mako75
23.01.03, 01:15
Amerykanie zastanawiają się, czy postawić przed sądem dwóch swoich pilotów,
którzy w kwietniu 2002 roku przez pomyłkę ostrzelali kanadyjski oddział.
Czterech żołnierzy zginęło. Podczas pechowego lotu w żyłach pilotów krążyła
amfetamina, pobudzający narkotyczny preparat. Narkotyki w Ameryce są
nielegalne, ale te dała żołnierzom... armia. Oficjalnie. Okazało się, że
takie środki daje się żołnierzom od lat.
Zdaniem brytyjskich i amerykańskich komentatorów opisujących sprawę Kandaharu
amfetamina była stosowana podczas wojny zarówno przez Brytyjczyków, jak i
Niemców. Także w czasie brytyjskiej wojny o Falklandy. W Wietnamie zażywali
ją, ale też środki uspokajające, lotnicy i marynarze. Podawano ją również
podczas Pustynnej Burzy, w dawkach 5 mg. W zwalczaniu snu wykorzystuje się
również kofeinę, choć jest ona mniej skuteczna. Jest środkiem alternatywnym
dla amfetaminy.
Pentagon prowadzi badania mające umożliwić utrzymywanie żołnierzy i pilotów
bez snu przez... pięć dni. Poszukiwania Extended Performance War Fighter
(przedłużone działania wojenne) koncentrują się bardziej na genetyce i
neurologii niż na lekach. Jan Walker, rzecznik Agencji Badań Obronnych,
potwierdza, że Pentagon "wypracował skuteczny sposób odraczania snu".
- Jeśli nasi żołnierze będą mogli to robić, to zasadniczo zmieni się sposób
walki, będzie to rewolucja! Jeden z projektów zakłada "uchwycenie" mózgu
żołnierza za pomocą energii elektro-magnetycznej, zwanej TMS. Badania są
prowadzone w laboratoriach wydziału neurologicznego Uniwersytetu Columbia.
Kieruje nimi Yaakov Stern. - W razie potrzeby wystarczy odpowiednio sterować
mózgiem. Wiemy, które części odpowiadają za sen i możemy go odraczać. °
ołnierze będą mogli być aktywni niemal cały czas.
Kim są dwaj piloci, którzy w Afganistanie zrzucili bombę na sprzymierzeńców?
Bohaterami, którym przytrafiła się straszliwa pomyłka, czy oszołomionymi
narkotykiem kryminalistami? A może winna jest amerykańska wierchuszka, która
umożliwia swoim żołnierzom szprycowanie się środkami odurzającymi?
W bazie wojsk lotniczych Barksdale, w Bossier City w stanie Luizjana, jeszcze
przez tydzień najwyższej klasy specjaliści wojskowi i eksperci prawa
międzynarodowego będą się zastanawiać, jak rozsupłać węzeł kandaharski.
Dostarczono im liczący cztery tysiące stron raport, który przygotowała
działająca od ponad ośmiu miesięcy komisja śledcza. Mają ocenić, czy 37-
letniego majora Harry'ego Schmidta i 43-letniego majora Billa Umbacha
postawić przed sądem wojskowym. Jeśli tak - zawiśnie nad nimi wyrok 64 lat
więzienia. Swoje rekomendacje przedstawią jednak dowódcy bazy, porucznikowi
generałowi Bruce'owi Carlsonowi i dopiero on, przełożony pilotów, prześle
sprawę dalej. Ostateczny wyrok zapadłby wówczas kilka miesięcy później.
Pod przyjacielskim ogniem
17 kwietnia ubiegłego roku świat usłyszał, że pod Kandaharem, od tzw.
przyjacielskiego ognia, zginęło czterech kanadyjskich żołnierzy, a ośmiu
zostało rannych. F-16, z którego zrzucono naprowadzaną laserem bombę,
prowadzili oskarżeni obecnie Schmidt i Umbach. Jak się później okazało, w
chwili dramatu w ich żyłach krążyła amfetamina, narkotyczny preparat silnie
pobudzający ośrodkowy układ nerwowy, często wykorzystywany jako środek
odurzający. Piloci zażyli go godzinę przed tragicznym zdarzeniem.
Była to pierwsza śmierć kanadyjskich żołnierzy na polu walki od 50 lat, od
wojny koreańskiej. Premier Jean Chretien powiedział wówczas, że "okoliczności
tego dramatu są trudno wytłumaczalne". Dziennik Globe and Mail z Toronto
pisał na pierwszej stronie: "My jedziemy, by pomóc w ich wojnie, a oni do nas
strzelają". Przez Kanadę przetoczyła się fala protestów.
Wyszło na jaw, że "koks" w amerykańskiej armii jest czymś wręcz normalnym.
