Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej

30.06.06, 09:10
Gross wydaje nową książkę o stosunkach Polaków do Żydów.Mam pytanie jak było
na prawdę?
+Polacy ukrywali i pomagali Żydom narażając swoje życie(tylko w GG groziła za
pomoc Żydom kara śmierci)
+Informowali świat o tragedii Żydów.
-Smalcowniki
-Okradanie Żydów
-Wydawanie Niemcom
-Mordowanie Żydów dla zysku(przypadki takie były ale nie miały one
charakteru masowego)
Żydzi
-Stosunek Żydów do wkraczającej 17 września Armii Czerwonej i otwarta
kolaboracja w organach represji.
(Czy czasem Żydzi amerykańscy nie chcą zwalić na innych przemilczając swoją
obojętność na tragedię żydów w czasie II wojny Światowej)-wspomnienia
Karskiego.
    • radek-kirschbaum Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 30.06.06, 10:22
      zawsze jest tak, że mówiąc o jednostkach próbujemy generalizować przypadki i
      budowac na ich bazie obraz całych społeczności.
      zarówno ratowanie żydów, jak i ich mordowanie to były przpadki skrajne. obie
      społeczności stsrały sie przetrwac, z tym że Zydzi jako przeznaczeni do gazu w
      pierwszej kolejności mieli najzwyczajniej mniejsze szanse. Reszta to syndrom
      zamknięcia dwóch ofiar na niewilekiej przestrzeni. czasem nie trzeba nic robić,
      wystarczy tylko ograniczac im dostęp do rzeczy dających przetrwanie.

      Wszelkie generalizacje, np. niektórzy Polacy wydawali Żydów, ale oni są sobie
      winni bo popierali Armie Czerwoną, są w znacznej mierze moralnie szyte grubymi
      nicmi, poczynając od tego że stosują odpowiedzialność zbiorową. Odpowiedzialność
      zbiorowa oznacza, że jeżeli jakiś Zyd poparł czerwonego komisarza na Ukrainie,
      to ktoś inny jakoby jest moralnie rozgrzeszony z zabicia żydowskiej dziewczynki
      łopatą na białostoczczyźnie.
      Ładna konstrukcja?
      Chyba nie.
      Więc może sobie darujmy.

      • 1974m2 Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 30.06.06, 12:06
        Zgadzam się z tobą że wszelkie generalizacje nie mają sensu,ale wytłumaczmi dla
        czego próbuje się przedstawić Polskę i Polaków jako współodpowiedzialnych za
        Holokaust, wyciągając niektóre haniebne wypadki które nie mogą i nie powinny
        obejmować całego narodu polskiego?
        Czy takie postępowanie nie wpływa na wzrost nieufności między Polakami a Żydami?
        Więcej marszów żywych wspólnych spotkań młodzieży polskiej i żydowskiej,
        wzajemny kontakt zawsze pozwala pozbyć się wszelkich sterotypów.Antysemici
        którzy nie widzieli na oczy Żyda.Czy Żydzi którzy uważają że oprócz obozów w
        Polsce nic nie istnieje.Oczywiście my też jestesmy sobie winni gdyż teraz jest
        w Polsce jest przyzwolenie odgórne na pewne osoby czy organizacje które
        przedstawiają nas w złym w świecie.
        • radek-kirschbaum Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 30.06.06, 12:29
          nie czytałem książki na jaką we wstepie się powołujesz, wię c trudno mi sie do
          niej odnieść. Zwalanie wina za holocaust na Polaków jest takim samym myleniem
          sprawców jak zwalanie winy za zbrodnie komunizm na Gruzinów (Stalin przeciez był
          Gruzinem!). Całe szczęscie są głosy ludzi prawych i o duzym autorytecie jak
          Edelman czy Bartoszewski, którzy przy każdej okazji podkreślaja, że nie może byc
          relatywizacji zbrodni Holocaustu, który opócz tego że miał twarze poszczególnych
          sprawców był akceptowaną polityką PAŃSTWA NIEMIECKIEGO.

          a skąd się biora próby przewalania winy? No z tego że to rzeczywiście wyjątkowej
          obrzydliwości zbrodnia i pamiec o niej uwiera. Uwiera sprawców, współsprawców,
          milczących aliantów którzy zrobili niewiele. Ogrom tej zbrodni jest taki, że w
          zasadzie nie ma niewinnych. Podobnie jak ogrom zbrodni komunistycznych. Nikt nie
          chce czegos takiego dzwigać samotnie w swojej świadomosci.

          I stąd z jednej strony próby relatywizacji samej zbrodni. Z drugiej p[róby
          relatywizacji sprawstwa.

          Simon Wiesenthal mimo rolzicznych krwiożerczych intencji, powtrzał zawsze, że
          zbrodnia ma twarz, imie nazwisko, za zbrodnia stoja konkretni ludzie i on im
          wypowiedział wojne w granicach prawa.
          • wladca_pierscienii Re: antypolonizm Grossa 06.07.06, 12:38
            radek-kirschbaum napisał:

            > nie czytałem książki na jaką we wstepie się powołujesz, wię c trudno mi sie do
            > niej odnieść.
            serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3462476.html?as=1&ias=3
    • wladca_pierscienii żydowski antypolonizm = antysemityzm 07.07.06, 08:28
      1974m2 napisał:

      > Gross wydaje nową książkę o stosunkach Polaków do Żydów.Mam pytanie jak było
      > na prawdę?
      > (...)
      > (Czy czasem Żydzi amerykańscy nie chcą zwalić na innych przemilczając swoją
      > obojętność na tragedię żydów w czasie II wojny Światowej)-wspomnienia
      > Karskiego

      Polacy dla Żydó zagranicznych to taki sam "kozioł ofiarny" jakim dla
      niemieckich nazistów byli Żydzi

      ten Gross gdyby nie był Żydem, to byłby antysemitą
      ma dokładnie taki sam charakter i mentalność
      • wladca_pierscienii Re: żydowski antypolonizm = antysemityzm 11.07.06, 14:16
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=539&w=31755460&a=31755460
        " w niedzielę 6 listopada w telewizji podali do wiadomości, że pewien poseł z
        PiS-u znalazł taką informację w centrum Simona Wiesenthala:
        "POLAND:
        Location: republic in E. Central Europe
        Jewish Presence: from early 11th century
        Jewish Pop. 1939: 3,351,000
        Fate of the Jews: ghettoized and deported to death camps. About 2,982,000
        were murdered. 900 years of Jewish life came to an end. Anti-Semitism in
        Poland continues today. "
        (strona została zlikwidowana, tekst znalazłem z trudem w archiwum Google)

        zgłosił to im, że to niesłusznie sugeruje polskie sprawstwo Holokaustu

        BEZ rezultatu !

        więc zgłosił to do polskiej prokuratury
        w niedzielę 6 istopada jakiś urzędnik podał, że BIEGŁY ma to przetłumaczyć do
        połowy listopada

        SIEDEM zdań napisanych bardzo prostym angielskim ma być tłumaczone ponad
        tydzień ! ! ! "

        przez to wydarzenie pierwszy raz w życiu uwierzyłem w antysemickie terorie
        z jedenj strony sku..syństwo z zagranicy
        z drugiej strony solidarność z tymi sku..synami ze strony polskich wysokich
        urzędników państwowych grających na zwłokę
        przecierz te kilka zdań można pisemnie przetłumaczyć w kilka minut, a nie kilka
        dni


        ***************************************
        inna sprawa: kilka lat temu pewien Polak z Australii zaprotestował przeciwko
        sformułowaniu z tamtejszych kręgów żydowskich o :
        "nazistowskich obozach zagłady w Polsce"
    • wladca_pierscienii Kielce 1946 - prowokacja UB ??? 07.07.06, 08:58
      wiadomosci.onet.pl/1345035,1292,1,kioskart.html
      Ryszard Terlecki/03.07.2006 10:23
      "Gość Niedzielny"

      Letni dzień na umieranie
      Badacze do dziś spierają się o polityczne motywy, jakie kierowały sprawcami
      masakry.
      Jak to się stało, że w rok po zakończeniu wojny w Polsce, w której niemal
      wszyscy żydowscy obywatele zostali wymordowani przez Niemców, doszło do napaści
      na tych nielicznych ocalałych z zagłady?
      W 1946 roku komuniści byli wciąż słabi. Podtrzymywane były jeszcze rozmaite
      kontakty z wolnym światem, starano się więc o zachowanie przynajmniej pozorów
      demokracji. Tolerowano istnienie opozycyjnego Polskiego Stronnictwa Ludowego, a
      nawet zaproponowano – jako test przedwyborczy – przeprowadzenie referendum, w
      którym obywatele mogliby wypowiedzieć się w sprawie politycznych i
      gospodarczych zmian, wprowadzanych przez komunistów. Odbyło się ono 30 czerwca
      1946 roku, a po kilku dniach obliczeń jego wyników okazało się, że dla
      komunistów wypadło zdecydowanie niekorzystnie.

      Niewygodne fałszerstwo


      W pierwszych dniach lipca kierownictwo rządzącej Polskiej Partii Robotniczej
      podjęło decyzję o konieczności sfałszowania wyników. Zanim je ogłoszono, a
      nastąpiło to 12 lipca, liczono się już z nieuchronną reakcją światowej opinii
      publicznej, z coraz większą uwagą śledzącej wydarzenia po sowieckiej
      stronie „żelaznej kurtyny”. Oburzenie Zachodu na wiadomość o sfałszowaniu
      referendum w Polsce szczególnie było nie na rękę Sowietom, planującym dalsze
      rozszerzanie swojej strefy wpływów w Europie. Tym bardziej, że zaledwie dwa
      miesiące wcześniej zachodnia prasa obszernie informowała o tłumieniu
      studenckich i uczniowskich protestów w związku z zakazem świętowania rocznicy
      Konstytucji 3 maja.

      W tym samym czasie, gdy w gronie kilku osób ustalano „prawdziwy” wynik
      referendum, doszło do zdarzenia, którego okoliczności do dziś nie udało się w
      pełni wyjaśnić. 4 lipca 1946 roku w Kielcach parutysięczny tłum zaatakował
      budynek zamieszkany przez polskich Żydów i zamordował czterdzieści osób.
      Wstrząs, jaki w rok po zakończeniu wojny i uwolnieniu żydowskich niedobitków z
      niemieckich obozów wywołały wiadomości o kieleckiej masakrze, zwrócił uwagę
      mediów całego świata na wydarzenia w Polsce. Przez kilka dni podawano wciąż
      nowe informacje, uzupełniano je o kolejne szczegóły, śledzono reakcję władz i
      społeczeństwa. Po kilku dniach – co oczywiste – zainteresowanie Polską opadło.
      Wobec tego przesytu doniesieniami z Polski, wiadomości o sfałszowanych wynikach
      referendum pojawiły się jedynie w formie niewielkich wzmianek, drukowanych na
      dalszych stronach dzienników.

      Śmierć w południe

      Czy zbieżność dat i korzyść, jaką z tragicznego wydarzenia odnieśli komuniści,
      nie świadczyła o celowej i zaplanowanej prowokacji, zacierającej ślady
      cynicznego fałszerstwa? Najście milicji, później także żołnierzy na budynek
      zamieszkany przez Żydów, a następnie szturm rozjuszonego tłumu przyjęło się
      nazywać pogromem, co mogłoby sugerować wyłącznie spontaniczny charakter tej
      zbrodni. Chociaż odtworzenie przebiegu wydarzeń wydaje się proste, przez
      sześćdziesiąt lat – także po 1989 r., gdy możliwe już były rzetelne badania
      historyczne, a publikacji nie krępowała cenzura – nikt nie zdołał udowodnić
      ubeckiej prowokacji. A przecież tak wiele na nią wskazywało i wskazuje.

      1 lipca zaginął 9-letni chłopiec, o czym jego ojciec tego samego dnia wieczorem
      zawiadomił milicję. Chłopiec odnalazł się 3 lipca i według jednej z wersji
      wydarzeń okazało się, że samowolnie, przygodnie zatrzymaną furmanką, pojechał
      do krewnych mieszkających na podkieleckiej wsi. Jednak ojciec chłopca,
      zgłaszając na posterunku milicji fakt jego odnalezienia, zeznał równocześnie,
      że syn był przetrzymywany w piwnicy domu przy ulicy Planty przez jednego z
      mieszkających tam Żydów. W feralny czwartek 4 lipca około godz. 8.00 rano kilku
      milicjantów wraz z chłopcem i jego ojcem wyruszyło z posterunku do znajdującego
      się w pobliżu domu na ulicy Planty i tam aresztowało wskazanego przez chłopca
      mężczyznę.

      Dotąd nic jeszcze nie zapowiadało tragedii. Przewodniczący miejscowego Komitetu
      Żydowskiego interweniował na posterunku milicji, domagając się uwolnienia
      aresztowanego i zapewniając, że w budynku na ulicy Planty w ogóle nie ma
      piwnicy. Dowódca posterunku wysłał więc kilkuosobowy patrol, aby wyjaśnił
      wszystkie okoliczności wydarzenia. Milicjanci pobieżnie przeszukali dom, ale w
      tym czasie na podwórzu i na ulicy gromadziło się coraz więcej gapiów,
      obserwujących działania milicji. Napięcie rosło, przybyła kolejna grupa
      milicjantów oraz cywilnych funkcjonariuszy UB, podjęto też pierwszą próbę
      rozproszenia gromadzącego się tłumu.

      Około godz. 10.00 wydarzenia tracą swój logiczny sens, nie sposób ustalić
      kolejności faktów ani znaleźć dla nich racjonalnego uzasadnienia. Przed domem
      pojawia się kilkudziesięcioosobowy oddział wojska, w tym spora grupa żołnierzy
      Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), podległego resortowi bezpieczeństwa.
      Zamiast jednak odsunąć tłum na bezpieczną odległość – żołnierze również
      przystępują do przeszukiwania domu, rozbrajania jego mieszkańców (skonfiskowano
      kilka rewolwerów), a nawet do wyprowadzania bezbronnych Żydów na ulicę. Tłum
      rośnie, rośnie też jego agresja, sypią się kamienie, zgromadzeni atakują i biją
      wyprowadzanych. Gdy przybywa straż pożarna i usiłuje za pomocą wody zmusić
      ludzi do wycofania się z miejsca zajść, napastnicy nożami przecinają gumowe
      węże.

