Dodaj do ulubionych

Wojna służb w tle wojny na Ukrainie

25.05.22, 09:43
Wojna na Ukrainie, a nasze służby w rozsypce. Ambasador wie co pisze. Zna się na robocie.


Obok gorącej wojny w Ukrainie toczy się wojna wywiadów i kontrwywiadów. Czy Polska jest na nią przygotowana?

Dyplomaci pospiesznie palący służbowe papiery w pustoszejącej ambasadzie. Zaniepokojeni miejscowi współpracownicy obserwujący w telewizji doniesienia o wsypach, czyli aresztowaniach dokonywanych przez kontrwywiad. Oficerowie prowadzący agentów, czy – jak mawiają fachowo – źródła osobowe, stawiający dyskretne znaki kredą na parkowych ławkach albo w ubikacjach galerii handlowych, po raz ostatni przed wydaleniem z kraju urzędowania. To sygnał, by źródło realizowało alarmowy plan zawieszenia współpracy, ponieważ oficer został wydalony z kraju urzędowania. „Wymiany błyskawiczne”, krótkie, niby przypadkowe spotkania polegające na szybkim przekazaniu ostatnich instrukcji i pieniędzy przed zakończeniem współpracy.

To nie Wiedeń, dotychczasowa stolica europejskiego życia wywiadowczego. Tak wygląda w ostatnich miesiącach życie wywiadowcze w Warszawie i innych polskich miastach, które z powodu trwającej w Ukrainie wojny konwencjonalnej zamieniły się w arenę wojen szpiegowskich. Polska zdecydowała się usunąć prawie 50 rosyjskich dyplomatów. Od początku roku aresztowano kilku współpracowników i domniemanych agentów rosyjskiego i białoruskiego wywiadu. Złapano „nielegałów”, czyli pracowników rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU albo cywilnego SWR, udających albo dziennikarza z Hiszpanii, albo pracownika polskiej firmy z dobrą legendą, czyli niewinnie wyglądającą przykrywką do prowadzenia działalności wywiadowczej przy granicy z Ukrainą. To tutaj lądują natowskie samoloty wojskowe z zaopatrzeniem dla napadniętej Ukrainy i stąd wyjeżdżają ciężarówki ze wsparciem, a przeszkoleni na kursach z obsługi amerykańskich haubic żołnierze armii ukraińskiej sposobią się do powrotu na front.
Europejski front dyskretnej wojny

To, co dzieje się w trakcie szpiegowskiej wojny w Polsce, jest częścią dziesiątkowania zasobów rosyjskiego wywiadu w całej Europie. Przynajmniej jego oficjalnej części, czyli oficerów GRU i SWR, pracujących w wielu stolicach pod przykrywką dyplomatyczną. Od 24 lutego państwa europejskie wręcz ścigają się o to, kto uzna większą liczbę Rosjan za osoby niepożądane. W marcu Dania, Szwecja, Włochy i Hiszpania wyrzuciły ponad 80 dyplomatów. W kwietniu Francuzi ogłosili komunikat o dostrzeżeniu „tajnej operacji” prowadzonej przez sześciu rosyjskich agentów pod dyplomatyczną przykrywką.

W sumie państwa europejskie od rozpoczęcia wojny wydaliły prawie 270 rosyjskich dyplomatów. Przełomem były obrazy z podkijowskiej Buczy, gdzie rosyjskie wojska wymordowały setki mieszkańców, a leżące na ulicach ciała wstrząsnęły Zachodem. Fala wydaleń Rosjan przekroczyła swoją skalą poprzednią akcję w 2018 r., kiedy po próbie otrucia przez rosyjski wywiad obywatela Wielkiej Brytanii Siergieja Skripala pozbyto się z Europy 180 rosyjskich dyplomatów na znak solidarności z Brytyjczykami. Ponad 400 rosyjskich wywiadowców w ciągu kilku lat!

Niektóre państwa idą dalej i po prostu nakazują zamknięcie rosyjskich przedstawicielstw dyplomatycznych. Tak zdecydowały Estonia, Litwa i Łotwa i zamknęły rosyjskie konsulaty. Słowenia i Słowacja wprowadziły limity osobowe dla rosyjskich dyplomatów. Czechy, w których rosyjscy szpiedzy dokonali sabotażu w 2014 r., wysadzając w powietrze skład amunicji przeznaczonej na eksport do Ukrainy, wydaliły setkę dyplomatów. W Pradze pracuje obecnie nie więcej niż szóstka Rosjan.

W przeciwieństwie do popularnych wyobrażeń o szpiegowskiej działalności pod płaszczem dyplomacji działalność wydalonych Rosjan nie obfitowała w pościgi samochodami czy uczestnictwo w balach i rautach dyplomatycznych. Rosyjscy dyplomaci od dawna nie błyszczą już na spotkaniach korpusów dyplomatycznych. Rosyjski blichtr i wybitna do niedawna dyplomacja kojarzą się teraz z korupcją i mordem, a nie wytworną dyskusją przy kieliszku martini, wstrząśniętym i niezmieszanym.

Rosyjscy szpiedzy z dyplomatyczną legendą skupiali się na wyciszonym „humincie”, jak po amerykańsku nazywa się to, co w dawnych komunistycznych służbach określano jako „pracę typowniczą i werbunkową”. Humint to skrót od human intelligence, czyli wywiad osobowy. Polega na wyszukiwaniu, werbowaniu, a następnie prowadzeniu współpracy z ludźmi, którzy świadomie podjęli ryzyko kontaktu z obcymi służbami.

Można to robić, uczestnicząc w spotkaniach, konferencjach naukowych, otwartych dla publiczności dyskusjach, gdzie gromadzą się interesujący dla wywiadu kandydaci. Czasem dyplomata udaje się po prostu z kamerą na manifestację poparcia dla Ukrainy i filmuje zebranych, próbując wyłonić osoby szczególnie nienawidzące Rosji, a czasami takie, które wręcz przeciwnie – wydają się zaniepokojone zbyt dużym poparciem dla Ukrainy. Działalność wywiadowcza karmi się ludzkimi emocjami, niezależnie od ich zabarwienia, i żmudnymi próbami ich wykorzystania.

Przyszłych informatorów szuka się czasami w zaskakujących miejscach, jak np. urzędy stanu cywilnego i archiwa miejskie, czyli miejsca bynajmniej niekojarzące się z działalnością filmowego Jamesa Bonda. Taki był przypadek aresztowanego w Polsce w marcu pracownika USC, który miał przekazywać swojemu oficerowi prowadzącemu dane osobowe cudzoziemców w Polsce. Taki urząd to kopalnia wywiadowczej wiedzy: można przecież wykorzystywać dane zmarłych Polaków, zwłaszcza dzieci, do tworzenia tożsamości, powiązań rodzinnych, miejsc urodzenia i zamieszkania rosyjskich nielegałów, czyli dorosłych już ludzi udających obywateli Polski. Tym trudniej ich wykryć, im bardziej legenda, czyli zestaw faktów z życia, jest lepiej umocowana w aktach zgonów, urodzin i ślubów. Nie trzeba od razu werbować generała wojska czy wysoko postawionego polityka, wystarczy chciwy urzędnik archiwum miejskiego albo pracownik działu spraw studenckich z dostępem do dyplomów ukończenia studiów, by stworzyć prawdziwego, czyli dobrze uplasowanego nielegała.

Wydalenia dyplomatów na jakiś czas przynajmniej przecięły tego rodzaju działalność rosyjskiego wywiadu w Europie, również w Polsce. Na dekadę co najmniej nie będzie można wyjechać na placówkę zagraniczną i podejmować działalności, której skuteczność proporcjonalna była do liczby oficerów wywiadu udających dyplomatów. Trudno będzie Rosjanom odtworzyć dawne ścieżki postępowania i opracowywać nowe źródła informacji, takie nawet jak spotkania kulturalne czy ośrodki nauki języka rosyjskiego, gdzie prowadzili swoje typowanie. Zdziesiątkowanie rosyjskiego wywiadu dostrzegł już kontrwywiad belgijski, szczególnie ważny, bo ochraniający kwaterę główną NATO w Brukseli. Jego rzecznik powiedział w marcu, że „Rosjanie stali się mniej aktywni i wyjątkowo mocno przestrzegają zasad bezpieczeństwa”.
Zamieszanie w szeregach

Wojna wprowadziła również zamieszanie w morale jego agentów. Ktoś, kto uprzednio zdradził swój kraj, musi z niepokojem obserwować te aresztowania i wydalenia w mediach. A może lepiej się przyznać wcześniej, zanim kontrwywiad zapuka do drzwi? Z pewnością także część wcześniej zwerbowanych agentów dostrzega zbrodnie w Ukrainie i myśli o ekspiacji za swoją służbę rosyjskiej armii morderców i gwałcicieli. Nawet szpiedzy mają sumienie, budzące się zwłaszcza wtedy, kiedy oficer prowadzący zaprzestał wypłacania pieniędzy.

