Dodaj do ulubionych

Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami

20.07.22, 17:07
z Fb (Obrona Pro: www.facebook.com/groups/774152019276053/?hoisted_section_header_type=recently_seen&multi_permalinks=5643568575667682 )

W sumie nic zaskakujacego, ale warto przeczytać:



I

"Ludziom jest łatwiej, przekonali sami siebie, że umierają dla idei". Wielka rozmowa z wojskowymi o nastrojach w armii rosyjskiej i ukraińskiej.
******
Tekst: kanał Telegramu Volya z 13.07
Tłumaczenie DeepL + moje poprawki najbardziej nietrafionych tłumaczeń, niektóre musiałem sprawdzić, żeby w ogóle zrozumieć, rusycystą nie jestem. W oryginale to często mowa potoczna, żargon albo specjalistyczne określenia, algorytm więc nie ogarnia i zostało trochę dziwnych zwrotów.
Wrzuciłbym do wątku UA, ale jest to o wieeele za długie jak na komentarz.
******
Rozmawialiśmy z kilkoma oficerami rosyjskimi i ukraińskimi, zadając im identyczne pytania, aby zrozumieć nastroje i oczekiwania panujące w obu armiach. Nazwiska niektórych rozmówców zostały zmienione na ich prośbę, stopnie i oddziały wojsk pozostają bez zmian.

