dirloff
19.12.11, 04:23
Obejrzałem przed północą na Discovery Historia fajny dokument popularnonaukowy. O japońskich okrętach podwodnych z okresu IIWŚ, będących w zamyśle i w wykonaniu mini-lotniskowcami podwodnymi.Chodzi o tzw. Sen Toku (I-400). Miały być "tajną" i "cudowną bronią", odpowiedzią na amerykańską przewagę. Zarówno przewagę okrętową (liczbę jednostek), jak i przewagę ówczesnego przemysłu amer. na japońskim, umożliwiającą Stanom (z)budować więcej jednostek, niż Japonia. Zwłaszcza lotniskowców i samolotów pokładowych.
Niestety - dla Japonii, dla nas już stety - z planowanych na początek kilkunastu jednostek zbudowano niewiele. Tak jak Niemcy nie zdążyli zbudować i wyekwipować wystarczającą liczbę samolotów odrzutowych/rakietowych, tak i Japończyków spotkała przegrana i kapitulacja. Poza tym, dyskusyjna jest rzeczywista ich przydatność na ówczesnym, pacyficznym teatrze działań; ale o tym dalej.
Dokument składa się z dwóch przeplatających się motywów - materiał z poszukiwań i podwodnej eksploracji wraku jednego z tych okrętów, oraz informacje z epoki. Rys historyczny, pobieżny przebieg wojny na Pacyfiku, japońskie problemy, pomysł na okręty i ich budowa, zgrubowanie amer. floty Ulithi przed "inwazją" na Japonię, samobójcza wyprawa na to zgrupowanie w celu zatopienia choć jednego lotniskowca (bardziej dla efektu propagandowego niż taktycznego), ogłoszenie kapitulacji, spór wśród załogi o dalsze kroki, honorowe samobójstwo dowódcy jednostki, wynurzenie się oraz wywieszenie białej flagi i zajęcie okrętu przez Amerykanów. Sporo zdjęć, grafik, nagrań z "zajęcia" okrętu i przede wszystkim - wypowiedzi starszego pana, jednego z byłych marynarzy z tej jednostki.
Obejrzenie tego filmu po pierwsze zaraz przypomniało mi niedawną naszą polemikę względem tego franc. projektu, polegąjacego na stworzeniu nowoczesnej hybrydy korwety/fregaty z op (oczywiste nawiązanie do japońskiej jednostki), po drugie przywróciło mój podziw dla japońskich pomysłów/konceptów odnośnie okrętów oraz niemieckich odnośnie lotnictwa, których realizację uniemożliwiła przegrana wojny oraz po trzecie popchnęła do zastanowienia się nad sensownością, a raczej ekonomicznością (ekonomiką) takich okrętów. Wówczas, dla Japonii, oraz w bliższej i dalszej przyszłości... Zatem,
- okrętów planowano zbudować 18 sztuk. Każdy z nich "przenosił" 2-3 samoloty, co razem daje nam od 36 do 54 sztuk "pokładowych" maszyn. Czy to średnia dla jednego ówczesnego jap. lotniskowca, czy dla dwóch?
- jaki mógł być koszt budowy tych jednostek właśnie odnośnie budowy lotniskowca/ów?
- czy Seirany lokowany na tych okrętach, przenosiły porównywalny wagomiar amunicji do klasycznych pogładowych maszyn?
- czy w ogóle taka koncepcja była sensowna, zważywszy na koszty produkcji i materiałów potrzebnych do budowy, oraz na potencjał operacyjny kompleksu (op plus Seirany) odnośnie zwykłych lotniskowców? Czy koszty i nakład prac były tożsame, i zależnie od odpowiedzi, jak wartość dodana w postaci skrytości działań i zaskoczenia rekompensowała wady?
Zastanawiam się - a odp. na powyższe pytania są kluczowe dla konkluzji - czy nawet w przypadku innej sytuacji Japonii, większego czasu na budowę wszystkich planowanych jednostek, potencjału przemysłowego i dostępu do surowców - koncepcja Sen Toku byłaby ślepą uliczką okrętownictwa wojennego i porzucono by rozwój tego typu jednostek, czy wręcz przeciwnie, otworzyłoby to nowy dział w historii marynarki wojennej (z czasem na całym świecie)? Czy czasem przy innym scenariuszu, tego typu rozwiązanie podwodno-nawodne nie byłoby powszechne? Tak jak np. wymyślone w III Rzeszy "latające skrzydło"? Przecież do pomyślenia są większe jednostki przenoszące po kilkanaście maszyn. Czy tak duże okręty, jak sowieckie op Tajfun, które mogłyby sporo w sobie pomieścić maszyn, np. wielkości Tu-22... ;-)