Demoralizacja musi z pewnością dotykać również samych Rosjan w służbach wywiadowczych i dyplomacji. Putin poniżał publicznie ich szefa Siergieja Naryszkina, kazał też aresztować szefa departamentu informacyjnego Siergieja Biesiedę za niepowodzenia wywiadowcze w czasie wojny. Swoją drogą – Biesieda – cóż to za wspaniałe szpiegowskie nazwisko, oznaczające pogadankę albo dobre towarzystwo!

Obserwuj wątek
    • odyn06 Re: Wojna służb w tle wojny na Ukrainie 25.05.22, 09:45
      Cd

      Rosyjscy wywiadowcy mogą się czuć zagrożeni czystkami w służbach i tracą intratne i luksusowe posady na zagranicznych placówkach dyplomatycznych. Wielu z nich, patriotycznie i nacjonalistycznie nastawionych do Matuszki Rosji, może także odczuwać frustrację, że ich przywództwo, z Putinem na czele, wiedzie kraj ku przepaści. Stają się przez to podatni na próby odwrócenia, czyli werbunku przez europejskie wywiady.

      Oczywiście zamiłowany Wielkorus nie pójdzie na współpracę z czeskim albo litewskim wywiadem, którymi po prostu pogardza. Ale może nie pogardzi tak bardzo wywiadem brytyjskim albo południowoafrykańskim, które są w jego mentalności albo godnym przeciwnikiem, albo służbą neutralną wobec Rosji. Cóż więc prostszego niż Czech udający Brytyjczyka albo Litwin udający obywatela RPA, werbujący Rosjanina „pod obcą flagą”? Przecież euro i dolary nie mają flagi.
      Gotowi na starcie wywiadów?

      Polska zajmuje w tych wywiadowczych grach miejsce szczególne. Staliśmy się obszarem zainteresowania wywiadowczego Rosjan, dla których kluczowe w czasie wojny jest poznanie skali zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy, która płynie głównie przez Polskę. Czyli mówiąc konkretnie: kiedy, gdzie i jakie transporty wjeżdżają do Ukrainy? Gdzie rozmieszczeni są żołnierze amerykańscy, prowadzący dla Ukraińców szkolenia w obsłudze amerykańskiego uzbrojenia? Jak nazywa się ukraiński kierowca wiozący ciężarówką polski czołg do Lwowa? A może kiedyś służył w ukraińskim wojsku, którego akta przed 2014 r. oglądali Rosjanie?

      Polska wydaliła dyplomatów, więc Rosjanie muszą posiłkować się innymi zasobami wywiadowczymi. Czyli przede wszystkim nielegałami, osobami mieszkającymi w Polsce, a zwłaszcza przyjeżdżającymi do nas w okresie wojennym z zagranicy. Z Zachodu przyjeżdżają nielegałowie uplasowani np. jako dziennikarze, żeby wspomnieć przypadek Hiszpana Pablo Gonzáleza (takie nazwisko podają hiszpańskie media). ABW aresztowało go w pierwszych dniach wojny w Przemyślu, podając, że istniały podejrzenia, że współpracuje z GRU. Opisywał sytuację na przejściach granicznych, prowadził wywiady z Polakami, pytał o stosunek do wojny, podobno wybierał się do Ukrainy.

      W działalności Gonzáleza zwraca uwagę metoda działania: wywiady z Polakami, wypytywanie ich o poczucie zagrożenia, ale również o pomoc uchodźcom. Każdy teraz ma jakąś opinię o wojnie i chce ją przedstawić. Może też działać na rzecz uchodźców, można więc wypytać o nastroje wśród nich, może o powiązania rodzinne z walczącymi żołnierzami, a może nawet z oficerami ukraińskiego wywiadu? To humint w najczystszej formie, typowanie interesujących źródeł, które można później eksploatować innymi metodami.

      Można też założyć, że podobnych przypadków jest więcej. Na konferencjach naukowych i biznesowych, targach czy wystawach pojawiają się obcokrajowcy pytający o polskie nastawienie do wojny u ukraińskich sąsiadów. Proponują pisanie artykułów, ekspertyz albo wręcz intratne biznesy, jako Hiszpanie, Amerykanie czy Chińczycy. Werbunek „pod obcą flagą” to stara metoda pracy i wymyślana na nowo przez sowiecki, a teraz rosyjski wywiad szukający dojść do Polaków. Takie propozycje współpracy mogą być przez rosyjskich nielegałów wręcz uzasadniane jako praca przeciwko Rosji!

      Rosjanie mogą próbować korzystać z własnej agentury umieszczonej wśród uciekających do Polski Ukraińców albo Białorusinów, która falą wlała się do Polski i Europy w ostatnich miesiącach. Rosyjski wywiad nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał takiej okazji, zwłaszcza w okresie dziesiątkowania szpiegów udających dyplomatów w rosyjskich ambasadach. Nie chodziłoby tu o jakieś wielkie operacje wywiadowcze, raczej o nawiązywanie kontaktów z Polakami, podejmowanie współpracy z polskimi albo zachodnimi opiekunami uchodźców, NGO-sami obecnymi na pograniczu. Organizacje o profilu humanitarnym mają też często profil pacyfistyczny. A czego teraz bardziej Rosjanom potrzeba niż podsycania nastrojów antywojennych na Zachodzie?

      Na polskie służby spada obowiązek ochrony kontrwywiadowczej nie tylko obywateli Polski, ale i sojuszników. Zwiększyło się ryzyko kompromitacji, sabotażu i prowokacji wobec żołnierzy NATO obecnych w Polsce, na którą spadła rola państwa frontowego. Rosjanie obiecują, że będą przeciwdziałać transportom sprzętu natowskiego do Ukrainy i choć oczywiste jest, że nie ostrzelają polskich lotnisk i kolei, to sabotaż uczyniony polskimi albo i nawet uchodźczymi rękoma albo wciąganie Amerykanów w kompromitujące sytuacje wchodzi w rachubę.
      Rozwibrowani

      No właśnie, polskie służby… Nie jest do końca jasne, czy gotowe są na ochronę państwa frontowego. Przez ostatnie dekady mniej lub bardziej udanie zajmowały się korupcją i polityką, ale również udziałem Polski w misjach wojennych w Iraku i Afganistanie. Trwające permanentnie od początku XXI w. próby reform, łączenia i dzielenia służb zrobiły swoje. Czystki w wywiadzie i kontrwywiadzie w czasie pierwszych i kolejnych rządów PiS rozwibrowały je tak skutecznie, że pojawiały się doniesienia o nieufności zachodnich służb do polskich partnerów.

      Odeszły też od klasycznych form działania wywiadu i kontrwywiadu. Zresztą nie jest to przypadek wyłącznie polski. Wywiady muszą teraz przypominać sobie zimnowojenny alfabet: nielegałowie, legalizacja, wymiana błyskawiczna, szantaż i zabójstwo.

      Ale polskie służby nie tylko ochraniają sojuszników, ale najwyraźniej starają się kontrolować również przepływ informacji do nich. Granica między ochroną a kontrolą komunikacji Polaków z sojuszniczymi politykami i dyplomatami stała się jeszcze cieńsza z powodu problemów z praworządnością, sporami obecnej władzy z Zachodem. Warto przypominać, że choć trwa reset relacji Polski z USA, to jeszcze cztery miesiące temu władze były w ostrym sporze z Waszyngtonem, z lex TVN oraz łamaniem praworządności i wolności słowa w tle. Nie ustały próby kontroli przekazu polskich dziennikarzy, publicystów, aktywistów oraz thinktankowców do zachodnich partnerów oraz wypytywania, o czym rozmawia się na kolacjach z ambasadorami. Pojawiają się ze strony służb pouczenia i oferty szkoleń profilaktycznych dla publicystów i thinktankowców.

      Bo czas wojenny to wzrost militaryzmu w polskiej polityce i roli służb specjalnych we wszystkich dziedzinach, nie tylko ochrony kontrwywiadowczej przeciwko Rosjanom. Jarosław Kaczyński zasugerował w wywiadzie dla PAP, że ich kompetencje muszą być rozszerzane, ponieważ „służby polskie są tak skonstruowane, że ręce mają związane bardzo mocno” i muszą uzyskać „większe rozeznanie agentury rosyjskiej”. ABW już dostaje nowe uprawnienia z powodu wojny – jak choćby po nowelizacji ustawy o służbie zagranicznej – zyskując dodatkowe prawo opiniowania polskich dyplomatów, którzy studiowali w przeszłości na zagranicznych uczelniach. Pojawiają się zapowiedzi naboru kadrowego i podwyżek płac w służbach, co zawsze zwiastuje wzrost ich roli.

      Nieistniejąca praktycznie kontrola parlamentarna i całkowite ukrycie służb przez partię rządzącą przed nadzorem demokratycznym nie wróżą dobrze ani ich efektywności przeciwko Rosjanom, ani przestrzeganiu i ochronie praw Polaków. Jeśli w rękach polskich służb pojawi się większy młotek, to przede wszystkim zaczną szukać większej liczby gwoździ do przybicia.

      ***

      Autor był polskim ambasadorem w Afganistanie (2012–14). Obecnie jest analitykiem Polityki Insight i wykładowcą Collegium Civitas.
      • azyata Re: Wojna służb w tle wojny na Ukrainie 25.05.22, 12:14
        odyn06 napisał:

        "(...) Nieistniejąca praktycznie kontrola parlamentarna i całkowite ukrycie służb przez partię rządzącą przed nadzorem demokratycznym nie wróżą dobrze ani ich efektywności przeciwko Rosjanom, ani przestrzeganiu i ochronie praw Polaków. (...)"

        Wątpię, żeby efektywne działania służb przeciw Rosjanom zależały od kontroli parlamentarnej i demokratycznego nadzoru nad służbami.

      • a4095211 Re: Wojna służb w tle wojny na Ukrainie 25.05.22, 14:51
        odyn06 napisał:

        > Cóż więc prostszego niż
        > Czech udający Brytyjczyka albo Litwin udający obywatela RPA, werbujący Rosjanin
        > a „pod obcą flagą”? Przecież euro i dolary nie mają flagi.
        > Gotowi na starcie wywiadów?

        Kadrowego pracownika obcego wywiadu pod przykryciem dyplomatycznym zawerbować na "obcą firmę"? Mistrzostwo świata.

        > Polska wydaliła dyplomatów, więc Rosjanie muszą posiłkować się innymi zasobami
        > wywiadowczymi. Czyli przede wszystkim nielegałami, osobami mieszkającymi w Pols
        > ce, a zwłaszcza przyjeżdżającymi do nas w okresie wojennym z zagranicy. Z Zacho
        > du przyjeżdżają nielegałowie uplasowani np. jako dziennikarze, żeby wspomnieć p
        > rzypadek Hiszpana Pablo Gonzáleza (takie nazwisko podają hiszpańskie media). AB
        > W aresztowało go w pierwszych dniach wojny w Przemyślu, podając, że istniały po
        > dejrzenia, że współpracuje z GRU. Opisywał sytuację na przejściach granicznych,
        > prowadził wywiady z Polakami, pytał o stosunek do wojny, podobno wybierał się
        > do Ukrainy.

        Wszyscy korespondencji, a już zwłaszcza Ci wojenni, z natury rzeczy winni być tematem rozpoznania kontrwywiadowczego. Od zawsze i wszędzie tak jest. Problemem są tylko środki na realizację - tak myślę. Oczywiście brak środków dotyczy każdej służby, w każdym kraju.

        > W działalności Gonzáleza zwraca uwagę metoda działania: wywiady z Polakami, wyp
        > ytywanie ich o poczucie zagrożenia, ale również o pomoc uchodźcom. [...] To humint
        > w najczystszej formie, typowanie interesujących źródeł, które można później eks
        > ploatować innymi metodami.

        To tzw. baza werbunkowa. Jeżeli ten "Hiszpan" realizował w/w zadania to właśnie tak to się nazywa.

        > Werbunek „pod obcą flagą” to stara metoda pracy i wymyślana na nowo przez
        > sowiecki, a teraz rosyjski wywiad szukający dojść do Polaków. Takie propozycje
        > współpracy mogą być przez rosyjskich nielegałów wręcz uzasadniane jako praca pr
        > zeciwko Rosji!

        Dokładnie tak to się odbywa. Zastanawia mnie co tu Rosjanie/radzieccy "wymyślili na nowo", bo to wszystko było już w użyciu za czasów Napoleona... nawet we Wiedniu Francuzi wydawali "antynapoleońską" gazetę, żeby uwiarygodnić agenta podającego się za węgierskiego szlachcica wydalonego z Francji za działania opozycyjne.

        > No właśnie, polskie służby… Nie jest do końca jasne, czy gotowe są na ochronę p
        > aństwa frontowego. Przez ostatnie dekady mniej lub bardziej udanie zajmowały si
        > ę korupcją i polityką, ale również udziałem Polski w misjach wojennych w Iraku
        > i Afganistanie. Trwające permanentnie od początku XXI w. próby reform, łączenia
        > i dzielenia służb zrobiły swoje. Czystki w wywiadzie i kontrwywiadzie w czasie
        > pierwszych i kolejnych rządów PiS rozwibrowały je tak skutecznie, że pojawiały
        > się doniesienia o nieufności zachodnich służb do polskich partnerów.

        Czystki są zawsze z okazji zmiany władzy - dokładnie każdej władzy. Autor był kandydatem partii Wiosna do sejmu, więc zakładam, iż to jest przyczyna wskazywania na PiS, jako wyjątku w tym względzie. Były kandydat do sejmu, ale z ramienia PiS, będzie wskazywał winnych wszelkiego zła po stronie opozycji. Niepotrzebnie dla wiarygodności przekazu autor wyjechał tu z "partyjniactwem".

        > Odeszły też od klasycznych form działania wywiadu i kontrwywiadu. Zresztą nie j
        > est to przypadek wyłącznie polski. Wywiady muszą teraz przypominać sobie zimnow
        > ojenny alfabet: nielegałowie, legalizacja, wymiana błyskawiczna, szantaż i zabó
        > jstwo.

        Brawurowa teza jakoby jakkolwiek służby musiały coś sobie w tym względzie przypominać.

        > Warto przypominać, że choć trwa reset relacji Polski z USA, to jeszcze
        > cztery miesiące temu władze były w ostrym sporze z Waszyngtonem, z lex TVN ora
        > z łamaniem praworządności i wolności słowa w tle. Nie ustały próby kontroli prz
        > ekazu polskich dziennikarzy, publicystów, aktywistów oraz thinktankowców do zac
        > hodnich partnerów oraz wypytywania, o czym rozmawia się na kolacjach z ambasado
        > rami. Pojawiają się ze strony służb pouczenia i oferty szkoleń profilaktycznych
        > dla publicystów i thinktankowców.

        Powyżej mamy już zupełne "białorycerstwo". To jak? Że niby służby realizują kombinacje operacyjne na kierunku środowiska dziennikarskiego, aktywistów, thinktankowców? Nowe, nie znałem...

        > Bo czas wojenny to wzrost militaryzmu w polskiej polityce i roli służb specjaln
        > ych we wszystkich dziedzinach, nie tylko ochrony kontrwywiadowczej przeciwko Ro
        > sjanom. Jarosław Kaczyński zasugerował w wywiadzie dla PAP, że ich kompetencje
        > muszą być rozszerzane, ponieważ „służby polskie są tak skonstruowane, że ręce m
        > ają związane bardzo mocno” i muszą uzyskać „większe rozeznanie agentury rosyjsk
        > iej”. ABW już dostaje nowe uprawnienia z powodu wojny – jak choćby po nowelizac
        > ji ustawy o służbie zagranicznej – zyskując dodatkowe prawo opiniowania polskic
        > h dyplomatów, którzy studiowali w przeszłości na zagranicznych uczelniach. Poja
        > wiają się zapowiedzi naboru kadrowego i podwyżek płac w służbach, co zawsze zwi
        > astuje wzrost ich roli.
        >
        > Nieistniejąca praktycznie kontrola parlamentarna i całkowite ukrycie służb prze
        > z partię rządzącą przed nadzorem demokratycznym nie wróżą dobrze ani ich efekty
        > wności przeciwko Rosjanom, ani przestrzeganiu i ochronie praw Polaków. Jeśli w
        > rękach polskich służb pojawi się większy młotek, to przede wszystkim zaczną szu
        > kać większej liczby gwoździ do przybicia.

        Czyli o co właściwie chodzi? O zapewnienie bezpieczeństwa obywatela i ochrona praw tegoż obywatela w konfrontacji z własnymi służbami? Śmiechłem.

        Pozdrawiam
        • odyn06 Re: Wojna służb w tle wojny na Ukrainie 26.05.22, 16:56
          Ja się nie znam na służbach i stąd moje pytanie do eksperta:

          Załóżmy , że jesienią przyszłego roku wybory wygrają anarchosyndykaliści. Zgodnie z Twoją teorią przeprowadzą w służbach czystki, wzorem poprzedników u władzy.
          Wywalą na zbity pysk wszyskich leśników , harcerzy, strażników miejskich i granicznych, celniczki i celników, znajomych królika z Piotrkowa Trybunalskiego i absolwentów Jedynie Słusznej Uczelni ze stolicy piernika.
          Wyczyszczą, na wszelki wypadek, służby z poprzednich złogów (to cytat), ze sprzątaczkami włącznie i nie zostawią kamienia na kamieniu.
          Znowu zaczną od nowa!
          Co to będzie, się pytam?
          Uzasadniona czystka, zemsta na żarliwych i prawdziwych patriotach, czy paranoja anarchosyndykalistow?
          A gdzie będzie ciągłość działania w interesie państwa?
          • a4095211 Re: Wojna służb w tle wojny na Ukrainie 27.05.22, 10:08
            odyn06 napisał:

            > Ja się nie znam na służbach i stąd moje pytanie do eksperta:
            >
            > Załóżmy , że jesienią przyszłego roku wybory wygrają anarchosyndykaliści. Zgodn
            > ie z Twoją teorią przeprowadzą w służbach czystki, wzorem poprzedników u władzy
            > .
            > Wywalą na zbity pysk wszyskich leśników , harcerzy, strażników miejskich i gran
            > icznych, celniczki i celników, znajomych królika z Piotrkowa Trybunalskiego i a
            > bsolwentów Jedynie Słusznej Uczelni ze stolicy piernika.
            > Wyczyszczą, na wszelki wypadek, służby z poprzednich złogów (to cytat), ze sprz
            > ątaczkami włącznie i nie zostawią kamienia na kamieniu.
            > Znowu zaczną od nowa!
            > Co to będzie, się pytam?

            Dokładnie tak się stanie.

            Na tym polega system partyjny, niezależnie od systemu politycznego, w którym funkcjonuje. Czyszczenie stanowisk z kadr poprzedniej władzy ma miejsce zawsze, a co do służb, to tam jest przeprowadzana w pierwszej kolejności. Każda nowa władza, całkiem słusznie moim zdaniem, obawia się informacji niejawnych i wpływów agentury. Symultanicznie mamy to samo względem innych tzw. struktur siłowych, a później leci to daleko, pionowo w dół... połowa kadencji, dwa lata to czas, gdy proces zwalnia, bo większość intratnych i delikatnych stanowisk została już "zabezpieczona" kadrowo przez swoich.

            > Uzasadniona czystka, zemsta na żarliwych i prawdziwych patriotach, czy paranoja
            > anarchosyndykalistow?

            Wyżej wymienione epitety towarzyszą zawsze takiej zmianie, oczywiście różnią się mocą oraz delikatnie samym doborem sformułowań. Odsuwani mają ból, artykułują niesprawiedliwość działań, ale wszystko im mija, gdy wracają do władzy. Wówczas ból mają inni, których zdjęto ze stanowisk.

            > A gdzie będzie ciągłość działania w interesie państwa?

            Ba! No jak to? Każda partia działa w interesie państwa i jego obywateli, zawsze i wszędzie.

            Pozdrawiam


    • a4095211 Re: Wojna służb w tle wojny na Ukrainie 25.05.22, 12:59
      odyn06 napisał:


      > Obok gorącej wojny w Ukrainie toczy się wojna wywiadów i kontrwywiadów. Czy Pol
      > ska jest na nią przygotowana?

      Nie jest, bo żaden wywiad nie jest dostatecznie przygotowany do swojej roli. To jak pytać sprintera czy jest dostatecznie przygotowany do wygrania na olimpiadzie.

      > To sygnał, by źródło realizowało alarmow
      > y plan zawieszenia współpracy, ponieważ oficer został wydalony z kraju urzędowa
      > nia. „Wymiany błyskawiczne”, krótkie, niby przypadkowe spotkania polegające na
      > szybkim przekazaniu ostatnich instrukcji i pieniędzy przed zakończeniem współpr
      > acy.

      Szczerze wątpię by prowadzący będący na legendzie dyplomatycznej spotykał się osobiście z okazji jego wydalenia, nawet przypadkowo, z zawerbowanymi wcześniej aktywami. To już nie te czasy. W 70-tych latach amerykanie już tak nie robili w przypadku cennej agentury, a pół wieku później odpowiednie narzędzia są dostępne dla każdej służby.

      Autor, takie mam wrażenie, wrzuca do jednego wora, współpracę agenturalną i współpracę niekonspiracyjną.

      > Od początku roku aresztowano kilku współpracowników i domniemanych
      > agentów rosyjskiego i białoruskiego wywiadu. Złapano „nielegałów”, czyli praco
      > wników rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU albo cywilnego SWR, udających albo dz
      > iennikarza z Hiszpanii, albo pracownika polskiej firmy z dobrą legendą, czyli n
      > iewinnie wyglądającą przykrywką do prowadzenia działalności wywiadowczej przy g
      > ranicy z Ukrainą.

      Trzeba mieć nadzieję, że ich zatrzymanie było efektem przypadku, a nie decyzji "góry", która akurat potrzebowała uzasadnienia wydaleń dyplomatów. Zawsze lepiej kontrolować działania współpracownika obcego wywiadu.

      > Niektóre państwa idą dalej i po prostu nakazują zamknięcie rosyjskich przedstaw
      > icielstw dyplomatycznych. Tak zdecydowały Estonia, Litwa i Łotwa i zamknęły ros
      > yjskie konsulaty. Słowenia i Słowacja wprowadziły limity osobowe dla rosyjskich
      > dyplomatów. Czechy, w których rosyjscy szpiedzy dokonali sabotażu w 2014 r., w
      > ysadzając w powietrze skład amunicji przeznaczonej na eksport do Ukrainy, wydal
      > iły setkę dyplomatów. W Pradze pracuje obecnie nie więcej niż szóstka Rosjan.

      Fajnie, tylko zamknięcie konsulatów to odcięcie własnych obywateli od pomocy konsularnej, lub jej znaczne utrudnienie. Trzeba rozważyć, co jest ważniejsze?

      > Rosyjscy szpiedzy z dyplomatyczną legendą skupiali się na wyciszonym „humincie”
      > , jak po amerykańsku nazywa się to, co w dawnych komunistycznych służbach okreś
      > lano jako „pracę typowniczą i werbunkową”. Humint to skrót od human intelligenc
      > e, czyli wywiad osobowy. Polega na wyszukiwaniu, werbowaniu, a następnie prowad
      > zeniu współpracy z ludźmi, którzy świadomie podjęli ryzyko kontaktu z obcymi sł
      > użbami.

      Humint to trzon pracy każdego wywiadu, od czasów prehistorycznych.

      > Przyszłych informatorów szuka się czasami w zaskakujących miejscach, jak np. ur
      > zędy stanu cywilnego i archiwa miejskie, czyli miejsca bynajmniej niekojarzące
      > się z działalnością filmowego Jamesa Bonda.

      Nie jest to jakieś wielkie zaskoczenie. W tego rodzaju instytucjach instaluje się nawet tzw. wtórniki (inaczej matrioszki) - historia zna takie przypadki, nawet historia polskiego wywiadu zagranicznego z czasów PRL. Mimo że stworzenie wtórnika, jego legendy, przeszkolenie i instalacja jest znacznie bardziej pracochłonne i kosztowne niż werbunek agentury. Jednak tak się robiło i pewnie wciąż robi, w odniesieniu do instytucji użyteczności publicznej w których gromadzi się jawne informacje.

      > Tym t
      > rudniej ich wykryć, im bardziej legenda, czyli zestaw faktów z życia, jest lepi
      > ej umocowana w aktach zgonów, urodzin i ślubów. Nie trzeba od razu werbować gen
      > erała wojska czy wysoko postawionego polityka, wystarczy chciwy urzędnik archiw
      > um miejskiego albo pracownik działu spraw studenckich z dostępem do dyplomów uk
      > ończenia studiów, by stworzyć prawdziwego, czyli dobrze uplasowanego nielegała.

      Najcenniejsza agentura to nie minister, ale jego "sekretariat".

      > Wojna wprowadziła również zamieszanie w morale jego agentów. Ktoś, kto uprzedni
      > o zdradził swój kraj, musi z niepokojem obserwować te aresztowania i wydalenia
      > w mediach. A może lepiej się przyznać wcześniej, zanim kontrwywiad zapuka do dr
      > zwi?

      Wojna jako taka, ale również sam jej przebieg czyli niepowodzenia agresora wpływają na morale czynnej agentury. To nie jest problem kontrwywiadu jednak, a obcego wywiadu - podatność na przewerbowanie wzrasta.

      Pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka