swiatlo
19.05.03, 19:44
Czytajac o tej wojnie nasuwa sie wazne pytanie: jaki jest cel prowadzenia
wojny? Czy celem wojny jest osiagniecie zakladanego celu politycznego, czy
tez jego celem jest po prostu ostateczne zwyciestwo?
Po agresji na Koree Poludniowa przez Kim Ir Sena garstka nieprzygotowanych
Amerykanow omal nie zostala zepchnieta do morza. Potem nastapil przelom,
destant i prawie cala Korea zostala opanowana przez sily ONZ. Potem nagla
inwazja chinska odepchnela sily ONZ sporo poza 38 rownoleznik.
W ogole Chinczycy stosowali ciekawa taktyke. Atakowali setkami tysiecy, fala
za fala. Poczatkowo to skutkowalo, jednak po czasie Amerykanie udoskonalili
system tzw. "maszynek do miesa", czyli system polegajacy nie na obronie czy
zdobywaniu terytorium, ale na zabijaniu jak najwiecej Chinczykow. Uzywali do
tego calej gamy narzedzi: artyleria, napalm, miotacze ognia zainstalowane do
czolgow (jak jest to technicznie mozliwe?), lotnictwo itd.
Chinczycy gineli dziesiatkami tysiecy, a jednak szli naprzod. Proporcja strat
ludzkich byla w granicach od 1-20 do 1-100. Po wycieciu jednej
wielotysiecznej chinskiej fali przychodzila nastepna fala, i jeszcze
nastepna. Kazda kolejna fala musiala chyba stapac po stertach trupow
poprzednich fal.
W koncu amerykanski system "maszynek do miesa" tak sie udoskonalil ze nawet
Chinczykom zaczelo brakowac ludzi. Amerykanie odepchneli zoltkow poza 38
rownoleznik i wtedy pod dowodztwem Lin Piao przyszedl bodajze ostatni
kontratak owych stutysiecznych fal. I jak wszystkie pozostale po
krotkotrwalym efekcie zaskoczenia i on zostal wyciety w pien.
Pod koniec walka polegala juz tylko na polowaniu na uciekajace bezladnie
hordy Chinczykow. Porzucali oni nawet karabiny. To byla istna rzez.
I nagle temu durniowi Trumanowi sie przywidzialo ze nalezy zakonczyc wojne,
bo cel polityczny zostal osiagniety, czyli 38 rownoleznik zostal
zabezpieczony. Tak samo jak jego nastepcy 40 lat pozniej, czyli George
Bushowi seniorowi podczas Pustynnej Burzy.
To nic ze wystarczylo zakonczyc rozpoczeta juz rzez zoltej masy. Politycy jak
zwykle rozpieprzyli pewne juz zwyciestwo. Wprawdzie to prawda ze niektore
pomysly McArthura byly szalone, jak na przyklad atak atomowy na Chiny badz
inwazja Mandzurii, i dlatego zreszta byl on wymieniony przez Ridgewaya. Choc
nie wiem czy nie byloby dobrze jednak aby te pomysly wtedy zrealizowano.
Jednak cala pozniejsza historia swiata komunistycznego inaczej by sie
potoczyla. Dokonczona rzez Chinczykow z pewnoscia zakonczylaby sie upadkiem
Mao. Duze reperkusje by to tez mialo na Sowietow. Watpie aby zdecydowali sie
oni na otwarta inwazje w Azji. Byloby to ich samobojstwo i Stalin o tym
wiedzial.
Kleska swiata komunistycznego w Korei mialaby dewastujacy wplyw na jadro
komunizmu, czyli na propagande komunistyczna. System komunistyczny nie bylby
w stanie tej kleski przetrawic i moglo sie to zakonczyc upadkiem swiata
komunistycznego jako calosci.
Cala historia by sie potoczyla inaczej. A tak na wskutek glupoty politykow,
dla ktorych kolejna elekcja jest wazniejsza niz globalna strategia, szansa na
odmienienie kierunku historii zostala zmarnowana.
Ta doktryna prowadzenia wojen w celu osiagniecia krotkowzrocznych celow
politycznych, a nie ostatecznego zwyciestwa, dominowala w polityce USA az do
9-11. Jej bezposrednim skutkiem bylo wiazanie rak generalom przez glupich
politykow. Byla obecna w Wietnamie i w Zatoce Perskiej.
Ostatecznym odejsciem od tej doktryny stal sie wlasnie 9-11. Bush, Rumsfeld i
Wolfovitz zrozumieli wreszcie ze wojna ma jeden tylko cel: ostateczne
zwyciestwo.
Nie jest to przeciez az takie skomplikowane aby zrozumiec, ze w momencie
zaczecia wojny cel polityczny, w ogole cala optyka, zmienia sie w miare
rozwoju wydarzen wojennych i poczatkowy cel polityczny staje sie juz o wiele
mniej istotny.
Zakonczenie wojny koreanskiej, jak i zakonczenie Pustynnej Burzy, dalo szanse
pokonanemu aby zatrabic w propagandowe tuby zwyciestwa. Mam nadzieje ze ten
blad zostal juz raz na zawsze zrozumiany i sie nigdy juz nie powtorzy.