Zbieg okoliczności ... czy ???

25.11.10, 12:31
... też, nasz uroczy Wujek 'O' ma poważny problem. Bo FR&CHRLD .... 'wyrzekły' się paskudnego Dolara w wymianie bilateralnej. Zatem akcja 'K', to zbieg okoliczności, czy też gra na osłabienie USA. Wykorzystując 'słabośc' przywództwa Obamy wsród Amerykanów i zaangażowanie w wyczerpujące konflikty w Iraku, Afganistanie. Oraz potencjalne ... wokół Iranu, Koreii i ... Tajwanu. I czy, aby to strzelanie Kima, nie było celową akcją na rzecz ... Iranu. Wokół, którego to atmosfera robiła się coraz bardziej ... 'gęsta'. Tak to ilośc pól konfliktogennych, na których przyszło 'grac' Amerykanom ulega 'cudownemu ... rozmnożeniu'. I gdyby to tylko o ... Chlebie była mowa ;)))
Link:www.chinadaily.com.cn/china/2010-11/24/content_11599087.htm
    • aso62 Re: Zbieg okoliczności ... czy ??? 25.11.10, 13:12
      say69mat napisał:

      > ... też, nasz uroczy Wujek 'O' ma poważny problem. Bo FR&CHRLD .... 'wyrzekły'
      > się paskudnego Dolara w wymianie bilateralnej.

      Dla USA nie ma żadnego znaczenia czy Rosja i Chiny rozliczają się w $, muszelkach czy rysując kreski na drzwiach stodoły. Co najwyżej dzięki takiemu mechanizmowi Chińczycy stopniowo wykupią rosyjską gospodarkę, nie naruszając własnych rezerw dewizowych. Które i tak w przeważającej części będą w $.
      • wielki_czarownik No nie do końca 25.11.10, 14:14
        Jednym z głównych czynników wpływających na siłę waluty jest jej powszechność i zaufanie do niej. Dlatego też nikt nie rozlicza się w czeskich koronach, które są całkiem stabilne, ale w dolarach.
        • aso62 Re: No nie do końca 25.11.10, 14:58
          Tylko nie bierzesz pod uwagę paru istotnych czynników:

          1. handel rosyjsko-chiński stanowi coś w granicach 0.1 - 0.2% całego handlu światowego. Jego wpływ na "powszechność" stosowania $ jest praktycznie żaden.

          2. jest mało ważne w jakiej walucie transakcja jest rozliczana, ważne jaka jest waluta kontraktu. A ceny większości towarów płynących na linii Rosja-Chiny są wyznaczane w $ i to się raczej za naszego życia nie zmieni. Rosjanie jeszcze nie są na tyle zdesperowani żeby podpisywqać kontrakty na sprzedaż ropy w rublach czy juanach.

          Generalnie, pomysł że można jakąś walutę wypromować na "światową" (lub inną pozbawić tego statusu) drogą jakichś bilateralnych umów jest naiwny. Już wcześniej tego próbowano i nic z tego nie wyszło.

          Podobnie $ (a wcześniej funt) nie stały się walutami światowymi drogą jakichś bilateralnych, politycznych decyzji. Paradoksalnie $ zdetronizował funta w najgorszym dla USA okresie - kryzysie lat 30-ych, kiedy "na logikę" wszyscy powinni od niego uciekać.
          • dirloff Re: No nie do końca 25.11.10, 15:29
            Sorry, ale trochę sam sobie zaprzeczasz w obu punktach.
            Oczywiście, że nie chodzi o wielkość handlu, lecz o jego rodzaj. W tym wypadku, w rozliczeniach między Rosją i Chinami, przede wszystkim o surowce. Rosjanie sprzedają, Chińczycy kupują.
            Obecna potęga dollara nie opiera się już na podupadlym Bretton Wood, zwłaszcza po wypowiedzeniu przez Nixona parytetu złota, lecz na tzw. petrodolarze, czyli powiązania dolara z ropą naftową. I ta umowa rosyjsko-chińska ma przede wszystkim na celu własnie uderzenie w system petrodolarowy. Oczywiście, to dopiero początek, przymiarki, jednak zamiar został światu obwieszczony a proces ukierunkowany na cel. Za kilkanaście miesięcy Rosja może zażądać od Japonii również yuanów, zamiast dollarów. Aby osłabić USA i upokorzyć po raz n-ty Japonię. Z czasem od wszystkich azjatyckich kontrahentów Moska może żądać yuanów. Od Europejskich euro. I w przeciągu 5 lat lwia część Eurazji(oczywiście, bez państw arabskich) może w kontraktach surowcowych rozliczać się w yuanach i euro. Do tego Iran, Syria, z czasem Pakistan, jeżeli "sprawa afgańska" będzie dla USA traumą tożsamą do "sprawy wietnamskiej", etc., etc.
            Dlaczego Waszyngton postanowił obalić Saddama? Ponieważ ten miał bezczelność w rozliczeniach za iracką ropę preferować euro. Natomiast Iran od kilku lat straszy giełdą surowcową również powiązaną z euro.
            W momencie, gdy dolar zacznie tracić pozycję "petrodolarową", zacznie się upadek Stanów. Ten prawdziwy, nie medialny. I o to toczy się wielka gra.
            • aso62 Re: No nie do końca 25.11.10, 16:36
              dirloff napisał:

              > Obecna potęga dollara nie opiera się już na podupadlym Bretton Wood, zwłaszcza
              > po wypowiedzeniu przez Nixona parytetu złota, lecz na tzw. petrodolarze, czyli
              > powiązania dolara z ropą naftową.

              Bretton Woods skończył się 37 lat temu, to dużo dłuższej niż okres obowiązywania tego układu, a potęga $ jakoś trwa. Potem $ miało zdetronizować Euro, póki co to Euro balansuje na granicy istnienia. A petrodolary? To kolejny mit. Nie będzie petrodolarów a $ dalej będzie potęgą. Bo siła $ nie bierze się ani z Bretton Woods ani z petrodolarów.

              > Za kilkanaście miesięcy Rosja może zażądać od Japonii również yuanów, zamiast dollarów.

              A ja jutro też mogę od szefa zażądać juanów zamiast PLN. I wiesz co mi powie? "A skocz se na bambus!" Rosja jest marginalnym graczem na rynkach światowych i ma za słabą pozycję żeby czegokolwiek żądać. Zwłaszcza od krajów typu Japonia.

              I dalej nie rozumiesz, że nie jest ważne w jakie walucie się rozlicza transakcję a to w jakiej podpisano kontrakt. Wszystkie rosyjskie kontrakty naftowo-gazowe są w $ i to się nie zmieni. Również w relacjach z Chinami.

              > Dlaczego Waszyngton postanowił obalić Saddama? Ponieważ ten miał bezczelność w
              > rozliczeniach za iracką ropę preferować euro.

              To kolejny mit. Chyba zapominasz, że iracki handel ropą za Saddama był pod kontrolą międzynarodową, Euro to on sobie mógł żądać w tych lewych transakcjach krytych przez skorumpowanych polityków z ONZ czy UE. I nie dlatego, że mu $ nie pasowały tylko dlatego żeby ukryć te transakcje. Przepływ $ Amerykanie mogą łatwo śledzić w całym świecie, z Euro jest gorzej.

              > Natomiast Iran od kilku lat straszy giełdą surowcową również powiązaną z euro.

              Dobrz to ująłeś - straszy. A co konkretnego osiągnął?

              > W momencie, gdy dolar zacznie tracić pozycję "petrodolarową", zacznie się upade
              > k Stanów. Ten prawdziwy, nie medialny. I o to toczy się wielka gra.

              Stany mogą upaść jedynie z przyczyn wewnętrzych np. od postępującego socjalizmu w życiu społecznym i gospodarczym. Bo ich siła (i siła $) wzięła się z wnętrza. To co dzieje się w otoczeniu ma na to marginalny wpływ.
            • bmc3i Swietna teoria dirloff :)) 29.11.10, 21:23
              dirloff napisał:

              > Sorry, ale trochę sam sobie zaprzeczasz w obu punktach.
              > Oczywiście, że nie chodzi o wielkość handlu, lecz o jego rodzaj. W tym wypadku,
              > w rozliczeniach między Rosją i Chinami, przede wszystkim o surowce. Rosjanie s
              > przedają, Chińczycy kupują.
              > Obecna potęga dollara nie opiera się już na podupadlym Bretton Wood, zwłaszcza
              > po wypowiedzeniu przez Nixona parytetu złota, lecz na tzw. petrodolarze, czyli
              > powiązania dolara z ropą naftową. I ta umowa rosyjsko-chińska ma przede wszystk
              > im na celu własnie uderzenie w system petrodolarowy. Oczywiście, to dopiero poc
              > zątek, przymiarki, jednak zamiar został światu obwieszczony a proces ukierunkow
              > any na cel. Za kilkanaście miesięcy Rosja może zażądać od Japonii również yuanó
              > w, zamiast dollarów. Aby osłabić USA i upokorzyć po raz n-ty Japonię. Z czasem
              > od wszystkich azjatyckich kontrahentów Moska może żądać yuanów. Od Europejskich
              > euro. I w przeciągu 5 lat lwia część Eurazji(oczywiście, bez państw arabskich)
              > może w kontraktach surowcowych rozliczać się w yuanach i euro. Do tego Iran, S
              > yria, z czasem Pakistan, jeżeli "sprawa afgańska" będzie dla USA traumą tożsamą
              > do "sprawy wietnamskiej", etc., etc.


              :)

              Pieklna teoria dirloff . Zapomniales tylko o pewnym "drobnym szczególiku" - o tym ze Chiny sa najwiekszym klientem panstw Bliskiego Wschodu, importujacym stamtąd 50% bliskowschodniego eksportu ropy, a chinskie potrzeby w zakresie ropy naftowej systematycznie podwajaja sie co kazde 8 lat... Ciekawe czy Arabia Saudyjska i Kuwejt, beda chcialy przyjmowac juany od Pekinu.....

              > Dlaczego Waszyngton postanowił obalić Saddama? Ponieważ ten miał bezczelność w
              > rozliczeniach za iracką ropę preferować euro. Natomiast Iran od kilku lat stras
              > zy giełdą surowcową również powiązaną z euro.
              > W momencie, gdy dolar zacznie tracić pozycję "petrodolarową", zacznie się upade
              > k Stanów. Ten prawdziwy, nie medialny. I o to toczy się wielka gra.
      • say69mat Re: Zbieg okoliczności ... czy ??? 25.11.10, 14:27
        ... Chińczycy stopniowo wykupią rosyjską gospodarkę, nie naruszając własnych rezerw dewizowych ...
        ... czy to aby nie znaczy, że mamy tu do czynienia z aktem systematycznej 'wasalizacji' FR. Bądź raczej ... systematycznego jej 'zasysania', przez światowego 'smoczka', jakim stały się Chiny. Czyli patrząc globalnie, to komu może zależec na podsycaniu napięcia w regionie. Na przykład, poprzez agresywne zagrywki rodziny 'K'???
        ... i czy aby nie należy jednak spojrzec na to wydarzenie. Przez pryzmat symboliki, która to jak wiadomo odgrywa kolosalną rolę w języku dyplomatycznym azjatyckiego 'hegemona';
        ... i, o ile mnie pamięc nie myli, ostatnio to USA objawiło się w Wietnamie. Może więc jest to jakaś forma tzw. 'chinese response' ... ???
        • o333 Re: Zbieg okoliczności ... czy ??? 25.11.10, 15:39
          say69mat napisał:

          > ... Chińczycy stopniowo wykupią rosyjską gospodarkę, nie naruszając własnych re
          > zerw dewizowych ...
          > ... czy to aby nie znaczy, że mamy tu do czynienia z aktem systematycznej 'wasa
          > lizacji' FR. Bądź raczej ... systematycznego jej 'zasysania', przez światowego
          > 'smoczka', jakim stały się Chiny. Czyli patrząc globalnie, to komu może zależec
          > na podsycaniu napięcia w regionie. Na przykład, poprzez agresywne zagrywki rod
          > ziny 'K'???
          > ... i czy aby nie należy jednak spojrzec na to wydarzenie. Przez pryzmat symbol
          > iki, która to jak wiadomo odgrywa kolosalną rolę w języku dyplomatycznym azjaty
          > ckiego 'hegemona';
          > ... i, o ile mnie pamięc nie myli, ostatnio to USA objawiło się w Wietnamie. Mo
          > że więc jest to jakaś forma tzw. 'chinese response' ... ???
          Co za stek bzdur
        • aso62 Re: Zbieg okoliczności ... czy ??? 25.11.10, 16:02
          say69mat napisał:

          > ... czy to aby nie znaczy, że mamy tu do czynienia z aktem systematycznej 'wasa
          > lizacji' FR. Bądź raczej ... systematycznego jej 'zasysania', przez światowego
          > 'smoczka', jakim stały się Chiny.

          Życie jest trochę baqrdziej złożone. Rozumiem tendencję do upraszczania tej złozoności i szukania prostej logiki w tym chaosie, ale to tylko prowadzi do "pseudoprawdy".

          Decyzje podejmowane na szczeblu państw/rządów rzadko mają jedną motywację. Wynika to z tego, że nawet w skrajnych dyktaturach takie decyzje nie są wynikiem wyłącznie woli dyktatora. Nawet Stalin czy Hitler nie mogli systematycznie decydować wg własnego widzimisię, abstrahując od oczekiwań otoczenia - współpracowników, grup interesów czy nawet szarych ludzi z ulicy. Prowadzili oczywiście swoje gierki z repertuaru "dziel i rządź". Raz szli na rękę jednym, raz innym, ogólnie balansowali na linie udając przyjaciół wszystkich a, w rzeczywistości, kochając wyłącznie siebie. To podstawowa umiejętność każdego rasowego polityka, warunek dłuższego utrzymania się u władzy, nawet w demokracji.

          Weźmy przykład prostej decyzji, bliskiej nam, szaraczkom - grupa przyjaciół z liceum podejmuje decyzję, że wspólnie pójdą do kina, np. na najnowszy odcinek Harry Pottera. Czy wszyscy mają ten sam cel? Rzadko. Najczęściej jest tak, że niektórym rzeczywiscie chodzi o obejrzenie tego konkretnego filmu. Ale innemu może chodzić o zbliżenie się do ładnej koleżanki, która też idzie. Gdyby chodziło w spektakl japońskiego teatru cieni, zgodził by się z jednakowym entuzjazmem. Jeszcze inny ma w dupie film, ale czuje się społecznie niedowartościowany i zależy mu na jakimkolwiek towarzystwie, na poczuciu przynależności. A kolejny ma nadzieję, że nie skończy się na kinie, że później pójdą do knajpy gdzie będzie mógł się oddać temu co lubi najbardziej - chlaniu piwa.

          Nie wątpię, że podobnie jest z tą umową - tam jest mnogość interesów i celów po obu stronach. Na pewno dla niektórych jest to propagandowy prztyczek w nos $ i USA. Dla niektórych Chińczyków to może być wehikuł (jeden z wielu) dla wasalizacji Rosji. Dla niektórych Rosjan to może być zwiekszenie szansy powodzenia ich programu prywatyzacji. Itd. Nie próbował bym na siłę to podpinać pod jedno.

          > Czyli patrząc globalnie, to komu może zależec na podsycaniu napięcia w regionie. Na
          > przykład, poprzez agresywne zagrywki rodziny 'K'???

          Nikomu, poza samym Kimem. KRLD to pęczniejący wrzód który kiedyś wybuchnie. I wtedy najwięcej gówna nie bryźnie na USA, ale na najbliższych sąsiadów - Chiny, ROK i Rosję. To nie na USA poleci chmura radiaktywna jesli ktoś tam zdetonuje bombę. To nie USA zaleją uchodźcy. A wygląda na to, że jedynymi którzy się tym naprawdę przejmują to USA, ROK i Japonia. Bierność Rosjan rozumiem - w rzeczywistości gó... mogą, ich przełożenie na Kima jest żadne. Robią dobrą minę dla słabej gry żeby zachować pozory mocarstwowości. Oni są jak ten niedowartościowany społecznie - nieważne w czym uczestniczą ani co wnoszą, ważne że są w dobrym towarzystwie. Ale Chińczycy? Najprościej to nazwać głupotą ale chyba nie w tym rzecz. Bardziej prawdopodobne, że wierzą że na tyle dobrze trzymają Kima za jaja, że uda im się zapobiec katastrofie. Oby się nie przeliczyli.

          Jest jeszcze inna, gorsza możliwość - że wpływ Chińczyków na Kima nie jest tak wielki jak to się wszystkim wydaje a ich spokój i "nieprzenikniony, azjatycki wyraz twarzy" są tylko kamuflażem dla bezradności, przerażenia i braku sensownych pomysłów.
          • say69mat Re: Zbieg okoliczności ... czy ??? 25.11.10, 23:40
            > Życie jest trochę baqrdziej złożone. Rozumiem tendencję do upraszczania tej zło
            > zoności i szukania prostej logiki w tym chaosie, ale to tylko prowadzi do "pseu
            > doprawdy".


            ... widzisz, jestem po lekturze 10 ... Przykazań, i porusza mnie doskonała prostota Słowa. Jedno z Jego Przykazań mówi: 'Nie wolno ci porządac ...'. Co znaczy: miej szacunek dla ... własności i ... radości z jej posiadania. Nasz 'wrzód' funkcjonuje w oparciu o filozofię zanegowania radości z posiadania czegokolwiek ... na własnośc. Swoją drogą dzięki za wyjaśnienie/naświetlenie ... 'wrzoda'.
            • wujcio44 Panie say69mat 26.11.10, 10:13
              Masz pan jakieś kiepskie wydanie Biblii, z błędami ortograficznymi.
          • say69mat Re: Pozwoliłeś mi coś ... zobaczyc 28.11.10, 12:53
            Co łączy Izrael i … KRLD, wydawało by się, że praktycznie nic. A jednak, jest coś co sprawia, że oba narody są sobie bardzo bliskie. Tym łącznikiem jest paradoksalnie kwestia … własności, i stosunku do niej …???
            Jak zatem jest to możliwe, aby ordynarna komunistyczna dyktatura miała cokolwiek wspólnego. Z państwem, u którego zarania leży przecież religijna wspólnota właścicieli. Gdzie prawo do posiadania i dysponowania własnością jest gwarantowane Słowem Dekalogu. Przecież KRLD prezentuje nam model wspólnoty, gdzie własność w wymiarze gwarantowanym Dekalogiem nie miała nigdy prawa istnieć. Z … drobnym wszak wyjątkiem, stanowionym osobą … Przywódcy i jego rodziny.
            Ten quasi feudalny, z pogranicza niewolnictwa, model struktury własności funkcjonuje, jako bezwzględna konsekwencja przyjętej doktryny społecznej. Stąd, cała siła polityki zagranicznej i wewnętrznej KRLD podporządkowana jest jednemu celowi - utrzymaniu status quo. Będącego dla osoby 'Przywódcy' wartością nadrzędną, stanowiącą miarę jego przetrwania. Ponieważ jakakolwiek zmiana w systemie, powoduje automatyczną autodestrukcję ustanowionego systemu – porządku społecznego. Dla tego też, kontynuowany jest niesłychanie kosztowny program nuklearny, aby zapewnić sobie 'całkowitą nietykalność', przy pomocy posiadanej broni nuklearnej. Dla tego też, co jakiś czas dochodzi do akcji militarnych. Aranżowanych, jako forma mniej lub bardziej krwawego spektaklu medialnego. Tylko po to, aby zastraszyć potencjalnych przeciwników zewnętrznych, pobudzając zaufanie i dumę narodu z polityki 'Przywódcy'.
            Ponieważ pojęcie i prymat wspólnotowości w ramach modelu ekonomicznego KRLD. Został wyniesiony na najwyższy z poziomów abstrakcji, dostępnych ludzkiemu intelektowi. W jego efekcie, pod względem ekonomicznym państwo to stało się de facto 'warzywem', pożeranym przez kompleks militarny i jego potrzeby. Wynikające głównie z przekonania, o nieustającym zagrożeniu zewnętrznym. Jest ono przy tym, najzwyczajniej niezbędne po to. Aby tak skonstruowana struktura społeczna państwa Koreańskiego, mogła najzwyczajniej funkcjonować.
            Mamy więc sytuację, gdzie organizm państwowy funkcjonuje, jako kompletnie irracjonalna i nieprzewidywalna struktura. Zdolna do literalnego samounicestwienia się np. w akcie desperackiego ataku na wyimaginowanego wroga. Po to, aby to co jest inne niż to co jest znane, najzwyczajniej zniszczyć. Jako potencjalne źródło zagrożenia, dla tego co jest … wolą 'Przywódcy'. W tej ostatecznej, decydującej o 'wszystkim' bitwie, służącej obronie, w zasadzie tego, czego nie mają. Co, też do złudzenia, przypomina koncepcje wojenne irańskich Ajatollahów. Chcących wywołać wojnę nuklearną, tylko po to, aby mistyczny 'Mahdi' się objawił.
            Czy zatem rozkład KRLD będzie wydarzeniem rewolucyjnym, czy też będzie to proces kontrolowanej ewolucji. Trudno jest określić, ze względu na kompletną nieprzewidywalność przywództwa. Problem sprowadza się do rozwiązania dylematu … jak można tak ciężko chory organizm przesterować. Jakich narzędzi należy użyć, aby dokonać przemiany w strukturze intelektualnej wspólnoty, nienawykłej do posiadania czegokolwiek. I do elementarnej troski o to, co się posiada, i to w wymiarze pokoleniowym. Skoro, jedynym celem tego 'ciężko chorego' organizmu jest … niszczyć, aby się … bronic. Stąd niezwykle trudna pozycja do jakichkolwiek negocjacji. Gdyż każda z technik negocjacji zakłada pewną, minimalną, wspólnotę wartości, bądź interesów. W przypadku państwa rodziny 'K', o tę wspólnotę niezwykle trudno.
            Czy zatem efekt 'dekomunizacji' tego chorego bytu państwowego. Będzie można uzyskać metodami pokojowymi, czy też niezbędna będzie militarna ingerencja w proces przemian??? A jeżeli tak się stanie, czy aby pękający 'wrzód' naszych czasów. Nie obryzga, przy okazji tych, którzy go do życia powołali … ???
            W ten sposób, pośrednio, dzięki Izraelowi, i jego ortodoksyjnemu przywiązaniu do tradycji Słowa. Pomimo licznych prób wielu 'rozumków' i różnych intelektów. Nie staliśmy się kolejnym barakiem, urządzonym na modłę rodziny 'K' z Phenianu. I już po raz kolejny, przerabiamy bolesną lekcję. Iż, wolność rozumu, to nader często przypomina do złudzenia, zabawę zapałkami w składzie benzyny. A jak się kończy ...
      • o333 Re: Zbieg okoliczności ... czy ??? 25.11.10, 15:36
        aso62 napisał:


        >
        > Dla USA nie ma żadnego znaczenia czy Rosja i Chiny rozliczają się w $, muszelk
        > ach czy rysując kreski na drzwiach stodoły. Co najwyżej dzięki takiemu mechaniz
        > mowi Chińczycy stopniowo wykupią rosyjską gospodarkę, nie naruszając własnych r
        > ezerw dewizowych. Które i tak w przeważającej części będą w $.
        Gdzieś ty się ekonomii uczył? Ubawiłeś mnie jak zwykle swoją wiedzą "ekonomiczną" spod budki z piwem
    • wujcio44 Re: Zbieg okoliczności ... czy ??? 25.11.10, 16:04
      Pamiętam jak w latach osiemdziesiątych Polska zawarła duży kontrakt handlowy z Chinami. Sprzedawaliśmy im samochody, nawozy, miedź, a oni nam mięso i tekstylia. Kontrakt był rozliczany we frankach szwajcarskich.
      Tylko co z tego?
Pełna wersja