windows3.1
15.06.03, 22:59
Postawiony na mazurskich wzgórzach pomnik stoczonej pod Grunwaldem i
Stębarkiem bitwy odgrywał ogromną rolę propagandową. Jego otwarciu
towarzyszyły wielkie patriotyczne uroczystości, szeroko opisane przez media.
Potem wydawano z nim pocztowki, sprzedawane następnie w całym kraju. Znalazł
się na znaczkach pocztowych. Opisano go w podręcznikach. Stał się punktem
docelowym tysięcy pielgrzymek szkolnych, a dzieciarnia fotografowała się na
jego tle. Autokary i pociągi zwoziły dzieci i młodzież nie tylko z regionu,
ale z terenu całego państwa. Młodzieżowe wycieczki pod pomnik stały się
żelaznym elementem patriotycznego wychowania. Okoliczne jednostki wojskowe
organizowały tam uroczyste przysięgi, a żołnierzy na krótkich urlopach
zachęcano do grupowego odwiedzania miejsca pamięci. Otwarte przy pomniku
muzeum sprzedawało materały o przebiegu walk, a ci którzy nic nie kupili
mogli przynajmniej podziwiać wystawioną w gablotach broń, sztandary czy
ogromną podświetlaną mapę bitwy. Co jakiś czas z pompą zjeżdżały grupy
oficjeli by złożyć kwiaty i wygłosić mowy. Wokół pomnika rozkwił przemysł
turystyczny, obejmujący gastronomię, hotelarstwo, usługi transportowe,
pamiątkarstwo. Pomnik stał się jednym z kultowych obrazów tworzących narodową
pamięć, stał się miejscem, gdzie w pewnym sensie biło serce historii kraju.
Pewnego zimnego, ponurego styczniowego dnia, kiedy niebo nad Grunwaldem było
ciemne i niskie, żołnierze którzy przedtem robili tu zdjęcia w pospiechu
wysadzili w powietrze kluczowe elementy pomnika, zabrali narodowe świętości i
nerwowo oglądając się za siebie szybko odjechali. Ci, którzy potem tu
przyszli, przez dziesięciolecia kończyli dzieło zniszczenia. Pomnik siły,
triumfu i dumy walnie przyczynił się do powstania setek okolicznych chlewików
i komórek, a trzoda pewnie nie wie, że jej ulubione błoto leży na
marszałkowskich kamiennych płytach. W świętym kamiennym kręgu bohaterów już
od pół wieku pogardliwi przybysze wysypują swoje śmieci, w tym ostatnio
niestety bardzo mało ekologiczne a coraz popularniejsze kartonowe opakowania
po sokach i metalowe puszki po piwie. Wieczorami zarośnięty drzewami
zdziczały park jest świetnym miejscem na winno-piwne spotkania okolicznych
bezrobotnych – tak się złożyło że odsetek pozostających bez pracy jest w
powiecie olsztyneckim bardzo duży. Latem biegnącą w sąsiedztwie szosą nad
morze pędzą samochody spragnionych słońca stołecznych urlopowiczów, ale jeśli
któryś zatrzyma się to tylko po to, żeby na zarośniętych krzakami głazach,
pod starannie zasadzonymi dębami bohaterów oddać swój pospieszny mocz.
Nie, nie można powiedzieć żeby właściciele okolicznych gospodarstw, czekający
na poprawę koniunktury bezrobotni i pędzący nad morze urlopowicze nie mieli
szacunku dla historii. Taki wniosek byłby chyba stanowczo zbyt pochopny. Oni
mają swój własny pomnik bitwy grunwaldzkiej, tyle że położony kilkanaście
kilometrów dalej. Jego otwarciu towarzyszyły wielkie patriotyczne
uroczystości, opisane przez media. Potem wydawano z nim pocztowki,
sprzedawane następnie w całym kraju. Znalazł się na znaczkach pocztowych.
Opisano go w podręcznikach. Stał się punktem docelowym... itd. itp.
A styczeń mija za styczniem.