zarat.hustra
26.07.07, 05:44
„… Gdy Armia Czerwona przekroczyła granice Wielkiej Rzeszy, wkraczając na
Śląsk, do Prus i na Pomorze, przestano się liczyć z jakimikolwiek nakazami
rozsądku. Jest tajemnica poliszynela, ze Gdańsk został spalony na długo po
wycofaniu się Niemców i ze wiele miast w Prusach i na Śląsku zniszczono
najwyraźniej w akcie umyślnego wandalizmu. Scenom niepohamowanej radości
odbierały urok sceny równie niepohamowanego okrucieństwa wobec niemieckiej
ludności cywilnej. Często nie rozróżniano między przyjacielem i wrogiem.
Roześmiany radziecki zołnierz z polskim dzieckiem na kolanach na fotosie
propagandowego filmu to obrazek równie typowy, jak wizerunek pijanego
szabrownika z kolekcją skradzionych zegarków na poplamionych krwią rękach. Na
niemieckich żołnierzy polowano jak na dzikie zwierzęta. Członkom oddziałów
szturmowych – tak starym, jak i młodym – odmawiano statusu kombatantów i
zabijano ich na miejscu. Niemieckie groby bezczeszczono, rzucano się na
wszystkie bez wyjątku niemieckie kobiety, zabijano domowe zwierzęta. Sens
nielicznych słów, składających się na słownik najeźdźców – dawaj! Czy Frau,
komm! – był dobrze znany każdemu. Podpalenia, pobicia, morderstwa, zbiorowe
gwałty i samobójstwa całych rodzin znaczyły drogę armii wyzwoleńczych na skalę
nie znana nigdzie indziej w Europie. Zaświadczone w dokumentach zniszczenie
Śląska – o wiele poważniejsze od analogicznych wydarzeń na terenie środkowych
Niemiec – skłoniło niektórych historyków do podejrzeń, iż była to celowa
polityka zmierzająca do wypędzenia ludności niemieckiej z rodzinnych domów, w
przewidywaniu przyszłych porozumień poczdamskich. Specjalne oddziały sowieckie
zabrały się wszędzie do demontowania i wywozu urządzeń przemysłowych i
gospodarczych. Interesowano się wszystkim – od fabryk, po magazyny żywności.
Mając pełną swobodę działania sowieci nie dbali o rozróżnienie między terenami
wrogów ii ziemią przyjaciół. Jedna z równie licznych, co spektakularnych
operacji polegała na rozmontowaniu i przewiezieniu do Rosji całego systemu
elektryfikacji śląskich kolei.
Najtrafniejszy i najpełniejszy opis zwycięskiego przemarszu przez Polskę jest
dziełem jednego z radzieckich wyzwolicieli, wówczas oficera artylerii Drugiego
Frontu Białoruskiego. W czasie gdy ostatnia zimowa ofensywa armii radzieckiej
ruszyła z umocnionych pozycji na Narwi w pobliżu Warszawy, autor tej relacji
pozostawał pod wielkim wrażeniem nadciągającej fali czołgów T34. oddziałów
kawalerii kozackiej, samobieżnych dział i baterii rakietowych oraz nie
kończących się kolumn zmotoryzowanej piechoty w dodge’ach, chevroletach i
studebackerach, która przetaczała się ze wschodu na zachód przez ziemie
Mazowsza i na północ w kierunku Prus Wschodnich. 20 stycznia 1945 roku cały
ten pochód dotarł do Nidzicy (Neidenburg), w województwie olsztyńskim:
Poprzez dym i przez popiół
Ciągną zdobywcy Europy,
Ciężarówki wiozą łup:
Odkurzacze, wino, buty,
Graty, obrazy i ciuchy,
Bluzki, garnki, broszki, dzwonki
I maszyny z obcą Trzcionką,
Ser, kiełbasę i słoninę,
Wszystko, co się dało wynieść,
I widelce i firanki,
Łyżki, spinki, szklanki, klamki
(…)
Horingstrasse zweiundzwanzig.
Tu już byli. Przed kwadransem
Jęk zza ściany – matka płacze,
Córeczka na materacu,
Jeszcze dziecko, I już trup.
Jasna sprawa, proste słowa:
Nie zapomnieć, nie darować!
Ząb za ząb i krew za krew.
Z dziecka – babę, babie – śmierć.
Na twarzy matki krew. I szloch.
Prosi: tote mich, Soldat!
(…)
Był sobie Parteigenosse.
Tak jak inni, jeden z wielu.
Był – i nie ma. Taki los.
Przejechał go pociąg dziejów.
Niech potęga Rosji wzrasta!
Pora teraz napić się sznapsa.
Mówiąc bardziej zasadniczo,
Czas pochodzić za zdobyczą.
(…)
Nic nie zdoła nas powstrzymać –
Do Olsztyna! Do Olsztyna!
Od godziny jest już nasz
Zdobyty przez czołgi z marszu.
(…)
Miasto czeka. Jeszcze całe,
Nietknięte pożarem,
Czeka w strachu na swój los.
Domy ciemne. Niemcy w trwodze
Nasłuchują kroków, stukań:
Pójdą dalej? Wejdą tutaj?
Rośnie strach i rośnie łuna,
Noc jak dzień…
(…)
Ostry dzwonek. Łomot w drzwi.
Jakiś brzęk – to szyba pękła.
Potem tupot, za kimś biegną
I kobiecy krzyk po chwili:
Jestem Polką, nie Niemka!
A im i tak wszystko jedno.
Jest okazja – to korzystaj.
Frajer traci, mądry zyska.
Tak to jest. Więc czemu serce
Ściska się i boli?
W dwa tygodnie później Armia Czerwona dotarła do brzegów Bałtyku w pobliżu
Elbląga. I w tym momencie, zakwestionowawszy w prywatnym liście geniusz Józefa
Stalina, Sołżenicyn został aresztowany i skazany na dziesięć lat ciężkich
robót, jego wizja wyzwolenia nagle się urwała.
[…]
Pochodowi armii radzieckiej towarzyszyła masowa ucieczka niemieckiej ludności
cywilnej. Pogłoski o krwawej masakrze, jakiej armia radziecka dokonała we wsi
Nemmersdorf w Prusach Wschodnich – pierwszej zajętej wsi należącej do Rzeszy –
przyspieszyły masowy exodus. […] Dziesiątki tysięcy znalazło schronienie na
Półwyspie Helskim. Bałtyckie szlaki wodne przemierzały we wszystkich
kierunkach konwoje przeładowanych, mozolnie posuwających się na przód statków
z uchodźcami, które często stawały się łupem radzieckich łodzi podwodnych.
Zatonięcie statku „Wilhelm Gustloff” storpedowanego bez ostrzeżenia na Ławicy
Słupskiej 9 kwietnia 1945 roku, oraz „Goyi”, który zatonąl 15 kwietnia,
oznaczały śmierć około 15 tysięcy pasażerów. Te dwie tragedie, niemal nie
zauważone w ogólnym sauve qui peut, to dwie największe katastrofy w dziejach
nawigacji.”
Norman Davies. "Boże Igrzysko", str. 939-941