Amerykanie na prochach......

23.01.03, 01:15
Amerykanie zastanawiają się, czy postawić przed sądem dwóch swoich pilotów,
którzy w kwietniu 2002 roku przez pomyłkę ostrzelali kanadyjski oddział.
Czterech żołnierzy zginęło. Podczas pechowego lotu w żyłach pilotów krążyła
amfetamina, pobudzający narkotyczny preparat. Narkotyki w Ameryce są
nielegalne, ale te dała żołnierzom... armia. Oficjalnie. Okazało się, że
takie środki daje się żołnierzom od lat.


Zdaniem brytyjskich i amerykańskich komentatorów opisujących sprawę Kandaharu
amfetamina była stosowana podczas wojny zarówno przez Brytyjczyków, jak i
Niemców. Także w czasie brytyjskiej wojny o Falklandy. W Wietnamie zażywali
ją, ale też środki uspokajające, lotnicy i marynarze. Podawano ją również
podczas Pustynnej Burzy, w dawkach 5 mg. W zwalczaniu snu wykorzystuje się
również kofeinę, choć jest ona mniej skuteczna. Jest środkiem alternatywnym
dla amfetaminy.

Pentagon prowadzi badania mające umożliwić utrzymywanie żołnierzy i pilotów
bez snu przez... pięć dni. Poszukiwania Extended Performance War Fighter
(przedłużone działania wojenne) koncentrują się bardziej na genetyce i
neurologii niż na lekach. Jan Walker, rzecznik Agencji Badań Obronnych,
potwierdza, że Pentagon "wypracował skuteczny sposób odraczania snu".

- Jeśli nasi żołnierze będą mogli to robić, to zasadniczo zmieni się sposób
walki, będzie to rewolucja! Jeden z projektów zakłada "uchwycenie" mózgu
żołnierza za pomocą energii elektro-magnetycznej, zwanej TMS. Badania są
prowadzone w laboratoriach wydziału neurologicznego Uniwersytetu Columbia.
Kieruje nimi Yaakov Stern. - W razie potrzeby wystarczy odpowiednio sterować
mózgiem. Wiemy, które części odpowiadają za sen i możemy go odraczać. °
ołnierze będą mogli być aktywni niemal cały czas.


Kim są dwaj piloci, którzy w Afganistanie zrzucili bombę na sprzymierzeńców?
Bohaterami, którym przytrafiła się straszliwa pomyłka, czy oszołomionymi
narkotykiem kryminalistami? A może winna jest amerykańska wierchuszka, która
umożliwia swoim żołnierzom szprycowanie się środkami odurzającymi?

W bazie wojsk lotniczych Barksdale, w Bossier City w stanie Luizjana, jeszcze
przez tydzień najwyższej klasy specjaliści wojskowi i eksperci prawa
międzynarodowego będą się zastanawiać, jak rozsupłać węzeł kandaharski.
Dostarczono im liczący cztery tysiące stron raport, który przygotowała
działająca od ponad ośmiu miesięcy komisja śledcza. Mają ocenić, czy 37-
letniego majora Harry'ego Schmidta i 43-letniego majora Billa Umbacha
postawić przed sądem wojskowym. Jeśli tak - zawiśnie nad nimi wyrok 64 lat
więzienia. Swoje rekomendacje przedstawią jednak dowódcy bazy, porucznikowi
generałowi Bruce'owi Carlsonowi i dopiero on, przełożony pilotów, prześle
sprawę dalej. Ostateczny wyrok zapadłby wówczas kilka miesięcy później.

Pod przyjacielskim ogniem

17 kwietnia ubiegłego roku świat usłyszał, że pod Kandaharem, od tzw.
przyjacielskiego ognia, zginęło czterech kanadyjskich żołnierzy, a ośmiu
zostało rannych. F-16, z którego zrzucono naprowadzaną laserem bombę,
prowadzili oskarżeni obecnie Schmidt i Umbach. Jak się później okazało, w
chwili dramatu w ich żyłach krążyła amfetamina, narkotyczny preparat silnie
pobudzający ośrodkowy układ nerwowy, często wykorzystywany jako środek
odurzający. Piloci zażyli go godzinę przed tragicznym zdarzeniem.

Była to pierwsza śmierć kanadyjskich żołnierzy na polu walki od 50 lat, od
wojny koreańskiej. Premier Jean Chretien powiedział wówczas, że "okoliczności
tego dramatu są trudno wytłumaczalne". Dziennik Globe and Mail z Toronto
pisał na pierwszej stronie: "My jedziemy, by pomóc w ich wojnie, a oni do nas
strzelają". Przez Kanadę przetoczyła się fala protestów.

Wyszło na jaw, że "koks" w amerykańskiej armii jest czymś wręcz normalnym.
Przez żołnierzy bywa nazywany "go pills" (kop tabletki) lub speed. Ich
przyjmowanie jest dobrowolne. US Air Force udostępniają je zwłaszcza pilotom
na wojnie, których zadania bojowe trwają 8, 9, 10 lub więcej godzin. Po
powrocie z zadania natomiast dostają "non-go pills", tabletki uspokajające -
Ambien, które pomagają zasnąć. I tak na zmianę!

Podczas dochodzenia Schmidt przyznał, że w ciągu kilku tygodni służby na
Bliskim Wschodzie odbył dwanaście 10-godzinnych lotów w rejon wojny. Za
każdym razem zażywał tabletki "go", bo bez nich czuł się zbyt zmęczony. W
chwili dramatu obaj piloci kończyli 20-godzinny "dzień pracy".

Światowe agencje, powołując się na wypowiedzi anonimowych wojskowych piszą,
że amfetamina jest ważnym środkiem wspomagającym pilotów podczas wojny. Także
w Afganistanie i zbliżającym się ataku na Iraku. Była powszechnie stosowana w
wojnie Zatoki Perskiej w 1991 roku. Później zaczęto podejrzewać, że
przyczyniła się do kilku "ataków przyjacielskich", a żołnierze uzależniali
się od niej. W 1993 roku wycofano się z "go pills", ale po kilku latach "po
cichu" do nich wrócono.

Rzeczniczka Air Force, porucznik Jennifer Ferrau przyznaje, że tabletki są
stosowane w ramach "programu zarządzania zmęczeniem żołnierza". Ich działanie
dokładnie sprawdzono. - Dziesiątki lat badań nad skutecznością i
przydatnością. Naczelny lekarz wojskowy współpracuje w tej sprawie bardzo
ściśle z dowództwem. Nie stwierdzono związku między nimi a wypadkami.
Odnotowano natomiast 100-procentową skuteczność w redukowaniu zmęczenia.

Pułkownik Alvina Mitchell, szefowa wojskowych służb prasowych dodaje: - Nikt
nie musi ich przyjmować.

Wzrasta agresja

Pilotom, na podstawie "jasnych i przekonujących faktów", postawiono zarzut
nieprzestrzegania dyscypliny lotu, lekceważenia zasad prowadzenia
rozpoznania, użycia śmiertelnej broni i beztroską lekkomyślność w
przewidywaniu konsekwencji swojej akcji.

Osoby broniące pilotów przekonują, że to amfetamina jest winna tragedii. -
Czuli presję zażywania jej. Pozwalała im trwać w pogotowiu, być stale
gotowymi do nocnych lotów - mówi David Beck, jeden z adwokatów. Clifford
Saper, profesor neurologii Uniwersytetu Harvarda uważa, że tabletki "mogły
obniżyć ich zdolność do oceny umiejętności i sytuacji". Inni mówią o wzroście
agresji i paranoi.

GlaxoSmithKline, firma produkująca amfetaminowe tabletki pod nazwą Dexedrine
ostrzega, że mogą one osłabiać zdolność pacjenta do oceny jego możliwości,
zwłaszcza podczas obsługi maszyn lub prowadzenia pojazdu. Należy go o tym
informować. - Pilotom tego nie powiedziano - twierdzi Charles Gittins,
adwokat Schmidta.

Gittins sam był kiedyś pilotem marynarki wojennej. Zaprzecza, jakoby
przełożeni nie przymuszali do zażywania tego środka. - Czytasz po prostu
ulotkę, w której napisano, że jeśli jej nie zażyjesz, to zostaniesz strącony.
I to wystarcza.

Lot na haju

16 kwietnia 2002 roku Umbach i Schmidt wylecieli F-16 z bazy lotniczej Al
Jaber w Kuwejcie. Myśliwiec wystartował w kierunku wschodnim z szybkością 600
mil na godzinę, omijając przestrzeń powietrzną Iraku. Nad Pakistanem skręcili
na północ w stronę północno-wschodniego Afganistanu. Po czterogodzinnym locie
mieli krążyć nad Afganistanem i w razie potrzeby wspomóc siły lądowe.

Patrolowanie przebiegało bez zakłóceń, podobnie jak poprzednie loty, które
odbyli podczas ich pierwszego miesiąca pobytu na Bliskim Wschodzie. Około
godz. 1 w nocy zawrócili w stronę bazy. Obaj zażyli amfetaminę.

Po niecałej godzinie Schmidt zobaczył nad Kandaharem smugi pocisków
oświetlających, używanych przez siły lądowe do śledzenia strzałów. Połączył
się z najbliższą stacją kontroli lotów i zapytał, co ma robić? Według zapisu
otrzymał rozkaz: "Czekaj". Umbach odpowiedział: - Upewnijmy się, ach, to nie
są nasi.

Chwilę później Schmidt zobaczył więcej pocisków oświetlających. Ocenił, że są
one kierowane w ich stronę. Powiedział do stacji kontroli: - Wygląda na to,
że grupa ludzi ostrzeliwuje nas. Zaczynam się bronić.

Po chwili stwierdził: - Bomba zrzucona. Sygnał radiowy po
    • mako75 c.d 23.01.03, 01:17
      Po chwili stwierdził: - Bomba zrzucona. Sygnał radiowy potwierdził, że dotarła
      do celu.

      Dziesięć sekund później kontroler rozkazał: "Zostaw! Kandaharczycy nasi".

      Umbach zapytał: - Możesz potwierdzić, że oni strzelali do nas?

      Kontroler: - Jesteście czyści, to była samoobrona.

      - Mam nadzieję, że tak trzeba było zrobić - powiedział Schmidt do Umbacha.

      - Ja też - odparł Umbach. Zawrócili do Kuwejtu.

      W byłym obozie al-Kaidy Tarnak Farm nocne ćwiczenie ataku na czołgi prowadziło
      15 kanadyjskich żołnierzy. Wykorzystywali różnego rodzaju broń. Bomba odpalona
      przez Schmidta wylądowała niecały metr od stanowiska ich broni maszynowej. Na
      miejscu zginęli Marc Leger, Ainsworth Dyer, Richard Green i Nathan Smith.

      Tydzień po tragicznym wydarzeniu obaj piloci zostali odesłani do domu

      "Kulisy"

      Fajnie.....mam nadzieje że podczas ćwiczeń w Polsce oni nie lataja nawaleni....

      Pozdrawiam
      • Gość: Słoju pytanko IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 23.01.03, 14:36
        Możesz podać jakieś wiarygodne źródło tych informacji, zwłaszcza dotyczących
        stosowania amfy?
        Pozdr
        • mako75 Re: pytanko 23.01.03, 15:35
          Rzeczniczka Air Force, porucznik Jennifer Ferrau przyznaje, że tabletki są
          stosowane w ramach "programu zarządzania zmęczeniem żołnierza"

          Pułkownik Alvina Mitchell, szefowa wojskowych służb prasowych dodaje: - Nikt
          nie musi ich przyjmować.


          Myślisz że kłamią???

          Pozdrawiam
          • Gość: Słoju Re: pytanko IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.01.03, 14:12
            Żle mnie zrozumiałeś. Chodzi mi o to gdzie o tym wszystkim przeczytałeś.
            Pozdr
    • Gość: michal_pilot Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.arc.nasa.gov 23.01.03, 01:25
      z tego co czytalem wina jest pilotow i nikogo wiecej. Po
      pierwsze byli za nisko - taka artyleria by im wogole nie
      grozila jakby lecieli troche wyzej, po drugie mieli
      rozkaz "hold off" czyli nie zrzucania az ten samolot
      dowodczy dalby im pozwolenie. Nie posluchali. Pewnie
      skonczy sie sadem wojskowy. W zadne pigulki nie wierze,
      ci faceci chcieli "cos" zrzucic i znalezli pretekst.
      • mako75 Re: Amerykanie na prochach...... 23.01.03, 01:41
        Gość portalu: michal_pilot napisał(a):

        > z tego co czytalem wina jest pilotow i nikogo wiecej. Po
        > pierwsze byli za nisko - taka artyleria by im wogole nie
        > grozila jakby lecieli troche wyzej, po drugie mieli
        > rozkaz "hold off" czyli nie zrzucania az ten samolot
        > dowodczy dalby im pozwolenie. Nie posluchali. Pewnie
        > skonczy sie sadem wojskowy. W zadne pigulki nie wierze,
        > ci faceci chcieli "cos" zrzucic i znalezli pretekst.


