Dodaj do ulubionych

"Jak Putin podjął decyzję o wojnie"

18.05.22, 12:05
"Jak Putin podjął decyzję o wojnie" - długi i ciekawy artykuł rosyjskiego dziennikarza.

Autor:
Roman Anin

Dlaczego wojna od początku była skazana na porażkę, na jakich źródłach informacji opierał się prezydent przed jej rozpoczęciem i dlaczego nikt w FSB nie mówił prawdy o prawdziwym stanie rzeczy na Ukrainie
Wojna na Ukrainie weszła w przedłużającą się fazę. Niezależnie jednak od dalszego rozwoju wydarzeń, już teraz wiadomo, że pierwotny plan inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę nie powiódł się. W trzecim miesiącu wojny rosyjskie siły zbrojne nie osiągnęły żadnego z celów, które pierwotnie zakładał Władimir Putin.
Armia rosyjska nie zdołała szybko zdobyć Kijowa, Czernihowa, Charkowa i innych większych miast, a ponosząc ciężkie straty, została zmuszona do odwrotu. Zapowiadana "druga faza operacji specjalnej" - czyli wycofanie się do granic administracyjnych obwodów ługańskiego i donieckiego oraz opanowanie południowej Ukrainy aż po Naddniestrze - także przebiega z trudem, sądząc po doniesieniach z frontu (także tych propagandowych). W niektórych rejonach wojska rosyjskie posuwają się powoli naprzód, ponosząc jednak ciężkie straty; w innych, np. w obwodzie charkowskim, Siły Zbrojne Ukrainy (AFU) wyparły armię rosyjską niemal do samej granicy.
Mimo oczywistych niepowodzeń na froncie, rosyjskie dowództwo wojskowe wciąż powtarza, że wszystko idzie zgodnie z planem. Ale tak oczywiście nie jest. "Zadanie było następujące: zdobyć Mariupol w trzy dni, Kijów w pięć" - mówi oficer rosyjskich sił specjalnych. Wszystkie moje źródła są zgodne: władze rosyjskie były przekonane, że armia rosyjska nie napotka poważnego oporu. "Widziałeś nagranie ze spalonymi autikszami, prawda? Oni naprawdę myśleli, że szybko wszystko zabiorą, a potem użyją pałek, żeby rozproszyć tłum" - mówi oficer sił specjalnych.
Skąd ta pewność? "Jakkolwiek niedorzecznie to brzmi, decyzję o przystąpieniu do wojny podjęła najbardziej niedoinformowana osoba, jaka mogła podjąć taką decyzję. Prezydent" - mówi ironicznie mój rozmówca.
Czy Putin nie stracił kontaktu z rzeczywistością?
Kanclerz Austrii Karl Nehammer jest jak dotąd jedynym przywódcą UE, którego Władimir Putin widział osobiście od czasu wybuchu wojny. Spotkanie odbyło się w połowie kwietnia w Moskwie. Nehammer powiedział później amerykańskiemu nadawcy NBC: "Myślę, że jest on teraz pogrążony w swojej własnej logice wojennej, wiesz.... Nie ufa społeczności międzynarodowej. Obwinia Ukraińców o ludobójstwo w Donbasie. Jest więc teraz w swoim własnym świecie... Myślę jednak, że wierzy, iż wygrywa wojnę".
Sformułowanie Nehammera o "swoim świecie" Putina jest niemal dosłownym echem tego, co Angela Merkel powiedziała Barackowi Obamie w 2014 roku po aneksji Krymu: "Nie jestem pewna, czy pan Putin utrzymuje kontakt z rzeczywistością. On jest w innym świecie".
Wiele źródeł, także tych, które znają go osobiście, mówi o "innym świecie" Putina; nie chodzi tu tyle o zdrowie psychiczne (choć niektórzy rozmówcy mają co do tego obawy), ile o fizyczną i informacyjną izolację prezydenta.
W czasie pandemii Putin ograniczył liczbę wyjazdów i spotkań bezpośrednich, prowadząc większość wydarzeń online. Przed każdym bezpośrednim spotkaniem z prezydentem ludzie byli zmuszani do przebywania w zamknięciu przez dwa tygodnie w ramach ścisłej kwarantanny. Nawet sekretarz prasowy Dmitrij Peskow najczęściej widywał swojego szefa w telewizji.
"W tym okresie widział nie więcej niż pięć osób, czyli najbliższy krąg, o ile w ogóle istniał. Praca była bardzo trudna, wszystkie decyzje były podejmowane na ostatnią chwilę" - skarżył się jeden z urzędników Kremla. "Przez cały czas towarzyszyła mu ograniczona liczba osób - asystentów, którzy pilnowali jego rozkładu dnia, jego czasu, nawet do tego stopnia, że budzili go rano. W Ogarewie [rezydencja prezydenta] jest miejsce do mieszkania. Inne nie są teraz potrzebne" - potwierdzili rozmówcy rosyjskiej służby BBC.

cdn
Obserwuj wątek
    • patmate Re: "Jak Putin podjął decyzję o wojnie" 18.05.22, 12:22
      kontynuacja

      Reżim ten w rzeczywistości nadal obowiązuje: w czasie wojny Putin pojawił się publicznie zaledwie kilka razy. Izolacja ta niemal uniemożliwiła prezydentowi, który i tak był już nieufny i podejrzliwy, przedstawienie alternatywnego punktu widzenia, który nie pokrywał się z poglądami służb specjalnych. W rezultacie decyzja Putina o inwazji na Ukrainę w dużej mierze opierała się na raportach jego byłych współpracowników, w tym "wielkiej piątej służby" FSB (nazwanej tak dla odróżnienia od piątych służb w mniejszych jednostkach FSB).
      "Sprzedawcy powietrza".
      Piąta Służba jest jedną z najbardziej tajnych w FSB, nazywaną czasem wywiadem, ponieważ specjalizuje się w zbieraniu informacji na terenie Rosji i byłego Związku Radzieckiego. Kluczową jednostką służby jest wydział wywiadowczy, w skład którego wchodzą różne wydziały specjalizujące się w swoich dziedzinach oraz dyrekcja zajmująca się Ukrainą.
      Na czele piątej służby stoi wpływowy generał Siergiej Beseda. Jego pierwszym zastępcą i jednocześnie kierownikiem wydziału jest Georgij Griszajew. To właśnie on i jego zastępca Dmitrij Miliutin byli bezpośrednio odpowiedzialni za informacje, jakie przekazywano rosyjskiemu kierownictwu na temat sytuacji na Ukrainie (choć, jak zastrzegają moi rozmówcy, odprawy były i są nadal pisane przez "operę" - wina kierownictwa polega na tym, że niczego nie sprawdzało i przyjmowało każdą wygodną informację za pewnik).
      Na początku wojny wiele mediów donosiło nawet, że Beseda i jego koledzy zostali aresztowani, ponieważ ich informacje o Ukrainie były nieprawdziwe. Jednak cztery źródła poinformowały nas, że tak nie jest. "Beseda jest nietykalny. W FSB istnieje kilka służb, których szefowie są równi zastępcy dyrektora: na przykład jest to piąta służba i pierwsza (zajmuje się kontrwywiadem - przyp. red.). Nie idą do więzienia" - mówi znajomy Besedy.
      Jednak wewnątrz FSB nikt nie ukrywa, że istnieją poważne pytania dotyczące pracy piątej służby. Co więcej, wielu kolegów funkcjonariuszy jest spragnionych krwi swoich kolegów z tej służby i czeka, aż zostaną im postawione zarzuty karne. "To sprzedawcy powietrza" - mówi o swoich kolegach były oficer FSB. "Zmyślali, źle interpretowali, czasem fantazjowali, a kierownictwo chętnie w to wierzyło" - mówi inny były pracownik. - Pisali na przykład, że regiony Ukrainy żyją w oderwaniu od władz w Kijowie i wystarczy tylko szturchnięcie, by regiony pobiegły w stronę Rosji."
      "Poziom profesjonalizmu jest tam żaden. Wysyłano tam ludzi, którzy nie umieli pracować. Ponadto nie wszyscy tam pojechali, bo to bagno. Zetknęliśmy się z przypadkami, gdy przynosiliśmy do Besedy informacje o jednym z krajów WNP, a urzędnicy nie rozpoznawali nazwisk głównych urzędników tego kraju, nie rozumieli, kim są ci ludzie. Musieli się tłumaczyć" - mówi jeden z funkcjonariuszy FSB.
      Głupcy i skorumpowani urzędnicy jako źródło informacji
      Przez wiele lat kierunek ukraiński nie był uważany w FSB za priorytetowy. Z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że wielu członków rosyjskich i ukraińskich służb bezpieczeństwa było w rzeczywistości wczorajszymi kolegami i współpracownikami. Po drugie, dlatego że władze rosyjskie zawsze patrzyły na Ukrainę jak na prowincję swojej metropolii i nikt w FSB nie zadawał sobie trudu, by zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się w sąsiednim kraju. "W 2013 roku prawie cała Ukraina go nienawidziła - za jego korupcję i głupotę. Jego obalenie i ucieczka były zaskoczeniem dla kierownictwa" - mówi były funkcjonariusz FSB.
      Wydaje się, że po Euromajdanie FSB powinna była wyciągnąć wnioski i zmienić swoje podejście do oceny sytuacji na Ukrainie. Ale, jak mówią moi rozmówcy, sprawy tylko się pogorszyły.
      Euforia związana z szybką aneksją Krymu i stosunkowo łatwymi zwycięstwami armii rosyjskiej w Donbasie (przede wszystkim klęska armii ukraińskiej pod Debalcewem i Iłowajskiem) stworzyła wrażenie, że wszystko jest pod kontrolą. Jednocześnie nikt nie próbował zrozumieć, co tak naprawdę działo się w społeczeństwie ukraińskim przez te osiem lat.
      Głównymi informatorami FSB na temat sytuacji na Ukrainie byli zbiegli urzędnicy, funkcjonariusze służb bezpieczeństwa i biznesmeni z ekipy Wiktora Janukowycza - mówi były pracownik jednej z rosyjskich służb bezpieczeństwa. Kluczową postacią wśród nich był i pozostał do wybuchu wojny w lutym tego roku Władimir Siwkowicz, były oficer kontrwywiadu wojskowego KGB, który w czasach sowieckich służył w Poczdamie w Niemczech. Sivkovich zajmował wysokie stanowiska w ukraińskich agencjach rządowych. W latach 2010-2014 pełnił funkcję zastępcy sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony.
      Były deputowany Partii Regionów (jej liderem był Wiktor Janukowycz) Taras Chornowil powiedział w 2014 roku, że to Siwkowycz podjął decyzję o pobiciu studentów na Majdanie w listopadzie 2013 roku, po czym pokojowe protesty przerodziły się w starcia protestujących z siłami bezpieczeństwa. Po ucieczce Janukowycza z Kijowa, Siwkowicz również uciekł do Rosji, gdzie otrzymał ochronę państwa, biuro w centrum Moskwy i pracowników do zbierania informacji o Ukrainie.
      "Trzeba zrozumieć psychologię tych ludzi [członków ekipy Janukowycza, którzy uciekli do Rosji]. Swoje fantazje przekazali Besedzie, aby, po pierwsze, uzasadnić swoje istnienie i pochłonąć budżety, które rzekomo wydali na "agentów". Po drugie, ich głównym celem był powrót na Ukrainę, mieli już namalowane swoje pozycje, a wszystkie informacje były dostosowane do tego celu. Po trzecie, ludzie ci żyli w realiach 2014 roku i nie chcieli zrozumieć, że w ciągu ośmiu lat na Ukrainie wszystko się zmieniło. A Beseda z radością przenosił wszystkie te informacje na szczyt" - powiedział.
      Ale nie tylko i nie tyle, że Putin został oszukany, ile że sam cieszył się z tego, że został oszukany.
      Selekcja negatywna
      "Co możemy powiedzieć o Besedzie, jeśli sam dyrektor [FSB] nie może sobie pozwolić na to, by informować kierownictwo o tym, czego kierownictwo nie chce usłyszeć. Wszyscy w FSB od dawna byli bardzo ostrożni, jeśli chodzi o podejmowanie inicjatyw i informowanie. Nawet jeśli docierały do nich poważne informacje, woleli schować je do sejfu i zapomnieć o nich, dopóki kierownictwo nie przypomniało sobie i nie zapytało, czyli dopóki nie zaistniała "potrzeba polityczna"" - mówi jeden z funkcjonariuszy FSB.
      "Musisz mówić to, co chce usłyszeć kierownictwo, w przeciwnym razie nie dostaniesz awansu. Co więcej, mogą pojawić się problemy" - potwierdza inny rozmówca służb specjalnych.
      Teoretycznie informacje powinny były docierać do Putina z różnych źródeł, takich jak piąta służba FSB i Służba Wywiadu Zagranicznego. Jednak w praktyce to się nie sprawdziło - mówią moi rozmówcy. "Jak to działa w praktyce? Załóżmy, że dwie linie przekazują sprzeczne informacje. Szef wzywa osoby odpowiedzialne i żąda: Masz napisane, że ten zasrany dziennikarz jest agentem CIA, a masz napisane, że jest rosyjskim patriotą. Sortuj to!" I wszyscy rozumieją, jak to naprawić - w sposób, w jaki myśli szef. Nikt nie będzie się upierał przy swoim zdaniu" - opisuje hipotetyczną sytuację były oficer FSB.
      W psychologii to zniekształcenie poznawcze nazywane jest tendencyjnością konfirmacyjną (ang. confirmation bias) - osoba wybiera tylko te informacje, które są zgodne z jej punktem widzenia.
      Konsekwencją tego zniekształcenia poznawczego jest selekcja negatywna. Filtry do selekcji pracowników już dawno przestały działać. Kierownictwo zarówno FSB, jak i kraju preferuje "kretynów wykonawczych", jak nazywają ich moi rozmówcy. Z kolei "kretyni na stanowiskach kierowniczych" rekrutują takich jak oni.
      Korporacja czuwających
      Obserwatorowi z zewnątrz trudno sobie wyobrazić skalę przenikania "kretynów wykonawczych" do najróżniejszych sfer życia Rosji. Jak zażartował kiedyś mój rozmówca ze służb bezpieczeństwa: "Putin nadal pracuje jako dyrektor FSB, tyle że pod przykrywką prezydenta Rosji" (sam Putin żartował na ten temat).
      FSB przenika do wszystkich organów władzy w kraju: komendanci policji, sędziowie, gubernatorzy, ministrowi

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka