Dodaj do ulubionych

Franz Stigler (Me-109) i Charlie Brown (B-17)

27.09.21, 01:16
20 grudnia 1943 roku, wydarzyła się taka oto historia, która o kilku lat staje się co raz bardziej znana na świecie.

Krótko. Charlie Brown, wraz z załogą swojego B-17 biorący udział w nalocie na Bremę, po zrzuceniu bomb, wraca do Anglii całkowicie poharatanym samolotem, niemal w strzępach, ledwo trzymającym się w powietrzu. ta część załogi która przeżyła dotąd, bardziej walczy z samolotem, niż pilotuje go.

Franz Stigler, pilot myśliwca Me-109, który zestrzelił dotąd dwa amerykańskie bombowce z tej samej wyprawy, zbliża się do niego, w celu ostatecznego zestrzelenia Fortecy, widząc jednak martwego tylnego strzelca, oraz stan w jakim znajduje się amerykański samolot, rezygnuje z zestrzelenia go, postanawiając w zamian eskortować go aż nad Kanał La Manche, aby nisko lecący bombowiec nie został zestrzelony przez niemiecką artylerie przeciwlotniczą.

Ostatecznie, Boeingowi udaje się dowlec do Anglii, gdzie Stinger mówi o tej historii dowódcy swojej eskadry, sprawa zostaje jednak ukryta. Stinger nie mówi o tym nikomu, obawiając się sądu wojennego.

Ostatecznie, po poszukiwaniach prowadzonych przez Browna, obaj piloci odnajdują się dopiero w roku 1990, i pozostają serdecznymi przyjaciółmi aż do śmierci obojga w krótkim odstępie czasu. Stinger mówił po tym, że gdyby miał go zestrzelić, to amerykański samolot był w takim stanie, że zestrzelenie go byłoby tym samym, co zestrzelenie człowieka ratującego się na spadochronie.

Co o tym sądzicie? Z jednej strony bez wątpienia humanizm i żołnierski szacunek dla przeciwnika, z drugiej zaś stronny obowiązek żołnierski i obrona własnego kraju przed bombardowaniami. Stinger musiał bowiem zakładać, że jeśli amerykańska załoga przeżyje, to na pokładzie innego bombowca wróci z bombami nad Niemcy.
Obserwuj wątek
    • a4095211 Re: Franz Stigler (Me-109) i Charlie Brown (B-17) 27.09.21, 08:24
      bmc3i napisał:

      > Co o tym sądzicie? Z jednej strony bez wątpienia humanizm i żołnierski szacunek
      > dla przeciwnika, z drugiej zaś stronny obowiązek żołnierski i obrona własnego
      > kraju przed bombardowaniami. Stinger musiał bowiem zakładać, że jeśli amerykańs
      > ka załoga przeżyje, to na pokładzie innego bombowca wróci z bombami nad Niemcy.

      Pan Niemiec chciał sobie dopisać trzecie zestrzelenie tego dnia - na tzw. sępa. Jeżeli dwa poprzednie zwycięstwa, to ten sam wylot, wówczas amunicji już nie miał, lub miał mało - ot tyle żeby uruchomić fotokarabin, zgłosić miejsce upadku samoloty npl'a.

      Się nie udało, pech który finalnie został fajnie użyty medialnie.

      Pytanie: czy ten dowódca, który został rzekomo poinformowany o przebiegu zajścia, według relacji pilota, przeżył wojnę?

      Pozdrawiam



      • bmc3i Re: Franz Stigler (Me-109) i Charlie Brown (B-17) 27.09.21, 13:22
        a4095211 napisała:

        > bmc3i napisał:
        >
        > > Co o tym sądzicie? Z jednej strony bez wątpienia humanizm i żołnierski sz
        > acunek
        > > dla przeciwnika, z drugiej zaś stronny obowiązek żołnierski i obrona wła
        > snego
        > > kraju przed bombardowaniami. Stinger musiał bowiem zakładać, że jeśli ame
        > rykańs
        > > ka załoga przeżyje, to na pokładzie innego bombowca wróci z bombami nad N
        > iemcy.
        >
        > Pan Niemiec chciał sobie dopisać trzecie zestrzelenie tego dnia - na tzw. sępa.
        > Jeżeli dwa poprzednie zwycięstwa, to ten sam wylot, wówczas amunicji już nie m
        > iał, lub miał mało - ot tyle żeby uruchomić fotokarabin, zgłosić miejsce upadku
        > samoloty npl'a.
        >
        > Się nie udało, pech który finalnie został fajnie użyty medialnie.

        Ale on go jednak eskortował, a mógł nie.


        >
        > Pytanie: czy ten dowódca, który został rzekomo poinformowany o przebiegu zajści
        > a, według relacji pilota, przeżył wojnę?


        Odpowiedz na to pytanie wymagałaby pewnych badań, ale jakie to ma znaczenie?
        • a4095211 Re: Franz Stigler (Me-109) i Charlie Brown (B-17) 27.09.21, 15:15
          bmc3i napisał:

          >
          > Ale on go jednak eskortował, a mógł nie.
          >

          Jemu chodziło o to, żeby się "ploty" do kolejnego zwycięstwa, tego dnia, mu nie dopisały, no i warto znać miejsce upadku samolotu.

          Oczywiście, jeżeli faktycznie obrona plot. przejmowała się własnymi samolotami, które wleciały w jej strefę podczas obrony przed nalotem - bo to też mnie się wydaje deczko wątpliwe, ale ja się nie znam.

          Niestety wszystko można zinterpretować według potrzeby. ;-) Ja wiem, że będzie szkoda, bo to ładna legenda i fajnie się takie rzeczy czyta.

          >
          > Odpowiedz na to pytanie wymagałaby pewnych badań, ale jakie to ma znaczenie?
          >

          Warto by próbować potwierdzić czy taka rozmowa/relacja, złożona dowódcy, faktycznie miała miejsce. Jeżeli dowódca poległ/zmarł przed upadkiem III Rzeszy, to nasz pilot może przełożonego przedstawiać jako uczestnika rozmowy na dowolny temat.

          Pozdrawiam
          • bmc3i Re: Franz Stigler (Me-109) i Charlie Brown (B-17) 27.09.21, 16:44
            a4095211 napisała:

            > bmc3i napisał:
            >
            > >
            > > Ale on go jednak eskortował, a mógł nie.
            > >
            >
            > Jemu chodziło o to, żeby się "ploty" do kolejnego zwycięstwa, tego dnia, mu nie
            > dopisały, no i warto znać miejsce upadku samolotu.
            >
            > Oczywiście, jeżeli faktycznie obrona plot. przejmowała się własnymi samolotami,
            > które wleciały w jej strefę podczas obrony przed nalotem - bo to też mnie się
            > wydaje deczko wątpliwe, ale ja się nie znam.
            >
            > Niestety wszystko można zinterpretować według potrzeby. ;-) Ja wiem, że będzie
            > szkoda, bo to ładna legenda i fajnie się takie rzeczy czyta.

            Przy pojedynczym samolocie przeciwnika lecącym w eskorcie wlasnego samolotu z krzem Lufwaffe, kazdy działonowy zastanowilby sie przed nacisnieciem spustu. Czyż nie? Zapewne nie widywali takich sytuacji codziennie. A zestrzelić niechcący swojego?


            > > Odpowiedz na to pytanie wymagałaby pewnych badań, ale jakie to ma znaczen
            > ie?
            > >
            >
            > Warto by próbować potwierdzić czy taka rozmowa/relacja, złożona dowódcy, faktyc
            > znie miała miejsce. Jeżeli dowódca poległ/zmarł przed upadkiem III Rzeszy, to n
            > asz pilot może przełożonego przedstawiać jako uczestnika rozmowy na dowolny tem
            > at.


            W jakim celu? W sprawie nie ma przeciez znaczenia czy Brown poinformowal swojego dowodce czy nie. Nieprawdopodobne byloby przy tym, aby mu nie powiedział.
            • a4095211 Re: Franz Stigler (Me-109) i Charlie Brown (B-17) 27.09.21, 19:28
              bmc3i napisał:

              >
              > Przy pojedynczym samolocie przeciwnika lecącym w eskorcie wlasnego samolotu z k
              > rzem Lufwaffe, kazdy działonowy zastanowilby sie przed nacisnieciem spustu. Czy
              > ż nie? Zapewne nie widywali takich sytuacji codziennie. A zestrzelić niechcący
              > swojego?
              >

              Trzeba by poznać zasady, według których funkcjonowała niemiecka obrona plot. W przypadku obrony Rzeszy, to oni chyba mieli sektory za które odpowiadali - czy taki sektor miał no-fly-zone dla własnych myśliwców, o to jest pytanie. Swoją zupełnie mglistą wiedzę, jak to działało, to ja wywodzę z jakiś "Memphis Belle" i innych takich (coś mi z tyłu głowy świta, że funkcjonowały te sektory).

