Znajomość historii u współczesnych "Miszów"

05.03.05, 12:53
W dzisiejszym "Superexpressie" piszą, że w Rosji do tej pory lansuje się tezę, że zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy.
W księgarniach bez trudu można kupić książkę Jurija Muchina po tytułem: "Antyrosyjska nikczemność: rozprzestrzenianie fałszerstwa sprawy katyńskiej przez Polskę i Generalną Prokuraturę Rosji w celu rozpalenia nienawiści Polaków do Rosjan".

Na okładce książki widać, jak niemiecki żołnierz mierzy z pistoletu do związanego polskiego żołnierza - bzdura już na okładce - przecież kaliber wojskowy to 9 mm, a w Katyniu znaleziono łuski 7,65 mm (kaliber cywilno-policyjny).

Książka wyszłą dzięki wsparciu finansowemu rosyjskiego parlamentu (Dumy).
    • Gość: ToKu Ośmielę się zwrócić uwagę na pewien fakt. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.05, 14:53
      Niemieccy historycy w stosunku do swoich zbrodni <z wyjątkiem Holocaustu,
      chodzi mi ozbrodnie popełniane przez wermacht ne terenie Polski i ZSRR> mają
      następujący stosunek: Zbrodnie te faktycznie były, ale mieliśmy wiele powodów,
      żeby je popełnić <głupich i ich nieusprawiedliwiających trzeba dodać - według
      np. Carella taktyka spalonej ziemi została po raz pierwszy zastosowana przez
      samych Rosjan w 1941, więc jej uzycie przez niemcy od 1943 było
      usprawiedliwione, blokadę Leningardu wywołali sami sowieci - Hitler nakazał
      jego blokowanie bo obawiał się saperskich pułapek jakie czekały na Niemców po
      wzięciu Kijowa>. Rosjanie zaś z niezwykłą konsekwencją upierają się, żę zbrodni
      nie popełniali - lub w gruncie rzeczy nie były to zbrodnie <konieczność
      dziejowa - aż chce się dodać> Misza pisze naprzykład, że Gułag nie był
      narzędziem eksterminacji, gdyż każdemu dawano równe szanse przeżycia - czyż
      jednak wywózka z zimy 1939/1940, którą objęto około 700 tysięcy ludzi nie była
      przynajmniej czystką etniczną? Jeżeli nie, a system katował wszystkich po
      równo, to ilu Ukraińców i Białorusinów wywieziono z ziem uzyskanych przez ZSRR
      w 1939 w tym samym okresie? Jak ktoś znajdzie taką liczbę to porównamy ile
      procentowo wywieziono Polaków, a ile reprezentantów innych nacji. Oprócz tego
      iż o przyznaniu się do zbrodni i przeproszeniu za nie nie ma w ogóle mowy, to
      jeszcze chłopaki z Kremla utrudniają swoim ofiarom jak tylko mogą poznanie
      prawdy, poprzez na przykład zamykanie dostępu do archiwów. To na tyle.
      • Gość: Władca Pierścienii Re: procenty w 1939-1941 IP: *.crowley.pl 07.03.05, 10:56
        dane z encyklopedii
        1939-1940 (1939-1941? lat nie pamiętam dokładnie) wywieziono z polskich Kresów
        Wschodnich
        1 802 000 obywateli polskich, w tym:
        około 60% Polaków
        30% Białorusinów i Ukraińców
        prawie 10% Żydów


        poźniej w latach 1944-1945 jeszcze 200 tys Polaków (w tym 50 tys. AKowców)
      • Gość: Władca Pierścieni Re: Ośmielę się zwrócić uwagę na pewien fakt. IP: *.crowley.pl 02.08.05, 11:00
        > dziejowa - aż chce się dodać> Misza pisze naprzykład, że Gułag nie był
        > narzędziem eksterminacji, gdyż każdemu dawano równe szanse przeżycia

        W filmie "Gorzkie zwycięstwo" jeden z Polaków, który był w łagrze, zanim trafił
        do Andersa wspominał: "wywieziono nas 336 (pamiętam dokładnie), jak nas
        wypuścili po 8 miesiącach, było nas 84 lub 85".
      • wladca_pierscienii stalinowskie deportacje prostytutek - "Polityka" 17.08.05, 13:08
        Stalin i nierządnice
        Kobiety lekkich obyczajów były równie niewygodne ideologicznie jak kułacy i
        ziemianie. Prostytucja miała występować tylko w krajach burżuazyjnych. Tym
        samym deportacja prostytutek stanowiła przejaw walki klasowej.

        O świcie 9 kwietnia 1940 r. do mieszkań ponad tysiąca prostytutek,
        mieszkających na terenach zajętych przez Związek Radziecki we wrześniu 1939 r.,
        weszły grupy operacyjne. Kobietom dano na spakowanie kilkanaście minut.
        Podobnie jak inni deportowani formalnie miały prawo wziąć ze sobą odzież,
        pościel, naczynia kuchenne, miesięczny zapas żywności, pieniądze oraz
        przedmioty wartościowe, nie więcej jednak niż 100 kg na osobę. Źródła milczą,
        jak przebiegało aresztowanie i czy kobiety od razu załadowano do wagonów. Jedno
        jest pewne – stały się forpocztą drugiej deportacji, która zaczęła się o świcie
        13 kwietnia. Tego dnia bowiem do wcześniej aresztowanych kobiet dołączyły
        rodziny osób uwięzionych przez NKWD oraz rodziny jeńców trzech obozów
        specjalnych – Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa.

        Dlaczego Politbiuro ze Stalinem na czele zdecydowało się na deportację
        prostytutek? Dlaczego wśród około 320 tys. wysiedlonych w czterech falach
        znalazły się właśnie kobiety trudniące się nierządem, a nie na przykład – by
        pozostać już przy marginesie społecznym – sutenerzy czy kieszonkowcy? (Ich
        zesłano z czwartą falą deportacji).

        Na te pytania odpowiedzi może być kilka. Ideologia jest jedną z nich. Stalin,
        Kaganowicz, Mołotow, Żdanow, Beria i Chruszczow stawiali przed sobą zadanie
        całkowitej przebudowy organizmu społecznego, a to oznaczało m.in. oczyszczenie
        go z chorych tkanek. Wycinając i wyrzucając na zsyłkę zakażone rakiem
        kapitalizmu komórki, nie żałowali skalpela – usuwali na wszelki wypadek
        wszystko co wokół: krewnych, przyjaciół, znajomych oraz podejrzanych o
        znajomość. W bydlęcym wagonie sunącym 14 kwietnia w kierunku Kazachstanu „było
        wszystko, co składa się na społeczeństwo, wszystkie warstwy – pisała w swoich
        wspomnieniach Ola Watowa. – Począwszy od kobieciny, która pod Lwowem miała
        chałupę i kilka krów i która każdego dnia przywoziła do Lwowa świeże mleko,
        poprzez żony policjantów, sklepikarza, porucznika, aż do prezydentowej miasta
        Lwowa, pułkownikowej Wenclowej z synem”.

        Wyplenienie prostytucji równało się udowodnieniu, że wystarczy zmienić własność
        środków produkcji, aby kobiety przestały prostytuować się zarabiając na
        utrzymanie. Prostytutka – istota zdegradowana, zależna od mężczyzny – była
        zaprzeczeniem nowego, rewolucyjnego wizerunku kobiety: traktorzystki,
        kołchoźnicy, robotnicy. Kobiety osiągającej sukces zawodowy, rosłej i mocnej
        jak na socrealistycznych rzeźbach, gdzie jej obfite piersi i kwadratowe biodra
        nie były zapowiedzią miłosnych igraszek, lecz prokreacji na rzecz zwycięstwa
        kraju. Jak zapowiadająca obrazy Mosfilmu niewiasta z sierpem. Atrybuty
        kobiecości, takie jak szminkowanie, biżuteria, odsłonięte ciało stały się
        podejrzane i zastąpione zostały atrybutami symbolizującymi roboczy trud. Piękna
        kobieta z odsłoniętą piersią, dzierżąca sztandar rebelii, dobra była w
        symbolicznym malarstwie francuskim. Prostytutki żyjące ze sprzedaży kobiecości,
        bez względu na jakość proponowanego towaru, były niebezpiecznym i niepożądanym
        zaprzeczeniem kreowanego nowego modelu kobiety.

        Dlatego w kwietniu 1933 r. Rada Komisarzy Ludowych postanowiła, aby na zesłanie
        trafiały już nie tylko ofiary rozkułaczania, lecz także tzw. zdeklasowany
        element (deklassirowannyj elemient), czyli włóczędzy i właśnie prostytutki.

        Kolejną z możliwych odpowiedzi jest dążenie państwa do kontroli życia
        obywateli. Prostytutki nie poddają się jej łatwo. Żyją na marginesie
        społeczeństwa i państwa. System komunistyczny rościł zaś sobie pretensje do
        objęcia nadzorem wszystkich. Zgodnie ze stalinowską maksymą: „Kto nie z nami,
        ten przeciw nam”; prostytutki nie będąc za, niejako automatycznie stawały się
        wrogami systemu. Nie mogły przecież iść w pochodzie 1-majowym i nieść
        transparentu głoszącego, że wykonały z nadwyżką plan 5-letni.

        Życie seksualne człowieka radzieckiego w ówczesnej literaturze i filmie
        występowało rzadko. Podniecenie można było odczuwać z powodu przekroczenia
        planu produkcji. „Bolszewik powinien kochać pracę bardziej niż żonę” – mawiał
        Siergiej Kirow, szef partii w Leningradzie, członek Politbiura i bliski
        przyjaciel Stalina. Tabuizacja seksualności następowała jednak stopniowo.
        Rewolucja bolszewicka wszak obiecywała wolność seksualną i pewna swoboda w tym
        względzie istniała w latach 20. Nie oznacza to bynajmniej, że publicznie
        przyznawano się do istnienia zjawiska prostytucji w kraju robotników i chłopów.
        Narastający terror na początku lat 30. przyniósł także zmiany w podejściu do
        sfery płci. Zatryumfowała asceza.

        Również i za to odpowiedzialny był „wielki językoznawca”. „Stalin nie był
        kobieciarzem – kreśli jego sylwetkę Simon Sebag Montefiore w książce „Stalin.
        Dwór czerwonego cara”. – Zaślubił bolszewizm i związał się ze sprawą rewolucji.
        Wszelkie uczucia prywatne odgrywały drugorzędną rolę w porównaniu z dobrem
        ludzkości, które mógł zapewnić marksizm-leninizm”. Nie ulega wątpliwości, że
        jego neurotyczna osobowość graniczyła z patologią. Granica została przekroczona
        po samobójczej śmierci jego żony Nadii Alliłujewej w 1932 r. Spowodowała ona
        brzemienne w skutkach zmiany w charakterze dyktatora. Nie tylko stoczył się w
        morderczą paranoję, ale także zdziwaczał, stał się niesłychanie podejrzliwy,
        również wobec kobiet. W relacjach z nimi jeszcze bardziej się usztywnił.
        Wcześniej otoczony ich wianuszkiem, zaczął je eliminować ze swojego otoczenia.
        Nad biseksualne libacje począł przedkładać wyłącznie męskie, podczas których
        najbliżsi członkowie jego dworu tańczyli ze sobą.

        Obsesyjna podejrzliwość wobec kobiet, zwłaszcza żon najbliższych towarzyszy,
        doprowadziła do tego, że kilka z nich zostało aresztowanych i zesłanych, inne
        na jego rozkaz rozstrzelano. „Stalin zawsze był bardziej bezwzględny, jeśli
        istniały oznaki rozwiązłości” – pisze Montefiore. Raziła go nieobyczajność i
        seksualne wyuzdanie. Pociągały go kobiety w typie rosyjskiej baby: piersiaste,
        niebieskookie chłopki, uległe z charakteru i potrafiące prowadzić mu dom.
        Wścibiających nos w politykę intelektualistek nie znosił. „Stalin był mężczyzną
        z XIX stulecia – charakteryzuje swojego bohatera autor „Dworu czerwonego cara” –
        kokieteryjnym i pełnym podziwu dla dobrze ubranych kobiet ze swego otoczenia,
        rygorystycznie pruderyjnym w stosunku do własnej córki, zgorszonym feminizmem i
        wolną miłością początku lat dwudziestych, ale odgrywającym twardego brutala
        wśród najbliższych przyjaciół płci męskiej. Jego pruderia była na wskroś
        wiktoriańska: widok gołych kolan Swietłany [córki Stalina – M.Z.], a nawet jej
        śmiałe spojrzenie na fotografiach wywoływały absurdalne awantury. Stalinowi nie
        spodobał się pierwszy pocałunek w filmie Aleksandrowa »Wołga, Wołga«, gdyż
        uznał go za zbyt namiętny, co miało taki skutek, że nie tylko wycięto scenę
        pocałunku, lecz nadgorliwi urzędnicy zakazali też wszelkiego całowania we
        wszystkich radzieckich filmach”.

        Skąd ta nienawiść do kobiet lekkich obyczajów? W poszukiwaniu odpowiedzi można
        się cofnąć jeszcze wcześniej – do szczenięcych lat Iosifa Wissarionowicza.
        Legenda głosi, że jego matka, sprzątaczka, nie tylko miała skłonność do bicia
        go, lecz także prostytuowała się ze swoimi pracodawcami. A może odpowiedzi
        warto poszukać jeszcze głębiej, sięgając do tego, czym była kobiecość w
        przedchrześcijańskiej historii i później w czasach nowożytnych, kiedy kobieta
        traktowana była jako nosicielka zła. Męska postawa wobec drugiej pł
        • wladca_pierscienii Re: stalinowskie deportacje prostytutek - "Polity 17.08.05, 13:10
          Skąd ta nienawiść do kobiet lekkich obyczajów? W poszukiwaniu odpowiedzi można
          się cofnąć jeszcze wcześniej – do szczenięcych lat Iosifa Wissarionowicza.
          Legenda głosi, że jego matka, sprzątaczka, nie tylko miała skłonność do bicia
          go, lecz także prostytuowała się ze swoimi pracodawcami. A może odpowiedzi
          warto poszukać jeszcze głębiej, sięgając do tego, czym była kobiecość w
          przedchrześcijańskiej historii i później w czasach nowożytnych, kiedy kobieta
          traktowana była jako nosicielka zła. Męska postawa wobec drugiej płci
          oscylowała między fascynacją a odrazą i strachem. Kobietę postrzegano jako
          nieczystą i niebezpieczną przez swoją płciowość. Wizerunek samicy wabiącej
          mężczyzn w otchłań zmysłowości utrwalił się tak silnie, że słowa XIV-wiecznego
          franciszkanina Alvara Pelayo – „Ze swej natury jest kurtyzaną” – były nie
          obelgą, ale racjonalną diagnozą. Nie inny był obraz kobiecości w oczach
          polityków. Richelieu pisał: „Nic nie może tak zaszkodzić państwu jak płeć owa”.

          Na jakąkolwiek odpowiedź byśmy się nie zdecydowali, pozostaje faktem – 9
          kwietnia 1940 r. aresztowano na zachodniej Białorusi 307 kobiet i ich 35
          dzieci, a na zachodniej Ukrainie 732 (o liczbie dzieci źródła milczą), w sumie
          1039 kobiet. Ich listę NKWD przygotowała na podstawie rejestrów polskiej
          policji. Na podstawie zdobycznych kartotek na zachodniej Białorusi wytypowano
          do deportacji 435, a na zachodniej Ukrainie 916 kobiet. Zgodnie z uchwałą Rady
          Komisarzy Ludowych ZSRR z 2 marca 1940 r. wysiedleniu podlegały wszystkie
          kobiety, które w dalszym ciągu zajmować się miały prostytucją. Ponieważ trudno
          urzędowo sprawdzić, czy kobieta trudni się nierządem, czy też nie, zdecydowano
          się wytypować prostytutki do wywózki kierując się ich stanem cywilnym. Mężatkom
          odpuszczono. Panny skazano na poniewierkę, nawet jeśli miały dzieci. Różnica
          między liczbą kobiet znajdujących się na listach NKWD a liczbą ostatecznie
          aresztowanych wynikała także z tego, iż od 1939 r. policyjne kartoteki nie były
          uaktualniane (kilka kobiet zmarło, inne zmieniły adres zamieszkania). Nie
          objęto represjami także tych kobiet, które podjęły pracę. Wszczęto poszukiwania
          tych, które się ukryły. Schwytane wysłano z kolejnymi falami deportowanych.

          W maju 1941 r. na mocy uchwały KC WKP(b) wśród innych kategorii deportowanych
          na samym końcu przewidziano „prostytutki zarejestrowane w policji, uprawiające
          dotychczasowy proceder”. W przededniu wojny z Niemcami musiano dodatkowo
          przesiedlić co najmniej 100 kobiet. Wskazuje na to liczba 1137 prostytutek,
          jaka znalazła się w ewidencji represjonowanych obywateli polskich,
          przygotowanej dla Stalina przez Berię w lipcu 1941 r.

          Jak widać, była to akcja zakrojona na szeroką skalę, do której zaangażowano
          wielu, skądinąd przecież bardzo zapracowanych, funkcjonariuszy milicji i NKWD.
          Nie zakończyła się też 9 kwietnia 1940 r. Poszukiwania prostytutek ciągnęły się
          jeszcze przez ponad rok. Choć z takim uporem usiłowano wykorzenić prostytucję,
          trudno mówić o pełnym sukcesie. Prawdopodobnie obławy uniknęły kobiety
          stanowiące elitę profesji, utrzymujące się z kilku zamożnych klientów, którym
          szczególnie zależało na zachowaniu dyskrecji przed policją. Poza zasięgiem
          aresztowań znalazły się także kobiety najmłodsze wiekiem i stażem, których
          polscy policjanci nie zdążyli zarejestrować. Zapewne na listach nie znalazły
          się również kobiety, które trudniły się nierządem dorywczo. Bardzo
          prawdopodobne, że te wkrótce przeszły na pełne zawodowstwo w trudnych warunkach
          sowieckiej okupacji i wojny.

          W kwietniu 1940 r. w 51 transportach deportacyjnych przesiedlono ok. 60 tys.
          członków rodzin represjonowanych uczestników organizacji powstańczych, oficerów
          byłej polskiej armii, policjantów, służby więziennej, ziemian, fabrykantów i
          urzędników polskiego aparatu państwowego. Niewiele ponad tysiąc osób z tej
          liczby stanowiły prostytutki. Najpewniej nie sformowano jednego transportu, w
          którego skład wchodziłyby wyłącznie one.

          Ten kobiecy exodus trwał około dwóch tygodni. W maju transporty dotarły do
          Kazachstanu. Do miejsc przeznaczenia, zwykle rozrzuconych gdzieś na stepie
          kołchozów, zesłańców rozwożono samochodami, furmankami, by na koniec pozostawić
          ich na środku drogi, formalnie pod opieką miejscowych sielsowietów (rad
          gminnych). „Opieka wyglądała w zasadzie tak – pisze jeden z badaczy – że
          gromady bezradnych kobiet z dziećmi koczowały po 3–4 dni na śniegu bez jedzenia
          i dachu nad głową”.

          O życiu prostytutek na zsyłce wiadomo niewiele. We wspomnieniach omijane są
          wstydliwie, jakby nie istniały, albo pisze się o nich między wierszami. Dla
          kobiet, które znalazły się w skrajnej sytuacji, na krawędzi śmierci głodowej,
          prostytucja okazała się strategią przeżycia. Historyk Zbigniew S. Siemaszko,
          który sam przeszedł zesłanie, wspominał: „O ile chodzi o zachowanie się
          młodzieży żeńskiej, trzeba przyznać, że wypadki flirtów z Rosjanami czy
          Kazachami były rzadkością. Natomiast mężatki, szczególnie obciążone małymi
          dziećmi, będąc niekiedy w bardzo trudnej sytuacji żywnościowo-materiałowej,
          szły niekiedy na kompromis. W niektórych wypadkach był to może jedyny sposób
          utrzymania dzieci przy życiu”.

          Walka z prostytucją po raz kolejny zakończyła się klęską. „Nasze prostytutki”
          poradziły sobie i z socjalistyczną moralnością. W jednym z raportów inspektora
          rolnego WKP(b) z sierpnia 1940 r. czytamy: „W kołchozie magnajskim w rejonie
          karabałykskim jest wśród zesłanych wiele prostytutek, które kategorycznie
          odmawiają pracy w kołchozie demoralizując młodzież kołchozową”.
    • Gość: Władca_Pierścienii Re: ruskie "Święto Obrońcy Ojczyzny" IP: *.crowley.pl 08.03.05, 11:19
      info.onet.pl/18234,0,0,1,galeria.html
      "Rosja świętuje przegraną

      W Rosji 23 lutego obchodzone jest "Święto Obrońcy Ojczyzny" - dzień zwycięstwa
      nad Niemcami w 1918 roku.

      Według historyków tego dnia armia rosyjska poniosła jednak wielką porażkę -
      został przerwany front, Niemcy zdobyli Psków, a Robotniczo-Chłopska Armia
      Czerwona "w ogóle nie chciała się bić".

      Józef Stalin postanowił zmienić historię i w 1938 roku dzień porażki został
      okrzyknięty dniem triumfu "i urodzin młodej Armii Czerwonej".

      Dzień Obrońcy Ojczyzny (dawniej Dzień Armii Radzieckiej), nazywany został także
      nieoficjalnie przez naród Dniem Mężczyzny.

      Celem tego święta było bowiem utrwalenie w świadomości przekonania, że
      najważniejszą powinnością mężczyzny jest przywdzianie munduru i hełmu z
      pięcioramienną gwiazdą."
    • Gość: maxikasek Re: Znajomość historii u współczesnych "Miszów" IP: *.szczecin.mm.pl 10.03.05, 19:29
      Nie traktuj tego że zmieniam historię. Kto jest sprawcą Katynia wiadomo, ale gwoli ścisłości. Niemcy nie tylko używali amunicji pistoletowej 9mm para, ale też 7,65mm mauser do mausera 1910, walthera PPK czy czeskie pistolety, były też rewolwery różnych kalibrów a nawet Steyr coś ok. 11mm. To dopiero po wojnie wymyślono broń policyjną i wojskową. Wcześniej policyjna to po prostu bardziej przestarzała.
      • Gość: nemo Re: Znajomość historii u współczesnych "Miszów" IP: *.cymes.net / 213.20.123.* 11.03.05, 09:10
        O ile wiem w Katyniu uzyto amunicji 9 mm para(niemieckiej) ;we wczesnych latach
        30 reichswehra wspolpracowala z armia czerwona(poligony w rosji, wyksztalcenie
        lotnikow, etc) ,jedna forma zaplaty byl eksport amunicji z niemiec do rosji (tu
        9mm para) ktorej uzyto w katyniu
        • rzewuski1 Re: Znajomość historii u współczesnych "Miszów" 11.03.05, 15:25
          rosjanie uwazaja sie za postepowych wyzwolicieli
          ich rewolucja komunistyczna to według ich wspaniała sprawa
          w ogóle nie pojmuja ze byli zwykłymi imperialistami i kolonistami w 20w
          ze uciskali i rusyfikowali narody
          ze mordowali lub przesladowali elity i inteligencje niepokornych narodów
          ze byli zwykłymi okupantami
          ale jeszcze długo to do nich nie dotrze
        • wladca_pierscienii RE: Katyń - naboje 11.03.05, 20:09
          Z pewnej gazety fragment książki lub opracowanie na podstawie tej książki:

          Jacek Trznadel: Zbrodnia Katyńska.
          W: Golgota Wschodu. Warszawa 1999

          "Ofiarom zadawano śmierć pojedyńczo, z broni krótkiej kalibru 7,65.
          Instrumentami śmierci były niemieckie pistolety typu Walther, amunicja typu Geco była także niemiecka. Była to typowa dla tej akcji broń w wyposażeniu NKWD, co potwierdziły po kilkudziesięciu latach zeznania naczelnika NKWD z Kalinina, Tokariewa.
          Jak wykazały ekshumacje, jeńców uśmiercano jednym strzałem w tył głowy, rzadko dochodziło do dwóch lub trzech strzałów. Ta precyzja dowodzi wyszkolenia katów."


          BTW: pistolet Walther PPK lub Walther PK (nazwy nie pamiętam - były chyba dwa zewnętrznie podobne typy tej broni) używał radziecki generał Karol Swierczewskij ( z domu Świeczewski) - stąd miał w czasie wojny domowej w Hiszpanii pseudonim "Walter".
    • mycha_szczecin Re: Znajomość historii u współczesnych "Miszów" 15.03.05, 11:27
      To boli i to bardzo - to ze Rosjanie nigdy nie przyznaja sie do tego bledu i nas
      nie przeprosza. Mam uzasadnione wrazenie, ze Rosjanie zawsze uwazali nas za
      gorszych i nadal tak jest... I wcale nie czuje sie bezpiecznie - nigdy nie
      wiadomo co im strzeli do glowy i czy nie beda chcieli zagarnac nam jeszcze
      wiecej ziem. Czytam wlasnie "Sprawe Honoru"... Polecam
      • Gość: Lech Re: Znajomość historii u współczesnych "Miszów" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 17:57
        Raczej chyba usiłują uważać nas za gorszych, a tak naprawdę to mają olbrzymi
        kompleks Azji. Wszak na przełomie XIX i XX wieku Europa kończyła się dla
        cywilizownego świata w Wraszawie do której docierało się koleją
        warszawsko-wiedeńska, a dalej już były tylko szerokie tory na wschód....
      • Gość: Pzl Re: Znajomość historii u współczesnych "Miszów" IP: 193.111.166.* 15.03.05, 18:45
        Cos mi sie zdaje ze nie wszyscy pamietaja ze Gorbaczow przyznał ze zbrodni
        dokonał ZSRR i chyba tez przeprosił za to.

        Jak to sie mawia "przyganiał kocioł garnkowi.... " ;>
        • Gość: wujcio Re: Znajomość historii u współczesnych "Miszów" IP: *.exlog.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.05, 09:37
          Gość portalu: Pzl napisał(a):

          > Cos mi sie zdaje ze nie wszyscy pamietaja ze Gorbaczow przyznał ze zbrodni
          > dokonał ZSRR i chyba tez przeprosił za to.

          Gorbaczow oczywiście niczego nie przyznał. Przyznał Jelcyn. Nikt nie przepraszał.

          > Jak to sie mawia "przyganiał kocioł garnkowi.... " ;>

          To znaczy o co konkretnie Ci chodzi z tym garnkiem, bo nie łapię?
    • Gość: Władca Pierścieni o rosyjskich podręcznikach historii IP: *.crowley.pl 09.05.05, 15:23
      polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1226918&M=RA&MP=1
Pełna wersja