Wojna Koreanska

19.05.03, 19:44
Czytajac o tej wojnie nasuwa sie wazne pytanie: jaki jest cel prowadzenia
wojny? Czy celem wojny jest osiagniecie zakladanego celu politycznego, czy
tez jego celem jest po prostu ostateczne zwyciestwo?

Po agresji na Koree Poludniowa przez Kim Ir Sena garstka nieprzygotowanych
Amerykanow omal nie zostala zepchnieta do morza. Potem nastapil przelom,
destant i prawie cala Korea zostala opanowana przez sily ONZ. Potem nagla
inwazja chinska odepchnela sily ONZ sporo poza 38 rownoleznik.

W ogole Chinczycy stosowali ciekawa taktyke. Atakowali setkami tysiecy, fala
za fala. Poczatkowo to skutkowalo, jednak po czasie Amerykanie udoskonalili
system tzw. "maszynek do miesa", czyli system polegajacy nie na obronie czy
zdobywaniu terytorium, ale na zabijaniu jak najwiecej Chinczykow. Uzywali do
tego calej gamy narzedzi: artyleria, napalm, miotacze ognia zainstalowane do
czolgow (jak jest to technicznie mozliwe?), lotnictwo itd.
Chinczycy gineli dziesiatkami tysiecy, a jednak szli naprzod. Proporcja strat
ludzkich byla w granicach od 1-20 do 1-100. Po wycieciu jednej
wielotysiecznej chinskiej fali przychodzila nastepna fala, i jeszcze
nastepna. Kazda kolejna fala musiala chyba stapac po stertach trupow
poprzednich fal.
W koncu amerykanski system "maszynek do miesa" tak sie udoskonalil ze nawet
Chinczykom zaczelo brakowac ludzi. Amerykanie odepchneli zoltkow poza 38
rownoleznik i wtedy pod dowodztwem Lin Piao przyszedl bodajze ostatni
kontratak owych stutysiecznych fal. I jak wszystkie pozostale po
krotkotrwalym efekcie zaskoczenia i on zostal wyciety w pien.
Pod koniec walka polegala juz tylko na polowaniu na uciekajace bezladnie
hordy Chinczykow. Porzucali oni nawet karabiny. To byla istna rzez.

I nagle temu durniowi Trumanowi sie przywidzialo ze nalezy zakonczyc wojne,
bo cel polityczny zostal osiagniety, czyli 38 rownoleznik zostal
zabezpieczony. Tak samo jak jego nastepcy 40 lat pozniej, czyli George
Bushowi seniorowi podczas Pustynnej Burzy.
To nic ze wystarczylo zakonczyc rozpoczeta juz rzez zoltej masy. Politycy jak
zwykle rozpieprzyli pewne juz zwyciestwo. Wprawdzie to prawda ze niektore
pomysly McArthura byly szalone, jak na przyklad atak atomowy na Chiny badz
inwazja Mandzurii, i dlatego zreszta byl on wymieniony przez Ridgewaya. Choc
nie wiem czy nie byloby dobrze jednak aby te pomysly wtedy zrealizowano.

Jednak cala pozniejsza historia swiata komunistycznego inaczej by sie
potoczyla. Dokonczona rzez Chinczykow z pewnoscia zakonczylaby sie upadkiem
Mao. Duze reperkusje by to tez mialo na Sowietow. Watpie aby zdecydowali sie
oni na otwarta inwazje w Azji. Byloby to ich samobojstwo i Stalin o tym
wiedzial.
Kleska swiata komunistycznego w Korei mialaby dewastujacy wplyw na jadro
komunizmu, czyli na propagande komunistyczna. System komunistyczny nie bylby
w stanie tej kleski przetrawic i moglo sie to zakonczyc upadkiem swiata
komunistycznego jako calosci.
Cala historia by sie potoczyla inaczej. A tak na wskutek glupoty politykow,
dla ktorych kolejna elekcja jest wazniejsza niz globalna strategia, szansa na
odmienienie kierunku historii zostala zmarnowana.

Ta doktryna prowadzenia wojen w celu osiagniecia krotkowzrocznych celow
politycznych, a nie ostatecznego zwyciestwa, dominowala w polityce USA az do
9-11. Jej bezposrednim skutkiem bylo wiazanie rak generalom przez glupich
politykow. Byla obecna w Wietnamie i w Zatoce Perskiej.
Ostatecznym odejsciem od tej doktryny stal sie wlasnie 9-11. Bush, Rumsfeld i
Wolfovitz zrozumieli wreszcie ze wojna ma jeden tylko cel: ostateczne
zwyciestwo.
Nie jest to przeciez az takie skomplikowane aby zrozumiec, ze w momencie
zaczecia wojny cel polityczny, w ogole cala optyka, zmienia sie w miare
rozwoju wydarzen wojennych i poczatkowy cel polityczny staje sie juz o wiele
mniej istotny.
Zakonczenie wojny koreanskiej, jak i zakonczenie Pustynnej Burzy, dalo szanse
pokonanemu aby zatrabic w propagandowe tuby zwyciestwa. Mam nadzieje ze ten
blad zostal juz raz na zawsze zrozumiany i sie nigdy juz nie powtorzy.
    • Gość: zwiadowca Re: Wojna Koreanska IP: *.rz.fh-aalen.de 19.05.03, 19:57
      No nie konca prawda. Bol polega na tym, ze sily ONZ (bo wlasnie pod egida ONZ
      bronionmo Korei Poludniowej) zostaly zepchniete z powrotem na 38 rownoleznik.
      Wtedy bylo kilka mozliwosci, od ataku nuklearnego po zawieszenie broni. Wybrano
      to ostatnie i to byl blad. Mozna jednak bylo ciagnac wojne dalej, zbombardowac
      konwencjonalnie mosty na rzece granicznej miedzy Chinami i Korea Polnocna
      (zapomnialem nazwy) i bledem bylo wlasnie to, ze tego nie zrobiono. Nieprawda
      natomiast jest jakoby sily ONZ dobrowolnie wycofaly sie do 38 rownoleznika.

      A inna sprawa - desant pod Inchon palce lizac :-)
      • swiatlo Re: Wojna Koreanska 19.05.03, 20:03
        Gość portalu: zwiadowca napisał(a):

        > Mozna jednak bylo ciagnac wojne dalej, zbombardowac
        > konwencjonalnie mosty na rzece granicznej miedzy Chinami i Korea Polnocna
        > (zapomnialem nazwy) i bledem bylo wlasnie to, ze tego nie zrobiono.

        Wlasnie nie mozna bylo tego zrobic, bo ten idiotyzm, czyli tzw 'mandat ONZ' nie
        pozwalal na przekraczanie przestrzeni powietrznej Chin. McArthur chcial scigac
        Chinczykow az na ich terytorium, i to byloby najbardziej efektywne, ale nie
        mogl.
        • serwal Re: Wojna Koreanska 20.05.03, 11:37
          Lotnicy dostali rozkaz, aby atakowac południowe przęsła mostów na rzece Jalu.
          Takie "pomysły" to czysta bezmyślność, bo jak tego niby dokonać? Nawet dziś
          przy zaawansowanej technologi naprowadzania rakiet i bomb szybujących nie da
          się stwierdzić, że wszystkie środki bojowe trafiają ze 100% dokładnością i
          skutecznością.
    • Gość: axx Re: Wojna Koreanska IP: 209.136.102.* 20.05.03, 00:30
      Byla to wojna ONZ i koalicja 15 z USA w roli glownej. Ogladalem kilka filmow o tej wojnie (dokumentalnych).
      Staty chinczykow sa bardzo wyolbrzymione. Warunki klimatyczne byly b.trudne. Silne mrozy.
      A "ochotnicy chinscy" z ZSRR spisali sie na medal. Wlasnie tutaj zadebiutowal MIG -15 odrzutowe cudo
      przeciwko P-51 Mustang. Najlepsze dzialko p.lotnicze w tym czasie.
      • Gość: Gamling Re: Wojna Koreanska IP: *.bsipl.com.pl 20.05.03, 00:42
        Zgadza sie. A dodac nalezy ze tak na prawde nikt nie potrafil przewidziec jaka
        byla by reakcja ZSRR na atak na Chiny (a o uzyciu broni atomowej nie
        wspominajac). Wiec te dwie opcje byly obrzymim ryzykiem dla panstw koalicji
        ONZ. A jesli chodzi o sama Organizacje to przyznac trzeba ze jej struktura
        raczej wyklucza mozliwosc przeprowadzenia "wojny do osiagniecia pelnego
        zwyciestwa" (wtedy ZSRR zakonczyly juz bojkot rady bezpieczenstwa jesli mnie
        pamiec nie myli)
        Pozdr.
        • swiatlo Re: Wojna Koreanska 20.05.03, 01:26
          Gość portalu: Gamling napisał(a):

          > Zgadza sie. A dodac nalezy ze tak na prawde nikt nie potrafil przewidziec
          > jaka byla by reakcja ZSRR na atak na Chiny (a o uzyciu broni atomowej nie
          > wspominajac). Wiec te dwie opcje byly obrzymim ryzykiem dla panstw koalicji
          > ONZ.

