Gość: stary mason
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
25.12.05, 12:00
hehe wreszcie runie hipokryzja niektorych naszych czubkow, znalazlem ciekawy
tekst
Po upadku powstania listopadowego przed władzami rosyjskimi stanął problem,
co zrobić z armią polską. Dla Mikołaja I sprawa wydawała się oczywista:
szeregowych wcielić do pułków rosyjskich - przynajmniej na piętnaście lat -
wyższych oficerów odstawić pod eskortą do Moskwy. W rezultacie tych decyzji
do korpusów orenburskiego i kaukaskiego, a także na Syberię trafiło blisko 30
tysięcy powstańców. Wyjątkowo - na żądanie dworu - potraktowano żołnierzy 4.
Liniowego Pułku Piechoty Królestwa Polskiego. Za swoją dzielność pod Olszynką
Grochowską mieli spędzić w wojskowych kamaszach przynajmniej dwadzieścia pięć
lat. Wkrótce dołączyli do nich karnie kierowani do służby
żołnierskiej "niepokorni" i "nieprawomyślni" z całego zaboru rosyjskiego.
Szczególnie wielu spośród tych ostatnich - profesor Wiesław Caban, znawca tej
problematyki, ocenia, że aż ponad 60 procent - dosłużyło się w armii carskiej
stopni podoficerskich. Dawniej mówiono, że oficerem można zostać z racji
urodzenia lub wykształcenia, feldfeblem (podoficerem) zaś tylko z gorliwości
w wykonywaniu poleceń przełożonych. Zatem tak musiano oceniać służbę polskich
patriotów na Kaukazie i na linii orenburskiej.
Bój
Mateusz Grydzewski, szeregowiec walczący na Kaukazie, niezwykle sugestywnie
opisał zdobywanie położonych na zboczach gór ufortyfikowanych ałusów
czeczeńskich. W czasie wyprawy księcia Woroncowa w 1847 roku przyszło mu
szturmować wieś Gorgebil. By zasłużyć na łaskę przełożonych, zgłosił się na
ochotnika do wspinania się po drabinie na szczyt murów obronnych. Nie było to
łatwe, ponieważ żołnierzy, którym się to powiodło, Czeczeni zabijali, a ich
odcięte głowy rzucali w kierunku nacierających. W końcu znudziło im się
miotać same głowy i wyrzucili całe ciało. Zwłoki trafiły akurat w drabinę
Grydzewskiego, Polak spadł i doznał, na szczęście, tylko lekkich potłuczeń.
Wacław Jurkowski, żołnierz Samodzielnego Korpusu Kaukaskiego, tak opisywał
bitwę z Czerkiesami, która przyniosła mu podoficerskie szlify: "Widzieli
zgubę górale, każdy rzucił się wściekle, jak tygrys, sam ginął z rozpaczy,
ale nie ginął nadaremnie, jeżeli nie więcej niż jednego przed sobą położył.
Ścięły się zajadle obie strony: Czerkiesi wdarli się w szeregi, żołnierze
mężnie nacierali, członki z tułowia leciały, trupy z konia waliły, konie pod
jeźdźcami padały". Jurkowski spisywał się na Kaukazie tak dzielnie, że mimo
iż z mocy wyroku pozbawiono go szlachectwa i przynależnych temu stanowi praw,
awansował na oficera i przywrócono mu szlachectwo.
Tylko osobista odwaga dawała szanse na przeżycie koszarowego koszmaru
Polacy służący w Orenburgu na skraju stepów kazachskich również mieli
trudnego przeciwnika. Otto Fiszer, urzędnik skarbowy z Kalisza
i "wywrotowiec", odznaczył się w 1853 roku przy zdobywaniu twierdzy Ak-Mechet
u granic Kokandu. W krytycznym momencie walk z grupą kilkunastu Polaków
rzucił się na umocnienia Turkmenów i przerwał je, co przyczyniło się do
zdobycia twierdzy, a Fiszerowi dało stopień oficerski. Nie powiodło się
natomiast jego dwóm przyjaciołom - Michałowi Bielikowiczowi i Karolowi
Pogorzelskiemu - obaj polegli w walce. Na miejscu ich śmierci towarzysze
usypali niewielki kurhanek i zaopatrzyli go w tablicę z napisem: "Najmłodsi,
najlepsi, najdzielniejsi". Dowódcą grupy szturmowej był inny Polak, pułkownik
Władysław Szkup, oficer z 1831 roku. Generał Wasyl Perowski, dowódca Korpusu
Orenburskiego, zawdzięczał jego talentowi taktycznemu otwarcie drogi do
podboju emiratów Chiwy i Buchary, czyli podboju przez Rosję Azji Środkowej, o
czym niejednokrotnie wspominał publicznie.
Wśród żołnierzy stacjonujących na Syberii panowało przekonanie, że lepiej
służyć na Kaukazie, bo tam łatwiej o awans z powodu ciągłych wojen z imamem
Szamilem, dowodzącym Czeczenami i mieszkańcami Dagestanu, i z Czerkiesami.
Książę Roman Sanguszko, adiutant generała Jana Skrzyneckiego służący jako
szeregowiec w Tobolsku, napisał więc prośbę o przeniesienie w rejon walk. Za
odwagę okazaną w bojach z góralami odznaczono go Orderem św. Stanisława oraz
awansowano na porucznika, mógł też wkrótce otrzymać dymisję z wojska. Książę
miał szczęście - przeżył. Awans na podoficera, a jeszcze lepiej - oficera,
podnosił szanse przynajmniej o kilkanaście procent i tu tkwi tajemnica
determinacji i odwagi Polaków służących w carskiej armii.
123