"ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic USA

02.11.11, 00:12
Waszyngton zamiast uganiać się po całym globie za wyimaginowanymi wrogami USA, powinien się "zająć" własnym południowym sąsiadem - Meksykiem. Ów wymaga "misji stabilizacyjnej" jak kania dżdżu...

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,10569692,Meksyk_przegral_wojne_z_narkobiznesem___Ginie_wiecej.html
    • dirloff Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 02.11.11, 00:21
      Taka uwaga. Jak w obecnej sytuacji, przy takim nasyceniu amer. armii, agencji wywiadowczych/kontrwywiadowczych, agencji celowych (np. antynarkotykowej) i wszelakich służb specjalnych najnowocześniejszymi systemami zwiadu i inwigilacji, w ogóle jest możliwa pod nosem Stanów uprawa/produkcja narkotyków...? Jeszcze rozumiem produkcję syntetyków w budynkach/podziemiach (vide amfa, czyli "polski hit eksportowy" w Europie), ale możliwość uprawy maku i koki? I cóż z tego, że w górach i/lub dżungli, skoro Amis są w stanie Meksyk dosłownie "zalać" satelitami, BSLami, balonami, etc., etc.?

      Nie widzę innego wyjaśnienia niż "licencja" CIA/NSA i rządu Meksyku...
    • wujcio44 Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 02.11.11, 00:29
      Gdyby Jarek wygrał wybory, to by ten problem szybko rozwiązał, nie to co ten czarnuch Obama. Jarek z Błaszczakiem, Achimem i Ziobrą ... o, pardon.
      • dirloff Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 02.11.11, 01:23
        > Gdyby Jarek wygrał wybory, to by ten problem szybko rozwiązał, nie to co ten cz
        > arnuch Obama. Jarek z Błaszczakiem, Achimem i Ziobrą ... o, pardon.

        A poza tym, to pod kaskiem/hełmem wszystko w porządku...? Może by tak coś na temat?
        • wujcio44 Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 02.11.11, 02:02
          dirloff napisał:

          Może by tak coś na temat?

          Znaczy się, konkretnie, na jaki temat?
    • anton_pl Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 02.11.11, 08:35
      Zgadzam się - i na dodatek taka interwencja amerykańska w Meksyku byłaby z pożytkiem dla świata i samych Meksykanów - ponieważ armia amerykańska walczyłaby z prawdziwymi bandytami a nie jakimiś sandałami czy góralami co chcą żyć po swojemu...
      Pozdrawiam! :)
      • wujcio44 Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 02.11.11, 10:11
        anton_pl napisał

        armia amerykańska walczyłaby zprawdziwymi bandytami a nie jakimiś sandałami czy góralami co chcą żyć po swojemu...

        Walczyłaby za to z sombrerami.
        • maxikasek Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 02.11.11, 10:49
          Którzy chcą żyć po swojemu ;-)
          • anton_pl Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 02.11.11, 15:49
            Sombrero to mażą żeby im życie ułożyli gringos, a po co do hameryki jeżdżą? :D
    • wielki_czarownik Problem jest bardziej złożony 02.11.11, 17:06
      W Meksyku nałożyły się następujące rzeczy:
      1. Kultura. To jest kultura załatwiania, korupcji (coś jak w Polsce) ale podlana sosem całkowitego braku szacunku dla życia. W Polsce mimo wszystko nawet kryminaliści mają opory przed zabijaniem ludzi. Tam przemoc jest czymś normalnym od zawsze - patrz kultury prekolumbijskie.
      2. Bieda. Meksyk jest krajem biednym. Dodatkowo jest tam ogromne rozwarstwienie majątkowe - o wiele większe, niż w Polsce. Coś trochę jak Rosja - nie ma ludzi średnich. Albo bardzo biedni albo bardzo bogaci.
      3. Narkotyki dają nadzieję. Zwykły Meksykanin ma w zasadzie zerowe szanse na normalne życie. Pracy nie ma, a jeżeli jest to kiepsko płatna. Edukacja nic nie daje, kraj jest skorumpowany, rządzą układy. Jeżeli chce się żyć na poziomie to zostaje albo ucieczka do USA albo pójście w narkotyki. Handel narkotykami to dla wielu mieszkańców Meksyku jedyna możliwość na to, aby godnie zarabiać i mieć jakiś podstawowy szacunek.

