zwyczajny
03.05.03, 22:52
Interes na truciznach
Broń chemiczna
Co łączy opracowany w 1918 r. żrący gaz bojowy z wyrafinowaną elektroniką
XXI wieku? Wspólnym mianownikiem jest pewien toksyczny pierwiastek chemiczny
o symbolu As. Podobno można na nim zarobić. W Tarnowie już nad tym pracują.
WOJCIECH KWILECKI 2003-04-30
Prawo międzynarodowe określa jasno: do 2007 r. wszystkie państwa muszą
zlikwidować swoje zapasy broni chemicznej. W szczególności dotyczy to Rosji,
której "wyklęty" arsenał uważa się za jeden z największych na świecie. Sprawa
nie jest prosta: środki chemiczne trzeba zredukować do niebojowych postaci,
które i tak często pozostają toksyczne. Odpady należy zagospodarować.
Potrzebny jest nie tylko wielki nakład pracy, ale też myśli technicznej.
Rosja ma w tej sprawie podpisaną umowę z Polską.
W grę wchodzą ogromne ilości luizytu - parzącego środka bojowego, który
opracowano pod koniec I wojny światowej. Jego rosyjskie zapasy podobno
wystarczyłyby, aby porazić wszystkich mieszkańców Europy. Sam rozkład luizytu
nie stanowi kłopotu. W Rosji, w zakładach utylizacyjnych beczki z płynną
śmiercią otwierają automaty i w procesie elektrolizy redukują środek bojowy
do mniej groźnej postaci. Pojawia się jednak problem, co zrobić z masami
poreaktywnymi, czyli tym, co pozostanie po dezaktywacji środka bojowego.
Otrzymane substancje nie noszą już znamion broni chemicznej, ale nadal są
groźne dla środowiska. Głównie za sprawą zawartości arsenu - pierwiastka
chemicznego, który jest równie toksyczny co drogocenny. Zgodnie z umową,
utylizacja mas reaktywnych ma należeć do nas. Nie przypadkiem. Odzysk arsenu
to polska specjalność.
- Istnieje szansa, że staniemy się światowym ekspertem od odzysku i
przechowywania arsenu - mówi Krzysztof Paturej z MSZ, specjalista od broni
masowego rażenia i koordynator strony polskiej - udowodniliśmy już, że mamy
unikalne w skali świata doświadczenie.
Najlepsi na świecie
Jednostka Ratownictwa Chemicznego działa przy Zakładach Azotowych w Tarnowie-
Mościcach. Podobno jest najlepsza w Polsce, choć na pewno na świecie nie ma
sobie równych, jeśli chodzi o obróbkę mas reaktywnych po rozkładzie
arsenoorganicznych środków bojowych. Zasłynęli za sprawą poniemieckiego
adamsytu, arsenoorganicznego drażniącego środka bojowego, który leżał w
korodujących beczkach ponad 50 lat. Nie udało się udowodnić
pochodzenia "pamiątki", w przeciwnym razie strona niemiecka musiałaby na
własny koszt wywieźć truciznę z Polski. Choć stary adamsyt nie stanowił już
śmiertelnego zagrożenia (- Płacz i kichanie - jak stwierdzili w Azotach),
musiał zostać zniszczony na podstawie Umowy Genewskiej. Inne kraje też się
zajęły swoją bronią C. Amerykanie i Niemcy traktowali związki
arsenoorganiczne plazmą o ultrawysokiej temperaturze, co wymagało ogromnych
kosztów i nie przynosiło spodziewanych efektów. Włosi zatapiali toksyny w
betonie. Polskie MON zgłosiło się w tej sprawie właśnie do tarnowian.
Zaczęli w 1997 roku. Do przerobienia było 9,5 tony adamsytu. Tarnowska
Jednostka Ratownictwa Chemicznego jako jedyna w świecie opracowała
przemysłową technikę niskociśnieniową i niskotemperaturową (a więc
bezpieczną), dzięki której udało się odzyskać arsen o czystości 99 proc. - W
zasadzie Polska jako jedyne państwo zniszczyła adamsyt całkowicie i szybko -
mówi inż. Janusz Iwaniec, prezes tarnowskiej JRCh. - Na świecie nie wierzono
nam, że dokonaliśmy tego właśnie w taki sposób. Pojawił się problem
składowania pierwiastka - "czysty" arsen ma postać metaliczną i potrafi się
samoczynnie zapalić w temperaturze ok. 60 st. C. Wtedy zaczyna wydzielać
arszenik, najsilniejszą znaną truciznę - jeden wdech takiego oparu oznacza
śmierć. Dlatego, oprócz odzysku, trzeba go było jeszcze odpowiednio
zabezpieczyć. Ale nie "na zawsze", tylko tak, by w razie potrzeby móc go
wykorzystać.