Przez żołnierzy bywa nazywany "go pills" (kop tabletki) lub speed. Ich
przyjmowanie jest dobrowolne. US Air Force udostępniają je zwłaszcza pilotom
na wojnie, których zadania bojowe trwają 8, 9, 10 lub więcej godzin. Po
powrocie z zadania natomiast dostają "non-go pills", tabletki uspokajające -
Ambien, które pomagają zasnąć. I tak na zmianę!
Podczas dochodzenia Schmidt przyznał, że w ciągu kilku tygodni służby na
Bliskim Wschodzie odbył dwanaście 10-godzinnych lotów w rejon wojny. Za
każdym razem zażywał tabletki "go", bo bez nich czuł się zbyt zmęczony. W
chwili dramatu obaj piloci kończyli 20-godzinny "dzień pracy".
Światowe agencje, powołując się na wypowiedzi anonimowych wojskowych piszą,
że amfetamina jest ważnym środkiem wspomagającym pilotów podczas wojny. Także
w Afganistanie i zbliżającym się ataku na Iraku. Była powszechnie stosowana w
wojnie Zatoki Perskiej w 1991 roku. Później zaczęto podejrzewać, że
przyczyniła się do kilku "ataków przyjacielskich", a żołnierze uzależniali
się od niej. W 1993 roku wycofano się z "go pills", ale po kilku latach "po
cichu" do nich wrócono.
Rzeczniczka Air Force, porucznik Jennifer Ferrau przyznaje, że tabletki są
stosowane w ramach "programu zarządzania zmęczeniem żołnierza". Ich działanie
dokładnie sprawdzono. - Dziesiątki lat badań nad skutecznością i
przydatnością. Naczelny lekarz wojskowy współpracuje w tej sprawie bardzo
ściśle z dowództwem. Nie stwierdzono związku między nimi a wypadkami.
Odnotowano natomiast 100-procentową skuteczność w redukowaniu zmęczenia.
Pułkownik Alvina Mitchell, szefowa wojskowych służb prasowych dodaje: - Nikt
nie musi ich przyjmować.
Wzrasta agresja
Pilotom, na podstawie "jasnych i przekonujących faktów", postawiono zarzut
nieprzestrzegania dyscypliny lotu, lekceważenia zasad prowadzenia
rozpoznania, użycia śmiertelnej broni i beztroską lekkomyślność w
przewidywaniu konsekwencji swojej akcji.
Osoby broniące pilotów przekonują, że to amfetamina jest winna tragedii. -
Czuli presję zażywania jej. Pozwalała im trwać w pogotowiu, być stale
gotowymi do nocnych lotów - mówi David Beck, jeden z adwokatów. Clifford
Saper, profesor neurologii Uniwersytetu Harvarda uważa, że tabletki "mogły
obniżyć ich zdolność do oceny umiejętności i sytuacji". Inni mówią o wzroście
agresji i paranoi.
GlaxoSmithKline, firma produkująca amfetaminowe tabletki pod nazwą Dexedrine
ostrzega, że mogą one osłabiać zdolność pacjenta do oceny jego możliwości,
zwłaszcza podczas obsługi maszyn lub prowadzenia pojazdu. Należy go o tym
informować. - Pilotom tego nie powiedziano - twierdzi Charles Gittins,
adwokat Schmidta.
Gittins sam był kiedyś pilotem marynarki wojennej. Zaprzecza, jakoby
przełożeni nie przymuszali do zażywania tego środka. - Czytasz po prostu
ulotkę, w której napisano, że jeśli jej nie zażyjesz, to zostaniesz strącony.
I to wystarcza.
Lot na haju
16 kwietnia 2002 roku Umbach i Schmidt wylecieli F-16 z bazy lotniczej Al
Jaber w Kuwejcie. Myśliwiec wystartował w kierunku wschodnim z szybkością 600
mil na godzinę, omijając przestrzeń powietrzną Iraku. Nad Pakistanem skręcili
na północ w stronę północno-wschodniego Afganistanu. Po czterogodzinnym locie
mieli krążyć nad Afganistanem i w razie potrzeby wspomóc siły lądowe.
Patrolowanie przebiegało bez zakłóceń, podobnie jak poprzednie loty, które
odbyli podczas ich pierwszego miesiąca pobytu na Bliskim Wschodzie. Około
godz. 1 w nocy zawrócili w stronę bazy. Obaj zażyli amfetaminę.
Po niecałej godzinie Schmidt zobaczył nad Kandaharem smugi pocisków
oświetlających, używanych przez siły lądowe do śledzenia strzałów. Połączył
się z najbliższą stacją kontroli lotów i zapytał, co ma robić? Według zapisu
otrzymał rozkaz: "Czekaj". Umbach odpowiedział: - Upewnijmy się, ach, to nie
są nasi.
Chwilę później Schmidt zobaczył więcej pocisków oświetlających. Ocenił, że są
one kierowane w ich stronę. Powiedział do stacji kontroli: - Wygląda na to,
że grupa ludzi ostrzeliwuje nas. Zaczynam się bronić.
Po chwili stwierdził: - Bomba zrzucona. Sygnał radiowy po