        Nie problem w tym czy wykonywali rozkaz czy nie....Tu nie o to chodzi...

        Tu chodzi o to że armia amerykańska nakłania ich do brania amfetaminy w imie
        skuteczności.
        To dziła ale do czasu...Po pewnym czasie następuje otępienie organizmu wywołane
        wcześniejszym działaniem amfy....Problem polega na przewidzeniu kiedy
        amfetamina przestanie działać. Jest to uzależnione od zbyt wielu czynników aby
        móc to przewidziec. Totyle od strony psychicznej im medycznej.
        Zauważ że nikt nie zaprzecza że im się podaje te amfe.

        Pozdrawiam
        • Gość: michal_pilot Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.arc.nasa.gov 23.01.03, 01:54

          > Zauważ że nikt nie zaprzecza że im się podaje te amfe.

          Fajnie. Ja twierdze ze to ma ZEROWY wplyw na ta sprawe.
          • mako75 Re: Amerykanie na prochach...... 23.01.03, 02:04
            A jeżeli zderzą sie dwa samochody, a kierowca jednego z nich będzie pod wpływem
            narkotyków to czy to ma wpływ na sprawe czy nie????

            Clifford Saper, profesor neurologii Uniwersytetu Harvarda uważa, że
            tabletki "mogły obniżyć ich zdolność do oceny umiejętności i sytuacji". Inni
            mówią o wzroście agresji i paranoi. GlaxoSmithKline, firma produkująca
            amfetaminowe tabletki pod nazwą Dexedrine
            ostrzega, że mogą one osłabiać zdolność pacjenta do oceny jego możliwości,
            zwłaszcza podczas obsługi maszyn lub prowadzenia pojazdu.

            Narkotyk zawsze ma wpływ na działanie...i napewno fajnie to nie wygląda.
            • Gość: being28 Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.icpnet.pl 23.01.03, 09:30
              Prochy stosowane od dawna. 2 wojna swiatowa: zalogi Catalin i Liberatorow w
              dalekich lotach, inni podejrzewam tez. W dalszej czesci cytowanego artykulu
              jest wzmianka o spirytusie (100 na glowe:)))) na froncie wschodnim, a nawet o
              polskich zapasach wodki na czas wojny.

              Chyba lepsza amfa niz dzbanek kawy w samolocie:)
            • Gość: Maks Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.acn.pl 23.01.03, 11:29
              mako75 napisał:

              > A jeżeli zderzą sie dwa samochody, a kierowca jednego z nich będzie pod
              wpływem
              > narkotyków to czy to ma wpływ na sprawe czy nie????

              Może, ale nie musi. Równie dobrze całkowitą winę za spowodowanie wypadku może
              ponosić kierowca który nic nie brał.

              > Clifford Saper, profesor neurologii Uniwersytetu Harvarda uważa, że
              > tabletki "mogły obniżyć ich zdolność do oceny umiejętności i sytuacji". Inni
              > mówią o wzroście agresji i paranoi. GlaxoSmithKline, firma produkująca
              > amfetaminowe tabletki pod nazwą Dexedrine
              > ostrzega, że mogą one osłabiać zdolność pacjenta do oceny jego możliwości,
              > zwłaszcza podczas obsługi maszyn lub prowadzenia pojazdu.

              Firmy zabezpieczają się w ten sposób przed możliwością zaskarżenia ich i
              próbami wyciągnięcia odszkodowań. Podobne napisy są na prawie każdym leku bo
              prawie każdy ma jakieś działanie uboczne.

              > Narkotyk zawsze ma wpływ na działanie...

              Oczywiście, gdyby nie działał nie byłoby sensu go brać. Pytanie tylko czy
              negatywy jego działania stanowią minimalny margines możliwy do zaakceptowania.
              Przypominam że mamy doczynienia z wojną i sytuacjami ekstremalnymi, a nie jazdą
              samochodem nawet po najbardziej zatłoczonej ulicy. Gdyby skutki stosowania amfy
              były naprawdę poważne, byłoby to jaskrawo widoczne już dawno, skoro jest ona
              na wojnach podawana od 60 lat. Szczególnie w USA mnożyłyby się procesy o
              odszkodowania wytaczane przez uzależnionych pilotów.
              Pozdr.
              • Gość: Tommy Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.net.pl 25.01.03, 18:41
                Gość portalu: Maks napisał(a):

                > Może, ale nie musi. Równie dobrze całkowitą winę za spowodowanie wypadku może
                > ponosić kierowca który nic nie brał.

                A znasz kodeks drogowy?? Nawet jakby w spokojnie jadacego goscia na haju walnal
                z predkoscia 100 kmh tir to i tak by byla jego wina. I prawidlowo.


                Ostatnio czytalem w Polityce artykul o amfie. Ze studenci biora, ze trzeba cos
                z tym zrobic, ze ten problem istnieje tez w Stanach... A tutaj młodzi ludzie
                maja wzor nasladowania - bierz amfe, przeciez nawet wojsko to bierze, a skoro
                oni biora to to jest zdrowe.
                Poza tym nie oszukujmy sie, ze jest to dobrowolne. Tak samo dobrowolne sa
                pochody na czesc Kima w N Korei.

                Tommy
                • Gość: Maks Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.acn.pl 25.01.03, 23:28
                  Gość portalu: Tommy napisał(a):

                  > A znasz kodeks drogowy?? Nawet jakby w spokojnie jadacego goscia na haju
                  walnal
                  > z predkoscia 100 kmh tir to i tak by byla jego wina. I prawidlowo.

                  Bzdura! Wracaj na forum swiat albo kraj ze swoimi odkrywczymi myślami.
                  • Gość: Tommy Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.net.pl 26.01.03, 15:33
                    Gość portalu: Maks napisał(a):

                    > Bzdura! Wracaj na forum swiat albo kraj ze swoimi odkrywczymi myślami.

                    A co to ma do rzeczy?
                    • Gość: Maks Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.acn.pl 27.01.03, 11:04
                      Gość portalu: Tommy napisał(a):

                      > A co to ma do rzeczy?

                      To że wypisujesz głupoty, tak jak większość userów na forum kraj i świat.
                      Upraszczając - podstawą odpowiedzialności w prawie karnym jest WINA. Nie ma
                      winy - nie ma kary. Wracając do twojego przykładu- jeżeli samochodem jedzie
                      pijany (naćpany)kierowca i robi to absolutnie zgodnie z przepisami, a z tyłu
                      najedzie na niego kierowca trzeźwy, to właśnie on odpowiada za spowodowanie
                      wypadku - bo to on jest winny. Oczywiście kierowca pijany także będzie
                      odpowiadał, ale za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, i to niezależnie
                      od tego czy uczestniczył w wypadku czy nie. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
                      Ale skończmy ten temat bo z militariami nie ma on nic wspólnego.
                      • Gość: Tommy Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.net.pl 27.01.03, 13:26
                        Gość portalu: Maks napisał(a):

                        > Gość portalu: Tommy napisał(a):
                        >
                        > > A co to ma do rzeczy?
                        >
                        > To że wypisujesz głupoty, tak jak większość userów na forum kraj i świat.
                        > Upraszczając - podstawą odpowiedzialności w prawie karnym jest WINA. Nie ma
                        > winy - nie ma kary. Wracając do twojego przykładu- jeżeli samochodem jedzie
                        > pijany (naćpany)kierowca i robi to absolutnie zgodnie z przepisami, a z tyłu
                        > najedzie na niego kierowca trzeźwy, to właśnie on odpowiada za spowodowanie
                        > wypadku - bo to on jest winny. Oczywiście kierowca pijany także będzie
                        > odpowiadał, ale za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, i to niezależnie
                        > od tego czy uczestniczył w wypadku czy nie. Jedno z drugim nie ma nic
                        wspólnego
                        > .
                        > Ale skończmy ten temat bo z militariami nie ma on nic wspólnego.


                        Hehe, nie dos ze bedzie winny to jeszcze prawko mu zabiora i przed sadem
                        posadza. Naiwny jestes.
      • Gość: Maks Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.acn.pl 23.01.03, 10:56
        Całkowicie zgadzam się z Michałem. Sprawą zajmują się adwokaci, więc każdy
        powód jest dobry żeby wykorzystać go dla swoich celów. Wcale bym się nie
        zdziwił gdyby zaczęli się powoływać np. na "pomroczność jasną".
        Pozdr.
    • Gość: agon Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.tpgi.com.au / *.tpgi.com.au 25.01.03, 03:49
      spirytus,wodke,amfetamine i inne narkotyki podawalo sie i podaje
      zolnierzom,zeby pokonac glownie!! uczucie STRACHU .
      W armii amerykanskiej zaczelo sie to na olbrzymia skale w Wietnamie(wladze
      przymykaly oczy),w Pustynnej Burzy masowo podawano narkotyki jako "srodki
      przeciwko broni chemicznej",kolejne konflikty to Jugoslawia,Afganistan gdzie
      juz OFICJALNE bez owijanie w bawelne stosuje sie narkotyki.
      • Gość: Tommy Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.net.pl 25.01.03, 18:45
        Gość portalu: agon napisał(a):

        > spirytus,wodke,amfetamine i inne narkotyki podawalo sie i podaje
        > zolnierzom,zeby pokonac glownie!! uczucie STRACHU .
        > W armii amerykanskiej zaczelo sie to na olbrzymia skale w Wietnamie(wladze
        > przymykaly oczy),w Pustynnej Burzy masowo podawano narkotyki jako "srodki
        > przeciwko broni chemicznej",kolejne konflikty to Jugoslawia,Afganistan gdzie
        > juz OFICJALNE bez owijanie w bawelne stosuje sie narkotyki.

        Hmmm to jak moja babcia boi sie wychodzic w nocy z domu to powinna brac
        narkotyki? Tez przeciez ktos ja moze zabic.

        Tommy
        • Gość: agon Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.tpgi.com.au / *.tpgi.com.au 27.01.03, 02:40
          Gość portalu: Tommy napisał(a):

          > Gość portalu: agon napisał(a):
          >
          > > spirytus,wodke,amfetamine i inne narkotyki podawalo sie i podaje
          > > zolnierzom,zeby pokonac glownie!! uczucie STRACHU .
          > > W armii amerykanskiej zaczelo sie to na olbrzymia skale w Wietnamie(wladze
          >
          > > przymykaly oczy),w Pustynnej Burzy masowo podawano narkotyki jako "srodki
          >
          > > przeciwko broni chemicznej",kolejne konflikty to Jugoslawia,Afganistan gdz
          > ie
          > > juz OFICJALNE bez owijanie w bawelne stosuje sie narkotyki.
          >
          > Hmmm to jak moja babcia boi sie wychodzic w nocy z domu to powinna brac
          > narkotyki? Tez przeciez ktos ja moze zabic.
          >
          > Tommy

          sprobuj babci zaaplikowac "lornete" tzn 2x50 gram i przekonasz sie ,ze babcia
          bedzie spacerowala sobie po nocy (po jaka cholere babcia ma wychodzic z domu
          akurat w nocy??) bez zadnej obawy.
    • Gość: P-51 Re: Amerykanie na prochach...... IP: *.sympatico.ca 25.01.03, 18:02
      Takie czy inne srodki "boostujace" byly, sa i najprawdopodobniej beda podawane,
      czy to w sposob jawny, czy tez bez wiedzy zolnierza we wszystkich armiach
      swiata. O pozytywach czy tez negatywach tego procederu trudno w tej chwili
      dyskutowac. Mnie natomiast po obejzeniu calego incydentu zarejestrowanego na
      kamerze termowizyjnej i wysluchaniu dialogu miedzy zaloga a dowodztwem
      przerazilo jedno: kompletny brak dyscypliny i lekcewazenie rozkazow. Z obrazu
      wcale nie wynikalo, by ogien byl prowadzony w kierunku samolotu, a reakcja
      pilotow bardziej przypominala ta z filmow Hollywood, niz powaznie prowadzonych
      dzialan wojennych.
Pełna wersja