              Jeden własny myśliwiec to nikczemna cena za bombowiec npla., bądź jego załogę, który/która, gdy będzie miała szansę dotrzeć do bazy po wykonanym nalocie, wróci by w następnej misji i zniszczyć ważny cel - typu fabryka, port, czy choćby uczestniczyć w nalocie dywanowym na cele cywilne.

              Ze względu na ekonomikę prowadzenia wojny, to jak się jakiś własny myśliwiec kręcił w strefie odpowiedzialności własnej plot, to powinien mieć przechlapane - nawet gdy nikt do takiej formacji nie strzelał, to pilot myśliwca miał pełne gacie bo powinny spływać meldunki do dowództwa o incydencie, z kolejnych baterii.

              Swoją drogą to ciekawe, czy były rejestrowane informacje o zestrzeleniach blue-on-blue dokonywanych przez niemiecką obronę plot. Rzeszy?

              >
              > W jakim celu? W sprawie nie ma przeciez znaczenia czy Brown poinformowal swojeg
              > o dowodce czy nie. Nieprawdopodobne byloby przy tym, aby mu nie powiedział.
              >

              To kto komu zameldował? Nie Stigler swojemu dowódcy? Ja w Twoim pierwszym poście przeczytałem, że Stigler.

              Pozdrawiam
              • bmc3i Re: Franz Stigler (Me-109) i Charlie Brown (B-17) 27.09.21, 21:43
                a4095211 napisała:


                >
                > Trzeba by poznać zasady, według których funkcjonowała niemiecka obrona plot. W
                > przypadku obrony Rzeszy, to oni chyba mieli sektory za które odpowiadali - czy
                > taki sektor miał no-fly-zone dla własnych myśliwców, o to jest pytanie. Swoją z
                > upełnie mglistą wiedzę, jak to działało, to ja wywodzę z jakiś "Memphis Belle"
                > i innych takich (coś mi z tyłu głowy świta, że funkcjonowały te sektory).
                >
                > Jeden własny myśliwiec to nikczemna cena za bombowiec npla., bądź jego załogę,
                > który/która, gdy będzie miała szansę dotrzeć do bazy po wykonanym nalocie, wróc
                > i by w następnej misji i zniszczyć ważny cel - typu fabryka, port, czy choćby u
                > czestniczyć w nalocie dywanowym na cele cywilne.
                >
                > Ze względu na ekonomikę prowadzenia wojny, to jak się jakiś własny myśliwiec kr
                > ęcił w strefie odpowiedzialności własnej plot, to powinien mieć przechlapane -
                > nawet gdy nikt do takiej formacji nie strzelał, to pilot myśliwca miał pełne ga
                > cie bo powinny spływać meldunki do dowództwa o incydencie, z kolejnych baterii.
                >
                >
                > Swoją drogą to ciekawe, czy były rejestrowane informacje o zestrzeleniach blue-
                > on-blue dokonywanych przez niemiecką obronę


                Generalnie watek sluzy ocenie dzialania Stiglera, nie dociekaniu czy tak bylo naprawde. Generalnie nie spotkalem sie aby ktos kwestionowal cala historię.

                > To kto komu zameldował? Nie Stigler swojemu dowódcy? Ja w Twoim pierwszym pości
                > e przeczytałem, że Stigler.
                >


                Tak bo sie zaplątalem w nazwiskach. Brown powiedział swojemu dowodcy, Stigler nikomu, bo bal sie sadu wojennego.
      • maxikasek Re: Franz Stigler (Me-109) i Charlie Brown (B-17) 27.09.21, 23:01
        "Pan Niemiec chciał sobie dopisać trzecie zestrzelenie tego dnia - na tzw. sępa. Jeżeli dwa poprzednie zwycięstwa, to ten sam wylot, wówczas amunicji już nie miał, lub miał mało - ot tyle żeby uruchomić fotokarabin, zgłosić miejsce upadku samoloty npl'a."
        Stiegler zauważył B-17 z ziemi. Jego maszyna była tankowana i przezbrajana, w dodatku uszkodzona. Wystartował i dogonił bombowiec. Początkowo chciał go zestrzelić, a kiedy zobaczył jego stan próbował "namówic" do lądowania w Niemczech lub lot do Szwecji. Ponieważ Amerykanie nie reagowali, zasalutował i odleciał po krótkim locie. Lot nie mógł być długi, bo Brema leży 100km od wybrzeża.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka