Dodaj do ulubionych

Zatopienie USS Porter (DD-356)

07.09.22, 06:26
Wspomina się o tym, że amerykański niszczyciel USS Porter został zatopiony podczas bitwy pod Santa Cruz, przez torpedę Mark 13 która uwolniła się ze zmuszonego do wodowania amerykańskiego Avengera. Tymczasem okazuje się że to tylko... teoria. Teoria wysnuta przez Richarda Franka w jego książce ''Guadalcanal: The Definitive Account of the Landmark Battle'' na podstawie domysłów wyłowionego w końcu pilota Avengera.

Wg. książki Blood at Sea, Roberta Franka, w kolejnych rozdziałach opisującej każdy z osobna przypadek amerykańskiego niszczyciela zatopionego podczas ww2, w rzeczywistości nie wiadomo jaka torpeda trafiła Portera.

Japończycy twierdzą ponoć, że w rejonie nie było ich okrętów podwodnych (a ten rejon to "torpedo junction"). Z drugiej strony, Frank twierdzi że gdy o 0958 Porter podejmował z wody pilota,, z pokładu zauważono dwie torpedy - jedną mijającą okręt przed dziobem, drugą za rufą. W ciągu kilku sekund, zauważono jednak trzecią torpedę na lewym trawersie. Okręt dał całą naprzód, ale jako że w chwili spostrzeżenia tej torpedy stał w miejscu podejmując rozbitka z Avengera, nie był w stanie nabrać odpowiedniej prędkości, zanim torpeda uderzyła w niego.

Z drugiej strony, z dzienników niszczyciela USS Shaw (DD-373), który podjął rozbitków z Portera, wynika że zaraz po trafieniu, zbliżył się do Portera aby przykryć go ogniem przeciwlotniczym - dalej toczyła się bitwa powietrzna - jego sonar wykrył jednak okręt podwodny, Shaw rozpoczął wiec poszukiwania. Shaw wkrótce utracił kontakt, zaczął wiec podejmować rozbitków z Portera.

Z tego wynika że były trzy torpedy a nie jedna, trzy zas nie mogły pochodzić z rozbitego Avengera, po drugie Shaw miał jakiś kontakt podwodny. Zakładać chyba można, że amerykańskie okręty podwodne nie przebywały w rejonie zgrupowania amerykańskich okrętów.

Czyli coś się nie klei w tezie o zatopieniu Portera przez amerykańską torpedę. Zresztą ostatecznie to właśnie niszczyciel USS Shaw musiał zadać Porterowi coup de grace własną torpedą i ostrzałem artyleryjskim
Obserwuj wątek
    • bmc3i Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 07.09.22, 06:31
      Przepraszam, autor książki Blood at Sea, to Rober Parkin, nie Richard Frank. Czeski błąd. Szybciej pisałem niż myślałem. LOL
      • stary_chinczyk Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 07.09.22, 18:02
        > Przepraszam, autor książki Blood at Sea, to Rober Parkin, nie Richard Frank. Cz
        > eski błąd. Szybciej pisałem niż myślałem. LOL

        Sprawa nie jest wyjaśniona i być może nigdy nie zostanie. W czasie bitwy ludzie meldują różne rzeczy, które wydaje im się że widzą. Więc nie wiadomo czy te dwie torpedy za i przed okrętem faktycznie istniały.
        Japończyk też raczej zameldowałby o zatopieniu amerykańskiego okrętu. A podobno w japońskich dokumentach odnośnie I-21, któremu przypisuje się atak, nic o tym nie ma. Ja bym powiedział, że na dwoje babka wróżyła. A trafienie własną torpedą z wodującego Avenger-a nie jest wykluczone.
        Załoga prawdopodobnie wyrzuciła ją przed wodowaniem.
        • bmc3i Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 07.09.22, 18:51
          stary_chinczyk napisał:

          > > Przepraszam, autor książki Blood at Sea, to Rober Parkin, nie Richard Fra
          > nk. Cz
          > > eski błąd. Szybciej pisałem niż myślałem. LOL
          >
          > Sprawa nie jest wyjaśniona i być może nigdy nie zostanie. W czasie bitwy ludzie
          > meldują różne rzeczy, które wydaje im się że widzą. Więc nie wiadomo czy te dw
          > ie torpedy za i przed okrętem faktycznie istniały.
          > Japończyk też raczej zameldowałby o zatopieniu amerykańskiego okrętu. A podobno
          > w japońskich dokumentach odnośnie I-21, któremu przypisuje się atak, nic o tym
          > nie ma. Ja bym powiedział, że na dwoje babka wróżyła. A trafienie własną torpe
          > dą z wodującego Avenger-a nie jest wykluczone.
          > Załoga prawdopodobnie wyrzuciła ją przed wodowaniem.


          Zgadza sie. Z drugiej strony informacja o kontakcie podwodnym Shawa, zapewne jest łatwo potwierdzalna, gdyż musialaby znalezc sie w dzienniku okrętowym. A jesli tak, to by oznaczalo ze w okolicy znajdował sie jakis sub, i zapewne nie byl to amerykanski. Potem, czy jakis sub został zatopiony w okolicy, gdyż wowczas mogl nie miec szansy na złożenie meldunku.

          • bmc3i Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 07.09.22, 19:05
            Osobiscie myslęvteż, że jesli mowa jest o dwoch wczesniejszych torpedach - jednej przed d iobem, drugą za rufą, to nie mogloby to byc zludzenie, bo musialy byc zauwazone przez wiecej osób niz jedna, a kilka osób nie moglo ulec zludxeniu w tym samym czasie i miejscu.

            Z drugiej strony, trzebaby ustalic w jakiej odleglosci od Horneta znajdowal sie Porter. Bo mozna zadać sobie pytanie, jaki dowodca op zaatakowalby niszczyciel, majac do wyboru takze lotniskowiec.
            • stary_chinczyk Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 07.09.22, 19:41
              > Osobiscie myslęvteż, że jesli mowa jest o dwoch wczesniejszych torpedach - jedn
              > ej przed d iobem, drugą za rufą, to nie mogloby to byc zludzenie, bo musialy by
              > c zauwazone przez wiecej osób niz jedna, a kilka osób nie moglo ulec zludxeniu
              > w tym samym czasie i miejscu.
              >
              > Z drugiej strony, trzebaby ustalic w jakiej odleglosci od Horneta znajdowal sie
              > Porter. Bo mozna zadać sobie pytanie, jaki dowodca op zaatakowalby niszczyciel
              > , majac do wyboru takze lotniskowiec.

              Możliwe że Japończyk nie miał dobrej pozycji do zaatakowania czegokolwiek innego niż USS Porter, który akurat wszedł w jego zasięg. Zespół szybkich okrętów wojennych to jednak nie konwój, który okręt podwodny może łatwo dogonić i wybierać cele.
              O Hornecie mógł w ogóle nie wiedzieć.
              Raporty z nasłuchu były zawsze obarczone błędem. Różne rzeczy się zdarzały. Np Operatorzy HMS Legion uznali prawdziwe szumy pochodzące z niemieckiego Ubota za fałszywe, kosztowało to utratę HMS Ark Royal. Na Bismarcku operatorzy słyszeli torpedy, których na 99% nie było. Itd.
              Z raportami od obserwatorów też bywało różnie. Ktoś krzyknął torpeda, i nagle wszyscy zaczeli widzieć torpedy pod każdym grzbietem fali. Amerykanie na tym etapie wojny to jeszcze żółtodzioby były, więc i masę błędów popełniali wszyscy. Od prostych marynarzy na stanowiskach obserwacyjnych po kapitanów i admirałów.
              Więc jak dla mnie, te raporty o niczym nie przesądzają. Ale zastanawiające jest brak potwierdzenia u Japończyków. Zatopienie niszczyciela to jednak niemały sukces.
              Torpeda z amerykańskiego OP jest jeszcze mniej prawdopodobna. Bo Amerykanin też by to odnotował i zaraportował. Na dodatek amerykańskie torpedy słabo w tym czasie działały, co jeszcze bardziej zmniejsza szansę takiego zdarzenia.
              • bmc3i Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 08.09.22, 04:30
                stary_chinczyk napisał:

                > > Osobiscie myslęvteż, że jesli mowa jest o dwoch wczesniejszych torpedach
                > - jedn
                > > ej przed d iobem, drugą za rufą, to nie mogloby to byc zludzenie, bo musi
                > aly by
                > > c zauwazone przez wiecej osób niz jedna, a kilka osób nie moglo ulec zlud
                > xeniu
                > > w tym samym czasie i miejscu.
                > > Z drugiej strony, trzebaby ustalic w jakiej odleglosci od Horneta znajdow
                > al sie
                > > Porter. Bo mozna zadać sobie pytanie, jaki dowodca op zaatakowalby niszc
                > zyciel
                > > , majac do wyboru takze lotniskowiec.
                >
                > Możliwe że Japończyk nie miał dobrej pozycji do zaatakowania czegokolwiek inneg
                > o niż USS Porter, który akurat wszedł w jego zasięg. Zespół szybkich okrętów wo
                > jennych to jednak nie konwój, który okręt podwodny może łatwo dogonić i wybiera
                > ć cele.
                > O Hornecie mógł w ogóle nie wiedzieć.


                Albo jak zobaczył stojący w bezruchu niszczyciel, dziecinnie łatwy cel, to nie mógł się oprzeć. Dowódcy op zwykle unikali atakowania niszczycieli, ale taki dead in the water?


                > Raporty z nasłuchu były zawsze obarczone błędem. Różne rzeczy się zdarzały. Np
                > Operatorzy HMS Legion uznali prawdziwe szumy pochodzące z niemieckiego Ubota za
                > fałszywe, kosztowało to utratę HMS Ark Royal. Na Bismarcku operatorzy słyszeli
                > torpedy, których na 99% nie było. Itd.
                > Z raportami od obserwatorów też bywało różnie. Ktoś krzyknął torpeda, i nagle w
                > szyscy zaczeli widzieć torpedy pod każdym grzbietem fali. Amerykanie na tym eta
                > pie wojny to jeszcze żółtodzioby były, więc i masę błędów popełniali wszyscy


                Niszczyciel to jednak dość duży okręt, Porter miał dobrze ponad 100 metrów długości. Jak ktoś na dziobie krzyknął "torpeda!", to ktoś inny na rufie miał raczej małe szanse go usłyszeć, zwłaszcza w morzu przy hałasie bitewnym, latających samolotach, strzelających działach 127mm, Oerlikonach i Chicago piano.

                O
                > d prostych marynarzy na stanowiskach obserwacyjnych po kapitanów i admirałów.
                > Więc jak dla mnie, te raporty o niczym nie przesądzają. Ale zastanawiające jest
                > brak potwierdzenia u Japończyków. Zatopienie niszczyciela to jednak niemały su
                > kces.

                Pod warunkiem że ewentualny japoński okręt miały szansę na złożenie raportu.

                > Torpeda z amerykańskiego OP jest jeszcze mniej prawdopodobna. Bo Amerykanin też
                > by to odnotował i zaraportował. Na dodatek amerykańskie torpedy słabo w tym cz
                > asie działały, co jeszcze bardziej zmniejsza szansę takiego zdarzenia.

                To chyba najmniej prawdopodobna sytuacja. Zaczynając od tego, co miałby robić amerykański sub wewnątrz ugrupowania amerykańskich okrętów nawodnych.

                Amerykańskie torpedy natomiast, to była tragedia w tym czasie. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej, te same Mark XIII na Morzu Koralowym masowo eksplodowały zanim dotarły do burty celu. 4 maja pół eskadry Devastatorów zaatakowało dwa stojące na kotwicy transportowce pod Tulagi. Żaden nie został trafiony. Gdy w głównej części bitwy 9 Devastatorów z VT-3 Yorktowna zrzuciło swoje torpedy z 1000 do 2000 yardów, żadna nie trafiła.

                Tymczasem te pięć miesięcy przed Santa Cruz, Amerykanie wypstrykali się na Koralowym ze wszystkich Mark 13 Mod 0. Wprowadzone zaś zaraz po Koralowym Mod 1 i później Mod 2, okazały się jeszcze gorsze. Po Midway - latem 42 - BuOrd samodzielnie testowała torpedy Mark 2, samodzielnie zrzucając je z dostarczonego przez flotę Devastatora. Na 100 zrzuconych przez BuOrd Mk. 13 Mod 2, zaledwie 1/3 torped zadziałała prawidłowo. W 1/3 w ogóle nie uruchomił się silnik, 1/5 natychmiast zatonęła, pozostałe zaś schodziły z kursu. Prawdziwie działające Mk. 13, marynarka dostała dopiero przed bitwą w Zatoce Leyte.

                Jak wiec taka Mod 2 w październiku 1942 miała zadziałać prawidłowo pod Santa Cruz - na dodatek po tak twardym wodowaniu Avengera, że zdołało ją uwolnić i uruchomić?
                • stary_chinczyk Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 08.09.22, 07:02
                  > Niszczyciel to jednak dość duży okręt, Porter miał dobrze ponad 100 metrów dług
                  > ości. Jak ktoś na dziobie krzyknął "torpeda!", to ktoś inny na rufie miał racze
                  > j małe szanse go usłyszeć, zwłaszcza w morzu przy hałasie bitewnym, latających
                  > samolotach, strzelających działach 127mm, Oerlikonach i Chicago piano.

                  To że "widział" torpedę przed dziobem czy za rufom, nie oznacza że tam stał. Obserwatorzy zwykle stoją na pomoście bojowym ;ub blisko niego. Komunikacja między nimi a dowodzącymi oficerami musi być szybka i niezawodna.


                  > Pod warunkiem że ewentualny japoński okręt miały szansę na złożenie raportu.

                  Jeśli był ot I-21, to miał.


                  > To chyba najmniej prawdopodobna sytuacja. Zaczynając od tego, co miałby robić a
                  > merykański sub wewnątrz ugrupowania amerykańskich okrętów nawodnych.

                  A co robił ORP Jastrząb w środku brytyjskiego konwoju ? Zespoły okrętów nawodnych przemiszczją się stosunkowo szybko i na duże odległości. Teoretycznie mogli przeciąć kurs własnego OP, a ten wziął ich za Japończyków.


                  > Jak wiec taka Mod 2 w październiku 1942 miała zadziałać prawidłowo pod Santa Cr
                  > uz - na dodatek po tak twardym wodowaniu Avengera, że zdołało ją uwolnić i uruc
                  > homić?

                  Pytanie zasadnicze, dlaczego Avenger wodował z torpedą ? Bezpieczniej było chyba ją wyrzucić przed wodowaniem. I być może tak zrobił. Poza tym gdyby wodował.z braku paliwa, po powrocie z ataku na Japończyków, torpedy powinien już nie mieć.
                  • bmc3i Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 08.09.22, 08:43
                    stary_chinczyk napisał:

                    > > Niszczyciel to jednak dość duży okręt, Porter miał dobrze ponad 100 metr
                    > ów dług
                    > > ości. Jak ktoś na dziobie krzyknął "torpeda!", to ktoś inny na rufie miał
                    > racze
                    > > j małe szanse go usłyszeć, zwłaszcza w morzu przy hałasie bitewnym, lataj
                    > ących
                    > > samolotach, strzelających działach 127mm, Oerlikonach i Chicago piano.
                    >
                    > To że "widział" torpedę przed dziobem czy za rufom, nie oznacza że tam stał. Ob
                    > serwatorzy zwykle stoją na pomoście bojowym ;ub blisko niego. Komunikacja międz
                    > y nimi a dowodzącymi oficerami musi być szybka i niezawodna.

                    Torpeda "rufowa" minęła okręt za rufą. Ktoś więc tam właśnie stojący musiał widzieć ją mijającą za rufą. A tam przecież nie była tylko jedna osoba.
                    Tymczasem nawet po trafieniu torpedą, gdy niszczyciel utracił już zasilanie, Porter wciąż prowadził ogień przeciwlotniczy za pomocą Oerlikonów, do samolotów atakujących Horneta. Czyli uwaga załogi i dowództwa nie była skupiona wyłącznie ani na ratowanym rozbitku, ani wyłącznie na wodzie.


                    > > Pod warunkiem że ewentualny japoński okręt miały szansę na złożenie rapor
                    > tu.
                    >
                    > Jeśli był ot I-21, to miał.

                    Jeśli....

                    > > To chyba najmniej prawdopodobna sytuacja. Zaczynając od tego, co miałby r
                    > obić a
                    > > merykański sub wewnątrz ugrupowania amerykańskich okrętów nawodnych.
                    >
                    > A co robił ORP Jastrząb w środku brytyjskiego konwoju ? Zespoły okrętów nawodny
                    > ch przemiszczją się stosunkowo szybko i na duże odległości. Teoretycznie mogli
                    > przeciąć kurs własnego OP, a ten wziął ich za Japończyków.


                    Jastrząb był częścią eskorty, Amerykanie nie korzystali z op do eskorty. Zespoły TF były zbyt szybkie na to.


                    > > Jak wiec taka Mod 2 w październiku 1942 miała zadziałać prawidłowo pod Sa
                    > nta Cr
                    > > uz - na dodatek po tak twardym wodowaniu Avengera, że zdołało ją uwolnić
                    > i uruc
                    > > homić?
                    >
                    > Pytanie zasadnicze, dlaczego Avenger wodował z torpedą ? Bezpieczniej było chyb
                    > a ją wyrzucić przed wodowaniem. I być może tak zrobił. Poza tym gdyby wodował.z
                    > braku paliwa, po powrocie z ataku na Japończyków, torpedy powinien już nie mie
                    > ć.

                    Ten samolot był uszkodzony, próbował lądować na Enterprise ale nie udało mu się. Według jednej z wersji, został "wyflagowany" czyli odprawiony z lądowania (ale tylko jedno źródło podaje taką przyczynę).

                    Wg opisującego całą kampanię morską na Salomonach Hornfischera (Neptune's Inferno) nie był już w stanie wykonać kolejnego kręgu, aby spróbować ponownego podejścia i musiał wodować niedaleko Portera. Czyli musiał mieć poważne uszkodzenia. Pilot zapewne starał się wylądować w wodzie jak najlepiej, aby nie koziołkować. Nie wiemy w jakim stanie był mechanizm spustowy - może załoga nie była w stanie odrzucić tej torpedy, możemy tylko spekulować. Tą wersję potwierdza Polmar w swojej ksiażce Ship Killers, o historii amerykańskich torped. Pisze że Avenger nie będąc w stanie wylądować na CV-6 wodował 1500 jardów od Portera, natomiast z powodu uszkodzenia samolotu, załoga nie była w stanie odrzucić torpedy przed wodowaniem. Nie wymienia rodzaju tych uszkodzeń.

                    Wracając do Parkina, ten w Blood on the Sea o zatopieniu amerykańskich niszczycieli, nie pisze o wodowaniu (ditching), lecz o rozbiciu (crushed). Polmar używa za to określenia ditched. Nie wydaje mi się więc, aby pilot wodował z braku paliwa, bo ten sam Polmar pisze o niemożliwości odrzucenia torpedy.

                    Hornfischer w Neptune's Inferno nie pisze co prawda nic o dwóch innych torpedach, ale podaje że "inny niszczyciel", czyli zapewne chodzi o Shawa, raportował wystający z wody peryskop.
                    • stary_chinczyk Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 09.09.22, 00:39
                      > Torpeda "rufowa" minęła okręt za rufą. Ktoś więc tam właśnie stojący musiał wid
                      > zieć ją mijającą za rufą. A tam przecież nie była tylko jedna osoba.

                      Nie koniecznie. Nie ma not to żadnych dowodów. Równie dobrze komuś z mostka modło się tak wydawać.

                      > Tymczasem nawet po trafieniu torpedą, gdy niszczyciel utracił już zasilanie, Po
                      > rter wciąż prowadził ogień przeciwlotniczy za pomocą Oerlikonów, do samolotów a
                      > takujących Horneta. Czyli uwaga załogi i dowództwa nie była skupiona wyłącznie
                      > ani na ratowanym rozbitku, ani wyłącznie na wodzie.

                      Porter nie znajdował się w TF-17 a w TF-16, więc Horneta osłaniać nie mógł.
                      A i oerlikony kompletnie nie nadawały się do obrony innych okrętów. Zasięg efektywnego ognia rzędu 1km często nie pozwala nawet na skuteczną obronę własnego okrętu


                      > Jastrząb był częścią eskorty, Amerykanie nie korzystali z op do eskorty. Zespoł
                      > y TF były zbyt szybkie na to.

                      Tylko że była to daleka eskorta. Miał osłaniać konwój od strony Norwegii przed niemieckimi rajderami. I nie zbliżać się do konwoju. Tylko że konwój zmienił kurs ze względu na pogodę i wlazł w jego sektor.


                      > Hornfischer w Neptune's Inferno nie pisze co prawda nic o dwóch innych torpedac
                      > h, ale podaje że "inny niszczyciel", czyli zapewne chodzi o Shawa, raportował w
                      > ystający z wody peryskop.

                      To znowu mogły być przewidzenia...
                      • bmc3i Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 09.09.22, 02:25
                        stary_chinczyk napisał:

                        > > Torpeda "rufowa" minęła okręt za rufą. Ktoś więc tam właśnie stojący musi
                        > ał wid
                        > > zieć ją mijającą za rufą. A tam przecież nie była tylko jedna osoba.
                        >
                        > Nie koniecznie. Nie ma not to żadnych dowodów. Równie dobrze komuś z mostka mod
                        > ło się tak wydawać.

                        Trwała bitwa powietrzna, samoloty przeciwnika i własne latają nad głową w tą i z powrotem. Jakie jest prawdopodobieństwo, że w tym samym czasie komuś z mostka wydawało się że widzi jedną torpedę przed dziobem a drugą za rufą? A jakieś osoby i na rufie i inne na dziobie miały w tym samym czasie przywidzenia torpedy? Już prędzej uwierzę że autorowi książki się przewidziało :)


                        > > Tymczasem nawet po trafieniu torpedą, gdy niszczyciel utracił już zasilan
                        > ie, Po
                        > > rter wciąż prowadził ogień przeciwlotniczy za pomocą Oerlikonów, do samol
                        > otów a
                        > > takujących Horneta. Czyli uwaga załogi i dowództwa nie była skupiona wyłą
                        > cznie
                        > > ani na ratowanym rozbitku, ani wyłącznie na wodzie.
                        >
                        > Porter nie znajdował się w TF-17 a w TF-16, więc Horneta osłaniać nie mógł.


                        Juneau za to znajdował się w TF17, a już przed drugim atakiem na Horneta, osłaniał Enterprise, to wiemy na pewno.


                        > A i oerlikony kompletnie nie nadawały się do obrony innych okrętów. Zasięg efek
                        > tywnego ognia rzędu 1km często nie pozwala nawet na skuteczną obronę własnego o
                        > krętu


                        Bardzo dobrze się nadawały. Obrona przeciwlotnicza zespołów okrętów w tamtych czasach, nie polegała wyłącznie na strzelaniu na dalekie dystanse. Samoloty latały wszędzie. Natomiast na tym etapie wojny, zarówno amerykanskie jak i japońskie samoloty musiały lecieć nisko aby przeprowadzić atak - japońskie najwyżej kilkadziesiąt metrów.


                        > > Jastrząb był częścią eskorty, Amerykanie nie korzystali z op do eskorty.
                        > Zespoł
                        > > y TF były zbyt szybkie na to.
                        >
                        > Tylko że była to daleka eskorta. Miał osłaniać konwój od strony Norwegii przed
                        > niemieckimi rajderami. I nie zbliżać się do konwoju. Tylko że konwój zmienił ku
                        > rs ze względu na pogodę i wlazł w jego sektor.


                        I jak to przełożysz na bitwę pod Santa Cruz? Brak informacji aby w rejon został skierowany jakiś amerykański sub. Specjalnie sięgnąłem w tym celu do Silent Victory Blaira, opisującego działania podwodne na Pacyfiku - milczy na temat amerykańskich op w tej bitwie. Notabene on przypisuje zatopienie Portera japońskiemu op, nie wymieniając go z nazwy. Tymczasem, 20 października - czyli tuż przed bitwą - I-170 storpedował Chestera uszkadzając go, zas tuż po bitwie I-21 zaatakował Washingtona, torpeda wybuchła jednak zbyt wcześnie. Czyli japońskie op były tam. I to więcej niż jeden.


                        > > Hornfischer w Neptune's Inferno nie pisze co prawda nic o dwóch innych to
                        > rpedac
                        > > h, ale podaje że "inny niszczyciel", czyli zapewne chodzi o Shawa, raport
                        > ował w
                        > > ystający z wody peryskop.
                        >
                        > To znowu mogły być przewidzenia...


                        Coś dużo ich.
                        • stary_chinczyk Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 09.09.22, 05:27
                          > Trwała bitwa powietrzna, samoloty przeciwnika i własne latają nad głową w tą i
                          > z powrotem. Jakie jest prawdopodobieństwo, że w tym samym czasie komuś z mostka
                          > wydawało się że widzi jedną torpedę przed dziobem a drugą za rufą? A jakieś os
                          > oby i na rufie i inne na dziobie miały w tym samym czasie przywidzenia torpedy?
                          > Już prędzej uwierzę że autorowi książki się przewidziało :)

                          Może i autorowi książki. Masz jakąś informację, że gość który widział torpedę przed dziobem stał na dziobie ? A ten który widział torpedę za rufą stał na rufie ?
                          Ludzie różne rzeczy widzą, znam jedną panią która w każdej mewie unoszącej się na fali widzi płetwę rekina :)
                          Sam pisałeś o zatłoczonych pokładach lotniskowców japońskich pod midway o których mówili niektórzy uczestnicy bitwy. Subiektywne odczucia są czasami rozbieżne z rzeyzcstościa a siła autoperswazji duża.

                          > Juneau za to znajdował się w TF17, a już przed drugim atakiem na Horneta, osłan
                          > iał Enterprise, to wiemy na pewno.

                          Tak, bo przesunęli go do eskorty Enterprise. Przemieścił się do jego zespołu.


                          > Bardzo dobrze się nadawały.

                          Tylko na marnych filmach w rodzaju ostaniej ekranizacji Bitwy o Midway.
                          To bardzo efektownie wygląda, gdy gość wali z takiej małokalibrowej broni i samolot w ostatniej chwil, tuż przed okrętem zmienia się w kulę ognia. Spadający kopcący punkcik po trafieniu z broni większego kalibru nie wygląda w kinie tak fajnie.

                          Oerlikon był w stanie nawet zestrzelić samolot atakujący okręt, ale na dystansie na którym ten zwolnił już bombę czy torpedę. Taka zemsta zza grobu :)
                          Można znaleźć opisy na ten temat min w raportach z bitwy pod Santa Cruz.


                          > I jak to przełożysz na bitwę pod Santa Cruz? Brak informacji aby w rejon został
                          > skierowany jakiś amerykański sub. Specjalnie sięgnąłem w tym celu do Silent Vi
                          > ctory Blaira, opisującego działania podwodne na Pacyfiku - milczy na temat amer
                          > ykańskich op w tej bitwie.

                          No jakby mieli informacje, to by nie torpedowali własnego okrętu. Takie zdarzenie mogło wystąpić tylko przez brak informacji. Tak samo jak wypadek Jastrzębia.


                          > > > ystający z wody peryskop.
                          > >
                          > > To znowu mogły być przewidzenia...
                          >
                          >
                          > Coś dużo ich.

                          Zdziwiony ? Większość zdarzeń wojennych to zwykłe przewidzenia. Ileż np to zwycięstw powietrznych okazywało się po wojnie przewidzeniami zwycięzców.
                          Ba często meldunki rozpoznania być obarczone potężnych błędem, obserwatorzy potrafili widzieć niestworzone rzeczy. Admirałowie musieli mieć naprawdę nieraz stalowe nerwy.
                          • bmc3i Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 09.09.22, 06:04
                            stary_chinczyk napisał:

                            > > Trwała bitwa powietrzna, samoloty przeciwnika i własne latają nad głową w
                            > tą i
                            > > z powrotem. Jakie jest prawdopodobieństwo, że w tym samym czasie komuś z
                            > mostka
                            > > wydawało się że widzi jedną torpedę przed dziobem a drugą za rufą? A jak
                            > ieś os
                            > > oby i na rufie i inne na dziobie miały w tym samym czasie przywidzenia to
                            > rpedy?
                            > > Już prędzej uwierzę że autorowi książki się przewidziało :)
                            >
                            > Może i autorowi książki. Masz jakąś informację, że gość który widział torpedę p
                            > rzed dziobem stał na dziobie ? A ten który widział torpedę za rufą stał na rufi
                            > e ?

                            Nie żartuj. Takich detalicznych informacji nie ma w książkach nie będących monografiami.


                            > Sam pisałeś o zatłoczonych pokładach lotniskowców japońskich pod midway o który
                            > ch mówili niektórzy uczestnicy bitwy. Subiektywne odczucia są czasami rozbieżne
                            > z rzeyzcstościa a siła autoperswazji duża.


                            Ale Ty jedziesz wyłącznie na spekulacjach "a może to złudzenie"? Jaki masz podstawy do spekulowania w taki sposób? W taki sposób można przecież niemal każdą informację zdezawuować.


                            > > Juneau za to znajdował się w TF17, a już przed drugim atakiem na Horneta,
                            > osłan
                            > > iał Enterprise, to wiemy na pewno.
                            >
                            > Tak, bo przesunęli go do eskorty Enterprise. Przemieścił się do jego zespołu.


                            Nikt go nie przemieścił, sam się przemieścił. Któryś z okrętów - chyba Northamton, jeśli dobrze pamiętam - retransmitował informację dla pilotów Horneta, że mają "Go to Enterprise", dowódca zaś Juneau zrozumiał ze to do niego. I popłynął do CV-6, drastycznie osłabiając obronę Horneta przed drugim atakiem. Niektórzy twierdzą, że gdyby nie błąd dowódcy Juneau, Hornet [być może] przetrwałby. W całej bitwie bowiem Juneau wraz z South Dakotą odpowiedzialne były za większość japońskich strat od broni AA. Równie dobrze Shaw z łatwością mógł pływać na drodze samolotów japońskich.


                            > > Bardzo dobrze się nadawały.
                            >
                            > Tylko na marnych filmach w rodzaju ostaniej ekranizacji Bitwy o Midway.
                            > To bardzo efektownie wygląda, gdy gość wali z takiej małokalibrowej broni i sam
                            > olot w ostatniej chwil, tuż przed okrętem zmienia się w kulę ognia. Spadający k
                            > opcący punkcik po trafieniu z broni większego kalibru nie wygląda w kinie tak f
                            > ajnie.


                            Nie rozumiem gdzie widzisz niemożliwość zwalczania lecących kilkadziesiąt czy kilkaset metrów nad powierzchnią wody samolotów torpedowych za pomocą działek 20 mm. Do rozwalenia takiego w drobny mak, potrzeba działa 5" /38, ale już do zapalenia zbiorników paliwa bez samouszczelniania, czy rozwalenia mu silnika?Te tysiące Oerlikonów na wszystkich okrętach, USN montowała bez sensu?


                            > Oerlikon był w stanie nawet zestrzelić samolot atakujący okręt, ale na dystansi
                            > e na którym ten zwolnił już bombę czy torpedę. Taka zemsta zza grobu :)
                            > Można znaleźć opisy na ten temat min w raportach z bitwy pod Santa Cruz.


                            Jak zwolnił bombę czy torpedę, to stał się kilkaset kilogramów lżejszy, zyskując na manewrowości, prędkości wznoszenia i szybkości. Wtedy jest więc już trudniej. A taka Nakijama B5N obciążona torpedą 850kg, była znacznie bardziej nieruchawa, i musiała zejść niemal tuż nad wodę - maks. kilkadziesiąt metrów - w podejściu do ataku.


                            > > I jak to przełożysz na bitwę pod Santa Cruz? Brak informacji aby w rejon
                            > został
                            > > skierowany jakiś amerykański sub. Specjalnie sięgnąłem w tym celu do Sil
                            > ent Vi
                            > > ctory Blaira, opisującego działania podwodne na Pacyfiku - milczy na tema
                            > t amer
                            > > ykańskich op w tej bitwie.
                            >
                            > No jakby mieli informacje, to by nie torpedowali własnego okrętu. Takie zdarzen
                            > ie mogło wystąpić tylko przez brak informacji. Tak samo jak wypadek Jastrzębia.
                            >
                            >
                            > > > > ystający z wody peryskop.
                            > > >
                            > > > To znowu mogły być przewidzenia...
                            > >
                            > >
                            > > Coś dużo ich.
                            >
                            > Zdziwiony ? Większość zdarzeń wojennych to zwykłe przewidzenia. Ileż np to zwyc
                            > ięstw powietrznych okazywało się po wojnie przewidzeniami zwycięzców.
                            > Ba często meldunki rozpoznania być obarczone potężnych błędem, obserwatorzy pot
                            > rafili widzieć niestworzone rzeczy. Admirałowie musieli mieć naprawdę nieraz st
                            > alowe nerwy.


                            Podczas rejsu dziewiczego Horneta z Norfolk na Florydę, dwa pancerniki i kilka niszczycieli zaczęło strzelać do zauważonego peryskopu, który po kilku minutach okazał się pływającym w oceanie na sztorc kijem od miotły. To jest złudzenie. Ale widziało ten "peryskop" mnóstwo osób. Jedną sprawą jest gdy dużo osób coś widzi i błędnie to ocenia, a inną sprawą gdy ileś osób nic nie widzi, a każda myśli ze widzi co sugerujesz. Nie to nie to samo - jeśli piszesz o walkach powietrznych, widzieć płonący samolot przeciwnika, który okazuje się że jednak doleciał na swoje lotnisko, a czym innym byłoby nie widzieć żadnego samolotu, a twierdzić że się jakiś zestrzeliło.
                            • stasi1 Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 09.09.22, 17:36
                              W jakiejś bitwie amerykanie zapalili jeden okręt. Wszyscy widzieli że paliły się dwa. Po wojnie w japońskich archiwach wyszło że był tylko jeden
                            • stary_chinczyk Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 09.09.22, 18:14
                              > Ale Ty jedziesz wyłącznie na spekulacjach "a może to złudzenie"? Jaki masz pods
                              > tawy do spekulowania w taki sposób? W taki sposób można przecież niemal każdą i
                              > nformację zdezawuować.

                              A twierdząc że torpedy widzieli ludzie stojący na rufie i dziobie nie spekulujesz ?


                              > Nikt go nie przemieścił, sam się przemieścił. Któryś z okrętów - chyba Northamt
                              > on, jeśli dobrze pamiętam - retransmitował informację dla pilotów Horneta, że m
                              > ają "Go to Enterprise", dowódca zaś Juneau zrozumiał ze to do niego. I popłynął
                              > do CV-6, drastycznie osłabiając obronę Horneta przed drugim atakiem. Niektórzy
                              > twierdzą, że gdyby nie błąd dowódcy Juneau, Hornet [być może] przetrwałby. W c
                              > ałej bitwie bowiem Juneau wraz z South Dakotą odpowiedzialne były za większość
                              > japońskich strat od broni AA. Równie dobrze Shaw z łatwością mógł pływać na dro
                              > dze samolotów japońskich.

                              To nie ma znaczenia, celowo czy też nie został przemieszczony do innego zespołu. Porter nie.


                              > Nie rozumiem gdzie widzisz niemożliwość zwalczania lecących kilkadziesiąt czy k
                              > ilkaset metrów nad powierzchnią wody samolotów torpedowych za pomocą działek 20

                              W tym, że okręty w czasie bitwy dzieli zbyt duża odległości, aby mogły się osłaniać nawzajem z takich kapiszonów jak 20mm działka. Jeśli samolot nie leciał wprost na okręt, jego oerlikony ogóle nie mogły mu zagrozić. Filmowe efektowne przeloty między burtami płynących obok siebie okrętów możesz między bajki włożyć.


                              > Jak zwolnił bombę czy torpedę, to stał się kilkaset kilogramów lżejszy, zyskują
                              > c na manewrowości, prędkości wznoszenia i szybkości. Wtedy jest więc już trudni
                              > ej. A taka Nakijama B5N obciążona torpedą 850kg, była znacznie bardziej nieruch
                              > awa, i musiała zejść niemal tuż nad wodę - maks. kilkadziesiąt metrów - w pode
                              > jściu do ataku.

                              Jak nie były w zasięgu ognia, nie miało to znaczenia. A skuteczny zasięg wynosił góra 1000m

                              • bmc3i Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 10.09.22, 07:19
                                stary_chinczyk napisał:

                                > > Ale Ty jedziesz wyłącznie na spekulacjach "a może to złudzenie"? Jaki mas
                                > z pods
                                > > tawy do spekulowania w taki sposób? W taki sposób można przecież niemal k
                                > ażdą i
                                > > nformację zdezawuować.
                                >
                                > A twierdząc że torpedy widzieli ludzie stojący na rufie i dziobie nie spekuluje
                                > sz ?


                                Nie, nie spekuluję, przeczytałem że tak - prawdziwie, bądź nie - było. Mam natomiast wrażenie że Ty przy każdej tezie stawiasz tezę odwrotną, albo przeciwną, opartą na "zapewne komuś się przywidziało", "być może...", itp.


                                > > Nikt go nie przemieścił, sam się przemieścił. Któryś z okrętów - chyba No
                                > rthamt
                                > > on, jeśli dobrze pamiętam - retransmitował informację dla pilotów Horneta
                                > , że m
                                > > ają "Go to Enterprise", dowódca zaś Juneau zrozumiał ze to do niego. I po
                                > płynął
                                > > do CV-6, drastycznie osłabiając obronę Horneta przed drugim atakiem. Nie
                                > którzy
                                > > twierdzą, że gdyby nie błąd dowódcy Juneau, Hornet [być może] przetrwałb
                                > y. W c
                                > > ałej bitwie bowiem Juneau wraz z South Dakotą odpowiedzialne były za więk
                                > szość
                                > > japońskich strat od broni AA. Równie dobrze Shaw z łatwością mógł pływać
                                > na dro
                                > > dze samolotów japońskich.
                                >
                                > To nie ma znaczenia, celowo czy też nie został przemieszczony do innego zespołu
                                > . Porter nie.

                                Nieprawda. Juneau dalej wchodził w skład Task Force 17 Horneta, a nie TF16 Enterprise'a, nawet jeśli był bliżej tego ostatniego. Tak samo Porter - uwaga, spekulacja - mógł się znaleźć bliżej Horneta.


                                > > Nie rozumiem gdzie widzisz niemożliwość zwalczania lecących kilkadziesiąt
                                > czy k
                                > > ilkaset metrów nad powierzchnią wody samolotów torpedowych za pomocą dzia
                                > łek 20
                                >
                                > W tym, że okręty w czasie bitwy dzieli zbyt duża odległości, aby mogły się osła
                                > niać nawzajem z takich kapiszonów jak 20mm działka. Jeśli samolot nie leciał wp
                                > rost na okręt, jego oerlikony ogóle nie mogły mu zagrozić. Filmowe efektowne pr
                                > zeloty między burtami płynących obok siebie okrętów możesz między bajki włożyć.


                                Tymczasem taki USS Hughes z TF17 zestrzelił dwa samoloty, i uszkodził przynajmniej jeden - tyle co wiemy na pewno. Przy pomocy takich kapiszonów właśnie.

                                > > Jak zwolnił bombę czy torpedę, to stał się kilkaset kilogramów lżejszy, z
                                > yskują
                                > > c na manewrowości, prędkości wznoszenia i szybkości. Wtedy jest więc już
                                > trudni
                                > > ej. A taka Nakijama B5N obciążona torpedą 850kg, była znacznie bardziej n
                                > ieruch
                                > > awa, i musiała zejść niemal tuż nad wodę - maks. kilkadziesiąt metrów -
                                > w pode
                                > > jściu do ataku.
                                >
                                > Jak nie były w zasięgu ognia, nie miało to znaczenia. A skuteczny zasięg wynosi
                                > ł góra 1000m
                                >


                                I podczss wielkiej bitwy morskiej, z dziesiątkami czy setkami broniących i atakujących samolotów w powietrzu sa niemal cały czas. Tu masz obrazek z tej bitwy - dlaczego te kapiszony miałyby być nieskuteczne?

                                Okręt który widać na nim, chciałby mieć Oerlikony, może ten Kate nie przeleciałby tuz obok niego tak jak przeleciał. Tymczasem miał tylko cztery wkm-y i 2 działka z końcówki XIX wieku.
                                • stary_chinczyk Re: Zatopienie USS Porter (DD-356) 10.09.22, 09:43
                                  Oerlikony nie miały żadnych możliwości działania na poziomie obrony zespołu floty. To była broń do bezpośredniej obrony okrętu i do niczego więcej. A w 1942 już nawet i z tym zadaniem radziła sobie średnio. Amerykanie nieco się spóźnili z wprowadzeniem tego rodzaju działek. W zasadzie gdy je wprowadzali, trzeba by było już myśleć o zastąpieniu ich czymś mocniejszym.
                                  Krążownik na zdjęciu w połowie 1942 przenosił znacznie więcej uzbrojenia niż napisałeś. Przerabialiśmy ten temat.
                                  Były 5 calówki, wkm-ów co najmniej 8. W 1941 montowano 1.1 calówki. W 1942 Oerlikony.
                                  Działka salutacyjne, które wymieniłeś nie służyły do walki.
                  • bmc3i Avenger 08.09.22, 19:45
                    Jest jeszcze jedna sprawa. Avenger to nie Devastator - nie przenosił torpedy pod kadłubem, lecz w zamykanej komorze bombowej. Czyli po wodowaniu komora sama się otworzyła i torpeda została uruchomiona? Łatwiej wyobrazić sobie zerwanie torpedy przenoszonej pod kadłubem. Ale zerwanie torpedy w zamkniętej komorze bombowej już trudniej.
                    • stary_chinczyk Re: Avenger 09.09.22, 00:26
                      > Jest jeszcze jedna sprawa. Avenger to nie Devastator - nie przenosił torpedy po
                      > d kadłubem, lecz w zamykanej komorze bombowej. Czyli po wodowaniu komora sama s
                      > ię otworzyła i torpeda została uruchomiona? Łatwiej wyobrazić sobie zerwanie to
                      > rpedy przenoszonej pod kadłubem. Ale zerwanie torpedy w zamkniętej komorze bomb
                      > owej już trudniej.

                      Czemu trudniej ? Torpeda waży z 800kg, jeśli przeciążenie było tak duże że zerwało ją z podwieszenia, to i te blaszane zamykanie komory zostało przez torpedę rozbite bez najmniejszego problemu. O ile wcześniej nie wyrwał go strumień wody podczas wodowania.
                      • bmc3i Re: Avenger 09.09.22, 01:48
                        stary_chinczyk napisał:

                        > > Jest jeszcze jedna sprawa. Avenger to nie Devastator - nie przenosił torp
                        > edy po
                        > > d kadłubem, lecz w zamykanej komorze bombowej. Czyli po wodowaniu komora
                        > sama s
                        > > ię otworzyła i torpeda została uruchomiona? Łatwiej wyobrazić sobie zerwa
                        > nie to
                        > > rpedy przenoszonej pod kadłubem. Ale zerwanie torpedy w zamkniętej komorz
                        > e bomb
                        > > owej już trudniej.
                        >
                        > Czemu trudniej ? Torpeda waży z 800kg, jeśli przeciążenie było tak duże że zerw
                        > ało ją z podwieszenia, to i te blaszane zamykanie komory zostało przez torpedę
                        > rozbite bez najmniejszego problemu. O ile wcześniej nie wyrwał go strumień wody
                        > podczas wodowania.


