misza_kazak
11.05.07, 08:01
Tlumaczenie innego artykulu.
Jednym z najbardziej rozpowszechnionych dzis czarmych mitow o naszej historii jest mit o niezmiernej cenie Zwyczestwa. Jakoby Niemcow trupami zawalilismy. Zapytaj doslownie kazdego – i w odwecie uslyszysz dyzurowe stampy o tym, ze na jednego zabitego Niemca dziesiec naszych przepada, o tym ze bezdarne i podle dowodctwo kompensowalo wlasna niekompetencje zolnierzskimi zyciami.
A wiec, to jest klamstwo. Smutnie, ze do dzis podobne klamstwa kraza w umyslach ludzi. Doszlo do tego ze peryodycznie wyplywaja bzdurne “objawienia” o 40 czy nawet 60 milionach zabitych w wojnie – oto i rezyser Stanislaw Goworuchin publicznie nazwal taka liczbe. To jest w ogole brednie – i podobne brednie, porodzeni nie wiedza, a problemami z mozgiem bredzacego.
Na dzien dzisiejszy najbardziej pelnym badaniem statystyki naszych strat jest praca grupy hisotykow wojennych pod kierownictwem general-poolkownika G.W. Kriwoszejewa, dostepna dzis szerokiemu gronu czytaczy. Dlaczego tej prace mozna ufac? PO-pierwsze to jest przyznana wsrod historykow praca naukowa – w odroznieniu od gadaniny Goworuchina i innych antisowietczykow. PO-drugie, w tej pracy sa podane metody obliczen – a wiec mozna zrozumiec zrodlo danych i ocenic mozliwe niedokladnosci,a takze przeprowadzic sprawdzenie danych i rezultatow – demograficznych, a takze co do strat w ramkach poszczegolnych operacji.
Dla oceny tego jak dobrze wojowala nasza atmia i czy zawalila Niemcow trupami, trzeba wyjasnic liczbe naszych wojskowcyh strat bezpowrotnych i porownac ich z analogicznymi danymi o Niemcach i ich sojusznikow na wschodnim froncie. Wlasnie bezpowrotne straty armii trzea analizowac – a nie porownywac nasze ogolne straty z niemeckimi stratami bojowymi, jak zwykle robia nieuczciwe wielbicieli krzyczec o zawaliwanii trupami. Co to jest straty bezpowrotne? To sa zabite w walkah, zaginione bez wiesci, umarle od ran lub na froncie od innych przyczyn, trafiace do niewoli.
Wiec, niemeckie straty bezpowrotne na sowiecko-niemeckim froncie za period z 22.06.41 do 09.05.45 wyniesli 7 181,1 tys, a razem z ich sojusznikami – 8 659,2 tys ludzi. Z nich jency – 4 376,3 tys. Ludzi. Sowieckie straty i straty naszych sojusznikow na tym froncie wyniesli 11 520,2 tys. Ludzi. Z nich jencow – 4 559 tys. Ludzi. W podane liczby nie wchodza niemeckie straty po 9 maja 45, gdy niemecka armia kapitulowala (chociaz chyba warto by bylo dodac do tej liczby 860 tys, prazska niemecka gruppe wojskowa, ktora kontynuowala opor po 9 maja i zostala rozbita tylko 11.05 – oni tez musza byc liczone jako zabite w walce, jesli nie kapitulowali – ale jednak ich nie licza, w scislej z nich licza tylko zabitych i trafiacych do niewoli do 9 maja). Nie weszli w ta liczbe rowniez straty narodowego polczenia i partyzantow z naszej strony , a takze volssturmu – z niemeckiej. W zasadzie sa porownywalne.
Takze osobnie powiem o losie jencow. Z niemeckiej niewoli nie wrocilo 2,5 miliona naszych, podczas gdy sowieckej niewoli zgineli zaledwie 420 tys. Niemcow. Ta pouczajaca dla krzyczacych o bezczlowieczenstwie zbrodniczosci kommunistyczniego rezymu statystyka nie wplywa na interesujacy nas stosunek strat bezpowrotnych, gdyz jency – przezyli oni czy nie, wrocili po wojnie czy jeszcze do jej zakonczenia – sa liczone jako straty bezpowrotne, Ich liczba sluzy taka sama miara skutecznosci dzialan armii, jak i zabite.
Jak widzimu stpsunek strat wojskowych 1:1,3, zadnymi 10 naszymi na jednego frica i nie pachnie. Rowniez zwykla ludska logika podpowiadam ze nie udalo by sie taka mocna armie, ktora w mgniecie oka rozbila Francje i Polske, armir, na ktora pracowala cala podbita Europa, prosto “zawalic trupami”. Zeby zwyczezyc takigo wroga sa potrzebne ogromne poswiecenie i meskosc zolnierzy, wysoki poziom ich potywacji, znakomita bron, dobre dowoctwo, mocny przemysl i rolnictwo.
Owszem, na poczatku wojny nasza armia poniosla ciezkie straty, jednak potem nasza armia osiagnela wielu wybitnych zwyczestw. Przypomnijmy Stalingradska operacje – 22 niemeckie dywizji i 8 rumunskich zostali zlikwidowane w tym kotle, plus ogromne straty niemeckiej armii poza kotlem. A w 1944 naszymi zostal przeprowadzony caly szereg ofensywnych operacji, znanych pod nazwa “Dziesieciu stalinowskich ciosow 1944 roku”, doprowadzajacych do likwidacji kilku niemeckich grup wojskowych . I oczywiscie nie warto zapominac o Berlinskiej operacji – gdy cena zycia 78 000 naszych wojakow zostala zlikwidowana ponad milionowa nemecka grupa. Wyjace na temat ”trupozawalenia” w swych zawywaniach zupelnie przeminuja fakt, ze Berlinska operacja – to nei tylko wziecie samego miasta Berlin dla gier politycznych, jak oni lubia mowic, a w pierwszej kolejnosci wlasnie rozgrom milionowe gruppy wojskowej, to byl cios, konczacy wojne. To znaczy pod koniec wojny miala na miejsce sytuacja odwrotna – juz Niemcy i ich sojusznicy niesli ciezkie straty pod ciosami odradzajacej sie od pierwszych strasznych ciosow Armii Czerwonej.
A jak ze historie o “wintowce na trzecj”” i “rzucanych na KM-y falach ludskich” ? Wojna wielomilionowych armii – to jest kollosalna “nierozbiericha”, ktorej starczylo i u nas i u Niemcow. W takich warunkach wszystko moglo sie zdarzyc – m.in. przypadki gdy nowosformowane pododdzialy, jeszcze niedoukompletowane i niedozbrojone mogli spotkac sie z przedzierajacymi sie Niemcami. Lub taki pododdzial mogli rzucic zatykac flanki gdy nie bylo czasu i nic innego pod reka i gdy cena takiego wyjscia we flank bylo okrazenie, w ktore mogla trafic ogromna grupa wojskowa i gdy o wszystkim mogla zadecydowac doslownie jedna kompania, we wlasciwy czas zatykajaca przerwe. Dokladnie tak samo czasem lokalny szturm z duzymi ofiarami, jak np. Szturm Sapun-gory, doprowadza do duzego sukcessu wojskowego.
Stad wlasnie mogli pojsc przyslowiowe przypadki “witowni na trzech”. Tak samo ktos z frontowcow mogl widzec nieoprawdane (z jego punktu widzenia) ofiary w lokalnych operacjach, nie widzac ogolnego obrazu. Wsztstko sie zdarza – ale czy moze szeregowy sadzic o calym froncie? Czy konkretnie jego dowodca byl durniem, czy sens strat okazal sie dla niego ukryty. U Niemcow rowniez takie przypadki sie zdarzali – we wszelkim przypadku, historie o tym, jak nasze kosili z KM-ow szeregi pijanych fricow tez pewnie maja pod soba podstawy.
Ale wlasnie to byli przypadki, i wozwodzic ich w system nie warto. Ogolny obraz mozna otrzymac wlasnie przez porownaniekoncowe wyniki. Ktore, jak widzimy, sa calkiem dostojne. Szkoda, ze wielu naszych ludzi poddali sie na zawywania szeregu pisarzy i innych “wlascicieli umyslow”, wyplywajacych na postperestrojecznej fali samooskarzania, na wzor W.Astafjewa, ktory byl podczas wojny kierowca, nie widzacego ani pierwszej linii, ani w ogole nic poza swojej ciezarowki, ale spekulujacego swoim “ja tam bylem” i na tej podstawie bezodnosnie do swojej wlasnej wiedzy sadzacy o wszystkim – od kampanijach karnych do Stawki.
Teraz zobaczymy ogolne straty demograficzne.
Za Kriwoszejewym
Ogolny uplyw (zabite, zmarle, zaginione bez wiesci i pozostajace sie za granicami panstwa) za lata wojny wyniosl 37,2 miliona ludi )roznica miedzy 196,7 a 159,5 milionow ludzi). Jednak cala ta liczba nie moze byc odniesiona na straty wyzwane wojna , gdyz nawet w czasie pokoju (za 4,5 roka) ludnosc redukowala by sie na skutek naturalnej smiertelnosci. Jesli poziom smiertelnosci ludnosci ZSRR w 1941-45 brac takim jak w 1940, to ilosc zmarlych wyniosla by 11,9 milionow ludzi. Uwzgledniajac ta liczbe strat obywateli, rodzonych do wojnym wyniesie 25,3 miliona ludzi. Do tej liczby nalezy dodac straty dzieci, rodzonych w czasie wojny i wtedy zmarlych wskutek wysokiej dzieciecej smiertelnosci (1,3 mil. Dzieci). W summie str