SIŁY ZBROJNE RF
Aleksander R. lat 42. Region Krasnodar. Od połowy kwietnia walczy na wschodzie Ukrainy. Major, dowódca jednostki czołgów
- Dlaczego bierzesz udział w działaniach bojowych?
- Jestem oficerem wojskowym. Do wojska wstąpiłem świadomie. Jest rozkaz - ja go wykonuję. Jeśli nas tu wysłano, to znaczy, że były ku temu powody, w które nie ma sensu się zagłębiać, bo nie mamy pełnych informacji.
- W jakim stopniu ta wojna odpowiadała Twoim oczekiwaniom i wyobrażeniom o konflikcie zbrojnym?
- Walczyłem w Czeczenii, byłem na misji w Syrii. Generalnie wszystkie wojny są takie same, ale tutaj skala jest większa. Walczymy z prawdziwą armią, a nie z bojówkami. Po naszej stronie jest tu większy bałagan i dezorganizacja niż w Czeczenii i Syrii. Nawet nie to. Tutaj za każdą błędną kalkulację, każdy błąd, Ukraińcy są natychmiast karani. Mówię moim oficerom i żołnierzom, jeśli chcecie przeżyć i rozwiązać zadanie bojowe, róbcie wszystko na maksa. Nie widziałeś rzeczy, nie przemyślałeś ich, nie spieprzyłeś, spieprzyłeś i jesteś zabity. I pierdol się, ale twoi towarzysze zginęli. Tak to działa z personelem, ale nie z przełożonymi. Większość naszych ofiar to zasługa generałów, oficerów wykonujących dobrze swoją pracę. Tak zawsze było w wojsku. Kiedyś miałem nadzieje, że to się zmieni, jeśli wybuchnie wojna. Teraz myślę, że jeśli będzie jakaś zmiana, to za jakieś pół roku, kiedy zapłacimy za nią jeszcze wyższą, krwawą cenę.
- Jaki jest nastrój w waszej jednostce, jaka jest motywacja żołnierzy i funkcjonariuszy?
- Przebrnęliśmy przez dzień i tyle. Mam zarówno serwisantów kontraktowych jak i poborowych, którzy zostali przeniesieni na kontrakty zanim zostali tu wysłani. Jeszcze w Rosji rozmawiałem z oficerami, a oni z personelem. Tym, którzy nie chcieli jechać, daliśmy możliwość pozostania w Rosji. Było ich kilku, zastąpili ich ci, którzy byli gotowi, ale nie mogli dołączyć do naszej jednostki. Walczymy. Chciałbym, żeby zajęli obwody doniecki i ługański i na tym by się skończyło. Czekamy na nią, mamy nadzieję i ciężko pracujemy. Nastrój jest normalny, roboczy. Gdy są straty jest ciężko, ale wszyscy rozumieją, że jest wojna i nie może być wojny bez strat. Pocieszające jest to, że w przypadku ich śmierci rodzina nie zostanie pozostawiona na ulicy, odszkodowanie wystarczy na utrzymanie dzieci i żony. Nie chciałabym tego, ale wszystko może się zdarzyć.
- Jak zmienił się twój nastrój i nastrój w twojej jednostce od czasu rozpoczęcia wojny?
- Stało się jasne, że tutaj będzie trudno. Że to jest prawdziwa wojna. Z tego powodu ja sam stałem się poważniejszy, a mój personel również się postarzał. Na początku było więcej niechlujstwa. Nauczyłem moich ludzi, że wojna to praca, w której można zginąć. Przed pierwszymi stratami wiele osób nie mogło tego zrozumieć. Teraz już tak. Można powiedzieć, że my, a konkretnie moja jednostka, staliśmy się ponurzy i poważni. Skoncentrowany.
- Co chcesz osiągnąć w wyniku działań bojowych?
- Wykonywać zadania bojowe, utrzymując przy życiu więcej swoich żołnierzy i oficerów. Pozostać przy życiu, a nie kaleczyć się. Zdobyć honory bojowe, zdobyć pułkownika. Nie mam marzeń o zajęciu Kijowa czy Lwowa. Chcę wykonywać rozkazy, sprowadzić moich ludzi do domu i samemu wrócić.
- Jakie są twoje prognozy co do dalszego przebiegu działań wojennych?
- Do końca lipca odzyskamy region Doniecka. Przejdziemy do defensywy. Myślę, że politycy będą już tam negocjować, żeby to wojna się skończyła. Do końca lata powinno być już po wszystkim. Czy Ukraińcy przyjmą te warunki? Nie wiem. Jeśli tego nie zrobią, znów pójdziemy na wojnę.
- Co sądzisz o przeciwniku?
- Ukraińcy mają dobrą armię. Mówili mi moi towarzysze, którzy pojechali tu walczyć w 2014 roku, że ich AFU jest jak nasza armia w latach 90. Teraz widzę, że wiele się zmieniło. Tam jest mniejszy bałagan niż u nas, lepsze zaopatrzenie. Dużo nowoczesnej broni. Bardzo dobrzy artylerzyści. Inteligencja jest bardzo dobra. Ich piechota jest teraz słaba, w kwietniu i maju były lepsze jednostki, ale zostały wybite, zdaje się. Piechota jest teraz taka sobie, jak nasza, może nawet gorsza. Ale jeśli to są niedawno utworzone jednostki to Khoreski są bardzo dobre, bo nasi ludzie nawet w miesiąc czy dwa nie mogliby być tak wyszkoleni. Walczą dobrze, starają się chronić ludzi. Nie spodziewałem się, że będą tak bojowo nastawieni.


Pzdr
Obserwuj wątek
    • patmate Re: Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami 20.07.22, 17:11
      II

      Vyacheslav K. 39 lat. Kemerowo. Na Ukrainie walczy od marca, na południu kraju od maja. Kapitan, dowódca kompanii strzelców zmotoryzowanych
      - Dlaczego bierzesz udział w wojnie?
      - Pojawił się mądry pomysł, aby zarobić trochę pieniędzy. Jestem właściwie oficerem łącznikowym. Jestem w wojsku od momentu zaciągnięcia, moim zadaniem jest zapewnienie przechwytywania fal radiowych, wojny elektronicznej. To nie jest najbardziej niebezpieczna praca, pomyślałem. Wcześniej prawie nie brałem udziału w działaniach bojowych, raz pojechałem do Syrii, spędziłem tam dwa i pół miesiąca, tylko raz zostałem trafiony ogniem z moździerza, ale przeżyłem w jednym kawałku. Przed wysłaniem tutaj, dowódca naszej jednostki zwołał oficerów na rozmowę. Wyjaśnił, że ci, którzy pójdą, mogą liczyć na służbę bojową, premie i awans, a także diety i inne wypłaty. Dla tych, którzy wzięli kredyt hipoteczny, obiecali, że pokryją ratę, jeśli zostanie mniej niż 30%. Skonsultowałem się z żoną. Nasza córka będzie składać podanie w przyszłym roku. Aby załatwić jej pracę w Petersburgu, potrzebuje pieniędzy. Tutaj mógłbym je zarobić w trzy miesiące. Tak się wtedy wydawało. Więc poszedłem. Jeszcze przed wstęgą oficerowie z naszej jednostki zostali rozproszeni do innych jednostek, a ja zamiast wojskami elektronicznymi i łącznością zostałem dowódcą kompanii strzelców motorowych. Chciałem odmówić, ale postanowiłem, że najpierw spróbuję. Teraz nie mogę odmówić, mam obowiązek wobec moich żołnierzy.
      - W jakim stopniu ta wojna odpowiadała Twoim oczekiwaniom i wyobrażeniom o konflikcie zbrojnym?
      - Ogólnie rzecz biorąc, było inaczej. Pierwszy miesiąc spędziłem na próbach zorientowania się, co się dzieje. Zostaliśmy rzuceni w jedno miejsce, a potem w drugie. Dwa razy w marcu znaleźliśmy się pod ostrzałem własnej artylerii i czołgów. Dzięki Bogu, nikt nie zginął. Do kwietnia trochę zrozumiałem, przyzwyczaiłem się. Rozpoczęto realizację kilku sensownych zadań. Miałem szczęście do oficerów w kompanii, wielu z nich miało doświadczenie bojowe. Żołnierze dzięki niej zostali szybko podciągnięci. W porównaniu z innymi jednostkami, przed czerwcem nasze straty były minimalne. Jakby się zastanowić, to w ogóle nie spodziewałem się takiej wojny. Powiedziano nam, że AFU nie będzie stawiać oporu, ale tutaj regularnie podpalają nam tyłki. Teraz, wiedząc co się tu dzieje, nie poszedłbym.
      - Jaki jest nastrój w waszej jednostce, jaka jest motywacja żołnierzy i funkcjonariuszy?
      - Straciliśmy około 30 zabitych i kolejnych ponad 40 rannych w czerwcu. Znalezliśmy się się pod ostrzałem artyleryjskim. Po tym wydarzeniu nastrój wszystkich był przygnębiony. Kilka osób miało napisane raporty, ale wciąż czekały. Wszyscy mocno zastanawiali się nad tym, co tu robimy. W jakiś sposób otrzeźwieli. Wszystko, co powiedziano nam przed wysłaniem, wszystko, co powiedziano nam w pierwszych miesiącach - okazało się, że absolutnie tak nie jest. Motywacją każdego jest chęć przeżycia i dotarcia do domu. Kilku oficerów ma nadzieję wyróżnić się, by zrobić karierę w Rosji. Większość czeka tylko na wymianę, a z tym jest problem. Jest motywacja, gdy idziemy w teren. Wtedy wszyscy trzymają się razem. Wszyscy wiedzą, że inaczej nie przeżyją. Jesteśmy więc zmotywowani jak survivalowcy. Nie ma tu wielkich pomysłów.
      - Jak zmienił się Twój nastrój i nastrój w Twojej jednostce w porównaniu z początkiem wojny?
      - No cóż, ciężkie straty dały świetny efekt. Na początku nie braliśmy zbytnio udziału w bitwach. Wśród chłopaków była rozmowa, że ciekawie byłoby zobaczyć Kijów, Odessę i pojechać nad morze. Potem, gdy byliśmy z przodu, gdy dostaliśmy pierwsze 300, pierwsze 200, była złość. Na początku mieliśmy straty od snajperów i moździerzy. Była na nich wściekłość. Próbowaliśmy dorwać tego snajpera. Dostawaliśmy ludzi z moździerza. A po czerwcu, gdy w ciągu pięciu minut zginęło prawie pół kompanii, cały zapał do walki jakoś zniknął. A złość zniknęła. Pojawia się wrażenie pewnej beznadziejności. Podobnie jest z żołnierzami. Nie powinniśmy trzymać się tyle czasu na linii frontu. Ludzie muszą odpoczywać, w przeciwnym razie następuje stupor, kiedy nikt już nie dba o siebie. Prowadzi to do strat i do tego, że po prostu stracimy skuteczność bojową. Już mamy.
      - Co chcesz osiągnąć w wyniku działań bojowych?