      Chociaż żołnierze i milicjanci są uzbrojeni, nikt nawet nie stara się
      powstrzymać tłumu. Padają jednak pojedyncze strzały, prawdopodobnie oddane
      przez atakowanych Żydów, które jeszcze bardziej podniecają wściekłość. W
      pobliżu miejsca zajść pojawiają się większe siły milicji i wojska, wyposażone w
      karabiny maszynowe, nadal jednak nie próbują zapobiec zbrodni. Tymczasem
      zamieszki rozprzestrzeniają się w mieście, a gromady wyrostków napadają na
      pojedyncze osoby podejrzewane o żydowskie pochodzenie.

      Około południa rozgrywa się ostatni, najbardziej przerażający akt dramatu.
      Wiadomość o zamieszkach powoduje, że znaczna część kilkusetosobowej załogi
      pobliskiej huty „Ludwików” porzuca pracę, uzbrojona w łomy i kije podąża na
      ulicę Planty, rozrywa ustawiony na jej drodze kordon wojska i milicji,
      przyłącza się do uczestników pogromu. Dopiero około godz. 14.00 duży oddział
      wojska, oddając kilka karabinowych salw w powietrze, zmusza tłum do wycofania
      się na sąsiednie ulice. Uczestnicy zajść usiłują jeszcze zgromadzić się na
      dziedzińcu szkoły, ale i tam zostają rozpędzeni. O godz. 16.00 na ulicach
      pojawiają się czołgi i większe oddziały wojska, od godz. 20.00 w Kielcach
      obowiązuje godzina milicyjna i zakaz wychodzenia na ulice.

      Zbrodnia niewyjaśniona

      W tym tragicznym dniu zginęły 42 osoby, wśród nich prawdopodobnie dwoje dzieci.
      Kontrolowana przez komunistów prasa oskarżyła o dokonanie mordu podziemie
      i „obóz reakcji”. Minister Stanisław Radkiewicz, któremu podlegały zarówno
      bezpieka, jak i milicja oraz KBW, 8 lipca na pogrzebie ofiar powiedział, że
      pogrom był dziełem „emisariuszy rządu RP na Zachodzie i generała Andersa przy
      aprobacie AK-owców”. Dziennik „Głos Ludu” pisał o „kieleckich kołtunach,
      zarażonych hitlerowską trucizną, dowodzonych przez andersowskich bandytów”. 9
      lipca rozpoczął się trzydniowy proces dwunastu uczestników pogromu, dziewięć
      osób skazano na śmierć i 12 lipca wyrok pospiesznie wykonano przez
      rozstrzelanie. Od września trwały procesy milicjantów i żołnierzy, biorących
      udział w mordowaniu Żydów lub w rabowaniu ich majątku. Większość oskarżonych w
      tych procesach została uniewinniona.

      Cenzura nie zezwoliła na druk oświadczenia, po
      • mosze_zblisko_daleka Pol pociechy... :-(( 07.07.06, 09:52
        Jeden z fundamentow wiary zydowskiej jest wzbronione jedzenie z krwia...
        Krew to jest dusza, dlatego Zydzi robia mieso koszerne (3 godz. soluja).
        Jest wzbronione jedzenia miesa i mleka razem...
        Tez zycie (nawet dotykania) z kobieta kiedy ma swoj okres. Jajko jak ma krople
        krwi wyrzucane jest. Jesli ktos znalby troche te rzeczy zrozumialby ze robic
        mace z krwia nie jest mozliwe!!!
        "Pol pociechy" tak nazywa sie ksiazka Ehad Haam (izr. pisarza) On pisal ze my
        wiemy ze jestesmy niewinni. To jest nasza pol pociecha, ale przekonac drugiego
        co nie zna nasza wiare i nie wierzy to juz druga polowa...

        W kazdym kraju podczas II WS byli rozni. Tylko w Polsce nie byli zdrajcy jak
        Kwisling lub Peten. Polacy nie byly zmobilizowani do armii hitlerowskiej.
        Czy w Holandii lub w Wegrzech nie bylo zdrady. Pamietamy tez jak bylo w Rumunii.
        Wlasnie tylko Polacy cierpieli najbardziej od innych ich tez mordowano.
        Pokazcie inne okupowane kraje gdzie cierpial obywatel oprocz Polakow.????

        • czescjacek Re: Pol pociechy... :-(( 10.07.06, 20:18
          Mosze, nie musisz się zniżać do udowadniania, że Żydzi nie robią macy z
          niemowląt. To zarzut na poziomie takim, jak pomysł, że Olisadebe zamordował
          Górskiego żeby go ugotować i zjeść....
          • piss.doff Re: Pol pociechy... :-(( 11.07.06, 01:38
            makabryczne. Czy tak rzeczywiscie zrobil?!
            • czescjacek Re: Pol pociechy... :-(( 11.07.06, 10:44
              przecież Murzyni to ludożercy.
    • panzerviii Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 11.07.06, 11:16
      temat trochę nie na to forum.

      Ponadto bardzo skomplikowany nie poddający się jednoznacznym ocenom.

      z jednej strony, pewno wiekszośc Polaków uwazała, ze jak wexmie pieniądze od
      zydowskiej rodziny i nie wyda jej gestapo to jest w porządku,

      ale też przecietny zyd we Lwowie i Białymstoku w latach 1939-1941 myslał tak
      samo, jak wezmie kase od polskiej inteligenckiej rodziny i nie wyda jej NKWD to
      tez będzie w porządku,

      wielu Polaków wydawało Zydów, ale też Polska to jedyny kraj okupowanej przez
      Niemców Europy, w którym za ukrywanie Zydów groziła kara smierci, dlaczego?
      Holendorwi za to samo groziło tylko zmniejszenie kartek zywnosciowych, jednak
      te odruchy empatii być musiały.

      Były pogromy w Jedwabnem i innych miasteczkach Białostoczcyny po wejsciu
      Niemców w 1941, ale tez wcześniej NKWD wywiozło na Sybir całą elitę, często ta
      elita była wskazana przez Zydowskich donosicieli, nie piszę tego w kategoriach
      winy i kary (ze niby pogfrom to kara za donosicielstwo)!!!!! utożsamiałem się z
      przeprosinami Prezydenta Kwasniewskiego za Jedwabne, nasza wina jest bezsporna,
      po porstu gdy nie ma elity społeczeństwa to trudniej powstrzymać drzemiącew
      ludziach demony, to trochę tak jak wycinanie drzew, jak wytniesz drzewa to woda
      odpłynie i zmiemia pustynnieje. Na marginesie te Elitę i tak by wywieziono do
      łagrów
      dochodzą do tego Kielce juz pow wojnie.
      Mysle, ze po obydwu stronach jest wiele mitów, powszechnego polskiego
      szmalcownictwa i zydokomuny.

      A prawda jest taka, ze obydwa narody wiele wycierpiały.

      Uwazam, ze ta cała wymiana młodzieży polsko izrelaskiej jest bardzo dobra
      inicjatywą.
      Polska nie głosowała od 1989 za zadną antysemicką uchwała w ONZ.
      A i w historii mamy wiele przykładów wspólnej 1000 letniej wspólnej historii,
      to byla jedna z najbardziej lojalnych grup etnicznych Rzeczypospolitej objga
      Narodów, w każdym powstaniu od Kosciuszkowskiego, az do styczniowego walczyły
      jednostki utworzone z samych starozakonnych jak chociażby legion Berkowtza w
      powstaniu kosciuszkowskim.

      Ach Mosze, przyłaczam się do kolegów, nie musisz pisac zadnych usprawiedliwień
      dotyczącyc "rytualnego uboju chrzescijanskiech dzieci", kazdy na forum wie ze
      to bzdura.

      Mam nadzieję, na nową przyjaźn polsko zydowska.
      • mosze_zblisko_daleka Dziekuje, ale... 11.07.06, 15:22
        ... Czy wszyscy znaja sie na fundamentach religii zydowskiej, watpie?
        Jeszcze 100 lat temu i moze pozniej od czasu do czasu jesli dziecko zaginelo to
        posadzali Zydow. Nie pamietam chocby jeden raz kosciol katolicki, lub Ojciec
        Swiety oglosil dla wszystkich ze niejest to mozliwe od zydowskiej strony.
        Tak samo byly pogromy w Damaszku posdadzajac Zydow za mord dziecka. Tez ani
        jeden od muzulmanskich liderow i imamow nie oglosil ze nie mozliwie ze tak
        uczynil Zyd.
        Jesli 2 glowy religii nic nie oglosili do tej pory (o ile znam czy pamietam)
        mysle ze moze sumienie ich troche dokucza...(jesli maja)
        Zydow przez dekady mordowali i nikt nie mowil, przestancie to nie prawda...
        I myslisz jesliby udalo sie hitlerowi z Teheranu wymazac Izraela z mapy to
        ktosby uronil lze?
        • panzerviii Re: Dziekuje, ale... 11.07.06, 16:21
          Cóz powszechna edukacja i informatyzacja zastąpiła papiezy i imamów))))

          • panzerviii co do Teheranu, za Izraelem stoi USA 11.07.06, 16:22
            i kilku osłów trojańskichAmeryki w Europie w tym Polska.
            • mosze_zblisko_daleka 5 minut... 11.07.06, 17:31
              Lot rakiety Shihab-3 z Teheranu potrwa 5 minut.
              Czy uwazasz ze mozna polegac sie na kogos, co zrobi w ciagu 5 min...
              lub jest inna droga...???
              • piss.doff Re: 5 minut... 11.07.06, 20:53
                droga potrzebuje byc. Poki comoze sie rozpiszesz o skladzie personalnym UB po
                wojnie i jakimi metodami oni sie mieli poslugiwac.
                • viking2 Re: 5 minut... 17.02.07, 04:27
                  piss.doff napisał:

                  > droga potrzebuje byc. Poki comoze sie rozpiszesz o skladzie personalnym UB po
                  > wojnie i jakimi metodami oni sie mieli poslugiwac.

                  Zaraz, zaraz, to dwie rozne sprawy: bardzo wielu Zydow bylo funkjonariuszami UB,
                  ale to nie znaczy, ze opowiastka o Zydach robiacych mace z chrzescijanskich
                  dzieci nie jest skrajnym idiotyzmem. Po prostu jedno z drugim nie ma zadnego
                  zwiazku i jedno z drugiego w zadnym stopniu nie wynika.

                  Przy okazji: nie do konca zgadzam sie z teza Grossa o przyczynach takiej a nie
                  innej rekrutacji do UB i rzekomego poparcia dla komunizmu:
                  [..."Żydzi popierali władzę komunistyczną - pisze Gross - "na tej samej
                  zasadzie, jak przed wojną popierali sanację - bo nie mieli innych opcji, bo
                  każda alternatywa była dla nich gorsza"..."]
                  Jestem zwolennikiem teorii mowiacej, ze Stalin uznal Zydow za naturalnych
                  kandydatow do sluzby w UB jako "niepodatnych" na nacjonalizm, bo nie mieli
                  wlasnego panstwa. Pamietajmy, ze pod koniec wojny i zaraz po, kiedy komuna
                  "obstawiala" Polske, Izrael jeszcze nie istnial. Polaczmy to z faktem, ze Stalin
                  wykonczyl i zdelegalizowal przedwojenna KPP wlasnie pod zarzutem "sklonnosci
                  nacjonalistycznych" (a i Gomulke tez za to samo do pierdla wsadzil).
                  Jednoczesnie, pamietajmy tez, ze system stalinowski nie byl "rowny" - to, co
                  batiuszka okreslil dzisiaj jako jedynie sluszne i prawdziwe, jutro moglo - znow
                  na jego osobisty rozkaz - okazac sie szkodliwe i zbrodnicze. W ZSRR tamtego
                  okresu Zydzi nie zawsze cieszyli sie popularnoscia i rownym traktowaniem i
                  akurat tak sie zlozylo, ze sytuacja Polski w latach 1944-45 okazala sie
                  znakomita okazja dla Stalina do pozbycia sie czesci rosyjskich Zydow.

                  To tak na marginesie, bo wracajac do zaleznosci miedzy "ubectwem" Zydow, a
                  robieniem macy z dzieci, to tu jest chyba sedno tego, ze rozliczenie z
                  przeszloscia nie zawsze jest brane serio przez reszte swiata. No, bo pomysl:
                  ktos opowiada Ci o zbrodniach komunizmu, o jakiejs specyficznej grupie, ktora
                  ich dokonywala, przytacza liczby, fakty, daty - slowem, wydawaloby sie, ze ma
                  jakies bardzo powazne poszlaki (jesli juz nie dowody) w reku. I kiedy juz-juz
                  zaczynasz myslec, ze cos w tym jest i ze ten facet opisuje prawdziwe historyczne
                  wydarzenia, nagle ten ktos strzela Ci jakims stwierdzeniem w rodzaju "...a na
                  dodatek lapali nasze dzieci i robili z nich mace...".
                  Co sie stanie? Wszystko to, co do tej pory powiedzial, nagle sie zdewaluowalo.
                  Natychmiast pomyslisz, ze to wariat - a to od razu postawi rowniez pod znakiem
                  zapytania i to, co mowil przedtem. Rzetelna wiedza o wydarzeniach, ktora Ci
                  zaimponowal 5 minut temu nagle zaczyna wydawac sie opowiastkami wyssanymi z
                  palca albo wzietymi z sufitu.

        • sopocianin Re: Dziekuje, ale... 12.07.06, 05:39
          kazdy szanujacy sie chrzescijanin musi sie znac na fundamentach religii
          zydowskiej, bo chrzescijanstwo sie z niej wywodzi. Stary testament jest Swieta
          Ksiega dla Zydow, Chrzescijan i Muzulmanow. I wszystkie wskazania z niego
          wynikajace. Wiec fundamenty sa takie same. Z interpretacja tych podstawowych
          praw jest nieco problemow - duzo zalezy od nauczyciela.
          W kazdej religii dziala paru "oszolomow". Ostatnio sporo ich jest w tej
          najmlodszej religii zwanej muzulmanska.
          Zgadzam sie co do komentarza na temat domniemanego mordowania dzieci przez
          Zydow i braku wypowiedzi ze strony glow kosciolow - coz, przypomnienie wiernym,
          ze wszystkie religie wywodza sie z tej samej jest trudne. I ze wszyscy mamy
          podobne zasady moralne.
          Co do Hitlera z Teheranu - ja uronie lze, ale mam nadzieje na "preemptive
          strike" Good Luck!
      • awprawo Pogromy 12.07.06, 14:31
        Po wojnie było ileś-tam pogromów Żyudów w Europie Środkowo -Wschodniej (np w
        Budapeszcie), ale nagłośniono tylko te w Jedwabnem i Kielcach, zresztą nie do
        końca zbadanych. Dlaczego?
        • czescjacek Re: Pogromy 12.07.06, 18:58
          bo były największe? bo były najlepiej zbadane?

          gdzie były inne pogromy?
      • wladca_pierscienii Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 13.07.06, 10:41
        panzerviii napisał:

        > z jednej strony, pewno wiekszośc Polaków uwazała, ze jak wexmie pieniądze od
        > zydowskiej rodziny i nie wyda jej gestapo to jest w porządku,

        jaka "większość" ????
        szmalcownicy to byłą zdecydowana mniejszośc polskiego społeczeństwa

        tyle, że jak jak ktoś (Bartoszewski?) powiedział w telewizji:
        "żeby ocalić jednego Żyda, trzeba było pomocy wielu Polaków,
        zaś jeden szmalcownik wydawał wielu Żydów"
    • wladca_pierscienii "Przekrój" - Kielce 1946 13.07.06, 11:19
      wiadomosci.onet.pl/1346535,1292,1,kioskart.html
      Polska wina i strach
      Teza profesora Jana Tomasza Grossa zawarta w książce "Strach. Antysemityzm w
      Polsce po Auschwitz" jest uproszczeniem
      Nowa książka Jana Grossa o antysemityzmie w Polsce uświadamia, że Polacy także
      po wojnie okrutnie mordowali Żydów. Ale tezy autora o poczuciu winy jako
      motywie tych mordów i klinicznym antysemityzmie Polaków budzą sprzeciw innych
      historyków.
      REKLAMA Czytaj dalej



      Zbiór opowieści odtworzonych na podstawie relacji świadków, które zachowały się
      w różnych dokumentach, ilustruje postawioną zaraz na początku tezę - Polacy
      zabijali po wojnie Żydów, bo ci przypominali swoim istnieniem czas wojny i
      współudział Polaków w niemieckich zbrodniach. Zabijali więc, bo czuli się
      winni.

      Teza profesora Jana Tomasza Grossa zawarta w książce "Strach. Antysemityzm w
      Polsce po Auschwitz" jest uproszczeniem. Udowadnianie jej za pomocą serii
      przykładów okrucieństw, jakie Polacy zgotowali Żydom, nie przekonuje.

      Co wiemy o pogromie kieleckim, najważniejszym wydarzeniu opisanym w "Strachu"?

      4 lipca 1946 roku Polacy zabili w Kielcach 39 Żydów, bo uwierzyli, że ci
      porywali i zabijali polskie dzieci dla celów rytualnych. Być może - uważa tak
      kilku historyków - była to prowokacja władz komunistycznych, które chciały
      wykorzystać eksplozję antysemityzmu w rozgrywkach politycznych.

      Wszystko zaczęło się 1 lipca, gdy zaginął ośmioletni chłopiec Henryk Błaszczyk.
      Chociaż była to zwykła ucieczka do kolegów na czereśnie, bo mały Henryk wrócił
      dwa dni później, jego ojciec doniósł na milicję, że chłopca przetrzymywali
      Żydzi w domu przy ulicy Planty 7. Szef komisariatu wysłał tam patrol, a jego
      ludzie po drodze zaczęli rozpowiadać przechodniom, że Żydzi porywają
      chrześcijańskie dzieci. Wybuchły zamieszki. Żołnierze i milicjanci wyciągali
      Żydów z budynku albo wyrzucali przez okna. Tłum bił i zabijał przerażonych
      Żydów. W południe inny oddział wojska powstrzymał pogrom, ale właśnie wtedy z
      huty Ludwików wyruszał tłum robotników z kijami, metalowymi rurami i kamieniami
      w dłoniach, wykrzykując antysemickie hasła. Gdy robotnicy doszli na ulicę
      Planty, pogrom zaczął się na nowo.

      Trzeba przyjąć optykę Żyda, dla którego Polak jest wrogiem, żeby zrozumieć
      ogrom nieszczęścia, jakie miało miejsce w Kielcach. Gross pisze swoją książkę z
      takiej właśnie pozycji, czego nie ukrywa, i dlatego ta książka wstrząsa.

      Oto scena ze "Strachu": policjant Mazur, piekarz Nowakowski i szewc Śliwa
      zatrzymują jadącą ulicą ciężarówkę. Mazur mówi kierowcy, żeby go podrzucił za
      miasto, bo ma paru Żydów do zabicia. Kierowca się zgadza za tysiąc złotych.
      Wsiadają razem z ofiarami - Reginą Fisz, jej dzieckiem i Abramem Moszkowiczem.
      Żydzi oferują 150 tysięcy złotych za darowanie życia. W lesie, osiem kilometrów
      za Kielcami, Polacy pozwalają im uciekać. Mazur strzela Reginie Fisz w plecy.
      Zabija ją na miejscu. Moszkowicz, uciekając, wypuszcza z rąk dziecko. Mazur
      zabija je strzałem w głowę. Moszkowicz ucieka. Kierowca każe gapiom z
      okolicznych wiosek zakopać ciała. Mordercy wracają do Kielc i idą do
      restauracji na wystawny obiad i wódkę.

      Gross pisze o rozmowie Polaków, którzy zatrzymali ciężarówkę: "To była
      najzwyklejsza rozmowa między obcymi sobie ludźmi w Polsce Anno Domini 1946".

      Optyka ofiar

      Alina Cała, historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego, jest zwolenniczką
      podobnego sposobu przedstawiania historii: - To jest pisanie z punktu widzenia
      ofiar, a nie katów. Uważam, że najwyższy czas, żeby przyjąć taką optykę.

      Optyka Grossa unaocznia ogrom krzywd, jakie Polacy wyrządzili Żydom. I jest to
      wielka zaleta "Strachu".

      Doktor Andrzej Żbikowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego: - Z
      fragmentów "Strachu", które przeczytałem w "Tygodniku Powszechnym", wnioskuję,
      że ta książka nie zawiera wielkich odkryć, ale wysoko oceniam zawarty w niej
      opis zdarzeń. Profesor Gross formułuje tezy wyraziście i pokazuje dobitnie, w
      jakiej sytuacji znaleźli się Żydzi w Polsce po wojnie.

      Główna teza Grossa wzbudza jednak znacznie mniejszy entuzjazm historyków. Mówi
      doktor Bożena Szaynok z Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka książki "Pogrom
      Żydów w Kielcach. 4 VII 1946 r.": - Nie zgadzam się z tezą, że Polacy zabijali
      Żydów po wojnie, bo czuli się winni ich prześladowań w czasie wojny. Zjawisko
      antysemityzmu jest niezwykle złożone, nie da się go wyjaśnić jednym schematem.

      To o tezie. A teraz o ustaleniach faktograficznych.

      Bożena Szaynok: - Profesor Gross nie bierze pod uwagę najnowszych ustaleń
      dotyczących pogromu w Kielcach. Według raportu Okręgowej Komisji Badania
      Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, która prowadziła przez wiele lat
      śledztwo w sprawie pogromu kieleckiego, na ulicy Planty zebrało się około 500
      osób. Zdaniem prokuratora takie były możliwości tego miejsca. Natomiast w
      tekście w "Tygodniku Powszechnym" profesor Gross przytacza bez komentarza
      wspomnienia profesora Witolda Kuli z 1946 roku, w których ten podaje
      niezweryfikowaną informację, że w pogromie wzięła udział jedna czwarta
      mieszkańców Kielc, gdzie mieszkało wtedy blisko 50 tysięcy osób.

      Andrzej Żbikowski (ŻIH) częściowo broni ustaleń Grossa: - To nieprawda, że
      jedna czwarta mieszkańców miasta brała udział w pogromie w Kielcach, ale jedna
      czwarta mogła wiedzieć, że takie wydarzenie miało miejsce.

      Szaynok: - Antysemityzm części Polaków to fakt. Mordowanie Żydów tylko dlatego,
      że byli Żydami, jest źródłowo potwierdzone. Ale przyczyny pogromu kieleckiego
      były bardziej złożone. Przyjęcie - jak to robi profesor Gross - że ktoś wysyłał
      wojsko, żeby mordowało Żydów, bo ich nie lubił, jest mocno naciąganą tezą.
      Gross twierdzi, że Żydzi byli jedyną kategorią, wobec której nie obowiązywało
      przykazanie "nie zabijaj". To nieprawda. W Polsce po wojnie to przykazanie nie
      obowiązywało wobec podziemia niepodległościowego, a także Niemców czy
      Ukraińców.

      Publicystyka i emocje

      Tezy Grossa i dane o liczbie katów są wątpliwe. Tylko czy to ma jakieś
      znaczenie? Obraz morderstwa Reginy Fisz i jej dziecka wcale przez to nie
      blednie. Jednak już zdanie: "To była najzwyklejsza rozmowa między obcymi sobie
      ludźmi w Polsce Anno Domini 1946" - tak.

      Bo takie uogólnienia domagają się co najmniej dyskusji. Na razie profesor Gross
      nie daje na nią szansy. W synagodze Tempel na krakowskim Kazimierzu odczytał
      fragment swojej książki, który wcześniej wydrukował "Tygodnik Powszechny".
      Powiedział, że nie będzie rozmawiał z dziennikarzami, i poprosił o zmówienie
      kadyszu, modlitwy za zmarłych.

      - Nie do końca rozumiem, dlaczego po wykładzie nie było dyskusji. Profesor
      opowiadał o kontrowersyjnych, trudnych problemach, które nie są jednoznaczne -
      mówi Bożena Szaynok.

      Autor tego artykułu umówił się z Grossem na wywiad w Krakowie, ale gdy tam
      pojechał, usłyszał, że rozmowy nie będzie. Jan Tomasz Gross: - Czytałem wczoraj
      pański artykuł. Jak się pan domyśla, nie będę z panem rozmawiał.

      Poszło o tekst "Będzie wstyd i wrzask" z ostatniego czerwcowego
      wydania "Przekroju", w którym między innymi profesor Andrzej Paczkowski z
      kolegium IPN mówi, że książki Grossa to publicystyka oparta na emocjonalnej
      tezie.

      Nie mogąc rozmawiać z autorem, trzeba rozmawiać z książką. A nie jest to łatwe.

      Trudna rozmowa ze "Strachem"

      "Strachowi" można zarzucić kilka rzeczy:
      To, że jest to książka, która sprawia wrażenie, jakby była obliczona głównie na
      efekt wywołania skandalu, a nie wzbogacenia wiedzy czytelnika. Gross tego nie
      ukrywa. Pisze, że po wkroczeniu Niemców w roku 1941 na tereny zajęte wcześniej
      przez ZSRR "miejscowa ludność entuzjastycznie witała niemieckich wyzwolicieli,
      kolaborowała z nimi, brała udział w masowym zabijaniu Żydów". I dodaje z
      wyraźną nadzieją, że te rewelacje pewnie znow
      • wladca_pierscienii "Przekrój" - Kielce 1946 cz. 2 13.07.06, 11:20
        Trudna rozmowa ze "Strachem"

        "Strachowi" można zarzucić kilka rzeczy:
        To, że jest to książka, która sprawia wrażenie, jakby była obliczona głównie na
        efekt wywołania skandalu, a nie wzbogacenia wiedzy czytelnika. Gross tego nie
        ukrywa. Pisze, że po wkroczeniu Niemców w roku 1941 na tereny zajęte wcześniej
        przez ZSRR "miejscowa ludność entuzjastycznie witała niemieckich wyzwolicieli,
        kolaborowała z nimi, brała udział w masowym zabijaniu Żydów". I dodaje z
        wyraźną nadzieją, że te rewelacje pewnie znowu wywołają wściekłą debatę w
        Polsce tak jak jego poprzednia książka o mordzie w Jedwabnem.
        Polscy historycy twierdzą, że kolaboracja z Niemcami była marginesem.
        To, że autor, wspominając o swojej poprzedniej książce "Sąsiedzi", podaje
        znowu, że Polacy zabili w Jedwabnem 1600 Żydów, choć badania IPN (między innymi
        ekshumacja) wykazały, że było ich od 300 do 600. Dla niektórych historyków
        podawanie zawyżonych liczb to uchybienie. Innych, na przykład doktora Andrzeja
        Żbikowskiego, wcale to nie oburza: - Te liczby, nawet zawyżone, mają znaczenie
        metafory, symbolu. Na pomniku w Jedwabnem do niedawna była liczba ofiar 1600 i
        teraz trudno wycofać się z tych pozycji - mówi profesor. - Ile dokładnie było
        ofiar, to dla nas, historyków, sprawa drugorzędna. Ważne, że był to wielki
        masowy mord.
        To, że "Strach" przypomina poetyką klasyczny western, w którym mamy grupę
        świetlanych bohaterów (Żydów) i podłych łajdaków (Polaków). Ten podział moralny
        ma konsekwencje dla ustaleń historycznych. Zeznania Żydów są zawsze
        niepodważalne, choć na ich obiektywizm mógł przecież wpłynąć ogromny ból,
        jakiego doznawali. W zeznaniach Polaków Gross dopatruje się kłamstw.
        Powtarzane z mechaniczną satysfakcją pytanie, jak to możliwe, że rok po wojnie
        Polacy zabijali Żydów, którzy byli ich towarzyszami tragedii, co ma chyba
        generować publicystyczne napięcie. Dyskusja na ten temat wśród polskich
        historyków już się odbyła. Odpowiedź brzmi: pogromy były możliwe właśnie
        dlatego, że mieliśmy do czynienia ze świeżym doświadczeniem wojny. Mówi Bożena
        Szaynok: - Społeczeństwo wychodziło z wojny z poczuciem, że życie ludzkie
        niewiele jest warte. Ten przekaz szczególnie dotyczył Żydów. Polska część
        społeczeństwa zajmowała się swoimi ranami, nie rozumiała, co się stało z
        Żydami. Nie było możliwości spotkania między tymi społecznościami i zrozumienia
        bólu innych. Sytuacja temu nie sprzyjała.

        Niepoparta dostatecznymi dowodami ogólna wymowa książki, że dominującą postawą
        wśród Polaków była nienawiść wobec Żydów. Bożena Szaynok: - Dokumenty i
        pamiętniki pokazują, że dominującą postawą w czasie wojny była postawa
        obojętności. Heroiczne ukrywanie Żydów lub ich prześladowanie to margines.