          Nie musiala to byc otwarta inwazja na Chiny. Wystarczylo by aby amerykanskie
          lotnictwo moglo przekroczyc chinska strefe powietrzna i zaatakowac chinskie
          koncentracje wojsk w Mandzurii.
          Co do inwazji na Chiny, to rozpatrywano taka inwazje w wykonaniu armii
          tajwanskiej przy amerykanskim wsparciu logistycznym i powietrznym.
        • serwal Re: Wojna Koreanska 20.05.03, 11:50
          O użycie przez Stalina broni atomowej bym się nie martwił. ZSRR miał wtedy
          kilkanaście głowic, w tym gotowych do użytku kilka. Przy ich ówczesnej mocy i
          wykorzystaniu mogliby co najwyżej skazić 1/3-1/2 obszaru Korei. Tylko po co?
          Przecież nie mogliby wtedy "budować komunizmu" w tym kraju. Chyba, że miałby to
          być taki pożegnalny "prezent" z adnotacją: "Musimy się wycofać, ale wam
          zostawiamy tylko ruiny i skażony teren".
          • Gość: barnaba Re: Wojna Koreanska IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 20.05.03, 15:12
            serwal napisał:

            > O użycie przez Stalina broni atomowej bym się nie martwił. ZSRR miał wtedy
            > kilkanaście głowic, w tym gotowych do użytku kilka.

            Ale tego amerykanie nie wiedzieli... Woleli nie ryzykować.

            pozdrawiam
      • swiatlo Re: Wojna Koreanska 20.05.03, 01:08
        Gość portalu: axx napisał(a):

        > Byla to wojna ONZ i koalicja 15 z USA w roli glownej. Ogladalem kilka filmow
        > o tej wojnie (dokumentalnych). Staty chinczykow sa bardzo wyolbrzymione.

        Musialy to byc radzieckie filmy.

        > A "ochotnicy chinscy" z ZSRR spisali sie na medal.

        Nie watpie ze tacy byli. W jakiej dokladnie czesci kampanii byli ci ochotnicy?
        • Gość: axx Re: Wojna Koreanska IP: 207.191.243.* 20.05.03, 03:09
          Niestety filmy byly amerykanskie.
          ZSRR dostarczyl sporo sprzetu wojskowego jak samochody,czolgi ,bron i amunicja.
          Najwieksza czesc pomocy ZSRR stanowilo jednak lotnictwo. Korea byla wrecz doskonalym poligonem do
          przetestowania glownie samolotow odrzutowych i okreslenia ich mozliwosci. Rosyjskim standartem byl
          MIG 15 a amerykanie poczatkowo uzywali P-51 Mustang (tlokowy) a pozniej w duzych ilosciach wprowadzili
          F-86 Sabre. Przez caly czas uzywali jednak starych B-29. (tlokowych) bombowcow a Australia bombowiec
          Canberra.
          Pomoc rosyjska odbywala sie w latach 1950-53.
          W Koreii dzialal 64 Korpus Lotniczy. Dowodzil nim Bohater Zwiazku Radzieckiego Gen Ivan Kozedub majacy
          na swym koncie 63 zestrzelenia w II WS.(na Super Cobra prod.USA). Uczestnikami Korpusu byli piloci,
          wytrawni weterani z II WS majacy bogate doswiadczenie bojowe.Korpus mial bardzo dobry wynik
          poniewaz zestrzelono w sumie 1300 maszyn glownie F-86 Sabre a takze B-29. przy stratach wlasnych
          345 maszyn. Byl nawet okres ze zastopowano dzienne naloty B-29 z powodu zbyt duzych strat..
          Wielu pilotow osiagnelo bardzo dobre wyniki jak np.pilot Pepelayev 23 zestrzelenia. Korpus rosyjski
          odbiegal razaco poziomem wyszkolenia od koreanskich pilotow latajacych na tych samych maszynach
          dlatego amerykanie stracali ich bardzo czesto. Historycznie Korea byla ostatnim miejscem gdzie odbywaly
          sie klasyczne operacje lotnicze. Cztery lata pozniej rozpoczal sie wyscig w kosmosie.
          • Gość: Speedy Re: Wojna Koreanska IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.03, 09:15
            A jakie twoim zdaniem byly chińskie straty? Wszedzie sie podaje setki tysiecy
            zabitych/rannych.
            P-51 jakkolwiek uzywany w wojnie w Korei (a w zasadzie - F-51, to juz po 1948
            bylo przecież) nie byl tam podstawowym mysliwcem. ze strony USAF walczyly już
            głównie odrzutowce - F-80 i F-84, potem doszlo jeszcze troche F-86 Sabre.
            Sabre okazal sie biczem bożym dla MiGa-15. Jakkolwiek trudno wierzyc w
            komunistyczne statystyki to nawet w oficjalnych zródlach z lat 60-tych typu
            Mała Encyklopedia Wojskowa podawane są liczby ok. 100-120 zestrzelonych w
            walkach powietrznych Sabre (Amerykanie podają 86, ale dochodzą jeszcze np.
            zaginione) oraz około 750-850 zestrzelonych MiG-15.
          • Gość: Fikoł Re: Wojna Koreanska IP: *.state.gov 20.05.03, 14:57
            Gość portalu: axx napisał(a):

            Dowodzil nim Bohater Zwiazku Radzieckiego
            > Gen Ivan Kozedub majacy
            > na swym koncie 63 zestrzelenia w II WS.(na Super Cobra prod.USA).

            Drobna korekta - ponad połowę tych zestrzeleń miał na Lavochkinie La-5.
            PZDR
      • serwal Re: Wojna Koreanska 20.05.03, 11:42
        Chyba lepiej powiedzieć: starły się Mig-15 z F-86 "Sabre". Mig-15 miał przewagę
        w manewrach pionowych, zaś "Sabre" w poziomych. Z resztą wystarczy przjrzeć się
        walkom toczonym w tzw. "Alei Migów". No i służbie Gabresky'iego i spółki.
    • grogreg Re: Wojna Koreanska 20.05.03, 08:00
      Swiatlo, czytales "Mein Kampf"?
    • dreaded88 A wymogi amerykańskiej polityki wewnętrznej? 20.05.03, 14:38
      Czy dalsza, wielka operacja o charakterze de facto ofensywnym była do
      przeprowadzenia biorąc pod uwagę ten aspekt? Przecież Wietnam został stracony
      dokładnie w ten sam sposób, wystaczyło tylko nie patyczkować się z Północą,
      dokonać na nią inwazji zamiast uganiać się po dżungli za Vietcongiem, albo
      chociaż wysłać B-52 na Hanoi w 1975 a wojskom Thieu sprzęt i amunicję...
      • Gość: zwiadowca Re: A wymogi amerykańskiej polityki wewnętrznej? IP: 141.18.4.* 20.05.03, 18:06
        Uganianie sie za VC wychodzilo im calkiem sprawnie. Prawda jest taka, ze dopoki
        Amerykanie angazowali sie na pelna skale w ten konflikt wszystko bylo OK. Potem
        pod wplywem czerwonej propagandy, lewackich "intelektualistow" i hippisow
        zaczeli kombinowac jak by ta wojne prowadzic i nie prowadzic naraz. A tymczasem
        poludniowi Wietnamczycy mieli tragioczne dowodztwo (z Thieu na czele) i nie za
        bardzo umieli walczyc. Efekt: "Frequent Wind" i ostatni helikopter startujacy z
        ambasady USA... Od tamtego czasu nauczyli duzo: po pierwsze jak walczyc ze
        slabszym, ale upierdliwym przeciwnikiem, po drugie nauczyli sie dbac o medialna
        oprawe wojny. I bardzo dobrze :-)
        • dreaded88 Re: A wymogi amerykańskiej polityki wewnętrznej? 20.05.03, 18:43
          Ale przyznasz, że pacyfikowanie czerwonej partyzantki w sytuacji, gdy była ona
          non stop podsycana i wspierana przez tzw. DRW i jej sponsorów, było tzw.
          głupiego robotą. Nawet gdyby wojna była prowadzona w sposób, jak piszesz,
          porządny, przy założeniu, że Północ pozostaje trwałym elementem, Amerykanie
          chyba siedzieliby tam, mając pełne ręce roboty, do dziś, a przynajmniej do
          1989. Być może taka strategia wydawała się słuszna politycznie, ale z drugiej
          strony Sowiety przecież nie wszczynałyby wojny globalnej o jakiś głupi Wietnam
          (Chińczycy weszli w 1979 bez konsekwencji).
          Armia Południa była w ogóle kiepska, z wyjątkiem zorganizowanych jeszcze przez
          Francuzów spadochroniarzy i późniejszych marines. Normalnym obrazkiem byli
          żołnierze ciągnący za sobą rodzinę i żywy inwentarz. Ale przeciw VC jakoś się
          sprawdzała - tyle, że ponoć Amerykanie popełnili błąd profilując to wojsko jako
          COIN - nie mogło ono w 1975 przeciwstawić się skutecznie regularnym jednostkom
          komunistów, nie miało czym zwalczać czołgów, zresztą wyszkolenia i praktyki nie
          stawało.
          • Gość: zwiadowca Re: A wymogi amerykańskiej polityki wewnętrznej? IP: 141.18.4.* 20.05.03, 19:39
            OK, zupelna zgoda co do tego, ze mogli wojowac nieco powazniej niz babrajac sie
            po uszy w blocie goniac partyzantow... Nie do konca rozumiem czemu sie tak
            cackali z linia demarkacyjna z Laosem - przeciez tamtedy szedl szlak Ho Shi
            Minha, mogli odciac VC od zaopatrzenia. Mogli tez zburzyc cala DRW w kilka
            tygodni... A to co sie stalo...no coz takie sa skutki "czesciowego wyskakiwania
            z tramwaju" ;-)
            • serwal Re: Zaopatrzenie VC. 21.05.03, 10:20
              Atakowanie szlaku zaopatrzenia Viet Cong'u, który wiódł przez Laos, było bardzo
              skomplikowane. Dmochowski w książce "Wietnam - wojna bez zwycięzców" podaje
              kilka ciekawych przykładów. Samoloty atakujące kolumny zaopatrzeniowe
              na "szlaku Ho-Chi-Minh'a" to B-52 albo bombowce taktyczne. B-52 po
              zbombardowaniu zostawiał pas zniszczeń o długości 2-3 km i szerokości 200-300
              m. Takie "dywanowe" zniszczenia nie miały sensu w stosunku do celu jakim jest
              ciężarówka lub grupa rowerzystów. Z kolei atakowanie lotnictwem taktycznym nie
              było zbyt skuteczne. Wietnamczycy w konwojach zachowywali odległości między
              ciężarówkami równe promieniowi rażenia bomb. Zatem zniszczenie jednej
              ciężarówki oznaczało przeznaczenie na nią jednej bomby. Jeśli dodać do tego
              fakt, że przed tą wojną USA wyprzedawała za bezcen do państw sojuszniczych (np.
              Francji) uzbrojenie lotnicze, a następnie okazywało się, że nie ma bomb w
              arsenałach. Wreszcie to wyprzedawane uzbrojenie trzeba było odkupować po cenach
              wyższych - ekonomika i efektywność nalotów tracą na sensowności. Nawet
              niszczenie dróg na "szlaku" było bez sensu. Składał się on z wielu równolegle
              biegnących dróg gruntowych. Lej po bombie łatwo było po prostu zasypać, a w
              ostateczności na uszkodzonych odcinkach transport mógł się odbywać z
              wykorzystaniem grup rowerzystów bądź tragarzy.
              • Gość: Speedy Re: Zaopatrzenie VC. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.05.03, 12:09
                Co do taktyki masz racje, dlatego juz pod koniec lat 60-tych atakowaniem
                konwojów na drogach zajmowaly sie w coraz wiekszym stopniu gunshipy -
                "latające kanonierki" przebudowane z samolotów transportowych, wyposażone w
                rozmaite systemy noktowizyjne i inne czujniki oraz potężną baterię
                szybkostrzelnych dzialek i karabinów maszynowych. Nie trzeba wiec bylo zrzucać
                masy bomb czy piekielnie drogich wowczas pocisków kierowanych - do zniszczenia
                ciezarowki wystarczalo kilka pocisków 20-40 mm.
              • Gość: zwiadowca Re: Zaopatrzenie VC. IP: 141.18.4.* 21.05.03, 18:03
                Sporo napisal juz Speedy, ja dodam tylko, ze Amerykanie nie byli skazani na
                dzialania lotnicze, przeciez posiadaja jeszcze wojska ladowe ;-) Mogli wyslac
                sily specjalne do mordowania tego zaopatrzenia, a mogli pojsc na calosc i wejsc
                do Laosu na pelna skale i tyle. Politycznie nie wygladaloby to ladnie, ale
                przez przejmowanie sie ogolnym wrazeniem przegrali ta wojne...
            • dreaded88 Re: A wymogi amerykańskiej polityki wewnętrznej? 21.05.03, 15:37
              No tak. Do tego dochodziła jeszcze, np. według Oliviera Todda, możliwość gry
              kartą chińską. Przecież w tym okresie stosunki ChRL z obozem sowieckim były
              fatalne, Kitajcy dawali do zrozumienia, że wcale nie będą się bardzo cieszyć z
              reunifikacji Wietnamu pod flagą promoskiewskiego reżimu.
              Ze Szlakiem Wujaszka Ho był chyba ten problem, który zarysował serwal,
              musieliby ich gazem truć, żeby było skutecznie...
              A w latach 40. Amerykanie zrobili błąd zakazując do pewnego momentu Francuzom
              wykorzystywania sprzętu z L-L, skutkiem czego ci musieli np. latać głównie
              Spitfire'ami.
              A może po prostu amerykańcy powinni byli w pewnym momencie zamiast bawić się w
              kreowanie rządów Diema czy Thieu ustanowić administratora Wietnamu :-)
    • swiatlo Lotnictwo w Korei 21.05.03, 18:21
      Ktos tutaj napisal o wspanialych wyczynach radzieckich ochotnikow lotnikow w
      Korei, wiec zajrzalem do zrodel i wyczytalem, ze w batalii pomiedzy Mig-15,
      ktore byly glownymi mysliwcami strony komunistycznej, a mysliwcami F-86A-5
      Sabre, straty byly nastepujace: Sabre zniszczyly w czasie calej wojny 792 Migi,
      podczas gdy Migi zniszczyly tylko 78 samolotow Sabre. Czyli proporcja byla
      ponad 10-1 na korzysc USA.
      I to odbylo sie w sytuacji kiedy Sabre musialy byc dodatkowo obciazone paliwem,
      poniewaz musialy dolatywac z baz w Japonii, podczas gdy Migi mogly latac z
      odleglej o pare minut lotu Mandzurii. Potem dopiero Amerykanie mogli latac z
      lotnisk w Kimpo i Suwon.

      Nie znam sie na tym, wiec po prostu tlumacze zrodla, mam nadzieje ze jakis
      znawca cos o tym ciekawego napisze. Zrodla mowia, ze Migi mogly latac o wiele
      wyzej niz Sabre, i dlatego mialy poczatkowa przewage. Zwlaszcza podczas atakow
      z gory od strony slonca. Migi tez mialy wieksze przyspieszenie podczas
      nurkowania, jednak Sabre jako nieco ciezsze z kolei mialy przewage podczas
      glebszych nurkowan. Z kolei Migi byly ciezko kontrolowalne na duzych
      predkosciach oraz wysokosciach.
      Sabre opracowaly specjalna taktyke do walki z Migami nurkujacymi z duzych
      wysokosci ktora okazala sie bardzo efektywna. Musze miec troche czasu aby
      przetlumaczyc opracowanie tej taktyki z angielskiego.
      Zrodla tez cytuja takich bohaterow lotnikow, jak Joseph McConnell ktory sam
      stracil 16 Migow, oraz asa z II wojny Fracisa Gabreskiego (rodak?).

      Zrodla pisza o helikopterach Sikorsky H-19 i Sikorsky H-5. Nazwa swojska...
      • Gość: zwiadowca Re: Lotnictwo w Korei IP: 141.18.4.* 21.05.03, 18:30
        swiatlo napisał:

        > Zrodla pisza o helikopterach Sikorsky H-19 i Sikorsky H-5. Nazwa swojska...
        >

        >>> Swojsko brzmi, ale Sikorski byl emigrantem rosyjskim. W USA znalazl sie
        chyba w czasie rewolucji pazdziernikowej. Pewny nie jestem i niec wiecej
        powiedziec nie moge, bo moje zrodla sa daleko ode mnie, a po sieci szukac mi
        sie nie chce ;-)
Pełna wersja