Gość: erczy
IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl
30.06.03, 13:13
Miał mi wyjść nowy wątek, a wkleiłem to przypadkiem w stary post. Zatem
powtarzam nawiązując do zestawienia wartości wojsk brytyjskich (Commonwealth)
i amerykańskich.
Uwagi na temat "ratingu" konkretnych armii (i ich żołnierzy) mogą być
ciekawe.
W książce o Caen (A.McKee) czytałem, że Niemcy wszystko co mieli najlepsze i
pancerne rzucili przeciwko Brytyjczykom, gdyż cenili ich o wiele wyżej niz
Amerykanów. Byc może to prawda (dużo miały tutaj do powiedzenia doświadczenia
I WŚ a także osobiste wspomnienienia niejakiego Fuhrera, który walczył właśnie
przeciwko Anglikom i bardzo cenił ich postawę na froncie - zresztą to BEF
przełamał wtedy front, a nie kto inny. Jak się zobaczy, co walczyło przeciwko
Juno, Sword itd, a co przeciwko Omaha i Utah to rzeczywiście może w takich
sądach być trochę racji. Ale chcę nawiązać do uwagi o owej ocenie różnych
armii (1=Niemcy, 0,8 British Empire itd.). Rysuje się ciekawy, nowy temat,
chyba nigdy nie poruszany. A jakby tak ocenić wartość PSZ na Zachodzie i LWP
na Wschodzie (wiem, że wtedy jeszcze nie nazywało się to LWP, ale to tak dla
rozróżnienia). Czysto teoretycznie, choć, gdyby ziściły się marzenia
przynajmniej niektórych to obie te armie walczyłyby przeciwko sobie (III WŚ).
Wyobrażacie sobie starcie 1DPanc Maczka z 1 BPanc Szarika?. Brzmi to
okrutnie, i chwała Bogu, że do tego nie doszło (nie ma nic gorszego niż
bratobójcze walki), ale jakby to mogło wygladać hipotetycznie - zarówno pod
względem militarnym, jak i psychologicznym? Wszak Maczek poruszał się wzdłuż
wybrzeża (Wilhelmshaven) i taki też mniej więcej był kurs 1 Armii WP na
Wschodzie. One musiałyby sie spotakać. Co mogłoby z tego wyniknąć? Przecież
to byli sąsiedzi albo nawet rodzina, tak jak mój stryj (co prawda u Andersa)
i mój ojciec (12 DP choć jeszcze nie na froncie - w maju 45).