kstmrv
23.11.10, 22:56
Dwa tygodnie temu odpalono rakietę spod wybrzeża USA. Oficjalnie uznano że to samolot, choć do dziś nikt nie powiedział konkretnie co to za samolot.
Tydzień temu spadł F-22. W zupełnie nietypowych okolicznościach, juz wracał do bazy, nie zgłaszał żadnych problemów; nagle urwała się łączność i znaleziono tylko wrak ze szczątkami pilota (który się nie katapultował). To bardzo podejrzane, bo nawet jeśli była to awaria techniczna (np. wysiadły silniki) to pilot powinien choć słowem krzyknąć do radiostacji że ma problem. W dodatku pilot sie nie katapultował - co już jest zupełnym zaskoczeniem, bo nawet w zeszłym roku gdy (rzekomo) F-22 spadł z powodu utraty kontroli przez pilota, to nawet wtedy pilot sie katapultował (fakt że nieudanie, ale jednak się katapultował). To by wskazywało że przyczyna ostatniej katastrofy była tak nagła, że pilot nie tylko nie zdążył zawiadomic bazy, ale i odrazu zginął. A takie coś może się stać praktycznie tylko w przypadku trafienia rakietą przeciwlotniczą.
A dzisiaj Północni Koreańczycy zaatakowali wyspę Południowych.
Gdybym był fanem teorii spiskowych to bym powiedział że ktoś bardzo próbuje zrobić prowokację. A z przeciwnej strony ktoś bardzo tego nie chce. Najpierw wystrzelono rakietę spod wody, tą sprawę wyciszono. Więc w drugim kroku prowokator zestrzelił F-22 (prawdopodobnie jakąś prototypową wyrzutnią naramienną, o wydłużonym zasięgu). A ponieważ i tą sprawę wyciszono, to prowokator zdecydował się na otwarty atak.