d.mar-r
01.06.12, 13:08
... to generalnie była ciekawa wojna. I tak np.:
- chyba po raz pierwszy w dziejach flota jakiegoś państwa została całkowicie zniszczona przez oddziały lądowe. Gruzinom jakoś nijak nie przyzlazło do łbów żeby gdzieś sobie natenczas popłynąć np. do Turcji, czasu na to mieli duuuużo.
- rzadko też zdarza się że armia przegrywająca nagle po prostu znika tak jak gruzińska.
- Po stronie rosyjskiej wsławił się szczególnie elitarny batalion "Wostok" ( drugi "Zapad" ) złożony o dziwo z Czeczeńców odmiany prorosyjskiej. Dowodzony zaś był przez faceta nazwiskiem bodajże Jamadajew oficjalnie poszukiwanego przez prokuraturę rosyjską za porwania i morderstwa. Istnienie takiego podgatunku czeczeńca musi być dużym szokiem wielu miłośników nielubienia Rosji. Na zdjęciach i filmach łatwo ich zauważyć bo swoje bwp popodpisywali gdzie się tylko dało.
- Na zdjęciach widać jak niektórzy rosyjscy mają na nogach adidasy
- Na wieść ( niepotwierdzoną ) o rosjanach maszerujących na Tbilisi rząd gruziński nie zrobił dokładnie NIC abo przygotować miasto do obrony, natomiast zorganizowano ( rzecz możliwa chyba tylko tam ) wiec poparcia dla rządu z udział o ile pamiętam trzech preziów ( w tym naszego ) i jednego premiera. Za cholerę nie wiem co powstrzymało Medwidkoputina od wykonania szybkiego desantu i wzięcia do niewoli tych czterech pajaców.
- uciekający gruzińscy żołnierze wprawdzie broń pozostawili ale za to grzecznie prosili rosjan zajmujących ich koszary o pozwolenie zabrania prywatnych samochodów z przed koszar. Zgody ponoć udzielono, było to bardzo uprzejme ze strony Rosjan.
- na granicy rusko - gruzińskiej nie pamiętam dokładnie gdzie jest elektrownia wodna. Turbiny są po stronie ruskiej a generatory po gruzińskiej. Tu również doszło do dżentelmeńskiego porozumienia, gruzini przez cały czas konfliktu zaopatrywali w prąd Rosjan, co zaś uprzejmie nie zbombardowali elektrowni.
;-)