraz z jego pojawieniem się na scenie
                rozpoczął się jeden z nąjbardziej pasjonujących dramatów dziejowych.
                Z początkiem 1604 roku pojawił się ów Dymitr w Samborze, na dworze wojewodv
                sandomierskiego Jerzego Mniszcha, znanego nam z podejrzanych początków kariery
                Zygmunta Augusta. Zawarł z nim ugodę, że w zamian za pomoc w odzyskaniu tronu
                moskiewskiego poślubi jego córkę Marynę. W marcu był już Krakowie. Wraz z nim w
                stolicy pojawiło się kilkunastu synów bojarskich oraz poselstwo Kozaków
                dońskich, którzy publicznie uznali w nim prawdziwego carewicza. Pretendent
                pozyskał również poparcie Jezuitów ,obiecując przejście na katolicyzm.Zygmunt
                III zasięgnął w tej sytuacji rady senatorów tylko prymas Tarnowski i wojewoda
                Zebrzydowski radzili Dymitra poprzeć. Król jednak przyjął go na audiencji
                prywatnej i zezwolił na prowadzenie akcji na terenie Rzeczypospolitej i na
                wykorzystanie prywamej pomocy polskich magnatów. Czy brał na serio jego
                obietnice ustępstw terytorialnych, uni,sprowadzenia do Moskwy Jezuitow -nie
                wiadomo. Raczej ta decyzja była związana z chęcią osłabienia państwa
                moskiewskiego, które Zygmunt konsekwentnie uważał za najgroźniejszego wroga
                Polski i Szwecji - choć pozbawiony tronu szwedzkiego, nie przestawał myśleć o
                swej ojczyźnie . W końcu sierpnia pod Glinianami koło Lwowa zebrała się
                niewielka armia Dymitra pod wodzą Jerzego Mniszcha: 2,5 tys. ludzi, w tym
                jedynie 580 husarzy. Stąd wyruszyli na wschód. Po drodze dołączyło się do nich
                prawie 2 tys. Kozaków dońskich. W październiku przeszli Dniepr i znaleźli się w
                granicach państwa moskiewskiego. Oddziały wojskowe strzegące granicy
                przechodziły na ich stronę, bojarzy uznawali Dymitra, chłopi garnęli się pod
                jego sztandary, twierdze otwierały swe bramy. Nawet niespodziewany opór
                Nowogrodu Siewierskiego i klęska w styczniu poniesiona pod Dobryniczami nie
                przerwały napływu ochotników. Gdy przyszła wieść, że 13 (a 23 według nowej
                rachuby gregoriańskiej) kwietnia zmarł nagle Borys Godunow, najpewniej na
                apopleksję, wojska jego masowo zaczęły przechodzić na stronę Samozwańca.
                Rewolta w Moskwie obaliła krótkotrwałe rządy syna następcy Borysa, Fiodora
                Godunowa, on sam wraz z matką zginął, a siostra jego Ksenia zamknięta została w
                klasztorze. 20 (30) czerwca Dymitr wkroczył do Moskwy, rozpoznany został przez
                swą domniemaną matkę, po czym w soborze Uspieńskim włożył na skronie czapkę
                Monomacha, przybrał tytuł cara wszech Rusi, sprowadził do stolicy swą
                narzeczoną Marynę Mniszchównę i poślubił ją w maju 1606 roku.
                Rządy Dymitra trwały krótko, lecz w dziejach Moskwy stanowiły istotny przełom.
                Z jednej bowiem strony stał się on tam reprezentantem zachodniej, co znaczyło
                głównie polskiej kultury politycznej. Polskie zwyczaje, polskie urzędy służyły
                bez wątpienia do kształtowania nowej kultury politycznej, duma bojarska
                traktowana na kształt polskiego Senatu zdobywała wpływ na rządy. A rządy te
                były nadspodziewanie łaskawe, co zresztą zgubić miało Dymitra, gdy na wzór
                Zygmunta III przebaczył knującym spiski polityczne Szujskim. Ale również gdy
                wydawał edykty nieco łagodzące ciężki los ludności wiejskiej. Natomiast
                sprowadzać do Moskwy Jezuitów nie miał oczywiście zamiaru, a wobec poselstwa
                polskiego Aleksandra Gosiewskiego i Mikołaja Oleśnickiego zachowywał się
                wyniośle, swarzył się z nimi o tytuły, które przybrał, w tym i nowy łaciński
                tytuł "imperator Russiae". A równocześnie przez swych agentów w Polsce popierał
                ruch rokoszowy w jego początkach i myślał podobno sam o polskiej koronie.
                Zbierał zresztą potężną armię na wojnę, ale nie zdradzał, na jaką. Być może
                właśnie na pomoc rokoszanom.
                Nie zmieniało to faktu, że dla wielu swoich poddanych Dymitr zdawał się polską
                marionetką na tronie, a pogląd ten dotąd pokutuje w rosyjskiej historiografii.
                Niemało się do tego przyczyniło butne postępowanie Jerzego Mniszcha i
                przybyłego z nim na wesele córki orszaku, liczącego ponoć 2,5 tys. ludzi.
                Ułatwiło to agitację Szujskim. Wszczęli w Moskwie rozruch, skierowany przeciw
                Polakom z otoczenia Dymitra: głosili, że przybysze z Rzeczypospolitej chcą
                wymordować cara i bojarów.
                • rzewuski1 Re: Cos o dymitriadach 19.04.04, 22:52
                  17 maja wtargnęli spiskowcy na Kreml. Zginął Dymitr, a zwłoki jego spalono, zaś
                  prochy wystrzelono z armaty. Wieści, zapewne przesadne, głosiły, że 2 tys.
                  zaskoczonych Polaków zginęło w czasie rzezi dokonanej przez tłum. Posłowie z
                  orszakiem zdołali się obronić, Jerzy Mniszech z córką dostał się do niewoli.
                  Wasyl Szujski obrany został carem.


                  Wielka Historia Polski, Tom 4,Stanisław Grzybowski ,Dzieje Polski i Litwy(1506-
                  1648),Kraków 2000r ,str.305-308

                  • rzewuski1 Żółkiewski na kremlu 19.04.04, 22:54

                    Śmierć Dymitra i wstąpienie na tron Wasyla Szujskiego nie mogły spotkać się z
                    należytym odzewem ze strony władz Rzeczypospolitej w pierwszych miesiącach
                    rokoszu Zebrzydowskiego, pomimo wymordowania wielu Polaków i uwięzienia
                    poselstwa. Szczęśliwie państwem moskiewskim targała jeszcze większa burza. Iwan
                    Bołotnikow, chłop z pochodzenia, wzięty do niewoli przez Tatarów i Turkom na
                    galerę sprzedany, po ucieczce z niewoli przez Włochy, Niemcy i Polskę, gdzie
                    widział, o ile się tam lepiej wieśniakom żyje, wrócił w rodzinne, nadwołżańskie
                    strony nie po to, by znów dać się zakuć w jarzmo pańszczyźniane. Powstanie
                    jego, w którym wzięli udział również Kozacy dońscy, drobna szlachta, tak zwani
                    ludzie posadzcy, czyli z miejskich podegrodzi, wstrząsnęło krajem i zagroziło
                    nawet stolicy, angażując wszystkie siły Wasyla przez wiele miesięcy roku 1606 i
                    1607. Schwytany, oślepiony i stracony, rzucił jednak Bołotnikow zarzewie
                    dalszych buntów, którym sprzyjało również rozgoryczenie mas ludowych, ich
                    zawiedzione nadzieje po śmierci miłego im Dymitra. Dawni jego plebejscy
                    stronnicy rozpoczęli w 1607 roku nowe powstanie, na którego czele stanął
                    udający znów cudem ocalonego z rąk morderców cara, tym razem niewątpliwy
                    szalbierz, Dymitr Samozwaniec II.
                    Niepodobny nawet do carewicza z wyglądu, niemniej trafiający do rozgoryczonych
                    mas, a zwłaszcza do Kozaków dońskich, Samozwaniec ów, podobno kreatura jednego
                    z polskich urzędników Dymitra Samozwańca I, Mikołaja Miechowieckiego, zwrócił
                    się o pomoc do Polaków. Nie brakło wśród nich niespokojnych duchów, na wojnie
                    wychowanych, za żołd, stale zaległy, służących, nie brakło rokoszan
                    uciekających przed królewską sprawiedliwością, nie wiedzących jeszcze, że
                    będzie ona niegroźna. Całe chorągwie przechodziły na żołd szalbierza, a raczej
                    na dawaną przez niego wolną rękę w łupieniu ludności. Wyróżnił się wśród nich
                    rychło Aleksander Lisowski, twórca formacji zwanej lisowskimi Kozakami, lub po
                    prostu Lisowczykami, zabijaków pełnych odwagi, fantazji i okrucieństwa,
                    przemierzających śmiało olbrzymie przestrzenie wschodniej Europy, aż po Ocean
                    Lodowaty, w pogoni za łupem i sławą. Główne siły szalbierza jednak, rosnące z
                    każdym dniem w siłę, ruszyły na Moskwę i po kilku zwycięstwach w polu stanęły w
                    lecie 1608 roku niemal u jej wrót, we wsi Tuszyno.
                    Wasyl Szujski zdawał sobie sprawę z narastającego niebezpieczeństwa. Choć
                    słusznie oburzony na Zygmunta o spuszczenie ze smyczy Dymitra Samozwańca II,
                    wiedział, że w tej sytuacji konflikt z Rzeczpospolitą musi jakoś ułagodzić.
                    Wysłał zaraz do Zygmunta poselstwo, które przybyło do Krakowa w grudniu 1606
                    roku ze skargą na zerwanie ważnego przecież do 1622 roku rozejmu i z propozycją
                    jego odnowienia. Król więc wyprawił do Moskwy, gdzie wciąż więziono poprzednie
                    poselstwo Oleśnickiego i Gosiewskiego, posłów nowych - Stanisława Witowskiego i
                    Jana Druckiego Sokolińskiego. Zażądać mieli wpierw zwolnienia zatrzymanych, w
                    tym również Maryny i jej ojca, a następnie traktować o trwały pokój, jednak na
                    warunkach terytorialnych nie do przyjęcia przez Moskwę, a jeśli akceptować
                    rozejm, to tylko na dwa lata. Ostatecznie stanął rozejm na 3 lata i 11
                    miesięcy, do 30 czerwca 1612 roku, na warunkach w praktyce podyktowanych przez
                    Szujskiego, z niewątpliwym pogwałceniem nietykalności poselskiej, toteż nie
                    został on zatwierdzony przez Zygmunta IIl. Posłowie Rzeczypospolitej nie kryli,
                    że zawarli go tylko "dla oswobodzenia samych siebie i innych ludzi". Jakoż
                    rzeczywiścic pozwolono im wrócić do kraju z Maryną i Jerzym Mniszchami, ale gdy
                    wracali, ogarnęła ich wysłana przez Dymitra II chorągiew Aleksandra
                    Zborowskiego, syna Samuela, i uwiozła do Tuszyna Marynę. Tam w dzień odegrała
                    ona komedię rozpoznania cudownie ocalonego męża, a w nocy, potajemnie, wzięła z
                    nim ślub.Zygmunt III stanął przed trudną decyzją. Interwencja polska w Moskwie
                    trwała i mimo zobowiązań podjętych przez posłów nie było sposobu, by ją
                    powstrzymać. Po co zresztą? By mieć na karku tę masę awanturników,
                    potencjalnych nowych rokoszan, bez żadnego zawodu poza żołnierskim, na
                    zatrudnienie których przeciw Karolowi sudermańskiemu brakło pieniędzy? Problem
                    zbyt licznej szlachty istniał wtedy zresztą w niejednym kraju europejskim i w
                    wielu z nich, by uniknąć wojen domowych, jawnie wołano o aktywniejsząpolitykę
                    kolonialną, by szlachtę właśnie zatrudnić poza granicami metropolii. W Polsce
                    już do końca XVI wieku, od traktatów Piotra Grabowskiego i Józefa
                    Wereszczyńskiego, zaczęły się podnosić głosy, od jakiegoś czasu szczególnie
                    liczne, że polskie Indie są tuż za polskimi granicami. Zamoyski chciał je
                    widzieć w imperium osmańskim, Zygmunt - w Moskwie. Toteż już w październiku
                    1607 roku, przebaczając Zebrzydowskiemu, postawił król warunek, że "gdzieby do
                    Moskwy była kiedyś ekspedycja, znaczny poczet żeby na nią stawił".
                    Połączyły się z tym problemy szwedzkie. Wasyl równocześnie z rokowaniami z
                    Rzecząpospolitą próbował porozumicć się z Karolem. Ostatecznie 10 marca 1609
                    roku zawarto traktat w Wyborgu, który poszerzał granice Szwecji o tereny świeżo
                    opanowane i postulował wspólną politykę wobec Rzeczypospolitej, w tym
                    przysłanie do Moskwy pięciotysięcznego korpusu posiłkowego. Jak za Batorego,
                    Szwedzi umiejętnie wykorzystywali wojny Rzeczypospolitej z Moskwą dla
                    poszerzenia własnych posiadłości. Świeżo, korzystając z odejścia polskich
                    niepłatnych chorągwi do Tuszyna, opanowali całe prawie Inflanty po Dźwinę,
                    zagrażając znów Rydze.
                    Utrzymuje się mniemanie, że idąc na Moskwę, traktował ją Zygmunt III jako etap
                    pośredni w drodze do Sztokholmu. Wydaje się jednak, że już w tym czasie
                    podtrzymywał pretensje do szwedzkiej korony tylko jako pewien atut w grze
                    dyplomatycznej. W Rzeczypospolitej szermował dziedzicznymi prawami królewicza
                    Władysława: w grze o jego koronację za życia ojca zrzeczenie się tych praw i
                    zawarcie dzięki temu pokoju ze Szwecją byłoby pewnym argumentem. Henrykowi
                    Wisnerowi, niestrudzonemu w badaniu trudno dostępnych dokumentów, zawdzięczamy
                    rewelacyjną wiadomość, niestety z drugiej ręki. Otóż w listopadzie 1608 roku
                    Krzysztof Radziwiłł pisał do swego brata Janusza. rokoszanina, że "król snadź
                    myśli z Karolusem przymierze uczyniwszy, wszystką swoją moc na Moskwę obrócić i
                    królewicza na to państwo osadzić". Również i inne pośrednie przekazy zdawałyby
                    się potwierdzać tę wiadomość. Pamiętajmy. że Zygmunt do końca życia czuł się
                    Szwedem i o kraju tym myślał nie tylko w kategoriach dynastycznych, również w
                    kategoriach szczerego patriotyzmu. Jeszcze w 1610 roku będzie się starał wbrew
                    własnym dynastycznym interesom, odwrócić grożącą Szwecji wojnę
                    z Danią. Toteż chęć uznania przez niego i szwedzkiego status quo dla dobra
                    Rzczypospolitej i dla syna w 1608 roku była bardzo prawdopodobna. Szwedzi
                    woleliby jednak skubać Inflanty w porozumieniu z Wasylem. Pozostawało tylko
                    jedno: otwarta i szybka interwencja w Moskwie, aby uprzedzić Karola i zagarnąć
                    co się da - bo w przyłączenie całego państwa moskiewskiego Zygmunt, w gruncie
                    rzeczy realista, nigdy chyba nie wierzył .Trudno zresztą byłoby z tym
                    występować publicznie. Choć z początkiem 1609 roku plany wojny zaczynały się
                    już krystalizować, choć z Moskwy, od bojarów, przychodziły sygnały, że
                    niektórzy z nich chętnie by widzieli królewicza na tronie, warszawski sejm w
                    styczniu i lutym tych spraw nie poruszał. Ważniejsze było uchwalenie amnestii
                    dla rokoszan i ponowne zawarowanie wolności wyznania dyzunitom. Miał zresztą
                    król pewien pretekst do rozpoczęcia działań bez zgody sejmu: postanowienia
                    pactów conventów, które zobowiązały go do odzyskania utraconych niegdyś
                    prowincji, a zatem i Smoleńska. Powrócił więc do Krakowa, gdzie tymczasem
                    Konstancja powiła mu syna, Jana Kazimierza. Do chrztu trzymał go Janusz
                    Ostrogski, teraz już pierwszy senator świecki Rzeczypospolitej, kasztelan
                    krakowski, i po chrzcinach
                    • rzewuski1 Re: Żółkiewski na kremlu 19.04.04, 22:58

                      i po chrzcinach "pod rauszem ofiarował Jego Królewskiej Mości 1 tys. człeka na
                      tę ekspedycję".
                      28 maja 1609 roku ruszył król na Litwę, nie kryjąc już celów tej podróży.
                      Kraków, gdzie w ostatnich latach, po szybkim odbudowaniu spalonej w 1595 roku
                      części zamku, przebywał najczęściej, pozostawił pod opieką Mikołaja
                      Zebrzydowskiego. Ale królowa z dziećmi i dwór ruszyły z nim do Wilna, które na
                      kilkanaście miesięcy stawało się faktyczną stolicą Rzeczypospolitej.
                      Dowództwo naczelne wyprawy objąć miał hetman polny - stanowisko wielkiego wciąż
                      wakowało w Koronie - Stanisław Żółkiewski. Niezbyt chętny tej wojnie, na którą
                      stawił się zresztą z opóźnieniem na wyraźny rozkaz królewski, uważał jednak, że
                      najważniejszy jest interes państwa i uspokajając swoje sumienie, pisał w
                      związku z tym już wcześniej do Lwa Sapiehy: "O sprawiedliwość, słuszność, to
                      jest z naszej strony, choć to niektórym inaczej się zda, nie patrzyłbym ja na
                      to, byle jedno było dobrze Rzeczypospolitej". Lecz dobro to widział w
                      zjednoczeniu obu narodów słowiańskich, gdy tymczasem większość senatorów,
                      opowiedziawszy się za wojną, myślała tylko odzyskaniu utraconych prowincji i
                      ewentualnie o nowych, tym realniejszych, im skromniejszych nabytkach.
                      We wrześniu armia królewska pod osobistym dowództwem Zygmunta stanęła pod
                      murami Smoleńska. Król prowadził 12 tys. jazdy, 5 tys. piechoty i 10 tys.
                      Kozaków zaporoskich. Nie było to za wiele. Potężna twierdza, za grubymi skryta
                      murami, dysponująca silną artylerią, wydawała się nie do zdobycia. Żółkiewski
                      proponował zrezygnować z oblężenia i iść na Moskwę, gdzie wielu bojarów, w
                      obawie przed "worem [złodziejem] tuszyńskim", Dymitrem Samozwańcem II, gotowa
                      była uznać Władysława za cara. Król jednak konsekwentnie wolał trzymać
                      smoleńskiego wróbla w garści, niż łapać moskiewskiego kanarka na dachu. Szeregi
                      jego zresztą rosły. Gdy przyprowadzili mu pierwsze swoje oddziały polscy
                      pułkownicy spod Tuszyna, "wor" musiał się wycofać, a wówczas do obozu
                      przybywali kolejni. Tym samym jednak wlokły się pertraktacje z bojarami, którzy
                      gotowi byli przyjąć królewicza, zagrożenie Moskwy bowiem malało.
                      W otoczeniu Zygmunta ścierały się różne koncepcje: iść na Moskwę czy kończyć ze
                      Smoleńskiem. Zdecydował nieprzyjaciel. Gdy nadeszły wreszcie obiecane szwedzkie
                      posiłki, Dymitr Szujski, brat Wasyla, ruszył na odsiecz Smoleńska. Prowadził 36
                      tys. wojska, w tym część obcych najemników, Niemców, Szwedów i Francuzów.
                      Naprzeciw mu wyruszył Żółkiewski na czele 2 tys. jazdy i 1 tys. piechoty,
                      właściwie dużego podjazdu. Część z nich musiał zresztą zostawić pod Carowym
                      Zajmiszczem, silnie obsadzoną twierdzą. Łączyli się z nim jednak niektórzy
                      tuszyńscy pułkownicy. Słysząc, że hetman koronny jest w niebezpieczeństwie,
                      przyprowadził mu swój pułk Aleksander Zborowski, mimo że to właśnie obecny
                      hetman ujął przed laty i poprowadził na śmierć jego ojca Samuela.
                      Wczesnym rankiem 4 lipca, prowadząc zaledwie 6,5 tys. jazdy polskiej, kilkaset
                      piechoty i 2 działa, które się zresztą spóźniały, ujrzał Żółkiewski przed sobą
                      obóz nieprzyjacielski pod wsią Kłuszynem, skryty za murkami, płotami,
                      zasiekami. Nie mógł wyzyskać zaskoczenia i uderzyć na śpiących, musiał czekać
                      na działa. Przez ten czas jednak zainicjował rokowania z przywódcami nie
                      rwących się do walki najemników. Nie szarża kawaleryjska miała teraz decydować,
                      ale trudne zmagania w niekorzystnym terenie. Lecz wyższość bojowa znakomicie
                      wyszkolonych polskich oddziałów ujawniła się w pełni właśnie tutaj. W ciężkiej
                      walce legło do 15 tys. Moskali; najemnicy obcy, trzymając się od bitwy z dala,
                      skapitulowali. Dwa dni później załoga Carowego Zajmiszcza uznała Władysława za
                      cara. Żółkiewski obiecał jej, bez uzgodnienia z królem i senatorami, że granice
                      nie zostaną zmienione, a oblężenie Smoleńska będzie zdjęte. Potem ruszył na
                      Moskwę. Miesiąc później stanął pod jej murami. Miesiąc jeszcze, miesiąc
                      trudnych rokowań, i przejmował nad miastem i państwem całym rządy w imieniu
                      nowego cara Władysława Zygmuntowicza.
                      Zygmunt układu nie aprobował. Twardo postawił sprawę: bez Smoleńska i twierdz
                      nadgranicznych bezpieczeństwo Rzeczypospolitej nie będzie zapewnione. Wybór
                      Władysława w zasadzie akceptował, lecz ostateczne jego uznanie odsyłał do
                      sejmu. Stawiał własne warunki. Nie ukrywał zresztą, że sam chciałby wpierw
                      rządy objąć w Moskwie w imieniu piętnastoletniego syna i że boi się o jego losy
                      w państwie, które tyle przewrotów i tylu carów nagle życie kończących ostatnio
                      widziało. Gotów był sam przejąć panowanie nad Moskwą. Wydaje się, że grał na
                      zwłokę. Chciał wpierw zdobyć Smoleńsk. Zdobył go 13 czerwca 1611 roku, po 21
                      miesiącach oblężenia. Ale było już za późno. Śmierć Dvmitra Samozwańca II
                      ośmieliła wrogów Zygmunta: Maryna z synkiem szalbierza wkrótce też marnie
                      zginie. Zawiedziony Żółkiewski opuścił Moskwę, uwożąc jeńców i pozostawiając na
                      Kremlu polską załogę pod dowództwem Gosiewskiego, a wówczas w Niżnym
                      Nowogrodzie wybuchło powstanie pod wodzą rzeźnika Kuźmy Minina i kniazia
                      Dymitra Pożarskiego. Opanowali Moskwę, rozpoczęli oblężenie Kremla.
                      Sejm złożony w Warszawie, obradujący od końca września do początku listopada
                      1611 roku, był świadkiem tryumfu i rezygnacji. Tryumfu hetmana, który przywiódł
                      swych jeńców: Wasyla, Dymitra oraz Iwana Szujskich, kniazia Wasyla Golicyna,
                      patriarchę Filareta Romanowa i przekazał zdobyte sztandary. Rezygnacji, bo
                      uchwalony pobór nie pozwalał na dalsze, dość energiczne prowadzenie wojny, a
                      szeregi bojarów życzliwych jeszcze Władysławowi topniały z dniem każdym. Szła
                      wprawdzie wyprawa po wyprawie z posiłkami i zaopatrzeniem dla Kremla, ale
                      pierścień oblężenia się zacieśniał i głód wreszcie zawitał. Zjedzono konie i
                      szczury, zjedzono rzemienie i trawę, aż w końcu zaczęto jeść trupy. 6 listopada
                      1612 roku kapitulowali polscy obrońcy Kremla, choć słusznie obawiali się
                      okrutnej zemsty. Mimo obietnic Pożarskiego, wielu Polaków wymordowano w mękach.
                      Zaś 21 lutego 1613 roku w Moskwie sobór ziemski wybrał nowym carem Michała
                      Romanowa, syna uwięzionego patriarchy Filareta.
                      A w Rzeczypospolitej szaleli niepłatni żołnierze. Obrońcy Kremla i Inflant,
                      zdobywcy Smoleńska zawiązywali konfederacje i łupiestwem pragnęli wymusić zwrot
                      należnego im żołdu. Zaczęli jeszcze na Kremlu od łupienia skarbca carów. Ci,
                      którym się udało wcześniej z tymi skarbami do kraju powrócić, zaczęli teraz
                      łupić współobywateli. Z trudnością i dopiero w 1615 roku udało się konfederacje
                      rozwiązać, konfederatów rozbroić. Nie wszystkich zresztą. Kilkudziesięciu
                      skazano za rozboje na banicję, kilku na śmierć, ale wielu, bezkarnych,
                      rozbijało się nadal. Trzeba było kończyć tę wojnę. Kolejne wyprawy załamywały
                      się jeszcze przed Moskwą. Powodowały tylko jeszcze większe zniszczenie kraju i
                      narastanie nienawiści do Polaków. Rozpoczęły się rokowania. Aby przed wymaganą
                      rezygnacją królewicza z praw do panowania w Moskwie (na którą się zresztą nie
                      zgodził) stworzyć fakty dokonane, spisano traktat pokojowy, w myśl którego
                      cesarz (imperator) Rusi Władysław Zygmuntowicz odstępował królowi Zygmuntowi
                      III księstwa smoleńskie i siewierskie. Odrzuciła go kancelaria koronna,
                      zażądała zmiany tytulatury. Podpisał go Władysław ostatecznie jako wielki
                      książę moskiewski.
                      Ostatnią próbą podporządkowania państwa moskiewskiego stała się wielka wyprawa
                      Władysława na Moskwę. Naczelne dowództwo sprawował stary hetman Chodkiewicz,
                      usiłujący narzucić dyscyplinę faworytom królewicza, wśród których szczególnie
                      niechlubną rolę odgrywali młodzi Kazanowscy, wyróżnili się natomiast męstwem i
                      rozwagą Jakub Sobieski, syn Marka, oraz Jerzy Ossoliński, syn Zbigniewa. Jesień
                      1617 roku przyniosła pewne sukcesy i wojsko zimowało na terenie
                      nieprzyjacielskim, nie niszcząc swego kraju, ale na wiosennym sejmie 1618 roku
                      nawet dotychczasowi zwolennicy interwencji zażądali jak najszybszego
                      zakończenia
                      • rzewuski1 Re: Żółkiewski na kremlu 19.04.04, 23:00

                        zakończenia tej wojny. Ponieważ siły polskie były zbyt szczupłe, Lew Sapieha
                        sprowadził na pomoc 20 tys. Zaporożców z atamanem Konaszewiczem-Sahajdacznym na
                        czele. Umożliwiło to szturm na Moskwę w nocy z 10 na 11 października. Mimo
                        wysadzenia bramy przez dzielnego kawalera maltańskiego, Bartłomieja
                        Nowodworskiego, potem fundatora znanej szkoły średniej w Krakowie, miasta
                        zdobyć nie zdołano, ale Moskali skłoniono do znacznych ustępstw. Podpisany
                        ostatecznie czternastoletni rozejm dywiliński z 11 grudnia 1618 roku
                        pozostawiał we władaniu Rzeczypospolitej Smoleńsk, Siewierz i Czernihów.
                        Odzyskano w przybliżeniu to, co stracił Zygmunt Stary. Jego wnuk - ale za jaką
                        cenę! - zrealizował to, czego z właściwym mu realizmem po tej wojnie oczekiwał.
                        Rzeczpospolita osiągnęła swój największy rozrost terytorialny: 950 tys. km kw.
                        zamieszkanych przez około 10 mln ludności.
                        Hetman Żółkiewski odjechał już wcześniej do swojej Żółkwi. Gdy nie mógł
                        wywalczyć tego, o czym marzył, bratniej unii dwóch narodów, między którymi
                        wyrastał teraz mur nienawiści, zasiadł do przelania swoich marzeń i żalów na
                        papier. Tak powstał Początek i progres wojny moskiewskiej, pisany z pasją i
                        namiętnością, skrytymi pod pozornie beznamiętnym opisem, pamiętnik własnych
                        czynów i własnych złudzeń - dostojne w stylu, szlachetne w ocenie dzieło
                        dojrzałej refleksji, godnie wieńczące odchodzącą razem z nim w przeszłość
                        ideologię polskiego renesansu.
                        .,str 313-320








    • bonobo44 Pod kryliami Matiuszki Rosiji 18.04.04, 16:35
      Gość portalu: Misza napisał(a):
      > Mylisz sie. W Rosijskoj Imperii istnialo Wolnyj Donskoj Kraj, gdzie mieszkali
      4 miliony Kozakow. Komunisci tak mocno nienawidzieli Kozakow ze wybili 90% z
      nich i zabronili pisac w paszportach nardowoosc "Kozak" (nakazano
      pisac "Russkij").

      Znaczit se wam sie sakramencko oplacilo przejscie swego czasu pod skrzydelka
      Matiuszki Rosiji spod skrzydel Rzeczypospolitej ... aaa ?
      • Gość: Misza Re: Pod kryliami Matiuszki Rosiji IP: *.ats51.donpac.ru 19.04.04, 07:30
        bonobo44 napisał:

        > Znaczit se wam sie sakramencko oplacilo przejscie swego czasu pod skrzydelka
        > Matiuszki Rosiji spod skrzydel Rzeczypospolitej ... aaa ?

        W Matuszc Rossii Kozakom zylo sie znacznie lepiej niz hdziekolwiek. Tylko potem przyszli POlacy (Dzerzynski, Miezynski), Gruyzini (Stalin, Beria), Zydzie (dziesiatki liderow bolszewikow) ktorzy nienawidzieli Kozakow calym sercem i zzaczeli prowadzic genocyd na narodzie kozackim...


        • bonobo44 Re: Pod kryliami Matiuszki Rosiji 19.04.04, 12:47
          Gość portalu: Misza napisał(a):

          > bonobo44 napisał:

          > W Matuszce Rossii Kozakom zylo sie znacznie lepiej niz hdziekolwiek. Tylko
          potem przyszli POlacy (Dzerzynski, Miezynski), Gruyzini (Stalin, Beria), Zydzie
          (dziesiatki liderow bolszewikow) ktorzy nienawidzieli Kozakow calym sercem i
          zzaczeli prowadzic genocyd na narodzie kozackim...
          >

          Znaczitsa wam osobhienno powiezlos, tolkho khoncevyj rascziot sviel vsio
          hczertovskoj matieri, aaa ?
            • bonobo44 Re: Pod kryliami Matiuszki Rosiji 20.04.04, 15:59
              To bylo tylko resume twojej wypowiedzi. Taka konstatacja faktu, ze koniec
              koncow nie wyszlo wam to na zdrowie. Nam zreszta tez nie bardzo, gdy juz pod
              nie trafilismy na ponad wiek a ostatnio - na pol wieku.

              Gdybysmy natomiast trzymali sie swego czasu razem, moglismy dac odpor zakusom z
              obu stron. To taka gorzka uwaga, ze pomimo tego, ze wszedzie nam bylo po
              drodze, nasze drogi sie rozeszly z powodu wasni wewnetrznych.
              Teraz, po wielkim luku wracamy byc moze do tej wspolnej drogi (o ile tez
              zechcecie przystapic do UE, oczywiscie).
              Zapraszam na ponizsze forum, ktore w zamierzeniu swym probuje zasypac dzielace
              nas najnowsze przepasci historyczne:
              • Gość: Misza Re: Pod kryliami Matiuszki Rosiji IP: 195.208.237.* 20.04.04, 16:58
                bonobo44 napisał:
                > To bylo tylko resume twojej wypowiedzi. Taka konstatacja faktu, ze koniec
                > koncow nie wyszlo wam to na zdrowie. Nam zreszta tez nie bardzo, gdy juz pod
                > nie trafilismy na ponad wiek a ostatnio - na pol wieku.

                Zgadzam sie. Wybito do nogi ponad 90% Kozakow, zakazano nawet wspominac o swych kozackich korzeniach. Na sczescie ostatnimi laty u nas nad Donem odczuwamy wzrost kozaczestwa - mialem nawet propozycje zaostania oficerem w wojsku kozackim - odmowilem ;))

                > Gdybysmy natomiast trzymali sie swego czasu razem, moglismy dac odpor zakusom > obu stron. To taka gorzka uwaga, ze pomimo tego, ze wszedzie nam bylo po
                > drodze, nasze drogi sie rozeszly z powodu wasni wewnetrznych.

                Kto smusiel przegrac. KOzacy stali po zlej stronie - gdyby walczyli po stronie Czerwonych to dzis mieszkalo by okolo 15-20 milionow Kozakow, ale KOzacy dali sie nabrac Bialym ze uda sie im wygrac wojne domowa...

                > Teraz, po wielkim luku wracamy byc moze do tej wspolnej drogi (o ile tez
                > zechcecie przystapic do UE, oczywiscie).

                Dziekuje. Nie chcemy ;))
                UE - to trumna narodowosci...

                • Gość: Pzl Re: Pod kryliami Matiuszki Rosiji IP: 193.111.166.* 21.04.04, 09:16
                  > Kto smusiel przegrac. KOzacy stali po zlej stronie - gdyby walczyli po
                  stronie
                  > Czerwonych to dzis mieszkalo by okolo 15-20 milionow Kozakow, ale KOzacy dali
                  s
                  > ie nabrac Bialym ze uda sie im wygrac wojne domowa...

                  Oj to wcale nie były bajki, ze biali moga wygrac wojne domowa.
                  Najwiekszym błedem "białych" było niedocenienie wsparcia militarnego Polski.
                  Wystarczyło ze podpisano by układ z Polska i Piłsudski nie zatrzymałby ofensywy
                  Kijowskiej, a wtedy Denikin pokonałby czerwona armie.
                  No i miałbys swoj wielki narod Kozacki.
                      • Gość: Misza Re: Pod kryliami Matiuszki Rosiji IP: *.ats51.donpac.ru 21.04.04, 12:32
                        > > Wsparcie? TO bardziej przypominalo poddoj ziem rosyjskich :)))
                        >
                        > Jakich ziem rosyjskich ??? Od kiedy to Rosja zawłaszczyła sobie prawo do tych
                        > ziem ??? Rosja te ziemie nam kiedys odebrała i mielismy prawo sie o nie
                        > upomniec tak jak o nasza niepodległosc !!!

                        O to chodzi! Dla rosyjskich Bialych oficerow ziemia rosyjska oznacza ziemie, nalezace do Imperium Rosyjskiego. I POlacy zajmowali sie tym ze chcieli oderwac te ziemie od Rosji. Zapominasz ze to Lenin oddal Finnladie i POlske, a nie Biali...
                          • Gość: Misza Re: Pod kryliami Matiuszki Rosiji IP: *.ats51.donpac.ru 21.04.04, 14:22
                            Gość portalu: Pzl napisał(a):

                            > Dlatego napisałem ze biali nie doceniali wsparcia militarnego ze strony Polski
                            > i przez to przegrali swoje zwyciestwo.

                            Mysle ze Biali tak czy inaczej nie mieli szans. Ich poprostu prosci ludzi nie popierali. A bez wsparcia narodu wygrac nie da sie. Gdyby Biali polaczyli sily z POlakami, to to tylko zwiekszylo cierpienia naszego narodu przedluzajac wojne domowa. A czy Polacy wyszli by z Ukrainy to dopiero pytanie... Szczerze watpie w dobre checi POlakow.

                            > Czerwoni by nie wytrzymali udezenia z zachodu i z południa, ale stało sie jak
                            > sie stało.

                            Wytrzymali by.
                            Dodatkowe uderzenie tylko by przedluzylo wojne.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka