joseph.007
14.08.03, 17:01
MODERNIZACJA W CHINACH
Minister obrony ChRL, Ang Lee ujawnił na sobotniej konferencji prasowej plan
dalszej modernizacji sił zbrojnych, znany dotąd tylko z plotek, pod
kryptonimem „Przyczajony smok”. Zgodnie z zamierzeniami ministerstwa, w celu
poczynienia oszczędności budżetowych armia zostanie zredukowana aż o 50%,
czyli do stanu pokojowego 40 mln żołnierzy w 2.500 dywizjach. W związku z
krachem programu budowy gwiazdolotu wielozadaniowego J-23 (wszystkie 37i
prototypów uległo katastrofom), oficjalnie zapowiedziano rozpoczęcie programu
kompleksowej modernizacji myśliwca J-8 w celu umożliwienia mu krótkich lotów
orbitalnych. Wiadomo już też, że podstawowym czołgiem bojowym chińskiej armii
nadal pozostanie sprawdzony T-59, zmodernizowany jednak przez zamontowanie
radiostacji, rozrusznika do silnika i działa plazmowego wzorowanego na
rosyjskim ZIS-3003. Zapytany o konsekwencje przebazowania części atomowych
okrętów podwodnych w górę rzeki Jangcy, na tamtejsze sztuczne Jezioro Trzech
Przełomów, minister przyznał, że przejściowo może to osłabić potencjał
uderzeniowy floty Pacyfiku. W celu zapobieżenia takiej ewentualności rozważa
się zakup używanego pancernika w Turcji lub Japonii.
NOWY MODEL TERMINATORA
W czasie corocznego MSPO w Kielcach amerykańska firma OCP z Detroit
zaprezentowała nowy model robota bojowego, który ma zastąpić przestarzałe
roboty typu T-800. Nowy typ T-X zbudowany jest z płynnego metalu, co miało
zapewnić utrzymanie miejsc pracy w amerykańskim przemyśle hutniczym, a przy
tym polepszyło odporność i sprawność androida. Nowy terminator nie ma też
wielu wad poprzednika – jest bardziej zminiaturyzowany, ma ładny biust i nie
mówi z austriackim akcentem. Nasi wysłannicy zauważyli szczególne
zainteresowanie ekspozycją amerykańską ze strony ekipy z OBRUM Gliwice,
gdzie – jak wiadomo – powstaje od kilku lat polski odpowiednik T-800,
nieliniowiec bojowy LEM-001, o powierzchowności wzorowanej na znanym
ubiegłowiecznym aktorze Bronisławie Cieślaku.
KTO CORAZ BLIŻEJ
W siedzibie polskiego oddziału koncernu Gazprom-HSW-Bofors-Rheinmetall-
General Motors S.A. w Stalowej Woli przystąpiono w ubiegłym tygodniu do 14
etapu 34 edycji przetargu na kołowy transporter opancerzony dla naszej armii,
poświęconego tym razem optymalnemu kształtowi brezentowych torebek na
podpaski dla załogi oraz dokładnemu rozmieszczeniu ich wewnątrz pojazdu.
Wydaje się zatem, że jest szansa na to, by przetarg ruszył wreszcie z
martwego punktu. Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku jeden z
ogólnopolskich dzienników ujawnił, że torby produkowane przez firmę wybraną w
13 etapie przetargu przeciekają, są łatwopalne, wykazują tendencję do
dziurawienia się po kontakcie z ostrymi narzędziami i mają nienowoczesną
konstrukcje szytą na maszynie zamiast przyjętej przez Polską Normę szytej
metalową igłą; przy tym producent ma ogromne kłopoty finansowe, syn
właściciela ma parchy, a fabryka w rzeczywistości nie istnieje. W tej
sytuacji, po proteście HSW, który cały swój biznesplan na rok 2004 r. oparł
na produkcji igieł do szycia, przetarg utknął na przeszło pół roku. Jego
dalszy postęp okazał się możliwy dzięki śmiałej decyzji MON, oddającej
stanowisko przewodniczącego dyrektorowi HSW, dr Włodzimierzowi
Kalickiemu. „Długo czekaliśmy, aby procedura przetargowa mogła być jawna i
sprawiedliwa dla wszystkich uczestników” – powiedział prezes na zwołanej z
tej okazji zamkniętej konferencji prasowej.
AFERY KAWALERYJSKIEJ CIĄG DALSZY
Nie milkną echa afery związanej z zamierzoną modernizacją polskich jednostek
szybkich. Przypomnijmy, że przeprowadzona przed miesiącem kontrola NIK w MON
ujawniła, że spośród przeszło 3 tys. zakupionych w ubiegłym roku przez
ministerstwo koni wierzchowych aż 1.243 jest ochwaconych, 345 ma nosaciznę,
zaś w ponad 50% przypadków ich maść nie odpowiada przyjętemu regulaminowo
wzorowi kamuflażu. Stawia to pod znakiem zapytania planowane na przyszły rok
sformowanie Kresowej Brygady Kawalerii we Wdzydzach Kiszewskich. W dodatku
zamiast przeznaczonych dla naszego tymczasowego kontyngentu irackiego 320
wielbłądów dwugarbnych, niesolidny dostawca mongolski dostarczył 640
dromaderów, tłumacząc się, że arytmetycznie rzecz biorąc to na jedno
wychodzi. Skandal wyszedł na jaw, gdy nie przyzwyczajeni do wielbłądów
jednogarbnych rekruci zaczęli się z nich nieregulaminowo ześlizgiwać. Szef
resortu, Bonawentura von Ungern-Sternberg (inicjator wyposażenia WP w
ekologiczne środki transportu), tłumacząc się niekompetencją urzędników
pozostawionych przez poprzednią ekipę minister Renaty Beger, podał się do
dymisji, która została przyjęta przez prezydent Aleksandrę
Kwaśniewską. „Zamierzam zająć się zawodowo jeździectwem” – powiedział naszym
dziennikarzom zdymisjonowany minister. To chyba jednak jeszcze nie koniec
jego kłopotów: prokuratura wystąpiła wczoraj o odebranie mu tytułu barona,
otrzymanego jeszcze z rąk Mikołaja II za odwagę wykazaną w czasie szarży
kawaleryjskiej na japońskie pancerniki pod Cuszimą.