matrek
14.08.07, 06:42
Rosyjskie stacje radiolokacyjne namierzyły dziwny obiekt startujący z okolic
Norwegii. Obiekt ten był najprawdopodobniej rakietą. Obsługa baz
radiolokacyjnych powiadomiła dowództwo o zbliżaniu się w kierunku granicy
rosyjskiej niezidentyfikowanej rakiety. Po kilku minutach wiadomość ta dotarła
do prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. Uruchomiona została nuklearna teczka, a
Prezydent pośpiesznie konferował z doradcami. Na radarach wciąż poruszał się
niezidentyfikowany obiekt. Zostały minuty do podjęcia ostatecznej decyzji o
odpaleniu rakiet nuklearnych. Prawie w ostatniej chwili stacje radiolokacyjne
poinformowały, iż tajemniczy obiekt nie leci w kierunku Rosji, a kieruje się
gdzieś nad morze. Rosyjskie rakiety nie zostały wystrzelone. Po jakimś czasie
okazało się, że obiekt ów był rakietą przenoszącą amerykańską sondę badawczą,
która miała zbadać zorzę polarną. Informacja o planowanym wystrzeleniu tej
sondy zostały przekazane Rosjanom, ale gdzieś zaginęła. Świat w ostatniej
chwili uniknął przez nikogo nie zawinionej katastrofy.