        Maszynka do poczucia winy

        "Strach" można już kupić w amerykańskich księgarniach. W przyszłym roku książkę
        ma wydać wydawnictwo Znak. Jaki więc będzie efekt jej publikacji w Polsce?

        Profesor Gross denerwującymi zabiegami - o których mowa powyżej - wzmocni
        pewnie tylko neurotyczną mechanikę wzajemnych pretensji Polaków i Żydów.
        Jednakże polscy historycy liczą też, że dojdzie do wielkiej debaty, a jej efekt
        będzie taki jak w wypadku "Sąsiadów". Właśnie wyszła dwutomowa praca zbiorowa
        IPN "Wokół Jedwabnego" pełna nowych ustaleń w sprawie pogromów na
        Białostocczyźnie w roku 1941.

        Gdyby Gross nie sprowokował debaty swoją pierwszą, przerysowaną książką, te dwa
        tomy nigdy by nie powstały. Gdyby napisał "Sąsiadów" w bardziej wyważony
        sposób, też pewnie nie. Gross musiał przesadzić, żeby się przebić.

        Doktor Andrzej Żbikowski: - Gross znowu ostro przerysowuje sytuację, tak jak
        zrobił to w "Sąsiadach", ale w odpowiedzi reagują inni historycy i mamy do
        czynienia z debatą, co jest bardzo pozytywne.

        Czy warto więc czytać książkę Grossa? Tak, bo dowiemy się z niej o prawdziwych
        wydarzeniach, które nami wstrząsną, o przykładach podłych zachowań Polaków po
        wojnie. Ale czytać ją należy uważnie w momentach, gdy autor uogólnia lub zszywa
        te wydarzenia grubą nicią moralnego potępienia. Czytając "Strach", ma się
        czasami wrażenie, że tą książką autor chciałby wywołać poczucie winy u każdego
        polskiego czytelnika.





        Kultura koduje przemoc

        Zjawisko pogromów w Polsce pochodzi z Rosji, co nie usprawiedliwia mordów na
        Żydach dokonywanych przed wojną i po niej - mówi znawczyni historii Żydów w
        Polsce ALINA CAŁA.

        Marcin Fabjański: Czy wiemy, ile w Polsce było pogromów Żydów po wojnie?

        Jeśli pogrom zdefiniujemy jako spontaniczne wystąpienie zbiorowe przeciwko
        Żydom, to trzy: w Kielcach, Krakowie i Rzeszowie, gdzie nie było ofiar
        śmiertelnych. Ale zdarzały się też zbiorowe morderstwa na Żydach dokonywane
        przez zbandyciałych partyzantów, do których przyłączała się ludność.

        Głównym motywem pogromów był rabunek czy czysta nienawiść?

        Motywy były złożone. Mordowano Żydów, którzy wychodzili z kryjówek albo wracali
        z obozów koncentracyjnych, a ci nie mieli absolutnie nic. To nie mogły być
        mordy rabunkowe.

        Ilu Żydów zginęło po wojnie z rąk Polaków?

        Nie da się tego ustalić, od 600 osób do tysiąca, może nieco powyżej tysiąca.

        A może Polacy mordowali z głupoty? Z wiary, że Żydzi rytualnie zabijają dzieci
        chrześcijańskie?

        Taka psychoza przechodziła przez całą Polskę. Jeden z ubeków z Kielc pisał
        niedługo przed pogromem w raporcie, że ludzie wierzą, że Żydzi zabijają dzieci,
        odsączają z nich krew do swoich rytuałów, a ciała sprzedają Ukraińcom, którzy
        robią z nich kiełbasy. Jeszcze w latach 80., gdy robiłam badania, większość
        moich rozmówców święcie wierzyła w to, że Żydzi dodają krew do macy.

        Skąd się wzięły pogromy w Polsce. Zdarzały się już w czasie zaborów?

        Sporadycznie. Pogromy zaczęły się w Rosji. Ich pierwsza fala w latach 1881-1884
        zatrzymała się na granicach dawnej Rzeczypospolitej. Druga fala powtórzyła się
        w roku 1905. A potem pogromy w Rosji to było już cykliczne zjawisko. Były coraz
        okrutniejsze i lepiej zorganizowane, często przez wojsko. W rzezi w Odessie
        zginęło ponad stu Żydów.

        Zatem pogromy importowaliśmy z Rosji?

        Jeśli przemoc raz się zdarzy i nie ma reakcji odrzucenia, to łatwiej do niej
        wracać i wybielać swoje motywy. Pierwszą falę pogromów w Polsce w latach 1918-
        1920 przeprowadziło wojsko, a dowodzili nią oficerowie, którzy karierę
        zaczynali w wojsku carskim. Z kolei antysemityzm polityczny importowaliśmy
        głównie z Niemiec. Między rokiem 1935 a 1937 w Polsce było ponad sto pogromów,
        zginęło około 200 osób.

        Profesor Gross w swojej nowej książce dziwi się, jak to możliwe, że pogromy
        zdarzały się też po wojnie, gdy na miejscu byłoby raczej współczucie?

        Pogromy odbywają się w czasach kryzysów. Gdy przeżywa się takie straszne rzeczy
        jak ludzie w czasie okupacji, w pierwszym odruchu szuka się winnych tych
        wydarzeń. Najpierw w latach 40. byli to folksdojcze, potem poszukiwano wroga
        zastępczego. I tu pojawiła się psychoza żydowskich mordów rytualnych. To nie
        była jedyna psychoza w tym czasie. Wiemy też o psychozie mydeł. Gospodynie
        domowe wysyłały do analizy mydła, które miały w domu, bo zaczynały podejrzewać,
        że były robione z ludzi. A hitlerowcy nigdy nie robili mydła z ludzi.

        Z relacji zebranych przez profesora Grossa wynika, że Polacy zabijali Żydów w
        Kielcach beznamiętnie, wręcz w atmosferze pikniku. Czy to oznacza, że
        mieszkańcy Kielc byli zwyrodnialcami?

        Nie jest tak, że jesteśmy bestiami, lecz raczej nimi bywamy. Żydzi byli
        podwójnie wyłączeni z naszego nieszczęścia - przez prawodawstwo hitlerowskie i
        przez tradycję. Żydzi byli wyłączani przez Polaków z martyrologii, Armia
        Krajowa na przykład zwykle nie przyjmowała Żydów. A jeśli już, to chciała
        zatrudnić ich do sypania umocnień jak kobiety i dzieci, nie do walki.
        Odczłowieczonych Żydów łatwiej było zabijać.

        Czy antysemityzm po wojnie - jak chce profesor Gross - przenikał wszystkie
        warstwy społeczne w Polsce?

        To p
        • wladca_pierscienii "Przekrój" - Kielce 1946, Gross cz. 3 13.07.06, 11:22
          Czy antysemityzm po wojnie - jak chce profesor Gross - przenikał wszystkie
          warstwy społeczne w Polsce?

          To przesada. Ale w Niemczech czy we Francji antysemityzm układał się klasowo -
          były nim dotknięte burżuazja i drobnomieszczaństwo. W Polsce jeszcze przed
          wojną wytworzył się podział polityczny: lewica nie była antysemicka, obóz
          narodowy tak. Natomiast Kościół w Polsce, który miał kluczowy wpływ na
          świadomość mas, był wybitnie antysemicki.

          W Polsce Żydów zabijali zwykli ludzie, w Niemczech państwowy, usankcjonowany
          aparat przemocy. Może amerykańscy Żydzi mają rację - przebiliśmy Niemców
          nienawiścią do Żydów?

          Hitler zrobił machinę, w której było 40 milionów trybików, niemieckich
          obywateli. Ręce pobrudzone krwią miały załogi obozów, żołnierze, gestapo. Cała
          reszta narodu była urzędnikami, przekładała papierki, chodziła na wiece,
          uczestniczyła w organizacjach faszystowskich, ale niekoniecznie musieli to być
          antysemici. To, jak łatwo antysemityzm umarł w Niemczech po wojnie, o czymś
          jednak świadczy. Jednak skala morderstw dokonywanych przez Niemców i Polaków
          jest nieporównywalna - Niemcy wymordowali miliony Żydów.

          Rozmawiał Marcin Fabjański
          Alina Cała - doktor historii, pracuje w Żydowskim Instytucie Historycznym,
          instytucji zajmującej się dziejami i kulturą Żydów na ziemiach polskich.
          Autorka książek "Ostatnie Pokolenie. Autobiografia polskiej młodzieży
          Żydowskiej okresu międzywojennego", "Asymilacja Żydów w Królestwie Polskim
          (1864-1897)" czy "Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej". Współautorka
          słownika "Historia i kultura Żydów polskich".
          • wladca_pierscienii Re: "Przekrój" - Kielce 1946, Gro$$ 18.07.06, 11:36
            artykuł internetowy nie jest kompletny
            widziałem ten numer "Przekroju"
            jest tam opisane, że jak w Nowym jorku było zorganizowane spotkanie
            pojednawcze, to jakaś kobieta zaczęła mówić o "polskich obozach
            koncentracyjnych"
            jak jej powiedziano, że nie były polskie, to ona odpowiedziała: "to w jakim
            kraju są?"

            jak Amerykanie mają taki system edukacji, że studenci sami sobie wybierają
            przedmioty, których się uczą
            www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=336&Itemid=49
            to mniej dziwią entuzjastyczne amerykańskie recenzje książek Gro$$a
        • wladca_pierscienii Re: dominująca postawa = obojętność 13.11.06, 16:15
          > Niepoparta dostatecznymi dowodami ogólna wymowa książki, że dominującą
          postawą
          > wśród Polaków była nienawiść wobec Żydów. Bożena Szaynok: - Dokumenty i
          > pamiętniki pokazują, że dominującą postawą w czasie wojny była postawa
          > obojętności. Heroiczne ukrywanie Żydów lub ich prześladowanie to margines.
          >

          wiadomosci.onet.pl/1367907,1292,kioskart.html
          " Jeszcze 30 lat temu o II wojnie światowej mówiono we Francji wyłącznie przez
          pryzmat de Gaulle'a i Ruchu Oporu. Dziś historycy mówią otwarcie: pięć procent
          Francuzów było w partyzantce, pięć współpracowało z rządem Vichy, a reszta
          walczyła o przetrwanie. "

          wiadomosci.onet.pl/1367717,1292,kioskart.html
          " Arabowie w tych krajach nie różnili się bardzo swoją postawą od
          Europejczyków: w obliczu toczącej się wokół nich wojny większość zachowywała
          się biernie i nie robiła nic. Wielu z ochotą uczestniczyło w prześladowaniach,
          a garstka odważnych pomagała ratować Żydów. "




          TAK SAMO JAK TERAZ :

          część Polaków współczuje narodowi czeczeńskiemu wyniszczanemu przez Rosjan

          część Polaków się z tego cieszy

          WIĘKSZOŚCI Polaków los Czeczeńców jest OBOJĘTNY...
      • normalso Re: "Przekrój" - Kielce 1946 05.08.06, 20:18
        najbardziej obrzydliwe, że ten paszkwil ma być w Polsce wydany...
    • wladca_pierscienii nastolatki z Izraela w Polsce 13.07.06, 15:37
      dyskusja na forum:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=33348154&a=33348154
      komentowany artykuł:
      serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,3057943.html
      gdzie nocują i gdzie pojadą to tajemnica - bo arabscy teroryści mogą ich
      pozabijać

      jak polscy nastolatkowie głośno komentują, któa dziewczyna jest ładna
      to ochroniarzowi i nauczycielce (nie mówią po polsku) adrenalina skacze, że
      zaraz będzie polski atak antysemicki
      • teclaw Re: nastolatki z Izraela w Polsce 13.07.06, 22:26

        > jak polscy nastolatkowie głośno komentują, któa dziewczyna jest ładna
        > to ochroniarzowi i nauczycielce (nie mówią po polsku) adrenalina skacze, że
        > zaraz będzie polski atak antysemicki

        To jest rezuktat planowego od lat antypolonizmu... co by nie mówić takie są
        fakty...
        • wladca_pierscienii Re: nastolatki z Izraela w Polsce 16.02.07, 08:48
          Wczoraj przypadkiem oglądałem na TVP3 jak któryś z Kaczyńskich odpowiadał na
          pytania dziennikarzy.

          Jeden z dziennikarzy mówił, że w izraelskich wycieczkach są uzbrojeni agenci
          Mossadu i jak autobus zmieni trasę z powodu OBJAZDU, to pracownik Mossadu
          przystawia lufę pistoletu do głowy kierowcy...
          • wladca_pierscienii Przekrój: wycieczki do Polski 11.05.07, 14:35
            PRZEKRÓJ
            wiadomosci.onet.pl/1409686,2677,1,1,kioskart.html
            Młodzi Izraelczycy rozrabiają w Polsce

            Lista strat po masowych wizytach izraelskiej młodzieży w Polsce jest długa i
            kosztowna
            Rozpoczynają ją wypalone dywany w polskich hotelach, kończy trauma żydowskich
            nastolatków. I coraz częściej trauma tubylców.


            Toskańczyk Roberto Lucchesini, od kilku lat mieszkaniec Krakowa, ostatnio
            prawie nie śpi. Zanim zacznie normalnie poruszać rękami, będzie musiał przejść
            długą rehabilitację. A wszystko po tym, jak w biały dzień na oczach
            przechodniów i kilkudziesięciu nastolatków zamkniętych szczelnie w autobusach
            zaopatrzeni w ostrą broń izraelscy ochroniarze skrępowali mu z tyłu ręce nad
            głową i skuli go kajdankami. Na środku krakowskiej ulicy. Chwilę przedtem Włoch
            na różne sposoby próbował zmusić kierowców autobusów, by wyłączyli silniki.

            – Izraelczycy założyli mi kajdanki, rzucili twarzą w psie gówna i kopali – żali
            się Lucchesini. Następnie oprawcy po prostu odjechali. Włocha rozkuła dopiero
            policja.

            Na krakowski Kazimierz, dawne żydowskie miasteczko, po którym zostały jedynie
            synagogi i ludzkie, często bardzo bolesne wspomnienia, Lucchesini przeniósł się
            z miłości do polskiej kobiety i polskiego miasta. Zamieszkał w kamienicy z
            widokiem na bożnicę.


            – Wydawało mi się wtedy, że to najpiękniejsze miejsce na świecie – mówi. – Po
            pewnym czasie zrozumiałem, że miejsce, owszem, jest piękne, ale nie dla jego
            dzisiejszych mieszkańców.

            Kopniaki zamiast odpowiedzi

            Podobnego zdania jest również inna mieszkanka Kazimierza, urzędniczka Beata W.,
            której izraelscy ochroniarze przetrzepali niedawno na jednej z ulic torebkę,
            zupełnie nie wyjaśniając przyczyn.

            – Kiedy spytałam, o co właściwie chodzi, kazali mi się zamknąć. Posłuchałam,
            przestałam się odzywać, bałam się, że za chwilę każą mi się rozebrać do naga –
            irytuje się urzędniczka.

            Odpowiedzi na pytanie nie otrzymał również młody polski Żyd, który jak zwykle w
            szabat kilka miesięcy temu chciał pomodlić się w swojej synagodze. Zapytał
            jedynie, dlaczego nie może wejść do świątyni. Zamiast odpowiedzi otrzymał kilka
            kopniaków.

            – Widziałem to na własne oczy – mówi Mike Urbaniak, redaktor Forum Żydów
            Polskich i korespondent "European Jewish Press” w Polsce. – Widziałem, jak
            właściwie bez jakichkolwiek powodów mój kolega został brutalnie zaatakowany
            przez agentów ochrony z Izraela.

            A wszystko to podobno w imię bezpieczeństwa izraelskich dzieci.

            – Polakom trudno to może zrozumieć, ale ochrona towarzyszy młodym Izraelczykom
            na każdym kroku, i to zarówno w kraju, jak i za granicą – wyjaśnia Michał
            Sobelman, rzecznik prasowy ambasady Izraela w Polsce. – Taki wymóg stawiają
            rodzice dzieci, w przeciwnym razie nie zgodziliby się na jakikolwiek wyjazd.
            Ochroniarze pojawiają się zatem wszędzie tam, gdzie młodzież. Polska nie jest
            tu żadnym wyjątkiem.

            Ale to w Polsce, jak wynika z relacji Mike’a Urbaniaka, Żydzi z Izraela skopali
            przed polską synagogą polskiego Żyda, po czym zaczęli mu jeszcze grozić
            więzieniem. I znów działo się to na oczach młodych ludzi z Izraela.

            – Jest nam bardzo przykro, gdy słyszymy o takich incydentach – przyznaje
            Sobelman. – Każda z tych spraw jest szczegółowo wyjaśniana. Zrobimy wszystko,
            by do takich sytuacji więcej nie dochodziło. Być może trzeba będzie zmienić
            metody szkolenia naszych ochroniarzy, po to by zrozumieli, że Polska to nie
            Izrael, że skala zagrożeń w Polsce jest znikoma?

            Profesor Moshe Zimmermann, szef Instytutu Historii Niemiec na Uniwersytecie
            Hebrajskim w Jerozolimie, uważa jednak, że problem nie dotyczy wyłącznie
            zachowania ochroniarzy. Jego zdaniem Izraelczycy zasadniczo uważają, że Polacy
            nie są dla nich równymi partnerami. I nie chodzi o to, że nie potrafią ich
            dzieciom zapewnić bezpieczeństwa.

            – Nie są równymi partnerami do jakiejkolwiek dyskusji. Dotyczy to także
            wspólnej i dzisiejszej historii oraz polityki. Efekt jest taki, że młodzież
            izraelska widzi w Polakach ludzi drugiej kategorii, postrzega ich jako
            potencjalnych wrogów – wyjaśnia bez ogródek.

            O tym, że profesor ma sporo racji, świadczyć może instrukcja postępowania z
            tubylcami rozdawana jeszcze kilka lat temu młodym Izraelczykom udającym się do
            Polski. Znalazł się w niej zapis: "Wszędzie będziemy otoczeni przez Polaków.
            Będziemy nienawidzić ich z powodu udziału w zbrodniach".

            – Programy przyjazdów naszych nastolatków są ustalane odgórnie przez izraelski
            rząd i są bardzo sztywne – wyjaśnia Ilona Dworak-Cousin, przewodnicząca
            Towarzystwa Przyjaźni Izrael–Polska w Izraelu. – Sprowadzają się właściwie do
            odwiedzania kolejnych miejsc zagłady Żydów. Z takiej perspektywy Polska to
            wyłącznie wielki żydowski cmentarz. I nic więcej. Spotkania z żywymi ludźmi dla
            tych, którzy przywożą młodych Izraelczyków do kraju naszych przodków, są bez
            znaczenia.

            Mieszkaniec krakowskiego Kazimierza, pochodzenia żydowskiego, uważa, że nie ma
            w tym nic złego: – Izraelczycy nie przyjeżdżają do Polski na wakacje. Ich
            zadaniem jest poznać miejsca Zagłady i posłuchać o straszliwej historii swoich
            rodzin, historii, która często nie jest im opowiadana przez dziadków ze względu
            na zbyt duży ładunek emocji. Często się zdarza, że wyjeżdżający stąd młodzi
            ludzie płaczą, dzwonią do rodziców i mówią: czemu mi nie powiedzieliście, że to
            było aż tak straszne? Szczerze mówiąc, nie dziwię się, że nie mają ochoty na
            rozmowy o Lajkoniku.

            Jednak według Ilony Dworak-Cousin brak kontaktu z Polakami sprawia, że
            izraelska młodzież coraz częściej zaczyna mylić ofiary z oprawcami. – Zaczynają
            myśleć, że to Polacy stworzyli obozy koncentracyjne dla Żydów, że to Polacy
            byli i wciąż są największymi antysemitami na świecie – dodaje Żydówka.

            Wspomniany mieszkaniec Kazimierza jest zupełnie innego zdania. – Nie wierzę, by
            ktoś im mówił, że to Polacy zrobili. Dlatego nie muszą prowadzić jakichkolwiek
            dyskusji z młodymi Polakami.

            Nastoletni skandaliści

            Jednak zdaniem sporej części Izraelczyków instrukcję dla młodzieży ostatecznie
            wprawdzie zmieniono, ale podejścia do Polaków nie.

            – Ktoś kiedyś w Izraelu zdecydował, że nasze dzieci, jadąc do Polski, muszą być
            szczelnie otoczone ochroną – mówi Lili Haber, przewodnicząca Związku Krakowian
            w Izraelu. – Ktoś zdecydował, że młodzi Izraelczycy nie mogą spotykać się z
            polskimi rówieśnikami, spacerować po ulicach. W rzeczywistości te wizyty nie są
            niczym więcej niż kilkunastodniowym, dobrowolnym pobytem młodzieży w więzieniu.

            Dobrowolnym, ale też niezwykle kosztownym – 1400 dolarów od osoby. Na przyjazdy
            do Polski nie stać wszystkich rodziców młodych Izraelczyków.

            – W dodatku, jak się okazuje, zbyt młodych na to, by oglądać miejsca kaźni –
            dodaje doktor Ilona Dworak-Cousin. – Traumatyczne przeżycia, jakie towarzyszą
            wizytom w kolejnych obozach śmierci, mają swoje konsekwencje. Dzieciaki stają
            się agresywne. I zamiast poznawać kraj przodków, kraj, w którym Żydzi w
            symbiozie z Polakami żyli prawie tysiąc lat, nastolatki z Izraela wywołują w
            nim kolejne skandale.

            Zdarza się, że gdzieś między wizytą w Treblince a Majdankiem młodzi Izraelczycy
            spędzają czas na zamówionym przez hotelowy telefon striptizie. Zdarza się, że
            obsługa hotelowa musi zbierać ludzkie odchody z łóżek i umywalek. Zdarza się,
            że musi oddawać pieniądze za nocleg innym turystom, którzy nie mogą spać, bo
            Izraelczycy postanowili zagrać w hotelowym holu w piłkę nożną. O drugiej w nocy.

            Sześcioletni Krzyś z Kazimierza też grał w piłkę. 15 kwietnia, w niedzielny
            wieczór, po tym jak strzelił dwa gole, chciał normalnie wrócić do domu. Domu
            poło
            • wladca_pierscienii Re: Przekrój: wycieczki do Polski 11.05.07, 14:35

              Sześcioletni Krzyś z Kazimierza też grał w piłkę. 15 kwietnia, w niedzielny
              wieczór, po tym jak strzelił dwa gole, chciał normalnie wrócić do domu. Domu
              położonego blisko synagogi, przed którą zgromadziły się na uroczystościach
              poprzedzających Marsz Żywych setki młodych Izraelczyków. Tuż przed ulicą
              Szeroką Krzysia zatrzymało kilku zdecydowanie niemiłych panów. – Dziś jest to
              teren półprywatny. Przejścia nie ma – usłyszał. Nie pomogły prośby chłopca, że
              jak nie wróci na czas do domu, jego mama będzie się denerwować.

              "Bramkarze", co ciekawe, tym razem polscy, i co jeszcze ciekawsze, w
              towarzystwie krakowskich policjantów, okazali się również głusi na prośby
              wycieczki Holendrów, którzy pół roku wcześniej zarezerwowali sobie kolację w
              restauracji przy ulicy Szerokiej. – To wolny kraj? – próbował upewnić się jeden
              z turystów.

              W zwykły dzień na Szeroką można się dostać z kilku stron. W ten wieczór – z
              żadnej. Sama bezskutecznie próbowałam przedrzeć się przez bramki. Pomogli mi
              dopiero policjanci.

              – Tu nie ma żadnych zakazów – przekonywali mnie chwilę później, choć stan
              faktyczny wskazywał na coś zupełnie innego.

              – Wprowadziliśmy jedynie pewne ograniczenia w ruchu – wyjaśnia mi kilka dni
              później Sylwia Bober-Jasnoch z biura prasowego małopolskiej policji.

              Policjanci nie mogą mówić inaczej. Oficjalnie polskie prawo nie daje możliwości
              odcięcia obywateli od ulic, przy których mieszkają. Nawet podczas imprez
              masowych, a uroczystości na Szerokiej taką nie były, mieszkańcy mają prawo
              wrócić do swoich domów, a turyści mają prawo zjeść obiad w restauracji. Także
              oficjalnie ochroniarze izraelscy nie mogą zatrzymywać i rewidować przechodniów.

              Próbowałam się dowiedzieć więcej na temat praw agentów ochrony izraelskiej w
              Polsce. Najpierw w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, skąd odesłano
              moje pytania do... Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wysłałam też pytania do
              ministra spraw wewnętrznych. Mimo wcześniejszych obietnic nie dostałam żadnej
              odpowiedzi. Chętny do rozmowy okazał się jedynie Maciej Kozłowski, były
              ambasador w Izraelu, obecnie pełnomocnik ministra spraw zagranicznych do spraw
              stosunków polsko-izraelskich

              – Przepisy są nieprecyzyjne – przyznaje Kozłowski. – W zasadzie ochroniarze z
              obcego kraju nie powinni poruszać się po Polsce uzbrojeni, ale dla władz
              Izraela kwestie bezpieczeństwa są priorytetem. Próby przekonania izraelskiego
              rządu, że ich obywatele powinni korzystać z polskiej ochrony, na razie
              zakończyły się fiaskiem.

              Samolot jak pole bitwy

              Dla Roberta Lucchesiniego, jak też jego żony Anny i dwuletniej córeczki,
              postawa polskiego rządu, który w przeciwieństwie do Izraela swoim obywatelom
              nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa, jest zupełnie niezrozumiała. Do
              priorytetów małżeństwa z Kazimierza oprócz poczucia bezpieczeństwa należą także
              spokój i cisza. Tymczasem włosko-polską rodzinę dzień w dzień budzi co rano
              głośny charkot silników polskich autobusów z grupami młodzieży z Izraela. Ich
              polscy kierowcy permanentnie łamią przepisy. Przy skwerku obok synagogi –
              naprzeciwko domu Roberta – mogą zgodnie z przepisami stać najwyżej trzy
              autokary, najwyżej 10 minut. Stoi znacznie więcej, godzinami. W dodatku z
              włączonymi silnikami. Powód? Bezpieczeństwo młodzieży – szybciej odjadą z
              miejsca zagrożenia, gdy silniki są uruchomione.

              Poza tym młodym Izraelczykom trzeba serwować kawę. Bo chociaż Kazimierz to dziś
              dziesiątki kawiarni, nastolatki z Izraela do nich nie zaglądają. Mają to jasno
              powiedziane: zero kontaktów z otoczeniem, zero rozmów z przechodniami, zero
              uśmiechów i gestów.

              Tak jest już od kilkunastu lat – z Polakami grupy izraelskie kontaktują się
              wyłącznie tam, gdzie muszą. Najpierw w samolotach.

              – Samolot po wylądowaniu w Polsce młodzieży izraelskiej wygląda jak pole bitwy –
              przyznaje pracownik LOT proszący o anonimowość. – Najgorszy jest jednak
              stosunek tych dzieciaków do polskiej obsługi. Niedawno jedna ze stewardes
              dostała od młodego Izraelczyka w twarz. Tylko dlatego, że zbyt długo czekał na
              coca-colę.

              Leszek Chorzewski, rzecznik prasowy LOT, przyznaje, że młodzież izraelska to
              trudny klient. – Wymaga nie tylko więcej uwagi niż inni pasażerowie, ale też
              zdecydowanie większych środków ostrożności – dodaje. Ta ostrożność to
              przedłużające się kontrole latających maszyn i lotnisk przeprowadzane przez
              służby izraelskie. To także bardzo wysokie wymagania ochroniarzy młodych
              Izraelczyków.

              Na własnej skórze przekonała się o tym Katarzyna Łazuga, studentka z Poznania.
              Na jednym z polskich lotnisk uczestniczyła w zajęciach kursu pilotażu
              turystycznego. – Do pomieszczenia, w którym przebywaliśmy, weszli młodzi ludzie
              z Izraela – wspomina. – W chwilę później nasza grupa w pośpiechu musiała
              przerwać zajęcia i opuścić salę. Izraelscy ochroniarze kazali nam się wynieść,
              natychmiast i bez gadania. Bo... za bardzo gapiliśmy się na ich podopiecznych.
              Owszem, patrzyliśmy się na nich. Zwracali na siebie uwagę, byli wyjątkowo ładni.

              Polaków młodzi Izraelczycy widują jeszcze tam, gdzie nocują – w polskich
              hotelach. O ile polskie hotele chcą ich jeszcze przyjmować. Spora część
              krakowskich zdecydowanie już nie chce.

              – Raz na zawsze zrezygnowaliśmy z przyjmowania młodzieży izraelskiej –
              przyznaje Agnieszka Tomczyk, asystentka szefa sieci hoteli System w Krakowie. –
              Nie stać nas już było na wyrównywanie strat po jej wizytach.

              Te straty to zdemolowane pokoje, połamane krzesła i stoły, ludzkie odchody w
              umywalkach lub koszach na śmieci albo jak w Astorii, innym krakowskim hotelu,
              wypalony dywan. Astoria także wycofuje się z grup izraelskich. Między innymi
              dlatego, że ochroniarze żydowskiej młodzieży wypraszali z hotelu gości, którzy
              po prostu im się nie podobali.

              – Ja rozumiem, że izraelscy ochroniarze są wyczuleni na wszelkie niepokojące
              sygnały. Przyjechali z kraju, gdzie nieustająco wybuchają bomby, a młodzi
              ludzie giną w zamachach terrorystycznych – zapewnia Mike Urbaniak. – Tyle
              tylko, że Polska jest jednym z najbezpieczniejszych krajów w Europie. Tu, poza
              nielicznymi przypadkami, nie atakuje się Żydów, a żydowskie instytucje, co jest
              ewenementem na światową skalę, nie potrzebują żadnej ochrony.

              Wielki biznes

              Ochrony nie potrzebują także, o dziwo, chasydzi przybywający licznie do Polski
              z Izraela. W tym na przykład kilkudziesięciu ortodoksyjnych Żydów, którzy
              niedawno odwiedzili nasz kraj, bo chcieli pomodlić się przy grobie cadyka z
              Lelowa. Zjawili się też na krakowskim Kazimierzu bez asysty i bez cienia
              strachu.

              – Bez żadnych oporów rozmawiali z zaciekawionymi ich wyglądem turystami, dla
              których pejsaci Żydzi są wciąż niecodziennym zjawiskiem – dodaje Urbaniak.

              Na Kazimierzu chasydzi są zjawiskiem codziennym. Tak jak wycieczki młodzieży z
              Izraela. W tym roku ma przyjechać do Polski aż 30 tysięcy nastolatków. A z nimi
              800 ochroniarzy.

              Roberto Lucchesini zgłosił pobicie przez izraelską ochronę na polską policję.
              Sprawą zajęła się już krakowska prokuratura. W Izraelu także toczy się w tej
              sprawie śledztwo.

              – Jego wyniki mają średnie znaczenie – uważa Ilona Dworak-Cousin. – Znaczenie
              ma jedynie to, czy młodzież, która odwiedza Polskę, nadal będzie ją traktować
              jak wrogi i zupełnie obcy kraj.

              Zarówno Stowarzyszenie Przyjaźni Izrael–Polska, jak i Związek Krakowian w
              Izraelu próbują dziś przekonać władze swojego kraju, by nie wysyłały więcej
              nastolatków do obozów zagłady w Polsce. Szanse na to są niewielkie.

              – Te wycieczki to przede wszystkim wielki biznes dla ich organizatorów –
              przyznaje Lili Haber. – W tym również dla izraelskich ochroniarzy.
    • stefan.siudalski Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 14.07.06, 10:09
      > Gross wydaje nową książkę o stosunkach Polaków do Żydów.

      błąd - Gross wydaje książkę nie o stosunkach Polaków do Żydów a jedynie o
      wybranych tendencyjnie negatywnych przykładach
      Profesor Hołyst w swojej książce "Na granicy życia i śmierci" pisze, że jeśli
      wdowa po smierci męża mówi źle o zmarłym to chce w ten sposób
      uzyskac "samoodpuszczenie" świństw jakie mu robiła za życia
      "Był zły więc mogłam..."
      Ten sposob rozumowania bardzo często pojawia się także w innych dziedzinach
      życia i trzeba sobie zadać pytanie jakie świństwa ma na sumieniu Gross w
      stosunku do Polski, że z takim uporem fałszuje historię
      Fałszuje historię?
      Tak, ponieważ wybiera tylko to co ma udokmentowac tezę o wyjątkowej, złej
      postawie Polaków - w jego rozumieniu Polaków katolików - w stosunku do Zydów
      Pogromy Zydów zdarzały sie w każdym państwie Europy wszak Zydzi uciekli do
      Polski przed pogromami z Europy Zachodniej a później także z Rosji carskiej
      tu znaleźli schronienie i tu stworzyli najliczniejszą grupę w XIX i XX wieku
      juz samo to świadczy o tym, że może tu nie mieli ziemi obiecanej ale lepszego
      dla nich miejsca na Swiecie wtedy nie było
      gdyby Gross kierował się liczbą ofiar to przecież napisał by ogromne tomy o tym
      co się działo z Zydami mieszkającymi w zasięgu działań Trzeciej Rzeszy ale on
      pisze to i tak aby stworzyć w Świecie wrażenie o wyjątkowym bestialstwie Polaków
      czy napisał chociaż jedno słowo na temat udziału ZSRR w umożliwieniu pokonania
      Polski we wrzesniu 39 roku a tym samym stworzeniu Niemcom mozłiwości bezkarnego
      mordowania Żydów?
      Czy napisał, że w latach 39 -41 to nie Zydzi jako odrębna grupa podlegali
      eksterminacji a obywatele Polski / także Żydzi, katolicy, prawosławni,
      ewangelicy, muzułmanie/ i działo się to przy pełnym porozumieniu Sowietów i III
      Rzeszy?
      Czy Gross gdziekolwiek napisał o tym, że załogę Treblinki stanowili w
      większości Ukraińcy?
      Czy napisał, że sami Niemcy przyznawali, że bez pomocy policji żydowskiej nie
      byli by w stanie w tak krótkim czasie dokonac likwidacji Żydów?
      Polacy a państwo polskie - czy Gross rozróżnia działania bandyckie pewnych grup
      Polaków od działań podejmowanych przez Nasze Panstwo Podziemne?
      Nie, on sugeruje, że wszyscy poza wyjątkami byli żądni krwi a jaka jest prawda?
      Dokumenty mówią jednoznacznie o organizowanej pomocy dla Żydów przez władze
      podziemia, o wyrokach na wydawanych na szmalcowników wśród których byli także
      Zydzi, żaden dokument wydany przez nasze władze nie ma charakteru
      antysemickiego, nie uważam za nasze władze tych po 45 roku
      Na kresach UPA mordowała Polaków, Żydów, Rosjan i to w sposób przekraczający
      wyobraźnie - czy Groos chociaż słowem wspomniał o tym?
      Nie, bo jego celem nie jest przedstawienie prawdy a szkalowanie Polaków.
      W czasie wojny, okupacji i po, działy sie rzeczy straszne, mordowano dla
      pieniędzy, z zemsty, z powodów politycznych i narodowościowych. Mordowano
      młynarzy - bo mieli pieniądze, mordowano tych co trudnili się handlem - bo
      mieli pieniądze, mordowano tych co przechowywali Żydów i tych co przechowywali
      zbiegłych jeńców sowieckich, mordowano bo ktos się krzywo spojrzał lub ktoś
      oskarżył - kto to robił?
      Większość zbrodni to było zbrodnie państwa niemieckiego i sowietów, państw
      które zezwoliły, które nakazały i które przeznaczyły na to środki i ochronę
      prawna dla tych działań.
      Czy Polska ma na sumieniu tego typu działania?
      Nie - czy Gross to zauważa? Nie, bo nie chce zauważyc różnicy między
      działaniami państw a zbrodniczymi działaniami małych grup ludzi.
      A może jeśli to są działania państwowe to w pojęciu Grosa jest wszystko w
      porządku?
      Zabijano także Niemców, zabijano w Polsce, wykonywano wyroki a jakże za
      wydawanie Polaków, za zbrodnicze działania przeciw nam.
      • ciupciak Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 14.07.06, 15:34
        Panie Siudalski,
        To jest glos wolajacego na puszczy. Gro$$ postawil sobie na cel zbicie kapitalu
        w Ameryce. Swoimi watpliwej wartosci "dzielami" uprawia "brownnosing" czyli
        mowiac bardziej po naszemu wchodzi do d.. tym ktorzy rozdzielaja szmalec na
        jego amerykanskiej uczelni. A jak wiadomo amerykanscy Zydzi odwrocili sie
        plecami do swoim pobratymcow z za oceanu. To ich obojetnosc zabijala Zydow w
        Europie. Teraz zwalaja wine na Polakow, w czym gro$$ im doskonale pomaga.
        Klamstwo wielokrotnie powtarzane stanie sie po jakims czasie prawda. Nikt nie
        bedzie mowil za pare lat ze w Jedwabnym zginelo 300 czy 400 Zydow, tylko 1600.
        Za jakis czas Niemcy stwierdza ze to zli Polacy zbudowali Oswiecim, a Adolf H
        nazywal sie naprawde Jan Kowalski. Zeby z tym walczyc, trzeba by zdecydowanej
        reakcji polskich wladz, pieniedzy dla naukowcow piszacych historie bardziej
        obiektywnie, zdecydowanego zwalczania klamstw ludzi pokroju gro$$a. Ale nie ma
        na to forsy ani nie ma woli. Bo przeciez wazniejsze jest czy lepper dorwie sie
        do koryta, czy nowa kaczka.
        Smutne to, ale dlugo jeszcze bedziemy zmuszeni czytac o tym jak to sie na nasz
        kraj pluje. Jestesmy nowym chlopcem do bicia.
        Z powazaniem
        C
        • stefan.siudalski Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 21.07.06, 21:33
          łapka na grossa?
          "Przyjęto także zapis, że do 3 lat więzienia groziłoby za publiczne pomawianie
          narodu polskiego o organizowanie, udział lub odpowiedzialność za zbrodnie
          hitlerowskie i komunistyczne."
    • wladca_pierscienii wiara w "mord rytualny" też i w Niemczech 14.07.06, 13:43

      www.ceeol.com/aspx/getdocument.aspx?logid=5&id=21f8a4f9-9306-4e36-81fd-7e84c781b737
      " Pierwsza książka dotyczy
      wydarzeń w należących wówczas do Niemiec Chojnicach. 11 marca 1900 r. odkryto
      zwłoki 18−letniego Ernsta Wintera. Ponieważ śmierć nastąpiła przed żydowskimi
      świę−
      tami Pesach, mieszkańcy uznali wypadek za „mord rytualny”, tym bardziej że
      znaleźli
      się rzekomi świadkowie. Histeria rozszerzyła się i policja wezwała wojsko.
      Posądzany
      o zabójstwo Gustav Hoffmann, poważny rzeźnik w Chojnicach, oskarżył żydowskiego
      rzeźnika Salomona Levy’ego. Mimo starań mordercy Wintera nie wykryto, lecz
      nastroje
      mieszkańców spowodowały, że Żydzi opuścili Chojnice. Autor stwierdza, iż miało
      tu
      miejsce przerodzenie się judeofobii w antysemityzm, który ujawnił się też w
      1939 roku.
      Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Polski niemieccy mieszkańcy Chojnic bez
      skrupu−
      łów zamordowali swych polskich i żydowskich sąsiadów oraz setki umysłowo chorych
      pacjentów szpitala. "
    • grba Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 18.07.06, 12:04
      Kupiłem książkę Davida I. Kertzera Papieże i Żydzi.

      Autor pisze we wstępie pisze (s.16):
      „Wreszcie, by podjąć jeszcze drażliwsze kwestie, czy może istnieć jakiś związek
      między sprawnym przebiegiem eksterminacji milionów Żydów w Polsce a głębokim
      antysemityzmem tamtejszego społeczeństwa katolickiego? Podkreślam z cała mocą,
      że „ostateczne rozwiązanie” w Polsce nie było dziełem Polaków, którzy także
      byli ofiarami faszystowskiego terroru – lecz nazistów. Ale jeśli chcemy
      zrozumieć sprawę współudziału w zbrodni polskich katolików – albo przynajmniej
      ich obojętność na los żydowskich współobywateli – musimy odwołać się do
      kontekstu historycznego tej tragedii. Jego przedstawienie jest celem tej pracy."

      Dlaczego Kertzler musi "podkreślać z cała mocą" oczywiste fakty?
    • grba Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 18.07.06, 12:16
      Pogląd, że Niemcy zabijali za pomocą "aparatu państwowego", z którym zwyczajny
      Niemiec nie miał nic wspólnego jest mylny. Oprócz masowych morderców zza biurka
      takich Eichmann, była masa krwawych oprawców własnoręcznie uśmiercających Żydów
      (Einsatzgruppe).
    • wladca_pierscienii Anglicy i Żydzi 24.07.06, 10:30
      wiadomosci.onet.pl/1347193,1292,kioskart.html
      Za panowania Henryka II Żydzi żyli w dobrych stosunkach ze swymi
      chrześcijańskimi sąsiadami. Pomogli ufundować wiele opactw i klasztorów i mogli
      chronić się w nich w okresach zamieszek, jakie wybuchały od czasu do czasu na
      tle religijnym lub ekonomicznym. Schronienie było im potrzebne. Duchowieństwo i
      papieże regularnie podsycali niechęć do Żydów jako „zabójców Chrystusa”.
      Nastawienie to umocniły wyprawy krzyżowe, podczas których Żydzi byli celem
      ataków szlachetnych rycerzy w nie mniejszym stopniu niż niewierni Saraceni.

      Jeden z najbardziej popularnych i najbardziej haniebnych mitów zrodził się
      najprawdopodobniej w Anglii, kiedy w 1144 roku sformułowano oskarżenie przeciw
      niejakiemu Williamowi z Norwich. Miał on rzekomo wespół z innymi Żydami zabić
      chrześcijańskiego chłopca, by użyć jego krwi do macy przeznaczonej na święto
      Paschy. Z Anglii mit ten dotarł do Francji, Hiszpanii i całej średniowiecznej
      Europy, a w wieku XX pojawił się znów w nazistowskiej propagandzie.

      W roku 1218 doszło do ustanowienia pierwszych praw antyżydowskich, kiedy
      Stephen Langton, arcybiskup Canterbury nakazał Żydom nosić biały prostokąt o
      wymiarach dwóch palców na cztery, by można było ich rozpoznać. Baronowie,
      pożyczający od Żydów pieniądze, podburzali pospólstwo do wystąpień, w czasie
      których plądrowano żydowskie domy i niszczone księgi z rejestrem długów.

      Pod koniec XII wieku na fali gorączki religijnej towarzyszącej przygotowaniom
      do trzeciej krucjaty Ryszarda Lwie Serce doszło do pogromów Żydów na jarmarku w
      Stamford, w Bury St Edmunds oraz najgłośniejszego w Yorku. W 1190 roku Żydzi
      miejscy otrzymali schronienie w Clifford’s Tower na zamku York, ale wokół
      zebrał się tłum, żądając od nich przejścia na chrześcijaństwo. Większość
      oblężonych popełniła samobójstwo, a ci, którzy się poddali, zostali
      zamordowani. W 1290 roku, kiedy Edward I znalazł inne źródło finansowania –u
      włoskich kupców, znanych jako „papiescy lichwiarze”, Żydów z Anglii wygnano.
    • wladca_pierscienii Re: Polacy-Żydzi w czasie II wojny światowej 24.08.06, 11:47
      1974m2 napisał:
      > Gross wydaje nową książkę o stosunkach Polaków do Żydów.Mam pytanie jak było
      > na prawdę?

      Przeczytaj lepiej książkę:
      Tomasz Szarota: "U progu zagłady. Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej
      Europie. Warszawa, Paryż, Amsterdam, Antwerpia, Kowno "

      ja jej nie czytałem
      ale rzuciłem na to okiem w księgarni

      i ta książka NIE jest przejawem "żydonazizmu" jak u Grossa
      gdzie to Polacy są u Żydów wszystkiemu winni
      jak u antysemitów wszystkiemu winni są Żydzi

      omówionych jest parę miast z różnych krajów okupowanej Europy


      ciekawe: Litwini i Ukraińcy we Lwowie też mieli ogromną pretensję do Żydów o
      wysługiwanie się NKWD

      w paru miastach były pogromy antyżydowskie, które zakończyły się na dzień przed
      zaczęciem zamykania Żydó w getcie (tak jakby miało to ich zachęcić do
      łatwiejszego przeniesienia się do getta)

      we Francji miano do Żydów pretensje o przegranie wojny z Niemcami, bo "żołnierz
      francuski jest z natury dzielny"
    • wladca_pierscienii Prusy Wschodnie 1914 r. i antysemityzm 28.08.06, 13:41
      Przeglądałem książeczkę ("Tannenberg 1914" ?? )
      w 1914 wojska rosyjskie w Prusach Wschodnich stosowały rabunek (prywatny i
      państwowy) na wielką skalę.
      przy okazji rozstrzelali pewną ilość cywili pod zarzutem szpiegostwa itp.

      mieszkańcy Prus Wschodnich byli, że żołnierzy rosyjskich do rabunków namawiali
      Żydzi z przygranicznych miasteczek na Litwie i w Kongresówce.
      • serwal Re: Prusy Wschodnie 1914 r. i antysemityzm 15.09.06, 13:36
        Jednym słowem Żydzi byli niepewni i wszyscy podchodzili do nich z nieufnością.
        Przykładowo: żydowski handlarz przemycił przez granicę afisz mobilizacyjny
        carskiej armii do Prus Wschodnich, aby donieść o mobilizacji stronie przeciwnej.
        • aso62 Re: Prusy Wschodnie 1914 r. i antysemityzm 15.09.06, 13:49
          serwal napisał:

          > Jednym słowem Żydzi byli niepewni i wszyscy podchodzili do nich z
          > nieufnością.
          > Przykładowo: żydowski handlarz przemycił przez granicę afisz mobilizacyjny
          > carskiej armii do Prus Wschodnich, aby donieść o mobilizacji stronie
          > przeciwnej.

          Wow, rzeczywiście szpion na miarę 007.

          Ty już zacząłeś szkołę czy jeszcze do zerówki chodzisz?
    • wladca_pierscienii antysemityzm w USA today 15.09.06, 09:23
      No cóż, antysemityzm w Polsce się zdaża
      co ambitniejsi antysemici oskarżają nawet Marszałka Piłsudzkiego o związki
      rodzinne i ideowe z Żydami

      ale...

      Żydów amerykańskich POWINIEN bardziej interesować antysemityzm w USA

      niejaki Victor Thorn napisał kiedyś książkę "Sąd na 9-11" (o zamachu na WTC)
      książka najwyraźniej odniosła sukces finansowy,
      bo tak jak Jan Tomasz Gross postanowił napisać następną:
      "Zło 9-11" ("9-11 Evil ")
      twierdzi w niej, że "zbrodnia 9-11 była dokonana przez wielu konspiratorów
      włącznie z Mossadem, Izraelem oraz licznych Żydów"
    • poglodzio Żydi pisali listy zsyłkowe na Sybir dla rosjan 16.09.06, 10:37
      którzy zajeli wschodnią polskę, a potem tworzyli podstawy zbrodniczej aparatury
      • marek_boa Re: Żydi pisali listy zsyłkowe na Sybir dla rosja 16.09.06, 12:34
        Oćpałeś się facet? A za plamy na słońcu i burze magnetyczne też odpowiadają
        Żydzi?!Zacznij pisać poważnie bo nikt nie zechce z tobą dyskutować!
        -Pozdrawiam!
        • poglodzio Nie powiedział bym że to nie prawda 16.09.06, 17:28
          ludzi pochodzący z kresów a wysłani na sybir często mówią że listy zsyłkowe
          tworzyli żydzi którzy byli w partiach komunistycznych, zaś z żydzi włozyli
          istotny wkład w tworzenei min. UB na terenie wyzwolonej Polski, zobacz czyjej
          ekstradycji domagaja się polacy
          • axx611 Re: Nie powiedział bym że to nie prawda 14.11.06, 05:08
            W Polsce zawsze kablowali polacy. Okolo 2 mln. Jeden na drugiego. Franek
            zakablowal Antka. A Antek w sledztwie powiedzial ze Manka sprzedawala
            bimber.Istota sprawy jest jak powiedzial Michnik zeby Antka lal w morde Franek
            bo gdy to robi Greenberg to jest antysemityzm.
    • wladca_pierscienii Gość Niedzielny: Irena Sendler 2,5 tys. ocalonych 15.01.07, 10:42
      wiadomosci.onet.pl/1384307,1292,kioskart.html
      Słoik pełen życia
      Irena Sendler: nie zrobiłam niczego nadzwyczajnego

      Uratowała dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci, dwukrotnie więcej niż Oskar
      Schindler. A jednak nazwiska skromnej Polki Ireny Sendler nie znajdziemy w
      podręcznikach historii. Jest szansa, że to się zmieni.
      Za wysokim murem getto. Tysiące ludzi stłoczonych na wąskich ulicach. Wielu
      umiera z głodu. To zaplanowana akcja wyniszczenia ludności żydowskiej, znacznie
      tańsza niż komory Treblinki. Młodziutka Irena Sendler, przechodząc rano obok
      bramy, widzi żebrzące dzieci. Inne leżą tuż obok przykryte gazetami. Nie żyją. –
      Tak nie może być! Trzeba ratować te dzieciaki! – wszystko w niej krzyczy. –
      Ale jak? W Polsce za pomoc Żydom grozi kara śmierci. Wielu znajomych zapłaciło
      już życiem…

      Weszłam do piekła

      Młoda pracownica pomocy społecznej nie daje za wygraną. Znajduje furtkę. Niemcy
      panicznie boją się, że szalejąca w getcie epidemia tyfusu przedostanie się poza
      mury. I choć nie wpu- szczają pracowników opieki społecznej, pozwalają, by
      wchodziły tu służby medyczne. Sendlerowa przebiera się za pielęgniarkę i
      wchodzi przez bramę getta. Pomaga jej dziesięć koleżanek. Noszą jedzenie, leki
      i pieniądze. Irena od 1942 roku współpracuje z Żegotą (Radą Pomocy Żydom), w
      której kieruje Sekcją Pomocy Dzieciom. W Żegocie aktywnie działają m.in. Zofia
      Kossak-Szczucka i Władysław Bartoszewski. "Pielęgniarki" zaczynają wyprowadzać
      poza mury getta żydowskie dzieci. Najczęściej wywożą je ambulansem. By uniknąć
      kłopotów, dzieciom podają środki nasenne, a potem zapakowane w worki, pudła i
      kubły na śmieci wywożą je z getta. – Jeśli wpadniemy, powiemy, że wieziemy
      martwe ofiary tyfusu – pocieszają się "pielęgniarki".

      – W getcie było piekło. Docierałyśmy tam, mówiąc, że mamy możliwość ratowania
      dzieci – opowiada pani Irena. – Wówczas padało jedno pytanie: jaką dajemy
      gwarancję? Uczciwie odpowiadałam: żadnej. Wtedy odbywały się dantejskie sceny.
      Tata godził się na oddanie dziecka, a matka nie. Babcia tuliła dziecko
      najczulej i zalewając się łzami, mówiła: "za nic nie oddam wnuczki". Czasem
      opuszczałam tę nieszczęsną rodzinę sama. Nazajutrz szłam sprawdzić, co stało
      się z całym domem. I często okazywało się, że wszyscy byli już na Umschlagplatz.

      Dzieci wynoszono też przez piwnice graniczących z murem domów i przez budynek
      sądu. Dwóch zaufanych woźnych w tajemnicy wyprowadzało dzieci na aryjską
      stronę. Ta droga szybko jednak "spaliła się". Odkryli ją szmalcownicy.
      Codziennie o szóstej rano motorniczy (mąż jednej z "pielęgniarek") wsiadał do
      tramwaju, który czekał w zajezdni, po żydowskiej stronie. Nie dziwił się, gdy
      dostrzegał w wagonie karton z uśpionym dzieckiem. Po kilkunastu minutach
      trafiało na szczęśliwszą stronę muru.

      Gdzie wędrowały dzieci? Ze zmienionymi nazwiskami, nowymi imionami i
      dokumentami trafiały do warszawskich rodzin. W stolicy przechowywało je,
      ogromnie ryzykując, aż 1300 z nich. Sporo trafiało za mury klasztorów. Działało
      czterdzieści zakonnych sierocińców. Same siostry Rodziny Marii ocaliły ponad
      pięćset maluchów. Uczyły je pacierza, ganiły, gdy odzywały się w jidysz. – To
      nie była żadna akcja chrystianizacji – broni je pani Irena. – Przecież gdyby
      Niemcy nakryli je na tych zachowaniach, dzieci by rozstrzelano!

      Liczył się dosłownie każdy szczegół. Bohaterki opowiadań Hanny Krall z
      przerażeniem zastanawiały się, czy noszą torebkę "po polsku". A może w ich
      gestach było coś żydowskiego? Coś, co mogło je zdradzić? Trzeba się było
      nauczyć po polsku chodzić, jeść, kłaniać, patrzeć innym w twarz.

      – Maluchy nie rozumiały często swej tragedii – wspomina Sendlerowa. – Wiozłam
      kiedyś zapłakanego, zrozpaczonego chłopczyka do kolejnych opiekunów, a on wśród
      łez pytał mnie: "Proszę pani, ile można mieć mamuś, bo ja już jadę do trzeciej".

      Pani Irena jeździła tam, skąd ludzie uciekali w popłochu. – Czasem okazywało
      się, że trzeba pilnie i z wyjątkową czułością zająć się dzieckiem, na oczach
      którego zamordowano rodziców. Innym razem jechałam do lasu między Otwockiem a
      Celestynowem, bo tam, w dole ze śmieciami, ukrywała się matka z niemowlęciem.
      Żywność nosiła jej nauczycielka z wioski, ale niemowlę było bardzo chore i
      potrzebna była pomoc lekarska.
      Uciekaj!

      Ratowała życie innym i sama również została ocalona. Po raz pierwszy, gdy w
      październiku 1943 roku jedenastu gestapowców załomotało do jej drzwi. Przez
      trzy miesiące katowano ją na Pawiaku. – Nie da się opisać przeżyć w lochach
      gestapo. W muzeum na Pawiaku jest specjalna szafka z narzędziami,
      którymi "panowie nadludzie" zadawali więźniom tortury. Do dziś mam
      ich "wizytówki" na swoim ciele – opowiada. Ocalała, bo Żegocie dosłownie na
      godziny przed rozstrzelaniem udało się przekupić strażnika. Uciekaj! –
      krzyknął, gdy prowadził ją na przesłuchanie. Pani Irena była cenna: tylko ona
      miała dokładną listę dzieci: z ich adresami, prawdziwymi i nowymi nazwiskami.
      Na przykład, przy nazwisku Marysi Kowalskiej w nawiasie było podane "Reginka
      Lubliner", tak aby po wojnie mogła wrócić do swoich. Bezcenne malutkie bibułki
      zamknęła w szklanych słoikach i zakopała w ogródku pod korzeniami jabłonki.
      Ocalała z Pawiaka, choć mieszkańcy Warszawy na liście zabitych przeczytali
      nazajutrz: Irena Sendler. Rozstrzelano ją na papierze. Do końca wojny ukrywała
      się pod fałszywym nazwiskiem. Gestapo deptało jej po pietach.

      Na Pawiaku w sienniku zdumiona znalazła obrazek "Jezu, ufam Tobie". – To
      najcenniejsza rzecz, jaką posiadam – opowiadała. Gdy do Polski przyjechał po
      raz pierwszy Jan Paweł II, przesłała mu obrazek i jego historię. Po latach
      dostała list z błogosławieństwem Papieża.

      Po wojnie pracowała z opuszczonymi dziećmi i z "gruzinkami", byłymi
      więźniarkami obozów koncentracyjnych, które na gruzach stolicy zarabiały jako
      prostytutki. Nie doświadczyła wdzięczności. Początkowo, jako przedwojenna
      działaczka PPS, miała chwilkę spokoju, ale wkrótce UB przypomniało sobie o jej
      współpracy z AK, o powstaniu warszawskim. Przed aresztowaniem uratowała ją żona
      jednego z ubeków… sama ocalona z getta przez panią Irenę. Po jednym z
      przesłuchań Sendlerowa przedwcześnie urodziła syna. Niemowlę zmarło po kilku
      tygodniach. Pracowała w pomocy społecznej, wysłano ją na przymusową wczesną
      emeryturę. Jej córkę skreślono z listy studentów. Później pani Irena jeszcze
      piętnaście lat pracowała jako bibliotekarka. W 1965. r. otrzymała
      tytuł "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". W latach osiemdziesiątych
      zaangażowała się w "Solidarność". I tak skończyłaby się opowieść o nieznanej
      bohaterce, gdyby nie pewien amerykański nauczyciel…

      To nieprawdopodobne!

      – I jeszcze zadanie domowe. Proszę przygotować scenariusz sztuki teatralnej –
      rzucił Norman Conard, nauczyciel amerykańskiego college’u w Uniontown.
      Uczniowie zabrali się do roboty. Cztery uczennice szukając tematu do sztuki
      natrafiły na wzmiankę o Irenie Sendler. Profesor przeczytał scenariusz i
      zawołał dziewczyny do siebie. – Słuchajcie, dodałyście o jedno zero za dużo!
      Świetnie pamiętał "Listę Schindlera". Tytułowy Niemiec uratował aż 1100 Żydów.
      Niemożliwe, by nieznana Polka, ryzykując o wiele więcej, ocaliła dwa razy tyle.
      A jednak. Pomyłki nie było. Zafascynowani tym nieprawdopodobnym wyczynem,
      wspólnie napisali jednoaktową sztukę "Życie w słoiku". Wystawiono ją w kilku
      amerykańskich szkołach. Był rok 1999.

      Tymczasem nad Wisłą niewielu znało bohaterskie wyczyny pani Ireny. Nie chwaliła
      się nimi. Do dziś uważa, że nie zrobiła niczego nadzwyczajnego. Więcej, wyrzuca
      sobie, że nie uratowała więcej dzieci. – Jaka bohaterka? Proszę nie
      przesadza
      • wladca_pierscienii Gość Niedzielny: Irena Sendler 2,5 tys. ocalonych2 15.01.07, 10:44
        Tymczasem nad Wisłą niewielu znało bohaterskie wyczyny pani Ireny. Nie chwaliła
        się nimi. Do dziś uważa, że nie zrobiła niczego nadzwyczajnego. Więcej, wyrzuca
        sobie, że nie uratowała więcej dzieci. – Jaka bohaterka? Proszę nie
        przesadzać… – oponuje. – Jestem bardzo stara i schorowana – mówi słabym głosem.
        Już kilkanaście lat temu pisała w swoich notatkach: Odchodzę. Ma 97 lat.
        Mieszka w warszawskim domu opieki ojców bonifratrów. Opowiada, że pomagała, bo
        tak nauczyła ja rodzina. Jej pradziadka po powstaniu styczniowym zesłano na
        Sybir. W gabinecie lekarskim ojca zawsze pełno było biedaków bez grosza przy
        duszy. Sam zmarł w 1917 roku, podczas ratowania ludzi zarażonych tyfusem.
        Pochodzenie, rasa czy religia nie mają znaczenia, a tonącemu trzeba podać rękę –
        powtarzał.

        Co ciekawe, pisząc swą sztukę, amerykańskie nastolatki nie wiedziały, że pani
        Irena żyje. Gdy się o tym dowiedziały, napisały list. Potem drugi, trzeci. W
        końcu przyleciały. Wzruszające spotkanie ze skromną starszą panią zapamiętają
        do końca życia. To one przygotowały też stronę internetową poświęconą polskiej
        bohaterce. Co ciekawe, tylko w języku angielskim. Cóż, cudze chwalicie, swego…

        Na szczęście ostatnio o pani Irenie zrobiło się głośniej. Trzy lata temu
        otrzymała Order Orła Białego, a niedawno Polska zgłosiła jej kandydaturę do
        Pokojowej Nagrody Nobla. – Chcemy wyrazić entuzjastyczne poparcie dla
        kandydatury tej prawdziwej bohaterki. Przeszło 60 lat po Holokauście wiemy, że
        ta chwila może być ostatnią okazją dla tak wybitnej instytucji jak Komitet
        Noblowski, by uhonorować osobę żyjącą za czyny, które stanowią wzorzec do
        naśladowania dla wszystkich, którzy troszczą się o pokojową przyszłość
        ludzkości – piszą autorzy petycji do Oslo. Pomysł ze zgłoszeniem pani Ireny do
        Pokojowej Nagrody Nobla nie jest nowy. Przed prezydentem Lechem Kaczyńskim
        bezskutecznie zabiegało o to stowarzyszenie Dzieci Holokaustu. Tysiące ludzi na
        całym świecie zawdzięcza jej życie. Przekonali się na własnej skórze, że "kto
        ratuje jedno życie, ratuje świat".
    • wladca_pierscienii niemieccy Żydzi lepsi niż Żydzi słowiańscy 15.01.07, 16:33
      Przegląd:

      wiadomosci.onet.pl/1151224,1292,kioskart.html

      Władze RFN największą pulę odszkodowań przekazały Żydom niemieckim, choć ci
      najmniej ucierpieli w czasach holokaustu.

      rzed 65 laty, 30 stycznia 1939 r. Hitler zapowiedział w Reichstagu, że wybuch
      II wojny światowej spowoduje "zniszczenie rasy żydowskiej w Europie". Losy
      niemieckich Żydów jednak nie całkiem potwierdziły trafność przepowiedni
      Hitlera. W przeciwieństwie do praktyki stosowanej w krajach okupowanych bądź
      satelickich naziści praktycznie przez 10 lat, stopniowo - bo jeszcze do 1943
      r. - i mniej brutalnie niż gdzie indziej oczyszczali Rzeszę z niemieckich Żydów.



      Nazistom zależało, aby Żydzi jak najliczniej opuszczali Niemcy. Nie tylko sam
      wyjazd, lecz również zapuszczenie korzeni za granicą wymagały niemałych
      nakładów finansowych. Na wygnaniu nie witano ich z otwartymi ramionami, a
      restrykcyjna polityka wizowa dawała emigrantom przedsmak tego, co czeka ich w
      obcym kraju. Naziści z kolei obrzydzali Żydom codzienne bytowanie, jak tylko
      można, w nadziei, że przyspieszy to decyzję ich wyjazdu. W taki
      sposób "odżydzanie" Niemiec przebiegało aż do końca 1941 r., kiedy to
      możliwości legalnej emigracji ustały. Jednak ustały nie z inicjatywy Niemców.




      Według obliczeń hitlerowskich, podróż emigrującego obciążała konto Rzeszy sumą
      ok. 1,5 tys. marek, które czerpano z funduszu nagromadzonego przez bogatych
      Żydów. Władze sprzyjały także organizowaniu różnych kursów językowych i
      przysposobienia zawodowego, ponieważ mając określony zawód, łatwiej było o
      wizę. Również nadwyżki wpływów z imprez kulturalnych organizowanych przez Żydów
      odprowadzano na konto wyjazdowe. Niemiecki Czerwony Krzyż służył pomocą w
      przekazywaniu za granicę korespondencji osób, które przy staraniach o wizę
      musiały wyjaśniać zapytania z krajów docelowych. Ponieważ po wybuchu wojny
      nawet Niemcom nie wolno było telefonować za granicę, upoważniono placówki
      gestapo do prowadzenia w imieniu Żydów niezbędnych dla emigracji rozmów z
      zagranicą. 23 października 1941 r. za sprawą aliantów nastąpiła ostateczna
      blokada wyjazdów, koniec legalnej emigracji. Mimo to, do końca wojny, udało się
      Niemcom przerzucić za granicę jeszcze ok. 8,5 tys. Żydów. W żadnym innym kraju
      Europy, który okupowali naziści, opisane tutaj sytuacje nie istniały nawet w
      przybliżeniu. Gdyby nie zagraniczne limity imigracyjne, odmowy przyznania wiz
      itp., z Niemiec wyjechałoby znacznie więcej Żydów.



      O ile w krajach okupowanych czy satelickich Berlin stosował jedno
      określenie: "Żyd", to w odniesieniu do Żydów niemieckich starannie rozróżniano
      między "Żydem całkowitym", "półżydem", "mieszańcem pierwszego
      stopnia", "ćwierćżydem", a nawet "mieszańcem drugiego stopnia". Żydów
      niemieckich rugowano z życia publicznego stopniowo, usuwając ich ze środowisk
      lekarzy, adwokatów, nauczycieli, wykładowców wyższych uczelni, nie mówiąc już o
      administracji państwowej. Z urzędów i instytucji państwowych usunięto
      żydowskich pracowników już w 1933 r. Ustawa o obowiązku służby wojskowej z 1935
      r. stanowiła, że wymagane jest aryjskie pochodzenie, tymczasem w Wehrmachcie
      jeszcze w czasie wojny służyło ok. 150 tys. żołnierzy pochodzenia żydowskiego.
      Fakt ten tolerowano przy protestach, mimo decyzji Hitlera z 1941 r., by usuwać
      z wojska mieszańców "pierwszego stopnia". Najbardziej spektakularną wizytówką
      żydowskich Wehrmachtowców był marszałek polny, jednocześnie generalny inspektor
      Luftwaffe, Eberhard Milch, "ćwierćżyd", którego Göring uczynił "aryjczykiem".
      Milch jako zbrodniarz wojenny otrzymał dożywocie, lecz w 1954 r. został
      ułaskawiony. Także były kanclerz RFN, Helmut Schmidt, uznany za "ćwierćżyda" po
      linii dziadka, dosłużył się w Wehrmachcie stopnia oficerskiego.

      Noszący imiona nieżydowskie musieli uzupełnić nazwiska imieniem Izrael lub
      Sara. Korzystając z pomysłu władz szwajcarskich, Niemcy zaczęli od 6
      października 1938 r. stemplować paszporty Żydów literą J. Młodzież pozbawiano
      stopniowo możliwości studiowania, wprowadzając najpierw tzw. numerus clausus
      zarządzenie, że liczba studiujących wyznania mojżeszowego nie może przekraczać
      5% uczących się w gimnazjach, bądź studiujących na wyższych uczelniach.
      Zarządzenie pojawiło się już w roku 1933. Wspomniane 5% dotyczyło sytuacji na
      pojedynczej uczelni. W skali całego kraju natomiast dopuszczalny odsetek nie
      mógł przekraczać 1,5% ogółu uczących się, bądź studiujących.


      Ustawa o wzajemnych prawach i obowiązkach właściciela domu i lokatora-Żyda z
      1939 r. pozwalała wymówić mieszkanie ze skutkiem natychmiastowym, pod warunkiem
      zaoferowania mieszkania zastępczego. Regulowała to pisemna umowa między
      właścicielem budynku a lokatorem. O ile na terenach okupowanych ludność
      żydowską zamykano po prostu w gettach, w Niemczech gett nie znano. Natomiast po
      tej ustawie do pojedynczych domów, a także fragmentów ulic stopniowo przenosili
      się Żydzi. Gestapo uzyskiwało w ten sposób ułatwioną kontrolę.

      Po dojściu nazistów do władzy w kilkunastu miastach niemieckich powołano do
      życia różnego charakteru uczelnie żydowskie, jednak niższego stopnia niż
      uniwersytet. W latach 1933-1942 czynna była np. w Berlinie Wyższa szkoła wiedzy
      o żydostwie. Żydzi mieli do dyspozycji własne kina, teatry, uczelnie, kluby
      sportowe, różne ośrodki i stowarzyszenia. Jednocześnie zamknięto im drogę do
      takich samych instytucji i ośrodków aryjskich. W ten sposób spychano ich do
      własnych gett. W żydowskich stowarzyszeniach sportowych zrzeszonych było ok. 50
      tys. członków. Jeszcze w 1938 r. berlińska gmina żydowska zorganizowała
      olimpiadę sportową z udziałem ponad 6 tys. uczniów stolicy. Żydzi niemieccy
      izolowani krok po kroku od społeczeństwa tworzyli własne punkty trwania i
      oporu, co wszakże również było gestapo na rękę, ponieważ ułatwiało kontrolę.



      Z żydowskich ośrodków Trzecią Rzeszę przetrwały jedynie dwie placówki - szpital
      żydowski i cmentarz w Berlinie. O atmosferze panującej wśród niemieckich Żydów
      jeszcze w czasie wojny świadczy demonstracja uliczna setek kobiet żydowskiego
      pochodzenia w marcu 1943 r., które okrzykami "uwolnijcie naszych mężów!"
      protestowały w Berlinie przeciwko aresztowaniu 2 tys. Żydów. Goebbels - wówczas
      gubernator Berlina - polecił uwolnić aresztowanych.



      Pierwsza deportacja niemieckich Żydów, mająca jeszcze charakter incydentalny,
      nastąpiła w lutym 1940 r. w Szczecinie. W październiku 1940 r. do południowej
      Francji deportowano 6,5 tys. Żydów. 1943 był rokiem wzmożonej deportacji Żydów
      z Rzeszy. Pociągami osobowymi, a nie w wagonach towarowych, kierowano ich
      przeważnie do pokazowego obozu koncentracyjnego Theresienstadt (Terezin), 60 km
      na północ od Pragi. Właśnie ten obóz prezentowano komisjom kontrolnym
      Międzynarodowego Czerwonego Krzyża na dowód, że uwięzieni żyją w znośnych
      warunkach. Było tam w 1943 r. ok. 40 tys. więźniów, z czego 25 tys. niemieckich
      Żydów. W Terezinie stwarzano pozory normalnego życia, kierując tam znane
      osobistości żydowskie z dziedzin nauki, kultury, osoby zasłużone w I wojnie
      światowej, a także bogatych Żydów. W obozie była nawet kawiarenka, w której
      przygrywała orkiestra, wystawiano też przedstawienia teatralne, operetki
      ("Sprzedaną Narzeczoną" grano 35 razy). Wysoki poziom koncertów i odczytów,
      licząca kilkaset tysięcy tomów biblioteka - wszystko to niewątpliwie pozwalało
      łatwiej przetrwać obozową udrękę.

      Od 1944 r. z tego obozowego raju zaczęto przerzucać masowo także niemieckich
      więźniów do obozów zagłady w okupowanej Polsce. Paradoksalnie największa,
      przytłaczająca pula odszkodowań przekazanych przez RFN Żydom, przypadła byłym
      obywatelom niemieckim, którzy od holokaustu ucierpieli najmniej. Natomiast
      Żydzi z Europy Wschodniej, zwani pogardliwie "Ostjuden", aż do obalenia
      komunizmu wykluczeni byli z wszelki
    • wladca_pierscienii Amerykanie i Żydzi w czasie II w. św. 30.01.07, 08:35
      dzisiaj w CInemamax będzie film
      "Zbliżenie" ("Focus" USA 2001)
      rok 1944 USA - biurokrata kupuje nowe okulary
      w których wg. otoczenia wygląda na Żyda
      do tego przyjmuje do pracy Żydówkę
      więc sam traci pracę i żadna "chrześcijańska" firma nie chce go zatrudnić
      zatrudnia go dopiero "żydowska"


      CIEKAWE...
      coby się tam działo, gdyby nazistowskie Niemcy okupowały wtedy USA ? ? ?
Pełna wersja