      - Pierwotnie chciałem zarabiać pieniądze. Teraz tylko po to, by przetrwać. Jeśli masz na myśli, że chciałbym zająć Ukrainę - nie, nie chcę. Gdybym był mądry, znalazłbym pracę poza wojskiem. Nie rozumiem, jak mam żyć. Ponieważ moje relacje z żoną uległy pogorszeniu. Kiedy zadzwoniliśmy do siebie po tej strzelaninie, wydawało mi się, że była jakoś rozczarowana, że nie zostałem ranny. Mówiła o tych, którzy zostali ranni w mojej jednostce i jakie odszkodowania im wypłacono. Pokłóciliśmy się, nie rozmawialiśmy od tamtej pory. Nie wiem, o czym mówić, jeśli człowiek tak się pokazał. Okazuje się, że przyjechałam tu, żeby zarobić na utrzymanie dziecka i rodziny, a teraz nie wiadomo, czy w ogóle mam jakąś przyszłość.
      - Jakie są twoje prognozy co do dalszego przebiegu działań wojennych?
      - Wszyscy spodziewamy się ukraińskiej kontrofensywy. Albo nasi posuną się od północy, albo Ukraińcy uderzą tutaj. Jeśli nasi nie pójdą, to mamy przesrane. Wygląda na to, że zbudowali swoje siły. Podczas gdy wszyscy czekają na to, kto zacznie pierwszy. Jeśli nie będzie rozwiązania politycznego, to będzie to długa wojna. Ukraińcy nie ustaną, dopóki nie odbiorą wszystkiego, co udało się nam odebrać, nasi się utrzymają. To będzie wielka i długa wojna.
      - Co sądzisz o wrogu?
      - Silna armia. Są bardzo zmotywowani, walczą o swoje interesy. Kilka razy rozmawiałem z ich oficerami, gdy rotowaliśmy chłopaków. Istnieje tu praktyka brania jeńców, nie wysyłania ich nigdzie, ale trzymania w dobrych warunkach, aby w razie złapania można było szybko wymienić ich na swoich. Trochę rozmawialiśmy przy takich wymianach. Za pierwszym razem byłem zaskoczony, że są lepiej wyposażeni, jakoś pewniejsi siebie. A za drugim razem uderzyło mnie, że oni wiedzieli, o co walczą, a ja nie. Było takie poczucie mocy i sprawiedliwości, nie za tobą, ale za wrogiem. To było bardzo dziwne uczucie. Nieprzyjemne.
      Roman M. 40 lat. Region Samara. Walki na wschodzie Ukrainy od kwietnia. Kapitan, artyleria rakietowa
      - Dlaczego bierzesz udział w działaniach wojennych?
      - Obrona kraju przed zagrożeniem zewnętrznym. Poszedłem na własną rękę, nie chciałem siedzieć w jednostce, gdy to się dzieje. Wykonuję swój obowiązek.
      - W jakim stopniu ta wojna odpowiadała Twoim oczekiwaniom i wyobrażeniom o konflikcie zbrojnym?
      - Ogólnie rzecz biorąc, tak było. Słuchałem już tych, którzy wrócili z USO. To już moja trzecia wojna. Wcześniej była Czeczenia, a potem Gruzja. Tutaj jest trudniej. Artyleria i lotnictwo są wykorzystywane na dużą skalę przez nas i przez wroga. Po raz pierwszy walczymy z NATO, nie jest to łatwe, ale dajemy radę. Nie strzelamy do cywilów, ale to jest wojna, są oni wykorzystywani jako osłona i są ofiary cywilne. Ale z trudem dostrzegłem efekty naszego ostrzału. Jesteśmy MLRS. Odpaliliśmy, zmieniliśmy stanowiska, otrzymaliśmy informację o wynikach. Nie poinformowano mnie, że zniszczyliśmy osiedle mieszkaniowe lub szpital.
      - Jaki jest nastrój w waszej jednostce, jaka jest motywacja żołnierzy i funkcjonariuszy?
      - Wszyscy wypełniają przydzielone zadania bojowe. Prawie co tydzień mamy krótkie szkolenia z kadrą, przysyłają materiały metodyczne z centrali, tłumaczą, dlaczego tu walczymy, opowiadają o zbrodniach popełnianych przez nacjonalistów na Rosjanach, na cywilach. Nie widziałem nazistów, nie. Ale słyszałem wiele o ich zbrodniach. Nie widzę sensu w poleceniu okłamywania nas. Wszyscy jesteśmy dorośli, zrozumiemy, jeśli będą kłamać. Siły zachodnie próbują nas propagandzić. Próbujesz. To normalne, że w tej sytuacji prawidłowe informacje trafiają do funkcjonariuszy i żołnierzy. Może trochę przesadzone. W przeciwnym razie będzie jak w czasie I wojny światowej, kiedy to żołnierze bratali się z wrogiem. Armia musi być silna, a jej siła polega na pewn
    • odyn06 Re: Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami 20.07.22, 17:17
      Po stopniu to chyba podpułkownik, dowódca batalionu wojsk lądowych
      Warte odnotowania jest, ze chce wykonać zadanie i zachować przy tym jak najwięcej podwładnych przy życiu.
      Rosjanie od dawna wyrażali się z pogardą o Ukraińcach. Tutaj tego nie ma. Są nawet słowa uznania.
      • patmate Re: Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami 20.07.22, 23:37
        odyn06 napisał:


        > Rosjanie od dawna wyrażali się z pogardą o Ukraińcach. Tutaj tego nie ma. Są na
        > wet słowa uznania.

        Wkleiłęm tylko dwa posty , w zalinkowanej grupie na Facebooku jest więcej, są wypowiedzi Ukraińców.

        A co do pogardy wobec Ukraińców - standard, także zaobserwowałem na statkach handlowych.

        Pzdr
        • odyn06 Re: Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami 21.07.22, 09:18
          I tak z własnej woli, rozpocząwszy wojnę, kacapy muszą zamienić pogardę na podziw dla, jak to mówią, chachłów.
          • azyata Re: Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami 22.07.22, 12:42
            Z własnej woli tylko rozpoczęli wojnę, szacunek i podziw dla przeciwnika pojawił się raczej wbrew woli, w obliczu faktów.
            • odyn06 Re: Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami 22.07.22, 13:03
              I to jest wartość dodana, niezależnie od wyniku agresji.
              • azyata Re: Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami 22.07.22, 15:38
                Jest pewne ALE:

                - taki pogląd (szacunek dla przeciwnika) pojawia się tylko wśród uczestników walk;
                - propaganda dalej chyba mówi o denazyfikacji Ukrainy i zbrodniach na jej rosyjskojęzycznych mieszkańcach.
    • patmate Re: Wywiady z walczącymi Rosjanami i Ukraińcami 20.07.22, 23:39
      i oryginalne: telegra.ph/Nastroeniya-v-armiyah-RYBA-07-13?fbclid=IwAR1aCUR51yyUfKSNE_HWO7cKL73KKuLaUZGKziBs52ky-aD45jTbRlMA-OU

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka