Gość: A.L. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.04, 09:08 info.onet.pl/926933,11,item.html Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: A.L. Film - link IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.04, 09:37 bi.gazeta.pl/im/2095/m2095011.rm (format REAL PLAYER) (link za pl.misc.militaria) Odpowiedz Link Zgłoś
marcus_crassus daruje sobie ten film - artykul wystarczyl :( 27.05.04, 13:43 nie musze juz wiedziec jak to wygladalo w szczegolach.jak jest w czeczenii wszyscy wiedza.zreszta druga strona nie pozostaje dluzna.mam wrazenie ze tam juz walcza bandyci z bandytami.nie mam pojecia ktorzy bandyci sa gorsi. :((( jedyne co mnie zniesmaczylo to to ze misza a wiec facet zwiazany z ta "wspaniala" armia ma jeszcze na tyle bezczelnosci zeby krytykowac swoich obroncow praw czlowieka (teraz np stwierdzil ze jest wszystko ok bo tych ludzi konwencje genewskie nie dotycza) i ma czelnosc wypowiadac sie o armii US.obrzydliwe.no ale mialem nie zabierac glosu w watkach poswieconych "moralnosci" bo ostatnio coraz takich wiecej tak ze juz z racji sezonu ogorkowego rozwaza sie ataki czech na Polske ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A.L. Re: daruje sobie ten film - artykul wystarczyl :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.04, 15:22 > no ale mialem nie zabierac glosu w watkach > poswieconych "moralnosci" bo ostatnio coraz takich wiecej tak ze juz z racji > sezonu ogorkowego rozwaza sie ataki czech na Polske ;)) Ja też brzęczałem, że za dużo tu moralizowania, a sam zaczynam - no ale, jak to ładnie ktoś określił na innym forum tak "dla równowagi". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piekielny Piotruś Re: Tym razem jak Rosjanie traktują więźniów IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 27.05.04, 10:51 Ale Rosjanie to przecież "dzicz azjatycka", a Ami to sama kwintesencja obrony praw wszelakich, no nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A.L. Re: Tym razem jak Rosjanie traktują więźniów IP: *.siedlce.sdi.tpnet.pl 27.05.04, 12:17 Gość portalu: Piekielny Piotruś napisał(a): > Ale Rosjanie to przecież "dzicz azjatycka", a Ami to sama kwintesencja obrony > praw wszelakich, no nie? Nie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pzl Cele śmierci IP: *.interkam.pl / *.interkam.pl 01.06.04, 10:34 http://tygodnikforum.onet.pl/1167755,0,6937,922,1,artykul.html Amerykańskie tortury w Iraku to nic w porównaniu z tym, co się robi z Czeczenami w rosyjskich więzieniach – pisze znana dziennikarka Anna Politkowska. 17.05.2004 Rosyjscy żołnierze w Czeczenii, podobnie jak Amerykanie w Iraku, często kręcą home video – dla siebie i bliskich. Na pamiątkę. W ten właśnie sposób powstała wstrząsająca wideoteka, kronika przestępstw tzw. drugiej wojny czeczeńskiej. Przedstawię relację naocznego świadka. Nazwijmy go Arsbi. Arsbi był więźniem obozu filtracyjnego w Czernokozowie. Teraz jest uchodźcą. Spotkaliśmy się w jednej ze stolic europejskich, gdzie obecnie mieszka. „W Czernokozowie przebywałem od 12 kwietnia 2000 roku. Byliśmy pod strażą specnazu Ministerstwa Sprawiedliwości. W celi byli jeńcy spod Groznego, z ugrupowania Dżihad. Mnie również, choć nie walczyłem, bili tak jak pozostałych. Gorzej niż bydło Z Czernokozowa wyszedłem w podkoszulku. Ochrona nie podejrzewała, że na lewej stronie zapisywałem nazwiska osób, z którymi siedziałem. W celi nr 10 siedział Rosjanin Aleksandr Lisniakow. Rocznik 1961. Z obwodu permskiego. Do Czeczenii przyjechał po pierwszej wojnie czeczeńskiej. Zdecydował się przejść na islam, walczył na ochotnika. Siedziałem z Saszą w jednej celi przez jakieś trzy tygodnie. W Czernokozowie znęcano się nad nim wyjątkowo brutalnie, ale był silny, silniejszy od Czeczenów. Siedziałem też dwa miesiące w więzieniu w Piatigorsku. W Czernokozowie ludzi traktowano gorzej niż bydło. W celi nie można było rozmawiać, patrzeć na innych, spoglądać w stronę wizjera w drzwiach. Modlitwa też była zakazana. Musieliśmy siedzieć ze spuszczoną głową i oczami. Każda inna pozycja była traktowana jako próba ucieczki. Modliliśmy się potajemnie. Po kolei. Jeśli ktoś chciał się pomodlić, niezauważalnie przemieszczał się w kierunku drzwi. Stojąc tyłem do judasza, mógł poruszać ustami. W Czernokozowie mogliśmy liczyć tylko na Boga... Ja sam przed więzieniem byłem ateistą, zacząłem się modlić dopiero w więzieniu – nauczyli mnie współwięźniowie, wahabici. Raz na dzień wyprowadzano nas na spacer. Żartowaliśmy między sobą, że pora nakładać kamizelki kuloodporne. Spacer wyglądał tak: z rękami założonymi za głowę i głową spuszczoną w dół, na rozkaz: Ruszaj! musieliśmy biec. Zwalniać nie wolno, po korytarzu i po podwórku musisz się poruszać biegiem. Upadniesz albo zwolnisz – biją. W czasie spaceru cały personel Czernokozowa zbierał się na zewnątrz. Strażnicy więzienni stali w gotowości, rozstawieni niczym pionki na szachownicy. Każdy uzbrojony w co popadnie: w trzonki łopat, pałki, kije. Żeby bić. To była ich główna rozrywka. Biegniesz jak przez labirynt, a po drodze jesteś maltretowany. Do spacerniaka. Tam też biegasz, ale już w kółko. Kiedy ktoś upadł, był nieludzko bity. Ale gdy jeden upadł, to wszyscy po kolei na niego – nikt przecież nie mógł się zatrzymać, a ponieważ biegaliśmy ze spuszczoną głową, nie wiedzieliśmy, co się dzieje na przodzie. Jeden pada, reszta na niego, a wtedy zaczynają bić wszystkich. Według zasady: bij do granic wytrzymałości. Bicie do kresu sił W celi numer dwa siedziałem z Mohammedem Umarowem – uczestniczył w walkach o Komsomolskoje. Rocznik 1978. Wahabita. Ranny w nogę. Tłukli go niemiłosiernie. Z Umarowem siedziałem cztery tygodnie, potem znowu mnie przenieśli. Strażnicy więzienia nazywali wahabitów Wahami. Krzyczeli na przykład: Hej, ty, Waha? Człowiek, nie wiedząc, o co im chodzi, odpowiadał: Nie, nazywam się Mahomet (Waha to czeczeńskie imię męskie – przyp. FORUM). Tamci się wkurzali i bili. Pamiętam też 16-letniego Ajndiego ze wsi Walerik. To był jeden z tych więźniów, których tortury nie złamią. Ajndi nie miał żadnego wykształcenia. Nigdy nie chodził do szkoły, nawet nie umiał pisać. Całą głowę miał w bliznach. Walczył w grupie Giełajewa (Rusłan Giełajew, jeden z najważniejszych komendantów polowych, legenda obu wojen czeczeńskich, najprawdopodobniej zlikwidowany w ostatnich tygodniach przez rosyjskie służby specjalne – przyp. FORUM). W Czernokozowie siedziałem także z gantamirowcami (oddział Czeczenów pod wodzą prorosyjskiego mera Groznego Bisłana Gantamirowa – przyp. FORUM). Siedzieli z artykułu 105 – za morderstwo. Byli to ci sami żołnierze, którzy szturmowali Grozny, pierwsi wkroczyli do miasta, byli bohaterami. Potem ochraniali posterunek, w pobliżu którego zginął oddział rosyjskiego OMON-u. A było to tak: wkrótce po jakimś incydencie zbrojnym na dwóch wozach opancerzonych przyjechali rosyjscy żołnierze. Powiedzieli, że zbliża się grupa bojowników czeczeńskich przebranych w mundury rosyjskie, i że trzeba ich zlikwidować. Bojownicy Gantamirowa strzegli swojego posterunku, a wojska federalne rozmieściły się przy betonowej ścianie. Pierwsze strzały padły ze strony nadciągającej kolumny. Gantamirowcy w ogóle nie strzelali. – Uciekliśmy – opowiadali nam. Oddziały wojsk federalnych biły się między sobą. Potem gantamirowców aresztowano. Góry trupów W Czernokozowie widziałem kobiety, było ich 12. Jedna była z pochodzenia Rosjanką, żoną dowódcy polowego. Rozstrzelali ją, rzekomo przy próbie ucieczki. Miała 16-letnią córkę. Kobiet nie bili. Za przewinienia rozstrzeliwali. Za każdym razem, kiedy kogoś bito, Lena krzyczała ze swojej celi: Faszyści! Zwierzęta! Przestańcie! I waliła pięściami w drzwi. W celi numer trzy spotkałem Aleksieja Bielakowa z Karagandy. Miał muzułmańskie imię Salman. Opowiadał, że kiedyś był mistrzem olimpijskim w biatlonie. W Karagandzie przystąpił do gangu, który postanowił walczyć w Czeczenii. Przyjął islam. W czasie walk dostał się do niewoli. Co się z nim potem działo – nie wiem. Pewnego razu przywieziono mnóstwo skatowanych ludzi. Strażnicy wypędzili nas z cel, abyśmy ich przenieśli. Byli bardzo brudni, ale jeszcze żyli. Niektórzy byli nawet przytomni. A ponieważ nie wolno było rozmawiać, to tylko patrzyliśmy na siebie. Musieliśmy wszystkich przetransportować do jednego pomieszczenia, układaliśmy jednego na drugim. Wszyscy umarli... Nocami często wyganiano nas z cel. Dla strażników – jak mówili – były to chwile rozrywki. Drzwi się otwierają, a za nimi sześciu ludzi czeka w pogotowiu. Biją, zaganiają do swojego pokoju i dalej biją. Ustawiają twarzą do ściany, zakładają kajdanki – i biją drewnianymi młotkami, gdzie popadnie. A kierowali nas do tych pomieszczeń niczym poganiacz osła. Jeśli uderzą z prawej, to masz się kierować w lewo. Uderzą z lewej – biegnij w prawo. Oczywiście, ze spuszczoną głową. Przybiegasz w końcu do jakiegoś pomieszczenia. Siedzi tam człowiek. Pyta: Gdzie jest Maschadow? Odpowiadasz: Nie mam pojęcia. Wtedy nie przebiera w środkach: torturuje szczypcami, prądem. Odbezpiecza pistolet. Mówi: Jeśli powiesz, gdzie jest Maschadow – będziesz żyć, nie powiesz – umrzesz. O chlebie i wodzie Był tam jeden taki mały rudzielec. Znęcał się szczególnie okrutnie. Wiele razy miałem ochotę przyłożyć mu, nawet jeśli zaraz potem miałbym umrzeć. Kiedy zabierano kogoś z celi, pozostali zaczynali się modlić. Odgłosy bicia były nie do wytrzymania. Wycie z bólu i zawodzenia słychać było zewsząd. Najtrudniej było, gdy bili kogoś młodego. Ale bicie to skuteczna metoda... Czasem wyganiali nas z cel i mieliśmy skandować: Allah to świnia! I skandowaliśmy... Sasza Lisniakow, który przed Czernokozowem był w obozie w Chankale, opowiadał nam: Tu jest lepiej. Tam, w lutym, nagi, siedział w jamie na stosie trupów. – Na początku myślałem, że nie dam rady. A potem siadałem na trupach, bo gdzie miałem się podziać? Z tych jam nas później wyciągali i bili metalowymi prętami po nogach. Tam chleb śnił nam się po nocach – tacy byliśmy głodni. Ciepła woda i kromka chl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pzl Re: Cele śmierci 2 IP: *.interkam.pl / *.interkam.pl 01.06.04, 10:36 O chlebie i wodzie Był tam jeden taki mały rudzielec. Znęcał się szczególnie okrutnie. Wiele razy miałem ochotę przyłożyć mu, nawet jeśli zaraz potem miałbym umrzeć. Kiedy zabierano kogoś z celi, pozostali zaczynali się modlić. Odgłosy bicia były nie do wytrzymania. Wycie z bólu i zawodzenia słychać było zewsząd. Najtrudniej było, gdy bili kogoś młodego. Ale bicie to skuteczna metoda... Czasem wyganiali nas z cel i mieliśmy skandować: Allah to świnia! I skandowaliśmy... Sasza Lisniakow, który przed Czernokozowem był w obozie w Chankale, opowiadał nam: Tu jest lepiej. Tam, w lutym, nagi, siedział w jamie na stosie trupów. – Na początku myślałem, że nie dam rady. A potem siadałem na trupach, bo gdzie miałem się podziać? Z tych jam nas później wyciągali i bili metalowymi prętami po nogach. Tam chleb śnił nam się po nocach – tacy byliśmy głodni. Ciepła woda i kromka chleba na śniadanie, kasza na wodzie na obiad, a na kolację – po prostu gorąca woda. Ale żyję. To że żyję, to już wielki sukces: inni nie mieli tego szczęścia. Trzeba to docenić. Wypuścili mnie 5 października 2000 r. Protokół zwolnienia podpisano dwa tygodnie wcześniej. Musiałem oświadczyć na piśmie, że nie roszczę żadnych pretensji...”. © Nowaja Gazieta Odpowiedz Link Zgłoś