matrek
15.03.08, 22:31
Bułgarskie wojska lądowe ściągają ze swojej południowej granicy… czołgi PzKpfw
IV, które za czasów komunistycznych służyły jako nieruchome punkty oporu, a
ostatnio stawały się łupem złodziei.
Sprawne niemieckie czołgi PzKpfw IV z okresu II wojny światowej należą do
rzadkości, a ich wartość jest porównywalna z używanymi Leopardami 2. Do
naszych czasów zachowało się w różnym stanie kilkadziesiąt egzemplarzy,
głównie w muzeach, od USA, przez państwa europejskie, po Syrię i Izrael.
Zresztą wystarczy przekroczyć nieznacznie naszą południową granicę, by w
słowackiej Ladomirowej koło Dukli zobaczyć oryginalną czwórkę, służącą, wraz z
T-34, jako pomnik bitwy pancernej z ostatniego okresu II wojny światowej.
W Polsce także znalazł się jeden zdobyczny czołg tego typu, wykorzystywany do
szkolenia krótko po wojnie. Jego dalsze losy nie są znane, choć niektórzy
twierdzą, że był potem wykorzystywany jako cel, a później – co przecież
prawdopodobne – powędrował jako złom za zachodnią granicę zjednoczonych już
Niemiec.
Jednak historia operacyjnego wykorzystania tego pojazdu nie skończyła się
wcale w 1945. Służyły w pierwszorzutowych jednostkach byłych satelitów III
Rzeszy, a także Hiszpanii, Szwajcarii, Turcji, znalazły się nawet w Syrii,
biorąc udział w Wojnie Sześciodniowej w 1967.
Do Bułgarii trafiło w czasie ostatniej wojny światowej, według różnych źródeł,
46-96 czołgów PzKpfw IV, a także pojazdy zdobyczne, przekazane przez Armię
Czerwoną, w tym 15 PzKpfw V Panther. Te drugie, jako sprzęt za mało liczny,
zostały szybko wycofane z linii, natomiast czwórki służyły do początku lat 1950.
Oba typy spotkał jednak ten sam los: wszystkie PzKpfw V i – prawdopodobnie –
10-15 PzKpfw IV zostały wykorzystane nad granicą z Turcją i Grecją, jako
nieruchome punkty ogniowe. Z większości z nich zdemontowano silniki,
przeniesienie napędu, koła i gąsienice, wkopując na stałe w ziemię. Jednak
według ostatnich doniesień bułgarskiej prasy, przynajmniej kilka PzKpfw IV
uniknęło aż tak dramatycznego demontażu.
Po upadku komunizmu zaniedbane pojazdy zaczęły ostatecznie popadać w ruinę.
Jednak otwarcie granic spowodowało równocześnie zainteresowanie kolekcjonerów.
Był tylko jeden problem. Wraki nadal należały do bułgarskiej armii.
W ostatnim czasie policja ujęła dwóch obywateli Niemiec i bułgarskiego majora,
którzy chcieli wywieźć dwa najlepiej zachowane egzemplarze. Wcześniej, z
innego pojazdu zniknęła wieża. Wydarzenia te spowodowały reakcję wojska.
Podjęło ono decyzję o przewiezieniu pojazdów z powrotem do koszar. Będą
przekazane do muzeów lub sprzedane. Tym razem już legalnie.
www.altair.h2.pl/start-801