      Stąd wielki problem w zwalczeniu tego procederu. Narkobaroni mają poparcie biedoty. Taki narkobaron to często jedyny ktoś, kto daje szansę na wyjście z biedy. Rząd Meksyku nie wygra tej wojny o ile nie zastosuje jednej z dwóch metod:
      1. Da coś w zamian. Da pracę, da bezpieczeństwo, da szacunek. Nie daje. Niszczy gangi narkotykowe ale nie daje ludziom alternatywy. Nie ma dobrze opłacanej pracy, nie ma zdrowego socjalizmu (w sensie sprawiedliwego podziału majątku narodowego).
      2. Zastosuje metody stalinowskie, czyli eksterminacja całego bloku w którym mieszkał handlarz narkotyków.
      Innego wyjścia nie ma.

      Nie chcę straszyć, ale nas może czekać coś podobnego. Frustracja wśród młodych narasta, rozwarstwienie majątkowe mamy największe w UE, pracy brakuje. Ktoś powie, że chrzanię... Popatrzcie na moje posty sprzed kilku lat, kiedy pisałem o tym, że koniec wojny w Iraku będzie oznaczał zapaść dla amerykańskiej gospodarki. Wyśmiano mnie wtedy. Wyszło na moje?
      • dirloff Re: Problem jest bardziej złożony 02.11.11, 21:21
        Po pierwsze, dzięki za konkretny, treściwy i merytoryczny wpis. Bez emocjonalno-propagandowego zacięcia. Przyjemnie się to czyta.

        Po drugie, zgadzam się prawie ze wszystkim co napisałeś.

        Po trzecie, ta pierwsza opcja (z dwóch które opisałeś), "soft", to w przypadku Meksyku kompletna utopia. Pasująca do Islandii, Grenlandii czy państw skandynawskich, ale nie do latino-bordello, jakim stał się Meksyk. Natomiast ta druga opcja, "hard", jest mniej więcej tym, co postulowałem sarkastycznie i prowokacyjnie na początku, obserwując eskalację przemocy w Meksyku. Calderona trzeba pochwalić, jednak trend jest niepokojący. Za jakiś czas tam może być konieczne wprowadzenie stanu wojennego czy choćby jakiegoś wyjątkowego/nadzwyczajnego (o ile się nie mylę, to już coś takiego tam wprowadzono). Jeżeli ta eskalacja się nie zatrzyma, nie przystopuje, to bez pomocy (militarnej, na miejscu) Stanów sam Meksyk nie podoła. Ustrzelą Calderona albo przegra następne wybory (vide prawicowy premier Hiszpanii Aznar po zamachu w Madrycie) i przyjdzie ktoś bardziej potulny i spolegliwy (vide lewicowy "Jaś Fasola" Zapatero).

        Meksyk to tykająca bomba i prawdziwe zagrożenie dla stabilności regionu i bezp. USA, a nie odległe Irak i Afganistan...
    • tornson Niby racja, tylko że znając jankesów 02.11.11, 19:50
      to nawet taką misję mogliby spie...ć, tak jak w Afganistanie.
      W 2001 roku tak samo cały świat miał dość Talibów i tego co oni wyprawiali w Afganistanie, nikt się nie sprzeciwił inwazji na Afganistan, wydawałoby się że gorzej niż tam jest już być nie może. Było też całkowite poparcie ze strony lokalnej ludności, bo to przecież sami Afgańczycy pogonili Talibów, wojska lądowe NATO przyszły już na gotowe, gdy Talibowie zostali wyparci w góry. Amerykańce posiedzieli tam kilka lat i co się stało? I dziś jest tam jeszcze gorzej niż za Talibów, a ludność która w 2002 witała Amerykanów jako sojuszników dziś ma ich za okupantów.
      • anton_pl Re: Niby racja, tylko że znając jankesów 02.11.11, 20:53
        Czarownik dobrze zdiagnozował sytuację w Meksyku, niemniej zauważę że Calderon po dojściu do władzy ze swoją partią wziął się ostro za walkę z przestępczością zorganizowaną, a przypomnę że do takiego burdelu doprowadziła przez 72 lata swoich rządów w Meksyku Partia Instytucjonalno-Rewolucyjna. A co do Talibów to walczyli z nimi tylko tzw. Sojusz Północny czyli Tadżycy, a na pasztuńskim południu mieli i mają poparcie, w tym Pakistanu, i jest tylko kwestią czasu jak ponownie dojdą do władzy.
        • dirloff Re: Niby racja, tylko że znając jankesów 02.11.11, 21:09
          Dokładnie, Tadżycy będący tak naprawdę "mniejszością narodową" (jedną z wielu) wobec dominujące i protalibańskiej większości, czyli Pasztunów. Pasztunów żyjących po obu stronach afgańsko-pakistańskiej granicy. Tak patrząc z oddali na tamtejszy burdel dochodzi się do wniosku, że problemem nie jest Afganistan i "Afgańczycy", lecz Pakistan i "Pakistańczycy"... Chcąc konktetnie uporządkować sytuację w regionie, Amis musięliby tę granicę pokryć kilku- czy kilkunasto-metrowym murem z zasiekami, uniemożliwiającym przerzut ludzi, zwierząt, broni, pieniędzy i prochów. Mniej więcej takim murem, jaki Izraelczycy budują, oddzielając się od Palestyńczyków. Inaczej to przelewanie z pustego w próżne...

          A propos. Zamordowany przez Talibów-Pasztunów lider Sojuszu Północnego był właśnie Tadżykiem...
        • wielki_czarownik Masz rację. 02.11.11, 21:50
          Wziął się za walkę z kartelami i chwała mu za to. Problem w tym, że on zwalcza skutki a nie przyczyny. Co z tego, że aresztują czy zastrzelą jakiegoś bossa narkotykowego i rozbiją jego gang? Co zrobią jego członkowie? Pójdą do pracy? Jakiej? Pójdą do innego gangstera albo założą własny gang. Ta wojna jest nie do wygrania bez rozwiązań systemowych. Normalny, młody człowiek, który zarabia na tyle dużo, że może założyć i utrzymać rodzinę (pamiętajmy, że to kultura macho - facet ma utrzymać dom inaczej jest zerem) nie interesuje się bandytyzmem i ani mu w głowie narażanie życia. Ale ci w Meksyku po prostu nie mają wyjścia. Chcesz mieć dom, rodzinę, dzieci - musisz mieć pieniądze. Albo uciekasz do USA, albo handlujesz narkotykami, bo na wepchanie się do układu szanse masz niemalże zerowe.
          Wydaje mi się, że zauważyli to Amerykanie i zaczęli dopuszczać do siebie firmy z Meksyku - np. transportowe. To zawsze będzie pobudzenie gospodarki i szansa dla zwykłych ludzi na znalezienie normalnej pracy.
    • marek_ogarek Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 04.11.11, 03:48
      Problem w tym ze sa miejsca w samych stanach gdzie wcale nie jest duzo lepiej. Ani w sprawie Meksyku ani w sprawie przestepczosci w Chicago czy Detroit nic nie zostanie zrobione bo nie zalezy na tym naszemu najwiekszemu sojusznikowi Izraelowi.
      • wujcio44 Re: "ale Meksyk!", czyli Irak&Afganistan u granic 04.11.11, 11:44
        marek_ogarek napisał:

        > Ani w sprawie Meksyku ani w sprawie przestepczosci w Chicago czy Detroit nic ni
        > e zostanie zrobione bo nie zalezy na tym naszemu najwiekszemu sojusznikowi Izra
        > elowi.

        Pogięło Cię ze szczętem? Co ma Izrael do przestępczości w Detroit, Chicago czy Meksyku?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja