Polacy podbili czeczenie i kaukaz

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.12.05, 12:00
hehe wreszcie runie hipokryzja niektorych naszych czubkow, znalazlem ciekawy
tekst
Po upadku powstania listopadowego przed władzami rosyjskimi stanął problem,
co zrobić z armią polską. Dla Mikołaja I sprawa wydawała się oczywista:
szeregowych wcielić do pułków rosyjskich - przynajmniej na piętnaście lat -
wyższych oficerów odstawić pod eskortą do Moskwy. W rezultacie tych decyzji
do korpusów orenburskiego i kaukaskiego, a także na Syberię trafiło blisko 30
tysięcy powstańców. Wyjątkowo - na żądanie dworu - potraktowano żołnierzy 4.
Liniowego Pułku Piechoty Królestwa Polskiego. Za swoją dzielność pod Olszynką
Grochowską mieli spędzić w wojskowych kamaszach przynajmniej dwadzieścia pięć
lat. Wkrótce dołączyli do nich karnie kierowani do służby
żołnierskiej "niepokorni" i "nieprawomyślni" z całego zaboru rosyjskiego.
Szczególnie wielu spośród tych ostatnich - profesor Wiesław Caban, znawca tej
problematyki, ocenia, że aż ponad 60 procent - dosłużyło się w armii carskiej
stopni podoficerskich. Dawniej mówiono, że oficerem można zostać z racji
urodzenia lub wykształcenia, feldfeblem (podoficerem) zaś tylko z gorliwości
w wykonywaniu poleceń przełożonych. Zatem tak musiano oceniać służbę polskich
patriotów na Kaukazie i na linii orenburskiej.

Bój

Mateusz Grydzewski, szeregowiec walczący na Kaukazie, niezwykle sugestywnie
opisał zdobywanie położonych na zboczach gór ufortyfikowanych ałusów
czeczeńskich. W czasie wyprawy księcia Woroncowa w 1847 roku przyszło mu
szturmować wieś Gorgebil. By zasłużyć na łaskę przełożonych, zgłosił się na
ochotnika do wspinania się po drabinie na szczyt murów obronnych. Nie było to
łatwe, ponieważ żołnierzy, którym się to powiodło, Czeczeni zabijali, a ich
odcięte głowy rzucali w kierunku nacierających. W końcu znudziło im się
miotać same głowy i wyrzucili całe ciało. Zwłoki trafiły akurat w drabinę
Grydzewskiego, Polak spadł i doznał, na szczęście, tylko lekkich potłuczeń.

Wacław Jurkowski, żołnierz Samodzielnego Korpusu Kaukaskiego, tak opisywał
bitwę z Czerkiesami, która przyniosła mu podoficerskie szlify: "Widzieli
zgubę górale, każdy rzucił się wściekle, jak tygrys, sam ginął z rozpaczy,
ale nie ginął nadaremnie, jeżeli nie więcej niż jednego przed sobą położył.
Ścięły się zajadle obie strony: Czerkiesi wdarli się w szeregi, żołnierze
mężnie nacierali, członki z tułowia leciały, trupy z konia waliły, konie pod
jeźdźcami padały". Jurkowski spisywał się na Kaukazie tak dzielnie, że mimo
iż z mocy wyroku pozbawiono go szlachectwa i przynależnych temu stanowi praw,
awansował na oficera i przywrócono mu szlachectwo.


Tylko osobista odwaga dawała szanse na przeżycie koszarowego koszmaru

Polacy służący w Orenburgu na skraju stepów kazachskich również mieli
trudnego przeciwnika. Otto Fiszer, urzędnik skarbowy z Kalisza
i "wywrotowiec", odznaczył się w 1853 roku przy zdobywaniu twierdzy Ak-Mechet
u granic Kokandu. W krytycznym momencie walk z grupą kilkunastu Polaków
rzucił się na umocnienia Turkmenów i przerwał je, co przyczyniło się do
zdobycia twierdzy, a Fiszerowi dało stopień oficerski. Nie powiodło się
natomiast jego dwóm przyjaciołom - Michałowi Bielikowiczowi i Karolowi
Pogorzelskiemu - obaj polegli w walce. Na miejscu ich śmierci towarzysze
usypali niewielki kurhanek i zaopatrzyli go w tablicę z napisem: "Najmłodsi,
najlepsi, najdzielniejsi". Dowódcą grupy szturmowej był inny Polak, pułkownik
Władysław Szkup, oficer z 1831 roku. Generał Wasyl Perowski, dowódca Korpusu
Orenburskiego, zawdzięczał jego talentowi taktycznemu otwarcie drogi do
podboju emiratów Chiwy i Buchary, czyli podboju przez Rosję Azji Środkowej, o
czym niejednokrotnie wspominał publicznie.

Wśród żołnierzy stacjonujących na Syberii panowało przekonanie, że lepiej
służyć na Kaukazie, bo tam łatwiej o awans z powodu ciągłych wojen z imamem
Szamilem, dowodzącym Czeczenami i mieszkańcami Dagestanu, i z Czerkiesami.
Książę Roman Sanguszko, adiutant generała Jana Skrzyneckiego służący jako
szeregowiec w Tobolsku, napisał więc prośbę o przeniesienie w rejon walk. Za
odwagę okazaną w bojach z góralami odznaczono go Orderem św. Stanisława oraz
awansowano na porucznika, mógł też wkrótce otrzymać dymisję z wojska. Książę
miał szczęście - przeżył. Awans na podoficera, a jeszcze lepiej - oficera,
podnosił szanse przynajmniej o kilkanaście procent i tu tkwi tajemnica
determinacji i odwagi Polaków służących w carskiej armii.
123



    • Gość: stary mason Re: Polacy podbili czeczenie i kaukaz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.12.05, 12:00
      Droga

      Gehenna rekrutów zaczynała się już od pierwszych dni służby w armijnych
      szeregach. Doświadczył tego i opisał Walerian Staniszewski, młody uczeń Szkoły
      Farmaceutycznej w Warszawie, zesłany "w sołdaty" za czytanie i pożyczanie
      utworów Mickiewicza. W żołnierskim szynelu odesłali go na piętnaście lat do
      Orenburga. Szynel stał się zresztą już od samego początku utrapieniem
      Staniszewskiego, musiał w nim bowiem maszerować pod skwarnym czerwcowym słońcem
      z Warszawy aż do Białej Podlaskiej. A był to dopiero pierwszy etap. Czekało go
      jeszcze trzy tysiące kilometrów i prawie rok marszu.

      Przeciętnie w ciągu dnia pokonywano około 25 kilometrów, po dwóch dniach
      obowiązywał jednodniowy odpoczynek, a po przejściu 180 kilometrów oddział
      odpoczywał przez sześć dni. W teorii nie wyglądało to najgorzej, ale wszystko
      zależało od dowodzącego oficera. Staniszewski i jego towarzysze niedoli mieli
      pecha. W Brześciu Litewskim dowódca grupy kazał ich zakuć w kajdany i połączyć
      łańcuchem. W ten sposób przebyli znaczną część Rosji europejskiej. Później
      okazało się, że można się od tego wykupić, dając konwojentom pięć rubli
      łapówki. Wtedy mieli jeszcze pieniądze, stracili je później, gdy wziął je
      w "depozyt" pewien oficer, zresztą Polak. Ruble przepadły na zawsze.

      Długość drogi i uciążliwość klimatu dawały się mocno we znaki. Kolega
      Staniszewskiego przywiązany do tego samego łańcucha zachorował na gruźlicę. Gdy
      zaczynał pluć krwią, szeptał: "Chwała Bogu, bliżej końca". Chory został gdzieś
      po drodze w lazarecie na pewną śmierć. Gdy w końcu września rekruci Jego
      Cesarskiej Mości dochodzili do Moskwy, rozpadały się ulewne deszcze i przyszło
      im wędrować boso, bo buty tak nasiąknęły wodą, że były za ciężkie. "Odzież i
      wszystkie rzeczy - pisał Staniszewski - przemokły do nitki tak, że przez cały
      dzień ich wysuszyć nie mogliśmy. Parę dni takiej podróży zmogłoby nas
      niezawodnie, szczęściem jednak błysnęła pogoda, przy której zdążyliśmy do
      Moskwy na dłuższy wypoczynek". Rekruci byli regularnie okradani przez
      konwojentów ze swoich racji żywnościowych. Przetrwali podróż tylko dzięki
      staremu ruskiemu zwyczajowi "podajanja". Nieszczęśnikom przechodzącym przez
      wsie i miasteczka ludzie podawali żywność, a czasami drobne monety, za które ci
      dziękowali tylko imieniem Bożym.


      Służba w rosyjskiej piechocie równała się niemal samobójstwu

      Marsz na wschód trwał także w zimie, nawet przy czterdziestostopniowym mrozie.
      Rezultaty nie dawały na siebie długo czekać. Odmrożenia i ogólne wyziębienie
      organizmu powodowały liczne zgony. W Kazaniu Staniszewski wpadł na nieszczęsny
      pomysł przeczekania burz śnieżnych w lazarecie. Nabawił się tam tyfusu i tylko
      cudem ocalał dzięki pomocy kolegi ze szkoły, który umiał odczytać recepty
      lekarzy pisane po łacinie. Miało to wielkie znaczenie, ponieważ pielęgniarze
      odpowiedzialni za wydawanie leków nie znali nawet łacińskiego alfabetu i dawali
      choremu to, co wpadło im w ręce.

      Trudno ocenić, ile istnień ludzkich pochłonęły marszruty carskich rekrutów,
      ale - jak oceniają historycy - przynajmniej kilkanaście procent z nich umarło w
      drodze. Więcej niż w niejednej bitwie.

      Służba

      Właściwa służba zaczynała się z chwilą przybycia do garnizonu. Nowo przybyli
      przechodzili na początek szkolenie rekruckie, które określano mianem "akademii
      kija i pięści". Przez sześć miesięcy życie rekruta było w rękach "diad'ki"
      (wujaszka), starszego żołnierza, który miał za zadanie nauczyć nowicjusza
      regulaminów i musztry. Za błędy rekrut brał po twarzy, i to z niezwykłą
      regularnością, a to dlatego, że jeśli "diad'ka" nie wyuczył dobrze swojego
      podopiecznego, to otrzymywał razy od gefrajtra. W takim wypadku rekrut dostawał
      jeszcze cięższe manto - tym razem kijem. Poniżające traktowanie prowadziło
      niekiedy do desperackich aktów oporu. W Korpusie Orenburskim szerokim echem
      odbiła się sprawa szeregowca Józefa Lewandowskiego, byłego podoficera 1. pułku
      piechoty z powstania listopadowego. Podczas musztry został on zelżony i
      obrażony przez dowódcę batalionu. W reakcji zerwał mu epolety. Za podniesienie
      ręki na oficera dowódca korpusu generał Perowski, uważany zresztą za
      sprzyjającego Polakom, skazał Lewandowskiego na trzy tysiące kijów, których ten
      nie przeżył.
    • Gość: stary mason Re: Polacy podbili czeczenie i kaukaz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.12.05, 12:01
      Inaczej potoczyły się losy innego Polaka służącego w Orsku - Konstantego
      Dobkiewicza. Za uderzenie oficera sąd wojenny w Orenburgu skazał go na sześć
      tysięcy kijów. Przyjaciele wyjednali u Perowskiego zamianę wyroku na tysiąc
      uderzeń, co dawało szansę przeżycia. W przeddzień wykonania kary Sierakowski,
      przyjaciel Dobkiewicza, sprowadził do koszar kilka wiader wódki i częstował nią
      tych, którzy mieli wziąć udział w pałowniu, prosząc, by uderzali lekko. W
      trakcie egzekucji krążył wokół szeregów, przypominając o zawartym układzie.
      Oficer komenderujący placem też wziął pewnie parę rubli i nie przykładał się do
      swoich katowskich obowiązków. Dobkiewicz ocalał.

      Największym utrapieniem żołnierzy nie był jednak sadyzm zwierzchników, lecz
      warunki, w jakich przyszło im żyć. Staniszewski, skierowany w pułku do
      smarowania osi kół wozów artyleryjskich, zamieszkał w ziemiance, którą tak
      opisał: "Jest to jama wykopana w ziemi, boki jej wyłożone są deskami lub
      okrąglakami, ale też wylepione gliną. Na powierzchnię wygląda tylko dach, a
      właściwie komin. Przy ścianach urządzone były prycze, na których sypiali
      żołnierze. Ale też dzień i noc musieliśmy leżeć lub siedzieć w swoim państwie,
      bo na przechadzkę po izbie nawet dwóch kroków nie było miejsca". Przeżycie w
      takich warunkach kilkunastu lat służby graniczyło z cudem. Inaczej wyglądał los
      podoficerów, którzy po służbie mogli mieszkać na kwaterach, a żołd umożliwiał
      kupowanie normalnego pożywienia. Awans zwiększał wielokrotnie szanse na
      przeżycie, zatem było się o co bić.

      Wierność

      Ośrodek polityczny polskiej emigracji skupiony wokół ks. Adama Czartoryskiego
      szybko zwrócił uwagę na wojnę kaukaską i chciał ją wykorzystać dla polskiej
      sprawy. Plany powstałe w Hotelu Lambert przewidywały utworzenie z dezerterów
      osiemnastotysięcznej armii polskiej walczącej po stronie górali. Pomóc mieli
      Brytyjczycy i Persowie. Plan, trzeba przyznać, niezwykle ambitny, ale,
      niestety, oparty na zupełnie nierealnych założeniach. Utworzenie, wyekwipowanie
      i ćwiczenie tak dużych sił zbrojnych w trudnym, górskim terenie przy stanie
      ówczesnej techniki było zwyczajnie niemożliwe. Poza tym kandydaci do armii
      Czartoryskiego musieliby przede wszystkim zbiec od Rosjan i przedrzeć się,
      pewnie bez map i ekwipunku, przez górskie pasma osiągające wysokość czterech
      tysięcy metrów.

      Tak więc Polacy nie przechodzili tak chętnie na stronę ludów wojujących z
      carem, jak przedstawiała to prasa emigracyjna. Trzeba też pamiętać, że wojna na
      Kaukazie była również konfliktem religijnym. Żołnierzy, którzy uciekali do
      Czeczenów lub Czerkiesów, ci postrzegali jako znienawidzonych chrześcijan,
      dobrowolnie oddających się w niewolę. Lokalni przywódcy klanów najzwyczajniej
      sprzedawali ich na rynkach w Bucharze i Persji. Często też górale zabijali ich
      zanim ci zdołali się poddać. Mateusz Grydzewski w swoich wspomnieniach opisuje
      próbę ucieczki do górali jakiegoś szeregowca, weterana powstania listopadowego.
      Weteran zginął już na samym początku od kuli ukrytego za skałą Czeczena.

      Na listach jeńców wymienianych przez wojujące strony pełno jest polskich
      nazwisk, co oznacza, że nasi rodacy woleli wrócić do zaborców, niż zostać w
      niewoli u górali jawnie pogardzających wyznawcami innych religii. Przekonał się
      o tym na własnej skórze Karol Kalinowski, żołnierz, który poddał się Czeczenom
      i po dwuletniej niewoli, sporo ryzykując, z powrotem przedostał się do swojego
      pułku. Chodząc na następne wyprawy nie czuł już żadnych wyrzutów sumienia, że
      podbija wolny naród.

      Mimo niepowodzeń Hotel Lambert kontynuował akcję mające skłonić Polaków do
      dezercji z carskiej armii, wciąż licząc na zawiązanie sojuszu kaukasko-
      polskiego. Emisariusz Ludwik Zwierkowski prowadził agitację wśród Czerkiesów,
      by przyjmowali Polaków. Nie przyniosło to żadnych rezultatów, a sam wysłannik
      ledwo uszedł z życiem. Podkreślana w wydawnictwach i prasie emigracyjnej
      obecność Polaków przy Szamilu i w szeregach kaukaskich powstańców nie znajduje
      potwierdzenia w źródłach.

      W okresie międzypowstaniowym na Kaukazie służyło 80 tysięcy Polaków, większość
      z nich stanowili chłopi i mieszczanie z poboru. Niewiele wiadomo o ich służbie
      dla cara. Nie umieli pisać, toteż nie zostawili żadnych wspomnień. Tracimy ich
      z oczu już w chwili, gdy byli prowadzeni przez wójta do punktu werbunkowego.
      Rzadko awansowali, gnili więc za życia w ziemiankach, dziesiątkowani przez brud
      i choroby.

      Na Kaukazie zmarło lub zginęło 60 000 Polaków, 75 procent naszych żołnierzy w
      carskiej służbie.
      dlaczego nie ma pomnika Polakow w groznym
      • Gość: axx Re: Polacy podbili czeczenie i kaukaz IP: *.249.15.228.Dial1.Washington2.Level3.net 25.12.05, 16:21
        Czy i dzisiaj sa widoczne zmiany? Zegna kapelan a moze i wojt. Ochotnicy
        oczywiscie. No i gorliwosc felfebla taka sama a moze i lepsza w
        zadawaniu...tortur. Niedaleko zreszta Kaukazu. Pan jest za wielka woda.
      • Gość: Pzl Re: Polacy podbili czeczenie i kaukaz IP: 193.111.166.* 27.12.05, 08:48
        Bardzo ciekawe, a moze wiesz jak była procentowa ilosc polaków w armi carskiej
        w czasie wojny z Turkami o Bałkany?
        Chodzi mi bardziej o korpus oficerski i podoficerski.
      • Gość: Władca Pierścieni Re: Polacy podbili czeczenie i kaukaz IP: *.crowley.pl 27.12.05, 09:07
        Przy okazji "pierwszej" wojny rosyjsko-czeczeńskiej słyszałem w telewizji,
        że Czeczeńcy ciepło wspominają Polaków,
        bo w czasie podboju Kaukazu przez armię carską w XIX wieku
        bywali Polacy, którzy dezerterowali z armii carskiej i walczyli po stronie
        Czeczeńców.

        Za komuny czytałem w jakimś piśmie, że był w Gruzji jakiś najdłużej żyjący
        człowiek na Ziemi (czy jeden z najstarszych) miał 132 czy 152 lat,
        był Polakiem siłą wcielonym do armii carskiej.
        • Gość: MIsza Za duzo Fantasy czytasz :))))) IP: *.mobicomk.ru 27.12.05, 09:21
          Takich bzdur dawdo nie slyszalem :))
          • Gość: Władca Pierścieni Re: Za duzo Fantasy czytasz :))))) IP: *.crowley.pl 27.12.05, 09:24
            MIsza:
            > Takich bzdur dawdo nie slyszalem :))

            Pocztaj własne wypowiedzi, to znajdziesz większe bzdury...
            • panzerviii Re: Za duzo Fantasy czytasz :))))) 27.12.05, 10:59
              Kwestie różnic wiary między dezerterującymi Polakami, a Kaukaskimi Góralami
              przezwyciężono dosyć szybko za pośrednictwem Turcji, w konću to tam udawali sie
              wszyscy polscy emigranci od Mickiewicza poprzez Bema, to Turcja nigdy nie
              uznała rozbiorów i przez 123 lata przez ruskim ambasadorem urządzała szopkę z
              tekstem - ambasador z Lachestanu nie przybył,
              a u Górali do teraz krążą legendy o jeździe wyszkolonej przez Polaków (zresztą
              skąd Szamil miałby wziąć jazdę) stąd Masonie masz odpowiedź dlaczego Rosjanie
              nie zbudowali nam pomnika, bo większość Polaków jak mogła to tylko pryskała.
              Taka wielowyznaniowa anty rosysjka współpraca ma swoje późniejsze odpowiedniki
              jak np. Afganistan, i to również wtedy kiedy trzeba było z kraju przepędzic
              braci w wierze Talibów.

              Co do tekstu o Oficerach z urodzenia - nic mnie to nie dziwi, Rosjanie
              zapłacili za to i na Krymie, i pod Mukden i pod Cuszima i pod Tannenbergiem i
              pod Łodzią, to juz podejście komunistów było lepsze.

              A ponadto co złego w Kalifacie na Kaukazie, z polskiej perspektywy to koniec
              świata, z powodu sąsiedztwa Rosji skazany na współpracę z USA. A Rosja zawsze
              słabsza, co nie może nie radować. (No chyba, że Rosjanie pójdą kursem na
              demokrację, ale na to się nie zanosi, większość z nich jak Misza uważają, że to
              tylko kraj osłabi)
              • Gość: Wolf Re Polacy nie walczyli masowo po stronie Szamila IP: *.chomiczowka.waw.pl 27.12.05, 11:36
                W Turcji Polacy mogli robić kariery TYLKO pod warunkiem przejścia na Islam(np
                Bem przeszedł na islam)Co do masowego udziału Polaków w oddziałach Szamila-to
                tylko nie potwierdzone legendy w emigracyjnych polskich pismach. Szamil
                ogłosił gadzawat-świętą wojnę z niewiernymi wykluczało to szerszy udział
                chrześcijan w jego oddziałach.Nie jest znane (ŻADNE) nazwisko Polaka walczącego
                u Szamila.W Afganistanie 1979-1989r walczyło kilku Polaków(czy polskiego
                pochodzenia) z których zresztą 2 zginęło z rąk skrajnych islamistów.
                Wierzysz we współpracę Kalifatu na Kaukazie z USA???? USA drogo zapłaciło za
                błędy p.Brzezinskiego w Afganistanie...
                • panzerviii Re: Re Polacy nie walczyli masowo po stronie Szam 28.12.05, 12:25
                  Walczyli, tylko się z tym nie afiszowali z tych samych powodów z jakich dziadek
                  Tuska nie afiszował sie Wermahtem, a potem Polskimi Siłami zBrojnymi na
                  Zachodzie. Każdy miał rodzinę w Polsce, na której można sie zemścić, jak nie
                  żona, dzieci lub brat to kuzyn. Przejście na Islam to tez nie problem, mógł
                  BEm mógł iksiński. Kto o tym pamiętal po powrocie z Kaukazu. A jak się jakaś
                  Gróralka trafiła za żone to wtedy co innego.

                  Miałemm na mysłi tylko muzułmańsko amerykańska współpracę w Afganistanie, była
                  udana najpierw przeciwko Ruskim, potem przeciwko Talibom.
                  • Gość: Wolf Re: Re Polacy nie walczyli masowo po stronie Szam IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.12.05, 18:09
                    Polaków u Szamila mogła być tylko nieliczna garstka i żadnych pododziałów
                    (wbrew legendom)oni nie tworzyli.W Galicji walką przeciw Rosji można się było
                    swobodnie chwalić ale nikt nie wspominał o walce u Szamila.Carat zbiorowej
                    odpowiedzialności wobec krewnych w Polsce(brat,kuzyn itd) nie stosował-
                    pomyliłeś to chyba z inną epoką.Przejscie na Islam było dla Polaków problemem-
                    dla Bema skonczyło się samobójstwem...
                    Ta "udana" współpraca przeciw ZSRR zaowocowała tym że główni beneficjenci tej
                    pomocy CIA fanatyczni islamiści Gulbbudin Hekmatiar i Hakkani po wyjsciu Rosjan
                    wywołali krwawą wojnę domową w której państwo uległo rozkładowi a ludzi zginęło
                    więcej niż w walkach z Sowietami a potem przeszli na stronę talibów ,obecnie
                    zaś walczą przeciw USA.Innym wojennym"sojusznikiem USA" był wtedy Osama bin
                    Laden a elewem zorganizowanych przez CIA kursów szkoleniowych w Pakistanie-
                    przywódca talibów mułła Omar.
                    Głównym sprzymierzeńcem Sojuszu Północnego w walce przeciw talibom(obok
                    Uzbekistanu a potem także Iranu) od 1996r była Rosja-dostarczała dużej pomocy
                    materialnej i logistycznej a nawet i kadrowej(piloci śmigłowców)Massudowi.USA
                    początkowo stawiały na talibów mając nadzieję na szybką stabilizację
                    kraju.Bezwarunkowo talibów popierał(nie chcę powiedzieć stworzył)Pakistan-
                    głowny sojusznik USA w regionie.Wsparcie USA przeciw talibom przyszło dopiero w
                    2001r a największej pomocy kadrowej udzielił Uzbekistan którego tysiące
                    żołnierzy walczyło w oddziałach generała Dostuma.Większość broni ciężkiej
                    sojuszowi północnemu przysłała FR prawdopodobnie byli też specjalisci rosyjscy
                    (kierowcy czołgów itp)...
    • Gość: stary mason Re: Polacy podbili czeczenie i kaukaz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.05, 11:05
      jakich bzdur to sa wszystko fakty
    • Gość: Władca Pierścieni Francję też podbili (1870-1871) IP: *.crowley.pl 28.12.05, 10:52
      w czasie wojny prusko-francuskiej Polacy walczyli (bo musieli) po stronie Prus

      o jednym Polaku opowiada nowela "Bartek zwycięzca" Sienkiewicza (czy Prusa?)
      • panzerviii Re: Francję też podbili (1870-1871) 28.12.05, 12:22
        Głupio walczyć w cudzej wojnie z konieczności, ale akurat zwycięstwo Prus
        lezało w naszym narodowym intersie, pomimo ówczesnych frankfilskich sympatii. W
        przypadku zwycięstwa Francji na prawdę nawet nie chce sobie wyobrażać koszamru
        francusko - rosyjskiej Europy, my byśmy sie niebawem w całości znaleźli po tej
        gorszej rosyjskiej stronie. I Pierwszej wojny światowej by nie było, nie miał
        kto by Rosji kręgosłupa przetrącic, niepodległości byśmy nie odzyskali, a i
        pewnie pisali teraz po rosyjku żegnając się lewą ręką - no kurna pełny
        panslawizm.

        Francja była filorosyjska wtedy. Mało kto wie ale jak Verne pisał 20.000 mil
        podmorskiej żeglugi kapitan Nemo miał być Polakiem (powstańcem) zatapiającym
        Rosysjkie statki, tylko francuska cenzura tego nie puściła, Rosji denerwowac
        nie można, a Brytyjczyków czemu nie, dlatego nemo przerobiono na Hindusa.
        Jedyny ukłon w strone Polski to portret Kościuszki w kabinie Nemo.
Pełna wersja