                        Zauważ że pilot przeżył, a wiec przeciążenie nie mogło być jakieś drastycznie duże.
                        • stary_chinczyk Re: Avenger 09.09.22, 04:30
                          > Zauważ że pilot przeżył, a wiec przeciążenie nie mogło być jakieś drastycznie d
                          > uże.

                          Nie musiało być drastycznie duże.
                          • bmc3i Re: Avenger 09.09.22, 06:11
                            stary_chinczyk napisał:

                            > > Zauważ że pilot przeżył, a wiec przeciążenie nie mogło być jakieś drastyc
                            > znie d
                            > > uże.
                            >
                            > Nie musiało być drastycznie duże.


                            Musiało. Gdyby było tak duże że wyrwałoby torpedę i z solidnych zaczepów utrzymujących w bezruchu 800 kg torpedę, i jeszcze wyrwało ją z komory bombowej, to tym bardziej wyrwałoby pilota przez szybę owiewki z kabiny. Może nawet razem z fotelem. Nie trudno wyobrazić sobie całkowite rozwalenie samolotu przy upadku w wodę i uwolnienie w ten sposób torpedy, ale przeżycie pilota w dobrym stanie, przeczy takiemu scenariuszowi w tym konkretnym przypadku, moim zdaniem..
                            • stary_chinczyk Re: Avenger 09.09.22, 17:20
                              > > > Zauważ że pilot przeżył, a wiec przeciążenie nie mogło być jakieś d
                              > rastyc
                              > > znie d
                              > > > uże.
                              > >
                              > > Nie musiało być drastycznie duże.
                              >
                              >
                              > Musiało. Gdyby było tak duże że wyrwałoby torpedę i z solidnych zaczepów utrzym
                              > ujących w bezruchu 800 kg torpedę, i jeszcze wyrwało ją z komory bombowej, to t
                              > ym bardziej wyrwałoby pilota przez szybę owiewki z kabiny.

                              Przeciążenie nie musiało być duże, bo to nie ono musiało ją uwolnić. Na torpedę działały siły, które wcale nie działały na pilota. Panele zamykające kobrę bombową można zupełnie pominąć. To cienkie blaszki niczym na masce samochodu. Przy wodowaniu ciśnienie hydrodynamiczne mogło je z łatwością wyrwać albo przynajmniej otworzyć. Wtedy uderzyło w torpedę i ją wyrwało z zaczepów.
                              Co więcej, pilot wcześniej zapewne próbował wyrzucić torpedę. Bo niby dlaczego miałby ryzykować wodowanie z takim ładunkiem. Więc zaczepy mogły już częściowo puścić w czasie tych prób. Mógł też przypadkowo ją uzbroić.
                              Być może to bardzo nietypowy przypadek. Ale zatopienie okrętu wojennego, które nie jest potwierdzone w źródłach przeciwnika, samo w sobie typowe nie jest.
                      • stasi1 Re: Avenger 12.09.22, 18:03
                        Nie koniecznie tak musiało być. Torpeda z jakiegoś powodu nie opuściła samolotu, może zatrzymał ją jakiś zaczep będący jednym z pięciu. Przy małym uderzeniu mogła wypaść
                    • speedy13 Re: Avenger 09.09.22, 10:48
                      bmc3i napisał:

                      > Jest jeszcze jedna sprawa. Avenger to nie Devastator - nie przenosił torpedy po
                      > d kadłubem, lecz w zamykanej komorze bombowej. Czyli po wodowaniu komora sama s
                      > ię otworzyła i torpeda została uruchomiona? Łatwiej wyobrazić sobie zerwanie to
                      > rpedy przenoszonej pod kadłubem. Ale zerwanie torpedy w zamkniętej komorze bomb
                      > owej już trudniej.

                      Dodam do tego, że uruchomienie torpedy to nie do końca jest taki pstryk jak w przypadku bomby. Zazwyczaj (nie wiem jak w przypadku rzeczonej Mk.XIII) należało ją aktywować na kilkadziesiąt sekund wcześniej - musiały pootwierać się różne zawory, żeby rozpocząć sekwencję rozruchu silnika, a także rozkręcić się żyroskopy "autopilota" (w torpedach to się inaczej nazywa, ale co do zasady działania jest taki właśnie autopilot, w oparciu o żyroskopy utrzymuje stały kurs w wodzie). Wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby zrobiło się to samo w sposób przypadkowy przy kraksie (ale nie wykluczam tego oczywiście, nie wiem, jak było w tej torpedzie).
                      • bmc3i Re: Avenger 09.09.22, 17:29
                        speedy13 napisał:


                        > Dodam do tego, że uruchomienie torpedy to nie do końca jest taki pstryk jak w p
                        > rzypadku bomby. Zazwyczaj (nie wiem jak w przypadku rzeczonej Mk.XIII) należało
                        > ją aktywować na kilkadziesiąt sekund wcześniej - musiały pootwierać się różne
                        > zawory, żeby rozpocząć sekwencję rozruchu silnika, a także rozkręcić się żyrosk
                        > opy "autopilota" (w torpedach to się inaczej nazywa, ale co do zasady działania
                        > jest taki właśnie autopilot, w oparciu o żyroskopy utrzymuje stały kurs w wodz
                        > ie). Wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby zrobiło się to samo w sposób przypa
                        > dkowy przy kraksie (ale nie wykluczam tego oczywiście, nie wiem, jak było w tej
                        > torpedzie).

                        Normalnie przy zrzucie uruchamiał się silnik pracujący jedynie na sprężonym powietrzu, dopływ paliwa do silnika zaś był odcięty - celem ochrony silnika przed przegrzaniem. Dopiero wejście w wodę zrywało drucik utrzymujący blokadę dopływu paliwa, i zaczynał być zasilany paliwem.

                        W omawianym przypadku mogło dojść do zerwania owej blokady dostępu paliwa, przy wodowaniu samolotu, ale wciąż pozostaje jeszcze kwestia uruchomienia niezbędnego do zapłonu dostępu powietrza, no i systemu elektrycznego.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka